Jagna

Użytkownik
  • Zawartość

    770
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    15

Jagna last won the day on 29 Październik 2016

Jagna had the most liked content!

Reputacja

2408 Excellent

O Jagna

  • Tytuł
    Forumowy wymiatacz

Informacje o profilu

  • Płeć
    Kobieta
  • Lokalizacja:
    Zielona Góra
  • Motocykl
    F700GS, R90S '77
  1. Kolejny dzień, czas na obiecane Rafowi motocykle Wybieramy najbardziej krętą dróżkę do granicy niemieckiej, przez dość odludną połoninę: Są nawet jakieś szuterki w bok, ale Jagna na Gertudzie odmawia zjeżdżania z asfaltu i w dół, na północną , niemiecką stronę: Kierujemy się na Annaberg-Buchholz, gdzie na przedmieściach znajduje się cudeńko techniki: Frohnauer Hammer, czyli zabytkowa (działająca!) kuźnia. warte zobaczenia nawet dla tych, co nie władają niemieckim, bo jak działa młot napędzany kołem młyńskim zrozumie każdy, który zobaczy na własne oczy Kuźnię zbudowano w 1621 i jest w rękach tej samej familii do dziś. Przewodnik trafił się nam bardzo miły, widząc nie-Niemców mówił wyraźnie i dawał mi czas na tłumaczenie Rafowi Na zewnątrz niewielkie podpiętrzenie strumyka, który zasuwą może być kierowany na koło młyńskie które następnie napędza ogromny, drewniany wał napędowy: wał ma wypustki, które podnoszą i opuszczają młoty, znajdujące się po drugiej stronie: wysokość podnoszenia, czyli siłą młota jest regulowana na tarczy z mnóstwem dziurek. Oczywiście koło oraz młoty zostają uruchomione – huk jest niezły po drugiej stronie, także napędzane wspomnianym wałem ogromne miechy – dmuchawy do pieców. oczywiście też działające prostota tych urządzeń jest aż piękna, podobnie jak motywy kwiatowe i inne wyszukane ozdóbki sprzed 300 lat. Na zewnątrz dużo młodsza maszyna, napędzana (chyba) parowo. Naprzeciw kuźni dom właścicieli, dziś muzeum i restauracja. Muzeum – dużo powiedziane – po prostu zachowane w pełni mieszkanie właścicieli kuźni sprzed ponad 100 lat. Robi dobre, autentyczne wrażenie Tu by się Raf nie wyspał, ale Jagna już tak Lokalny wyrób, czyli koronki dziergane za pomocą kilkunastu młoteczków: Jedziemy dalej. Saksonia to też raj dla miłośników wąskotorówek. Jest tu podobno zachowanych 11 czynnych linii. Przejeżdżaliśmy obok jednej: Przejeżdżamy jeszcze przez stare miasto w Annabergu, zaglądamy do katedry (w środku nie wolno robić zdjęć bez opłaty, więc rozumiecie krótki spacer po starym mieście bierzemy kurs na Zschopau, którą to nazwę powinniście znać. W miasteczku tym pewien Duńczyk w 1915 rozpoczął produkcję motocykli. Momentami fabryka ta produkowała najwięcej motocykli na świecie! Niestety, zakończyła swój żywot w 2013. Ale do dziś (stan na 1. stycznia 2017) po Niemczech jeździ dokładnie 86.919 sztuk tych motocykli. Ciekawe, ilu z Was jeździło MZtką
  2. Wychodzimy z kopalni, ja bardzo zadowolona, Raf może ciut mniej - musiał polegać na moim marnym tłumaczeniem Zrobiła się piękna pogoda, więc postanawiamy pokręcić się miejscowymi ścieżkami w stronę Karlovych Var. Nie bardzo chciało się nam zatrzymywać na fotki. Drogi kręte, górskie, a ludzi niedużo, bo to raczej region narciarski. No i dobrze Karlove Vary (albo Karlsbad) to przepiękne uzdrowisko. Zaczynamy od porządnego, czeskiego obiadu. Kulajda, czyli czeska wersja grzybowej, a później tradycyjnie, czyli houskovy gulasz (Raf) oraz królik w sosie śmietanowym (Jagna). Może nie wygląda, ale jak smakuje! Przejazd przez dość snobistyczną dzielnicę sanatoryjną, na którą , obawiam się, nas nie stać Krętymi ścieżkami wracamy do Abertamy i tym razem na nogach zwiedzamy mieścinę (najważniejsze miejsce, czyli lokalną knajpę zaliczyliśmy już dzień wcześniej). Wrażenie szczerze mówiąc nie jest najlepsze. Choć wszędzie dookoła wyciągi i piękne góry, to chyba 75% budynków w mieście jest opuszczonych. Miejsce nadaje się do spania i punktu wypadowego wyłącznie pewnie dzięki temu nasz pensjonat był tak przyjazny cenowo Chyba najbardziej zamieszkały kawałek Abertamy, czyli rynek: Ale krajobrazy wynagradzają widok pustych budynków: Na łąkach niewiarygodne ilości wierzbówki kiprzycy: Wracając, zawadzamy o stary cmentarz, okazuje się, że w części poniemiecki. Każdy nagrobek zachowany, niektóre odwiedzane. Ciśnie mi się na usta jedno pytanie: dlaczego u nas z takich cmentarzy z reguły nie ostał się kamień na kamieniu?
  3. Okolice Drezna są już przyjemnie pagórkowate, dojeżdżamy bardzo bocznymi drogami do drogi – widma (autostrada 172a) pod Pirną. Zaczyna się w szczerym polu, na GPSie brak, a znaki pokazują na Pragę Już za drugim razem udaje nam się pojechać dobrze. Wpadamy na dwupasmówkę, mamy jeszcze sporo km przed sobą, trzeba nadgonić. Za Teplicami i Mostem widzę śliczne stożki wulkaniczne, trzeba będzie się im przyjrzeć kiedyś bliżej Za Chomutovem w końcu zjeżdżamy na drogi boczne. Całkiem wysoko położone: Wieje straszliwie i temperatura spada chyba co kilometr o jeden stopień. Tylko czekam, aż przekroczy magiczne +10 Wjeżdżamy w region narciarski, wszędzie wyciągi i ratraki. Jesteśmy koło 1100 m n.p.m. Na szczęście Abertamy już niedaleko, bo zaczynam zamarzać Abertamy to wioska, ale coś nie możemy znaleźć naszego adresu, mimo krążenia. Nie zostaje nic innego, jak pytać miejscowych Dowiadujemy się, że Apartmany Agata są tuż za urzędem miejskim, a ten mi mignął przed chwilą. No tak, oczywiście było to tuż za rogiem i przejechaliśmy tam ze dwa razy już Taki mały budynek, można przeoczyć Dostajemy mieszkanko , ciepłe, ładne i wyposażone we wszystko co trzeba, a motki tulą się do siebie na podwórku: Jest 12 sierpnia, mży, i jest +11 stopni – na szczęście kaloryfery gorące ! Zakopani po szyję pod kołdrą, zastanawiamy się, co robić z tak rozpoczetym weekendem. Na szczęście (niech żyje wi-fi oraz meteo.pl) informacje pogodowe twierdzą, że będzie cieplej i słoneczniej z dnia na dzień. No dobra, ale co z jutrem? W szczególności przedpołudniem? - Raf, jedźmy do kopalni, na pewno nie będzie nam padać na głowę. I tak też zrobiliśmy, po uprzednim porządnym wyspaniu się, czyli mniej więcej w południe. Góry Kruszcowe to miejsce, gdzie od XII wieku wydobywano rudy metali, w tym srebro, cynę, cynk czy bizmut. A dziś każda większa miejscowość udostępnia swoją kopalnię. Ja wybrałam tę najbliższą czyli sztolnię Frisch Glück "Glöckl" w nadgranicznym mieście Johanngeorgenstadt. Kopalnia srebra z XVIII wieku, następnie po II wojnie przejęta przez Rosjan (tu było NRD) ze względu na towarzyszące złoża uranu. Po wstępie „teoretycznym” przewodnika kaski w dłoń i wchodzimy w podziemia. Komora, w której zainstalowane były ogromne „koła młyńskie” do odwadniania, kuta 28 lat („ale to i tak krócej niż lotnisko w Berlinie”, jak złośliwie zauważył nasz przewodnik) Jakoś nigdy nie zwróciłam uwagi na pochodzenie słówka „kibel”. A tu proszę. Toaleta, czyli „Kibelstation” dla górników: W sztolni rekonstrukcja fedrowania średniowiecznego, przedwojennego (młoty pneumatyczne) i powojennego (dynamit). Tempo średniowieczne było trudne do uwierzenia – kilka cm na dobę. i na koniec kolejka kopalniana: Jeśli ktoś nie był nigdy takiej starej kopalni, to naprawdę warto. Trzeba jednak znać niemiecki. Można jednak wybrać się do kopalni złota w Złotym Stoku w Kotlinie Kłodzkiej i będzie na podobnym poziomie W rejonie Gór Kruszcowych jest kilkadziesiąt takich kopalni udostępnionych turystom, w tym takie, gdzie płynie się łodzią, czy zjeżdża 100 m w dół. Ja polecam
  4. Niestety nie tym razem byliśmy dalej na zachód. Szwajcarię znam tylko przejazdem, aż wstyd, bo to na tyle blisko, że można w 1 dzień obrócić ... Może jak będzie ładna niemiecka złota jesień to się jeszcze w tym roku wybierzemy
  5. Niemcy chyba mało komu kojarzą się turystycznie. A szkoda. To wymarzony cel podróży, szczególnie dla tych, co lubią wszystko wiedzieć wcześniej i dokładnie planować. Każda atrakcja jest dokładnie opisana, ma swoją stronę www oraz ulotki w pięciu językach No i muszę się przyznać - mam takie wrodzone skrzywienie, że po prostu lubię ten kraj Kiedy więc pojawiło się pytanie „gdzie na długi weekend”, pomyślałam sobie o Niemczech. Rafa przekonałam obiecanką „będę Ci wszystko tłumaczyć na polski” oraz kolekcją starych motocykli. Oraz oczywiście górkami, za którymi wiecznie tęskni Padło na Saksonię, a dokładnie na pogranicze niemiecko-czeskie czyli Erzgebirge inaczej Krušnė Hory tudzież Góry Kruszcowe, o których nasłuchałam się na wykładach z mineralogii oraz geologii złożowej. Ale o tym już Rafowi nie mówiłam Do tego zupełnie przypadkiem tuż przed wyjazdem wpadła w moje ręce mapa „Aktrakcje turystczne w Saksonii” – po polsku, za darmo – i utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest tam co robić przez miesiąc. Samych zamków jest tam prawie 50! Jedziemy więc na saksy! (jeśli nie znacie tego powiedzenia – na saksy (głównie do Niemiec, ale i ogólnie na Zachód) jeździło się przed ’89 zarobić „prawdziwe” pieniądze. Wymawia się „zaksy” – ta jak „zaksen” czyli Sachsen/Saksonia) Niemcy to naród oszczędny, zatem my też podeszliśmy oszczędnie do wyjazdu i znaleźliśmy nocleg po stronie czeskiej, za to w cenie polskiej. Zresztą wioska Abertamy okazała się być poniemiecka, więc wielkiej różnicy nie było. Daleko nie mieliśmy – coś koło 350 km, trochę Niemcami, trochę Czechami. Na szczęście przestało padać tuż za polską granicą (ciekawe…). Pierwszy odcinek wzdłuż niemieckiego poligonu z polskimi tabliczkami „wstęp surowo wzbroniony” – ach, ci grzybiarze… Ciekawe, że po drugiej, polskiej stronie Nysy jest ogromny, „tajny” magazyn amunicji Pierwszy przystanek to zamek Stolpen na wschód od Drezna (51.048027, 14.083816). Zamek widoczny z daleka: Pewnie kojarzycie nazwisko hrabiny von Cosel. Ta kochanka polskiego (i saksońskiego) króla Augusta II Mocnego. Miała 36 lat, kiedy to znudzony nią król zamknął ją w twierdzy Stolpen. Na całe 49 lat – do śmierci. A teraz zamek reklamuje się hasłem „Stolpen. Już się nie uwolnisz”. Niemieckie poczucie humoru? Sam zamek liczy sobie około 800 lat. Góruje nad malutkim, sennym miasteczkiem, gdzie jedyna czynna knajpa była zarezerwowana na jakąś imprezę… Na rynku pomnik ze słupów bazaltowych, których w tej okolicy jest mnóstwo Co jest piękne w takich starych miasteczkach – ile widzicie reklam na budynkach?? Brama wjazdowa do zamku (z piaskowca): Dziedziniec dolny, ściany stanowią naturalne przedłużenie bazaltowych kolumn: a w ścianie kolumny pocięte na sześcioboczne plasterki (przepraszam, ale nie umiem w takich miejscach nie widzieć geologii ) od drugiej strony jak płotek: Dziedziniec górny: a do tego studnia o głębokości ponad 80 wykuta w bazalcie. Przez 4 górników, przez 28 lat. Gorzej, niż więzienie W lochach trochę rzeczy muzealnych, w tym całkiem przyjemna wystawa skał Podsumowując – dobrze wydane 6 EUR. Ale możecie się tam wybrać w swoje urodziny i będzie za darmo Wrzucamy na ruszt Kartoffelsalat i lecimy dalej. Może tam?
  6. A jesteś pewien, że masz inną stopkę? Oraz centralke? A co chcesz z przodu robić, bo nie rozumiem?
  7. Nie mierzyłam dokładnie. ale różnica w prześwicie wynosiła ok 3 cm. Z obniżonym zahaczałam o co wyższe krawężniki w mieście. Ty mając 183 cm chyba masz kolana pod uszami bo ja mam 158 i miałam (fakt, z niska kanapą) całe stopy na ziemi. Wymieniając amor zwykły na obniżony nie wymieniałam ani stopki, ani centralki. Nie było takiej potrzeby. Ciut wpuściłam w lagi tylko.
  8. No właśnie. Przyznam, że zawiodłam się na BMW. Wymyślili coś mega praktycznego przy singlu, przyzwyczaiłam się do udogodnienia i zlikwidowali. No chyba taki bolec nie był zbyt drogim rozwiązaniem
  9. Takie fajne rozwiązanie było i masz, usunęli... No nic, trzeba będzie ratować się zapalniczką. Choć na razie odpala
  10. W F650 starym był taki fajny bolczyk do ładowania aku. Czy coś podobnego jest w F800/F700? Szukam i nie widzę...
  11. Do obiorów osobistych dołączył Wrocław oraz Zielona Góra. Niedługa zacznie się wysyłka, więc jak ktoś jeszcze czeka, to radzimy szybko podjąć decyzję ;)
  12. Uprzejmie informujemy , że sprzedaż nadal trwa :) Na liczne prośby uruchomiliśmy obiór osobisty: Warszawa, Kraków, Bielsko - Biała. Zapraszamy! http://www.izimeeting.com/produkt/kalendarz/
  13. Kalendarz czeka na chętnych tu: http://www.izimeeting.com/produkt/kalendarz/ Tym razem nieco inna szata, jak zwykle cel dobroczynny.
  14. Boka Kotorska nie jest fjordem. Tylko podobnie wygląda. Fjord jest polodowcowy, a tam lodowców raczej nie było ;)
  15. Na samiuśki koniec tracki. Uwaga: starałam się jak tylko się dało, aby było legalnie. Jednak na 100% gwarantować nie mogę ;) Zbąszyń - Wałcz Wałcz - Parzyn Parzyn - Kartuzy Razem 450 km soft-lajt-enduro z małymi wstawkami bocznych asfaltów :) Miłej zabawy !