Skocz do zawartości

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 22.09.2018 in Posty

  1. 5 points
    Ale wieśniacka relacja... dawno już takich nie czytałem Jedynie okulary Vena ratują całą sytuację... zresztą widać, że chłopak dba o właściwy look na tych bezdrożach
  2. 5 points
    Last part. Skrawek Rumunii. a później Venowi zostało jeszcze jakoś chyba z 1000 km, a mi z trochę mniej. Jebany Deszcz.
  3. 4 points
    Ja się zapisze i pobędzie na innych forach to i tak tutaj z radością wróci
  4. 4 points
    Tyle już minęło od zakupu a jakoś nie miałem okazji pojeździć. Ostatnia przejażdżka przed wymianą kilku rzeczy. Szybki remont i znowu będzie na kołach.
  5. 4 points
    No to co? Zamykamy ten wątek [emoji6] Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka
  6. 4 points
    Nie martw się zostały jeszcze stare gacie na wieszaku, gumowce, i mnóstwo innych śmieci wystarczy tych skarbów dla wszystkich.
  7. 4 points
    Dość tego czilu z krowami. Słońce jeszcze wysoko więc kierujemy się z powrotem na Zelene i tym razem na rozstaju zjeżdżamy w prawo. Po drodze stoi ów TDT-55 do którego instrukcję znalazłem w Burkucie, pewnie by się właścicielowi traktora przydała tuż obok król czarnohorskich dróg a my kierujemy się pod górkę na połoniny niestety im wyżej tym gorzej, zamiast widoków mgła coraz gęstsza, jakaś pieprzona chmura wlazła w góry i utknęła a we mgle ukryły się oczywiście krowy Jak są krowy to gdzieś tu musi być ta serowarnia. Jedziemy cały czas drogą przed siebie, w końcu dojeżdżamy. Do kolejnego posterunku straży granicznej . Nosz kur... drogi do tego sera pilnują, drogocenny taki czy jaka cholera. Mówią, że nie puszczą dalej bo mgła jest za duża. No to po serze . Ale może jednak... my do tej serowarni co tu gdzieś jest ... No jest, ale musicie wrócić i tam będzie taki plakat. A tędy dalej to na Popa Iwana. A motyla noga był jakiś papier na kiju w tej mgle zbytnio nie zwróciliśmy uwagi. No to szczstliwa i nazad. Wróciliśmy kawałek i jest Od superreklamy jak widać wiodą dwie drugi. Wjechaliśmy w tę przy której stał ów drogowskaz. Jedziemy, jedziemy po jakimś niczym, jakieś błoto, koleiny jak chu... te 200 m już dawno minęło. Minęliśmy tę chałupę we mgle, czy co ... Z naprzeciwka wyłaniają się z tej cholernej mgły jakieś dwa motki. Stanęliśmy, jakieś tam cześć, cześć. No oczywiście krajanie. Pytają się czy jedziemy na Popa Iwana bo ich posterunek nie wpuścił, jebnęliśmy smiechem. Byliśmy tam. Nas też nie wpuścili. Okazało się, że w tym mleku jechaliśmy sobie jakby nigdy nic z powrotem w kierunku posterunku. No kur... mistrzowie . No to z powrotem i wę drugą dróżkę i rzeczywiście po kilkuset metrach jest w tym miejscu przez cztery miesiące w roku mieszka trzech facetów, doją krowy, wyrabiają ser i czort jasny wie co oni tam jeszcze robią ... jest ser, cel osiągnięty pozostał już tylko powrót do barłogu i spożycie tego co upolowaliśmy
  8. 4 points
    i na Rowną początkowo pięknym asfaltem a potem już betonówką ułożoną jeszcze przez radzieckie wojska, miała wieść do bazy rakietowej którą zaczęli tam budować i nigdy nie ukończyli ... takie okoliczności przyrody po drodze pozostałości z bazy rakietowej, która miała być częścią systemy obrony przeciwlotniczej ZSRR, nieopodal zrzucono dywersyjną grupę spadochronową imienia Lenina ale nas interesowało co innego dzień zaczął uciekać w związku z czym powaliliśmy takimi pięknymi dróżkami prosto do hoteliku o wdzięcznej nazwie :), gdzie zażywaliśmy wieczornych uciech w postaci żarcia picia i innych uciech, o których nie napiszę, a które dokumentuje poniższe zdjęcie zrobione przez Vengosha
  9. 3 points
    Niech MOC wiec będzie z Tobą! Szczery i niszowy Iwanie. Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
  10. 3 points
    Nie mam wiele do powiedzenia o gs 650. Wiem co nieco o funduro teraz uczę się gs 11/00. Na forum warto być jakimś wsparciem dla innych. Ja mam swoje forum niszowe którę lubię, już raz się spotkałem z częścią ludzi. Tutaj nie udało mi się wkręcić w klimat tak po prostu. Możę gdy strzelę jakąś trasę która mogłaby się komuś podobać opiszę ją bo sam lubię poczytać takie relacje innych osób.
  11. 3 points
    Coż okazuje sie, ze zmiana motka ma znaczenie, pomimo że bylem zalozycielem route125 zjedli mnie tam jak tylko dowiedzieli sie ze zmienilem pojemnosc... nie moglem juz co niektorych sluchac i sie wynioslem, jak kilku innych gosci na wiekszych maszynach. Forum oddalem i mam urlop ... prowadzenie forum to ciezki chleb. Jestem tu nowy ale mam nadzieje ze nie ma tu jakiejs nagonki na inne motki czy pojemnosci
  12. 3 points
  13. 3 points
    Chłopaki... gdybyście za rok też się tam wybierali, to dajcie znać tak ze dwa lata wcześniej!
  14. 3 points
    Ven pewnie teraz na meczu Barcy, no to lecimy dalej z tym koksem . To był nasz ostatni dzień na Ukrainie, a już przez kilka wcześniejszych wyjazdów w tamte regiony siedział mi w głowie wjazd na RLS Pamir. Nie miałem pojęcia o drodze, która tam prowadzi, czy da się wjechać tam motkiem czy można dostać się jedynie po jakichś ścieżkach na piechotę. A co tam, my nie damy rady ? a może jednak nie ? pośmigaliśmy szutrówkami gdzieś wzdłuż rumuńskiej granicy sam dojazd do wsi Szepit, skąd prowadziła droga na Tomnatyk był zajebisty, wieś oderwana od świata, muszę tam jeszcze wrócić Do tego okazało się, że na Tomnatyku następnego dnia mają być jakieś duże obchody dnia niepodległości Ukrainy, w związku z czym droga prowadząca na górę była od jakiegoś czasu wyrównywana przez wszelkiego rodzaju ciężki sprzęt coby miejscowi notable zbytnio garniturków nie pochlapali. No to na Tomnatyk droga pięknie wyrównana przez spychacze kto ma łowce ten ma co chce a my chcemy na ten Pamir, już widać kopuły no i nareszcie na szczycie selfik w takim miejscu obowiązkowy a i fotka grupowa też była taaaaaaaakie piękne widoki Zdobywcy Po raz kolejny zwróćcie uwagę na TE OKULARY krowy, krowy wszędzie krowy i konie pierwszy raz widziałem konia z dzwonkiem kopieja wjedzie wszędzie RLS Pamir na górze Tomtatyk (1565 m n.p.m ) to część byłego radzieckiego systemu radiolokacyjnego. Funkcjonował od 1960 roku. Wcześniej wewnątrz było pięć anten radarowych, szósta znajdowała się na Stoju. Ostatni radziecki żołnierz opuścił to miejsce w 1995 roku, a więc cztery lata po uzyskaniu niepodległości przez Ukrainę. Po całym systemie zostały tylko ogromne kopuły. W jednej z nich jest jeszcze antena o nazwie P-14 Lena i rozmiarze 32 X 14 metrów Na deser Lena, całą tę konstrukcję da się obracać jedną ręką
  15. 3 points
    No cóż Ven nadal chyba odpoczywa po traumatycznych przeżyciach i nie jest w stanie kliknąć palcem w klawiaturę no to dorzucę jeszcze cosik od siebie. Kolejne dni naszej wycieczki spędzaliśmy już tylko w dwuosobowym składzie. Przed wyjazdem JacekJ podskoczył jeszcze do pobliskiej stacji benzynowej i podrzucił mi flachę benzyny, ponieważ do hotelu dojechałem dosłownie na oparach i nie byłem pewien czy zdołam dokatulać się gdziekolwiek w celu zatankowania. Jak później policzyłem w zbiorniku były może dwie setki albo mniej benzyny. I tak w miarę wczesną porą rozstaliśmy się, JacekJ do chałupy, a Vengosh i ja na zachód, a właściwie południowy zachód . Dzień mieliśmy zamiar poświęcić na dojazd do pasm Czarnohory Do celu mieliśmy trochę ponad 300 km, a więc spoko i bez spiny. Ruszyliśmy nieśpiesznie w stronę rumuńskiej granicy zahaczając o Synewir, a później wzdłuż rzeki Terebli, zalew na Terebli, całkiem fajna miejscówka na rozbicie namiotu ... drogi dobre czyli trochę asfaltu, trochę szutrow, trochę dziur, trochę większych dziur, właściwie to same dziury ... Dotarliśmy do jakiegoś miasteczka tuż przy granicy z Rumunią zatrzymaliśmy się na chwilę i Ven stwierdził, że na tych dziurskach jego Frankensztajn stracił oczy ... znaczy lampa się ujebała . No to trza to poskładać jakoś do kupy. Trochę trytytek i za jakieś dwie godziny z hakiem było ok. Nie mniej jednak plan się trochę rozjechał. Pogalopowaliśmy wzdłuż granicy już całkowicie asfaltowo i wieczorową porą już po zmierzchu dotarliśmy do Wierchowiny. W głowie świtało mi wcześniej żeby zatrzymać się w jakiejś huculskiej chałupie, ale ze względu na późną porę trudno byłoby coś znaleźć w związku z czym wbiliśmy do niezawodnego hotelu Wierchowel . Poranek, pogoda zajebista, stwierdziliśmy że zatrzymamy się na dwa dzionki, a góry polecimy na lekko. Zostawiliśmy w hotelu zbędny bagaż, zatankowali i zjechali z asfaltu w pierwszą w lewo aby po kilku chwilach wjechać w krainę szczęśliwych krów podczas gdy Ven odpoczywał i cieszył oko widokami, a propos oka zwróćcie uwagę na Ray Bany , ja musiałem ciężko zapierd ... aby zarobić na ser ... no i dalej jedną z moich ulubionych tras w tamtych rewirach - wzdłuż Czarnego Czeremoszu .... szczęśliwe krowy mają nawet boisko ... dotarliśmy do ostatniego sklepu na trasie gdzie mieliśmy zakupić wino i zajebisty huculski ser. Wino było, ser też ale jak nas poinformował miły pan - w górach bo w sklepie już nie . Pojedziemy w takim razie do producenta nawet reklama piwa jest dostępu do drogi na serowarnię strzeże uzbrojony posterunek w lewo Burkut w prawo Pop Iwan, no to może najpierw na Burkut ... ostatnie zamieszkane domki tutaj droga się kończy nn no i docieramy do znanej leśniczówki na końcu świata, a właściwie to co z niej pozostało, niestety z roku na rok jest tego coraz mniej dziesięć lat temu chyba ktoś tu jeszcze koczował oczywiście wszędobylskie krowy, których nikt nie pilnuje same wiedzą gdzie iść i kiedy wrócić do domu ochroniarz resztki z zawalonego mostu na drugą stronę Czeremoszu, dopiero teraz na mapie zobaczyłem, że jest po drugiej stronie jakaś droga wiodąca do czegoś co nazywa się Mokryn Domek Leśników ... przez rzekę dałoby się jakoś przejechać, ale po drodze jest jeszcze kilka miejsc gdzie nie wiem czy da się ją przebyć motkiem. Trzeba będzie to sprawdzić ... zdobycz z leśniczówki - instrukcja obsługi traktora TDT-55
  16. 3 points
    Korzystając z nieobecności Vengosha, odpoczywającego po ciężkiej ukraińskiej wyprawie w jakimś idżipcie podrzucę jeszcze kilka obrazków :) Zaraz za granicą w Krościenku jakaś pierwsza w lewo, czy w prawo aby tylko zjechać z czarnego oportunista oczywiście wybiera się w drugą stronę, a może to automapa ? szuterki :) i jeszcze lepsze dróżki :) czyżby ktoś nie chciał jechać dalej ... nieeeee, on poszedł szukać prawdziwych dróg, na których można czegoś dokonać ... i znalazł przez koleiny, wąwozy, krzaki, błoto i wodę cały czas wzdłuż granicy ... bardzo zardzewiałej granicy ale widoki piękne i wszyscy wiemy, że to jest właściwa droga :) jeszcze tylko kilka brodów i przez jakieś bliżej nie określone dróżki dotarliśmy do ludzkich osiedli :) z oddali obserwuje nasze poczynania ukraińska straż graniczna i nie tylko z oddali w pobliżu też się jeden pogranicznik znalazł i paszporciki proszę i dokąd i skąd i ile pali i ile kosztuje czas mijał szybko, motki uwalone błotem jeszcze tylko do myjni
  17. 3 points
    To jak już wątek tak ożył to chyba czas żeby coś skrobnąć: Wspomnieniem mojego bytowania na forum ADVrider (polskim) zawsze była przepychanka słowna pomiędzy dwoma forumowiczami , gdzie jeden do drugiego napisał "lepiej pochwal się swoimi dokonaniami koleś". Chodziło o odbyte wyprawy motocyklowe w ekstremalnych offroadowych warunkach. Ja poprzednio głównie "pedaliłem się na asfalcie" (też za ADV) więc teraz postanowiłem się nie pedalić i w końcu coś w życiu osiągnąć (to stwierdzenie z resztą pozostało motywem przewodnim naszego wyjazdu), dlatego ruszyłem na niełatwą wyprawę bezdrożami Ukrainy. Jako kompanów wybrałem sobie dwóch starszych ode mnie ludzi bo myślałem, że będę błyszczał ale tak się nie stało. Dzień 0,2, drugi i trzeci W piątek po robocie ruszam w stronę Lublina ponieważ jestem umówiony z Jackiem, że będę spał u niego w domu ale wiem, że dotarcie będzie trudne. Wyruszam późno ok 19 z Torunia, w dodatku we Włocławku na stacji dostrzegam, że nie mam świateł mijania więc muszę wymienić żarówkę co niestety w moim motocyklu nie jest takie proste bo trzeba rozkręcić czachę. Ze stacji ruszam ok 21 więc jest już prawie ciemno. Gdzieś pod Radomiem stwierdzam, że nie dam rady dojechać i biorę nocleg w pensjonacie o zachęcającej nazwie "Miraż". Rano przy dźwiękach DiscoPolo konsumuję śniadanie i ruszam w kierunku Lublina gdzie spotykam się z Jackiem. Dalej ruszamy w stronę Bieszczadów gdzie mamy zaplanowane forumowe spotkanie. Bytujemy tutaj jedną noc w Bieszczadzkiej Przystani Motocyklowej gdzie mam okazję spotkać po raz pierwszy naszych forumowych Jankesów, brata Maksia, a reszta to starzy znajomi. Wieczorem wybieramy się na koncert z okazji 40 lecia KSU, który poprzedzamy posiedziawką w niedźwiadku, w którym spożywamy pizzę oraz wypijamy kilka piw żeby wejść w nastrój koncertowy. No cóż, koledzy bawią się świetnie, ja lubię polską muzykę lat 80tych ale nie KSU, niestety. Czuję niedosyt konwersacji tego wieczora, a na ognisko po 1.00 w nocy nie mam już siły tym bardziej, że następnego dnia mamy ruszyć na Ukrainę. Szefem ekipy przez dwa dni ma być Jacek, a z nim wiadomo, nie jest lekko. Ruszamy ok 10, a może 11 następnego dnia z Bieszczadzkiej Przystani w kierunku Ukrainy na przejście w Krościenku. Próbujemy przebić się przez sznur samochodów żeby nie stać w palącym słońcu ale Pan Celnik nas cofa na koniec kolejki informując, że jeżeli by padał śnieg albo deszcz to by nas przepuścił ale jest ładna pogoda to możemy się poopalać, fajnie. Stoimy zatem w rynsztunku motocyklowym w temperaturze ponad 30 stopni ok godziny. W końcu udaje nam sie minąć granicę, tankujemy i Jacek od razu skręca w pierwszą szutrówkę choć właściwie wszystkie powiatowe drogi na Ukrainie można określić tym mianem. Z szutrówki dostrzegamy malowniczą górkę więc postanawiamy w nią skręcić. Na podjeździe od razu pierwszy zakopuje się Dziadek. Ja z racji tego, że podjeżdżam żeby pomóc go wyciągnąć również grzęznę. Jacek widząc co się dzieje nawraca i odjeżdża zostawiając nas jak jakiś Jeremy Clarkson. Po 15 minutach walki z odkopywaniem motocykli robimy odwrót robiąc jeszcze foty po drodze i wracamy na szutrówkę. Jacek wybiera koordynaty "droga gminna" no i się zaczyna. Wjeżdżamy w jakąś łąkę: Dziadek jedzie przodem i z racji tego, że jest najmniejszy, ma pneumatyczne kości jak ptaki i w dodatku ma najlżejszy motocykl przejeżdża wszystkie przeszkody, ja z Jackiem zaczynamy się kopać w błocku. Po 3 bagnie mam trochę dość, jest 40 stopni w cieniu, przejechaliśmy jakieś 5 km w 2 godziny bo głównie wypychamy motocykle z błocka. Zaczynam trochę marudzić ale szybko przypominają mi się słowa forumowicza z forum ADV i przestaję. Nie jestem przecież tutaj dla przyjemności tylko dla dokonań. Na jednym z błotnistych podjazdów wywracam się ale na szczęście bezstratnie dla mnie i motocykla. Po zdobyciu górki ukazuje nam się taki widok: W końcu wiem po co się tak męczyliśmy. Dalej już przyjemną drogą polną docieramy z powrotem do szutrówek i zatrzymujemy się przy jakimś sklepie żeby coś zjeść i napić się ukraińskiego kwasu. Następnie Jacek kieruje nas na drogę która ma po drodze 3 brody, które okazują się prawdziwymi rzekami. Jak zwykle największe wątpliwości pojawiają się przy pierwszej później już idzie jak z płatka. Później jeszcze tylko jedna dziurawa ściana do pokonania (tym razem w dół) i docieramy ok 19 lokalnego czasu do przydrożnego motelu który wybiera Jacek. Oczywiście na miejscu przyczepiają się do nas tubylcy, którzy chcą się zaprzyjaźniać lub po prostu naciągnąć na zakup piwa. Jemy pyszne placki w motelowej restauracji i raczymy się piwem i winem (tzn ja z Dziadkiem bo Jacek to sportowiec). Następnego dnia planujemy wjazd na Połoniny. C.D.N.
  18. 3 points
    Dorzucę też kilka ujęć. Niestety nie mogłem spędzić całego tygodnia, bo w środę miałem być świadkiem w sądzie. Sprawa się nie odbyła, przyszedłem jako jedyny. Wkurzyłem się nieźle z tego powodu. Na początek żarcie i dziewczyny w znaym niektórym lokalu u Rubina w Narolu. KSU Błądzimy po Ukrainie. Ten pas ziemi po lewej to granica. Woda. Żródło życia i zabawy. Franek musi błyszczeć. Pozostałe sprzęty też. Kierownicy również. Spadamy dalej. Ile można siedzieć w tej samej wodzie. Jedziemy na Równą. Tak wygląda pułapka na Vengosha. Połonina. Dojazd na nocleg trochę długi, ale spory kawałek świetną szutrowką. Wieczorem żarcie, bania (raczej sauna) i zimne kąpiele. Bardzo fajnie spędzony czas. Rano żegnamy się i wracam do kraju, a chłopaki jadą dalej beze mnie... Zajeżdżam do Sianek. Przed wojną był to kurort narciarski dla elit, teraz nie ma nic. Kilkadziesiąt kilometrów ukraińskich winkli. Pizza w Samborze, myjnia w Lublinie i koniec przygody. Tylko 4 dni, ale intensywne i w świetnym towarzystwie.
  19. 2 points
    To podaj chociaż samochodu. Tylko napisz czyjego
  20. 2 points
    A jakie to ma znaczenie czym jeździsz?
  21. 2 points
    Iwan, zmiana motka nie wymusza od Ciebie ucieczki z naszego forum. Wręcz przeciwnie! Nasze forum(jak widzisz) mocno ewoluuje pod każdym względem jestem pewny że zmiana sprzęta nie ma dla nas znaczenia (przynajmniej dla mnie). Czuj się jak u siebie!
  22. 2 points
  23. 2 points
    Od jutra biorę się z uzupełnienie, co za spłycenie opisu i dramaturgii tamtych zdarzeń. Z Twojej relacji wynika jakbyśmy niczego nie dokonali!
  24. 2 points
    Dzień 4 Następnego dni niespiesznie wstajemy i kierujemy się na śniadanie do motelowego baru. Jedzenie znowu pyszne i tanie jak barszcz choć ten ukraiński nie jest najtańszym daniem w karcie. Sprawdzamy stan rzeczy po wczorajszych brodach, najgorzej chyba schną moje buty, cały czas wylewa się z nich woda. Wysuszyć buty z goretexem nie jest łatwo. (foto by JacekJ) Nie zważając na to zakładam je na nogi i jedziemy na stację zatankować pod korki żeby uniknąć problemu z paliwem w górach. Jedziemy krótki odcinek asfaltem, wyśmienitym jak na ukraińskie warunki, następnie zatrzymujemy się w miasteczku. Jacek kupuje szczotkę która ma nam posłużyć do obmycia motocykli bo po wczorajszych jazdach nie widać świateł, tablic rejestracyjnych czy migaczy, wszędzie tylko zaschnięte błoto.(foto by JacekJ) Skręcamy w boczną drogę na znacznie gorszą drogę i zjeżdżamy nad rzekę gdzie orientuje się, że nie mam już w ogóle klocków z tyłu, a myślałem, że hamulce trą z powodu błota. Przejeżdżamy rzekę i parkujemy na drugim jej kamienistym brzegu. Wrzucam motocykl na centralkę i z pomocą Jacka wymieniam klocki.(foto by JacekJ) Następnie obmywamy wodą motocykle. (Foty by JacekJ.) Postanawiamy się z Jackiem schłodzić w rzece, ponieważ wcześniej dostrzegamy tubylców kąpiących się w jej głębszym ujęciu. Zmierzając do niego słyszymy huk. Okazuje się, że zostawienie mojego motocykla na stopce centralnej na kamieniach nie było za dobrym pomysłem - runął na ziemię. W dodatku w jego pobliżu zostawiłem kask, który też nieźle oberwał, wyłamała się śrubka od mocowania daszku i szybki. Na szczęście nauczony poprzednimi przygodami na wyjazdach zaopatrzyłem się w śrubkowy zestaw naprawczy, który uratował sytuację. Niestety kask przestał być już taki ładny, dość mocno poobijał się od kamieni. Nie ucierpiał za to interkom, który był do niego przymocowany - chociaż to. Podnosimy motocykl i idziemy popływać.(foto by JacekJ) Po kąpieli ubieramy się i jedziemy w stronę Połonin.(foto by JacekJ) Wjazd nie jest bardzo wymagający ale wydaje się, że może być problematyczny dla samochodów osobowych i autobusów, szczególnie na początku. No cóż, nie dla tubylców. Na górę wjeżdżają przeładowane busiki pasażerskie z turystami oraz stare łady co dziwi mnie niezmiernie. Jak widać do każdych warunków trzeba się po prostu przyzwyczaić. Wjeżdżając już na odcinek betonowy wpadam w szczelinę pomiędzy płytami betonowymi słysząc przy tym uderzenie.(foto by JacekJ) Szybkie oględziny widelca na szczęście nie wykazują żadnych zniszczeń. Po drodzę zatrzymujemy się przy małym sklepiku żeby uzupełnić zapasy wody.(foto by JacekJ) Dziadkowi przy nawrotce gaśnie motocykl i przewraca się łamiąc klamkę sprzęgła. Na szczęście jestem przygotowany na taką okoliczność i oddaję mu mój zapas, Dziadek narzeka, że to nie touratech i że będzie wiochą wiało z jego x country. Niechętnie zakłada klamkę bo nie ma innego wyjścia. W międzyczasie mija nas sroga grupa offroadowa z Czech głównie na Yamahach Tenere, oni chyba też przyjechali coś dokonać...Na górę wjeżdżamy niespiesznie robiąc fotki po drodze i mijając jeszcze raz grupę z Czech (krótko byli na tych Połoninach, pojechali chyba odfajkować punkt). Na górze zastajemy stare schrony sowieckie oraz masę krzyży i pomników. Po podjechaniu do każdego z krzyży ukazują się niesamowite widoki. (foto by JacekJ) (foto by JacekJ) Objeżdżamy okolice kombinując zjazd inną drogą niż tą, którą wjeżdżaliśmy ale jest to obarczone za dużym ryzykiem utknięcia gdzieś w górach bo GPS nic nie pokazuje. Nie ryzykując wracamy w stronę płyt betonowych gdzie mijamy ekipę 4x4 w różnych terenówkach (chyba z 20 samochodów). Wszyscy wyposażeni w snorkele i specjalne ogumienie. Śmiejemy się, że pewnie planowali tę wyprawę rok, a Ukraińcy wjeżdżają tam swoimi ładami na łysych oponach. Zjeżdżamy z góry znaną drogą i docieramy do sklepu zatrzymując się na kwas i kawę. Podczas postoju patrzę na wioskę, w której jesteśmy i ludzi w niej mieszkających i stwierdzam, że nie ma czegoś takiego jak szansa dla wszystkich. Straszna bieda jest wszechobecna , ludzie w sklepie biorą produkty "na krechę", robi mi się ich żal. Pociesza mnie Jacek, który mówi, że oni nic innego nie znają i nawet nie wiedzą, że gdzie indziej może być im lepiej, przyznaję mu rację. Po dłuższym postoju udajemy się szutrówkami.... ...do upatrzonego przez Jacka hotelu extreme, który doskonale oddaje charakter naszej wyprawy, i znajduje się przy stoku narciarskim. Po kolacji (znowu pyszne żarcie) udajemy się do ruskiej bani gdzie relaksujemy się po ciężkim dniu C.D.N
  25. 2 points
    Zanim @Vengosh10 zacznie pełną wzruszeń, niesamowitych wrażeń oraz zapierającą dech w piersiach relację, jako współwinny tej "wyprawy" , aby skrócić męki oczekiwania i zachęcić do przeczytania jej w całości wrzucę kilka fotek dokumentujących skrajne przeżycia jej uczestników .


×