Skocz do zawartości

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 18.07.2018 in Posty

  1. 4 points
    I tak powoli,ale systematycznie temat zmierza w kierunku DL,a
  2. 4 points
    Na zdjęciu: Układ smarowania zwany półsuchym, z dwupoziomową miską olejową. To rzadko stosowane rozwiązanie. Więcej: http://www.swiatmotocykli.pl/Motocykle/56,113811,15975698,Wszystko__co_chcecie_wiedziec_o_smarowaniu.html
  3. 3 points
    Gadasz wtedy dopiero się zaczyna zabawa.
  4. 3 points
  5. 3 points
    te, mów za siebie (taki żarcik okolicznościowy:))
  6. 3 points
    Kibel . Loncin dał dupy i coś sknocili w silniku . Koszty pójdą w grube miliony euro , wizerunek szlag trafił , zamiast 850 pojechałem do domu skuterem elektrycznym w trybie eco pro .
  7. 3 points
    No fakt. Klikasz 2 i łączysz się z C - to chyba unijnie zarządzenie musi być
  8. 2 points
    Se wypraszam. Wczoraj jechałem autostradą. 15 minut. Z tego 10 - 140 starczy mi na bliżej nieokreślony czas Di jazdy ze znajomymi z takimi prędkościami szukaj czegoś innego - choćby Triumpha tigera xr.
  9. 2 points
    A F800GS? Choć jeśli wolisz szybciej to Triumph Tiger 800
  10. 2 points
    Heja Jacek, no jak widac cos tam szukam. Może byc też BMW tylko dobry egzemplarz musze znależć, a nie jak poprzedni żółtek. A co masz coś? p.s. KTM odpada - hehehe
  11. 2 points
    takie cóś dodatkowa masz powerbank i router
  12. 2 points
    Ja bym się tak tłustymi literami nie śmiał ...
  13. 2 points
    No i paść wróciła na kołach. 9 krajów ~4500km. bezawaryjnie z jedną glebą i jednym uślizgiem na tym zdradzieckim greckim asfalcie. Może to ich paliwo za 8 złotych dodało rotaxowi zbyt dużo mocy Jak zawsze pozostaje niedosyt i chęć dalszych wycieczek Żałuję że nie byłem w Bośni ale miało 5 dni lać non stop.
  14. 2 points
    @Cool, raczej unikaj wybiegow politycznych i religijnych bo tako tu mamy niepisaną zasadę.Od wielkiego dzwonu ktoś z grubej rury rzecz jasna dołoży żeby śmiesznie było, i wtedy śmieją się jedni a rechoczą drudzy ale żeby to było ciągle to już nie.No i jak już koniecznie musisz to przywal a nie jakieś gimnazjanlne pierdoly.
  15. 1 point
    zapytaj Bawarkę o prędkości przelotowe na dłuższych trasach na f800...fajne to były czasy... przy Twoim wzroście ogarniesz i f800 i f700. Kwestia długości nóg, a nie wzrostu. Kobiety mają pod tym względem przewagę. Zawsze pozostaje dobór kanapy, zawieszenia, owiewki, deflektora.. Najlepiej przejedź się jednym i drugim z ustawieniem kanapy pod własne cztery litery.
  16. 1 point
    Witajcie forumowicze
  17. 1 point
    O zasilaniu nie było mowy. Pliki mogą być kopiowane automatycznie lub po naciśnięciu przycisku: https://www.wdc.com/pl-pl/products/wd-outlet/my-passport-wireless.html
  18. 1 point
    Ostatnio poojechałem ogładac egzemplarz jak w linku: https://www.otomoto.pl/oferta/bmw-r-bmw-r1200r-13r-ID6AyOwJ.html#7cbf84d844 Dakarowy mi pomogl jako znawca i ekspert, na co Pan sprzedawca sie bulwersował. Ale do rzeczy bo chciałem podzielić się opinią: egzemplarz miał malowany silnik i szlifowane przednie tarcze hamulcowe szlifierką (o zgrozo) żeby ładniej wyglądały. Oczywiscie szlif był zrobiony tylko z zewnątrz, a od środka tarcza miała rant. To mnie odstraszyło. Podziękowania dla Dakarowego !!!
  19. 1 point
  20. 1 point
    haha zdążyłem niniaedytować
  21. 1 point
  22. 1 point
    To może lepiej tak: 1. Określ maxymalnie maxymalny budżet i kup maszynę za 80% tegoż budżetu. Nieważne czy Dakar, czy zwykły Gs. Jak tak zrobisz, to nie będziesz później pluł sobie w brodę, żeś gówno kupił, tylko zrobisz co trzeba i jazda. 2. 180 wzrostu to może być na Dakara trochę przymało, więc myślę, że zwykły Gs Ci podejdzie i nie będziesz na nim wyglądał jak na rowerku. 3. Jak ktoś mówi, że opuści tysiąc na potrzebne części/plastiki/serwis, to licz że wsadzisz lekko 2. 4. Motocykl to nie lans, więc warto zadbać o wszystko związane z bezpieczeństwem (opony, hamulce, łożyska, napęd.....) Jak tu oszczędzisz, to nie ma frajdy ...... tylko ryzyko utraty... The end.
  23. 1 point
    A może wróćmy od początku. Zanim wydasz zeta albo sprzedasz motór to wrzuć parę zdjęć i pomierz dokładnie. Jest tu sporo osób które mają pojęcie w temacie i coś wydumaja.
  24. 1 point
    Wyruszamy rano na północny wschód, powoli kierujemy się ku granicy węgierskiej, ale jeszcze kilka rzeczy po drodze chcemy zobaczyć. Jedziemy drogą 15 wzdłuż jeziora Muntelui a na koniec przejeżdżamy przez dziwny most w kształcie litery T, czyli rozdwajający się na końcu Zjeżdżamy na 17B i zaczyna się lekki koszmar. Szutry i piaski to było miodzio przy tym asfalcie. Jest więcej dziur, niż asfaltu i jak w kolejnej słyszę łupnięcie z tyłu, to już jestem pewna jakieś małej katastrofy w zawieszeniu. I tak kilometrami… Omijanie jednej dziury kończy się wjazdem w drugą i trzecią… Jak już trafi się kawałek w miarę całego asfaltu, to są jacyś dziwni uczestnicy ruchu: DSCF4026.JPG Tego dnia czuć już wrześniem, do południa temperatura oscyluje koło 12 stopni i w końcu afrykańcy przestają żartować z moich termoaktywnych kalesonek. Myślę sobie, że mi nawet zazdroszczą ;) Oprócz Rafa, który dopiero w tej temperaturze w końcu zamienia zbroję na kurtkę. Po drodze nawet ładnie: W porze obiadowej dojeżdżamy do Barsy, gdzie niestety moje BMW doznaje bliższego spotkania z asfaltem. W końcu chłopaki przestaną gadać „jak to możliwe, że jest jeszcze położyłaś?” . Ale to i tak wszystko wina jednego z sześciu kufrów Bliźniaka ;) Jakby tak nie wystawał na bok, to bym przy wymijaniu o niego nie zahaczyła swoim… W każdym razie zrobiłam popisowe łup na lewo, a auto jadące obok zdołało wyhamować jakieś 70 cm od mojej głowy. Jak się już wywalać , to porządnie, więc przy okazji złamałam klamkę sprzęgła i to dość nieszczęśliwie, bo na przegubie mocującym ją do kierownicy. Sama klamka jest cała… Arfica Team udziela pomocy: Ale nie bardzo jest co ratować: Mamy już wizję szukania na rumuńskiej prowincji kogoś, kto potrafi spawać aluminium, kiedy Bliźniak dostaje olśnienia i przypomina mi, że mam przy sobie poprzednio złamaną klamkę. Być może ten „przegub” przy niej będzie. Był! I w 5 minut z dwóch klamek robimy jedną i można jechać dalej… Ufff… No to teraz mamy: Rychu: Raf : Bliżniak: Jagna 2:2:1:1. Po obiadku ruszamy dalej. Przy drodze zaliczamy obiekt z listy Unesco: Mănăstirea Bârsana. To klasztor w stylu maramureskim, piękny i zadbany. Ale zabytek to nie jest żaden, o czym mówi nam pop: zbudowano go w latach 90tych Dalej jedziemy wzdłuż granicy ukraińskiej i zaglądamy jeszcze na Wesoły Cmentarz (Cimitirul Vesel) w miejscowości Săpânţa. Każdy nagrobek jest wściekle kolorowy i opowiada o życiu i śmierci danej osoby. ten był murarzem: a ten górnikiem: a tu? czerwone majtki, serce, dwóch mężczyzn,.. hmm… interpretacje mogą być różne… Do Satu Mare zostało nam niewiele km, chcemy ostatnią noc spędzić pod namiotem, więc szukamy jakiejś fajnej łączki: Ale towarzystwo zaraz mamy: Noc jest bardzo zimna, znów bardzo się cieszę z wełnianej bielizny ;) Niektórzy budzą się już o piątej z zimna. W końcu koło 7 wszyscy są na nogach i patrzymy na termometr: +6. Chyba w końcu nadszedł dzień, że mogę wypróbować polarową kominiarkę ;) Ledwo mieści się pod kaskiem, ale jak cieplutko w nosek! (D. udał Ci się prezent!) Ruszamy na granicę, wydajemy ostatnie leje na stacji benzynowej. Tu jedyny zgrzyt rumuński: kasjerki krzyczą, że mamy płacić za paliwo, a nie łazić po sklepie (wybierałam jeszcze jakieś piwo). A kolejki wcale nie było… Węgry przejeżdżamy gminnymi drogami, ale wszystkie asfaltowe. Trochę mnie dziwi, czemu Garmin ma jakąś przerwę w drodze, ale zaraz się dowiadujemy: przeprawa promowa. Dobrze, że nie bród ;) Węgry kończą się w oka mgnieniu, i już mamy Słowację. I dalej drogi gminne. Ale mocno cygańska ta część Słowacji i jak to zwykle idzie w parze, drogi też bardziej dziurawe. A w pewnej wsi to skaczemy wręcz na maszynach, takie są muldy ;) Gdzieś w połowie Słowacji Rychu z Rafem stwierdzają, że chcą spróbować innych gminnych dróg i się rozdzielamy. Ja i Bliźniak dobijamy do knajpy, stawiamy maszyny na miejscu widocznym z daleka i delektujemy się kuchnią słowacką. A ich nie ma. I nie ma. W końcu są. Raf zsiada i opowiada. Otóż jechali. Ale chyba ciut za szybko jak na zakręt, którego nie widzieli… Rychu wylądował w rowie, Raf go jakoś przeskoczył. Raf wyszedł bez szwanku, gorzej z Rychem. Stopa puchnie i boli, Afra nie ma owiewki z przodu i jeszcze kilku innych rzeczy, ale jedzie. Usiłujemy przekonać Rycha, żeby dojechać pod Kraków, do Rafa i tam do szpitala (i tak mieliśmy plan nocować u Rafa). Ale on się zapiera, że musi do Opola, a jak już wskoczy na autobanę, biegów nie musi zmieniać i da radę. Częstuję go ketonalem i jedziemy… Późnym wieczorem docieramy do Opola i Rychu udaje się na prześwietlenie, a potem: Jednym słowem, Rychu pobija wszystkich w naszej „glebowej” konkurencji… Na szczęście reszta dociera w całości już po ciemku do Wrocka, a ja rano ruszam na Zieloną Górę. Mam akurat tyle czasu, aby wziąć prysznic, przebrać się i ruszamy uśmiechnięci do pracy ;) A podsumowaniem tego wyjazdu dla mnie może być to zdjęcie z początku podróży: później było już tylko lepiej ;) Mam nadzieję, że Afrykańcy (i ci połamani, i ci cali) nie umęczyli się aż tak jazdą za mną (choć momentami na zakrętach mieli dość, nie zaprzeczać mi tu) i jeszcze kiedyś się skuszą na wspólną jazdę. Sporo się przy Was nauczyłam ;)
  25. 1 point
    Wyruszamy 10 września. Straszą mnie pogodą (Wojtek, jednak nie zawsze Karpaty we wrześniu = deszcz) a jak straszę nią chłopaków. Codziennie będą mi wypominać ciepłe ciuchy, które niepotrzebnie wzięli. Czy ja im kazałam, czy co? Sama dokupiłam dwie wełniane koszulki na wyjazd… Ja mam najdalej, bo Zielona Góra. Dobijam do Bliźniaka we Wrocku, pod Opolem zgarniamy Rycha, a pod Krakowem Rafa. I już grzecznie razem ruszamy na Rumunię. Dojazdówki opisywać chyba nie trzeba… Już po ciemku lądujemy w Satu Mare i dość szybko sobie uświadamiamy, że noclegu pod dachem nie będzie. W każdym przybytku wesele… No to namiot. Po ciemku trochę ciężko znaleźć fajne miejsce, dookoła same pola. Na jednym z nich widzimy opuszczoną (albo nigdy nie uruchomioną) stację paliw. A za nią całkiem przytulne miejsce na rozbicie namiotów. Z drogi kompletnie nas nie widać :lol: Za to strasznie głośno od tej drogi. Ale od czego w końcu są stopery :lol: Co prawda rano coś tam Rychu gada, że budził, że nikt nie reagował, a w ogóle to kto to widział tak długo spać. Rano okazuje się też, że spaliśmy pod drzwiami motelu. Może trzeba było wejść? Znajdujemy ładną miejscówkę na śniadanko: I ruszamy dalej. W planach dojechanie w okolice południowego krańca Transalpiny. Ostatnie zdjęcie mojego czyściutkiego geesika: drogi wybieramy boczne: i coraz bardziej boczne: Ja przy kolejnych błotnych koleinach, nad którymi majtam nóżkami nad ziemią ogłaszam bunt. Raf jedzie do przodu zorientować się w sytuacji i stwierdza, że lepiej nie jest. Ogłaszamy zatem odwrót. Na szczęście jedyny podczas wyjazdu :lol: Ale za to wjeżdżam niechcący w największą kałużę i wyglądam teraz wraz z moim moto najbardziej profesjonalnie ze wszystkich ;) Kolejne szutry i błotka są mniej problematyczne i daję radę. Co oficjalnie obwieszcza Bliźniak: Znów zjeżdżamy w boczne wioskowe drogi i szukamy noclegu, bo powoli ciemno się robi. Fajnie by było się umyć po dwóch dniach w temperaturze 30 stopni i jeździe kurzącymi szutrami :D A dookoła tylko krowy i owce. Nagle, prawie jak fatamorgana na pustyni, w środku zapadłej wsi pojawia się Casa David. Trzygwiazdkowa! Brama otwarta, bruk nieco zarośnięty, wjeżdżamy. Nikogo. Drzwi otwarte, w recepcji nikogo. W barze nikogo. W hotelu nikogo! Rozłazimy się po hotelu krzycząc „helooou!”. Pokoje otwarte, Bliźniak odkrywa basen, ani żywej duszy. Dostajemy powoli głupawki z całej tej sytuacji i stwierdzamy, że przejmujemy hotel przez zasiedzenie. Raf i ja odkrywamy jednak mieszkanko z boku, wchodzimy, a tu babinka w chustce struga kartofle. Nie wiem, kto jest bardziej zdziwiony. Babinka macha rękoma i coś tam tłumaczy po rumuńsku, więc grzecznie się wycofujemy do hotelu. W końcu (pewnie obudzony przez babinkę) pojawia się zawiany nieco gość. A po paru telefonach jeszcze z pięciu kolejnych. Pokój – proszę bardzo! 20 € za noc. Za wszystkich! A może kawy? Ursusa? Casa David w Cib - polecam! Resztę wieczoru spędzamy obserwując sielską wieś. Krowy wracają z pastwisk, babinki zaganiają je do obór, wóz konny jedzie, wóz z mułami jedzie… Samotna krowa idzie… I pies jakiś... Fajnie jest…


×