Skocz do zawartości

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation on 07.05.2018 in all areas

  1. 11 points
    No i wróciłem. Cały, choć ze skręconą nogą ( o tym później) ale umordowany i szczęśliwy. Chciało by się krzyczeć, LUDZIE SIADAJTA NA MOTOCYKLE I JEŹDZIJTA. Gdzie się da i ile się da. Świat jest piękny !!! Ale po kolei... Ruszyliśmy w czwartek 26-go kwietnia w okolicach 16tej. Cel: okolice Kindberg w Austrii, u rodziny Kolegi. Jedziemy we dwoje, droga w miarę spokojna, w okolicach Piotrkowa T. złapała Nas koszmarna ulewa i wichura. Przerwa, herbata i w drogę. Wieczorkiem dojechaliśmy do Mszany, gdzie był pierwszy nocleg (Leśne Runo). Całkiem przyzwoicie. Rano w drogę. Dotarliśmy do Mikulova. Tam zbieramy po drodze ludzi z Bielska, Szczecina i Gorzowa. Jestesmy w komplecie. Już w 6 maszyn grzejemy do Austrii. Po południu docieramy do Kindberg. Urocza alpejska wioska, nocujemy w gospodarstwie rolniczym. Wieczorkiem kolacyjka w "wiejskim stylu"... Rano śniadanko i smarowanie łańcucha, mamy polatać po okolicznych górkach. Patrzę, a tu niespodzianka (pierwsza dzisiaj)... O żesz Ty w mordę Po krótkiej dyskusji (jednak gwóźdź nie sterczał, ale nawet był dociskany) decydujemy nie ruszać ścierwa. I było OK. Przejechałem całą wyprawę z "goździkiem". W trakcie smarowania przetaczałem motocykl, źle musiałem chyba ustawić nóżkę na trawie. Generalnie nie z tego, ni z owego maszyna poleciała na bok. Tak nieszczęśliwie upadła że owiewka uderzyła w betonową ścianę, wyłamyjąc czachę i szyby (wiem, wiem - nikt nie uwierzy, że to parkingówka ) . Załamka... Po jakiejś godzince dłubania, klejenia taśmą, trytykowania, kombinowania, modzenia itp, itd. Coś tam zdziałaliśmy (przy pomocy kawałka widelca i dwoździków): Ostatecznie mój "Weasel" (czyli łasica, bo to małe gówienko prawie wszędzie wjedzie), zyskał adwenczerowego stajla . Starczyło na całą wyprawę (nalepki tylko szkoda, przykro mi KaeSie - pójdzie do kosza razem z popękaną owiewką): Ruszamy polatać po "górkach" Szybka kawusia w MariaZell (ichniejsze sanktuarium). I pomału lecimy do domku na obiad. Po obiadku pakowanie i w drogę. Dalej przez Austrię, Słowenię i do Chorwacji. Nocleg w Varażdin. Rano ruszamy w kierunku BiH. Po drodze niespodzianka, uroczysta msza w Chorwacji. Postaliśmy i popatrzyliśmy, a potem po cichu wsiedliśmy na motki i odjechaliśmy... Wjeżdzamy do Bośni i Hercegoviny. Zaczyna być coraz ciekawiej: Docieramy do miejscowości Livno. Nocujemy w hotelu "Park". Hotel, jak hotel (trochę biedny) ale pierwszy raz mamy taki garaż Po opuszczonej dyskotece. Zamykany na kłódkę, a jakże... CDN (zaraz, wrzucę kolejne fotki. Cierpliwości)...
  2. 8 points
    Mała dygresja : Jeszcze zanim dotarliśmy do Livna po drodze, na autrostradzie taka sytuacja: Okazało się, że... odbywał się amatorski wyścig kolarski. Częściowo po autostradzie Po jakiejś pół godzinie postoju w słońcu zdecydowaliśmy się zjechać w boczne drogi. Tak więc rano z Livna ruszamy w stronę Czarnogóry. Drogi coraz bardziej kręte, widoki coraz piekniejsze: Oczywiście nie zapomnieliśmy o popołudniowej kawie Kafejka przy stacji paliw pełna palaczy, zażyczyliśmy sobię kaffkę na zewnątrz. Voila Docieramy w końcu do Kotoru w Czarnogórze. Kraj, który najbardziej mi się podobał w trakcie Naszej wyprawy: Idziemy spać. Następnego dnia ruszamy na "agrafki" Kotoru i dalej w stronę gór Durmitor. Drogi kręte jak makaron. A widoki, cóż - sami zobaczcie I Wasz "hero"... Lecimy w stronę Durmitoru. Jakiś postój po drodze i obowiązkowy "food porn" Porcja nie do przejedzenia. No i pycha ! Docieramy w okolice Narodowego Parku Durmitor. Cóż, widoki zapierające dech w piersiach. Jesli kiedykolwiek, ktokolwiek zaproponuje Wam wyjazd w tamtą stronę. RZUĆCIE WSZYSTKO I JEDŹCIE. WARTO !!! Okazało się, że droga jest nieprzejezdna (zresztą nie tylko my tak mieliśmy w tym czasie). Nawrotka i zatrzymujemy się po drodze w Eko Sielo Durmitor. Cudna agroturystyka (?), klimatycznie położona. Przepyszne i tanie żarcie. Z tego co wiem, miejsce oblegane. Decydujemy się na nocleg. Zanim podali kolację, zrzuciłem bagaże i hop w teren (wiem, wiem - park narodowy, ale wybaczcie ekolodzy wszelkiej maści, nie mogłem się powstrzymać)... Dla takich chwil warto żyć Jak to chłopaki stwierdzili po moim powrocie - widać było szczęście na mojej gębie... Kolacja i spanko: Spałem w domku KTM (najbliżej drogi). Obok, domek oblepiony wlepkami. Nasza na samym dole ( Aaa, i Doodek tam był ) :
  3. 5 points
    Rano lecimy w stronę Żabljaka. Dróżki wąskie i kręte. Na jednej z nich, na piachu miałem uślizg tylnego koła. Instynktownie podparłem się lewą nogą, którą wygieło w drugą stronę. Żeby nie buty (Falco Avantur), chyba wróciłbym w gipsie. Do dzisiaj kuleję... Docieramy do Żabljaka i jedziemy dalej w dolinę rzeki Tary... (most pewnie Wam znany) : Przejażdzka wzdłuż rzeki. Kierujemy się w stronę Sarajewa. W deszczu wjeżdzamy do miasta. Przemoczeni docieramy do hotelu (hotel Bosnia, przywoity z parkingiem zamykanym). Nie miałem siły na wieczorny spacer. Idę spać. Dopiero rano rundka po okolicy. Po śniadaniu jedziemy zobaczyć Aleję Snajperów (słynną ulicę śmierci w oblężonym mieście) Z Sarajewa jedziemy do Srebrenicy. Kolejne miejsce gdzie zginęło niepotrzebnie wielu ludzi. Wszyscy jesteśmy przygnębieni: Zamordowano tam w okolicznych lasach 8372 osoby. Straszne Z Srebrenicy kierujemy się pomału w stronę granicy z Serbią. Taki postój na popas przy drodze... Pod wieczór docieramy do miejscowości Valjevo. Nocleg w hotelu Grand, który czasy świetności miał dawno za sobą... Kolacja i spacerek po okolicy: Lulu. A rano cięgiem w stronę Wegier i okolic Budapesztu. Już na Węgrzech lunch w miejcowości Kecsem (czy jakoś tak). Po obiadku lecimy w stronę Budapesztu. Korki na obwodnicy, nie wjeżdzamy do miasta, tylko szukamy miejsca w jakimś sensownym motelu. W okolicach Vac, znaleźlismy miejscówkę nad samym Dunajem. Hotel Camelot. Pożegnalna kolacja w pięknych okolicznościach przyrody: W sobotę rano nasze drogi się rozdzielają. Ruszam samotnie w stronę Warszawy. Po 750 km, wiaderku kawy. tysiącach samochodów stojących w korkach docieram do domu. Zmęczony, ale z bananem na gębie. I żyli długo i szczęśliwie K-O-N-I-E-C ps. Wkrótce epilog i podsumowanie
  4. 4 points
    Myślę nad tym intensywnie , masz duży ładny ogród ...
  5. 4 points
  6. 3 points
    Skąd w Tobie tyle empatii, zaczynam podejrzewać, że jesteś kobietą
  7. 3 points
    No jak, aż kolega przyjdzie motocykl odebrać.
  8. 2 points
    Otwórz sobie komis co tak bedziesz w domu siedział Wysłane z garażu
  9. 1 point
    Moja koleżanka sprzedaje: https://www.otomoto.pl/oferta/honda-cbf-honda-cbf-600-sa-abs-salon-polska-1-wlasciciel-ID6zTUjV.html#6b3ab4226e
  10. 1 point
    Byłem na majowce w środę rownież nie przejechałem ,okrążyłem od drugiej strony koło kanionu. W eko selo miły gość i dobre jedzenie.
  11. 1 point
    Bardzo niefajnie się to czyta. Jesteście okropni Wysłane z mojego SM-J510FN przy użyciu Tapatalka
  12. 1 point
    A ja śrubkie szóstkie. Z nakrentko.
  13. 1 point
    Nie no nieźle... Ciekawe w którym miejscu nadal jest przystankiem autobusowym? [emoji16] Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka
  14. 1 point
    No ale po co tyle nienawiści, no po co? 16 rok za czy dychy i źle?


×