Skocz do zawartości

Jagna

Użytkownik
  • Zawartość

    851
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    19

Jagna last won the day on 7 Sierpień 2019

Jagna had the most liked content!

Reputacja

2835 Excellent

O Jagna

  • Tytuł
    Forumowy wymiatacz

Informacje o profilu

  • Płeć
    Kobieta
  • Lokalizacja:
    Zielona Góra
  • Motocykl
    F700GS, R90S '77

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Jagna

    Kalendarz IZI Meeting 2021

    Zostały tylko 3 dni na zamówienie! 35 zł i cały zysk leci na operacje biodra Steve'a! www.izimeeting.com
  2. Jagna

    Kalendarz IZI Meeting 2021

    Kolejna kartka z naszego kalendarza! Tym razem Marta i Łukasz, w pogoni za marzeniami, w motocyklowej podróży z Polski do Nowej Zelandii przez Europę, Azję i Australię, czyli Dream Catchers' Journey. Zapraszamy do kupna na izimeeting.com
  3. JEEEST! Kalendarz IZI Meeting 2021 !!! Tak jak w ubiegłych latach, cały zysk ze sprzedaży przekażemy na cel charytatywny. W tym roku ponownie chcemy wesprzeć naszego kolegę Steve’a, który nadal wymaga kosztownej rehabilitacji po wypadku motocyklowym. Sprzedaż kalendarzy prowadzimy wyłącznie przez naszą stronę https://www.izimeeting.com Gorąco zachęcamy do kupna! Czekamy na zamówienia tylko do 5 grudnia! Wysyłamy kalendarze kurierem oraz InPostem po 15 grudnia. Możliwy odbiór osobisty w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Zielonej Górze. Koszt: 35 zł
  4. Dziękujemy wszystkim! 300 egzemplarzy w druku, w przyszłym tygodniu pofruną do nabywców.
  5. Jeszcze tylko do środy czekamy na zamówienia na www.izimeeting.com
  6. Takie piękne zdjęcie będzie w sierpniu w naszym kalendarzu. A na nim Steve, na którego rehabilitację przeznaczamy cały zysk.Kalendarz do obejrzenia i kupienia wyłącznie tu: izimeeting.com
  7. Jak co roku przygotowaliśmy nasz charytatywny kalendarz. Mamy nadzieję, że przypadnie Wam do gustu! W tym roku cały dochód z kalendarza przeznaczony jest dla Steve’a naszego kolegi , który bardzo ucierpiał w wypadku motocyklowym i będzie wymagał długiej rehabilitacji. Steve gościł na tegorocznym Izi Meetingu i znajdziecie go także na jednej z kalendarzowych fotek.Kalendarz możecie obejrzeć i kupić na naszej stronie: http://www.izimeeting.com/ do 11 grudnia. Wysyłkę planujemy tydzień później. Możliwy odbiór osobisty w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu oraz Zielonej Górze, adres i termin zostanie przesłany mailem jak tylko kalendarze dotrą na miejsce. Zapraszamy na izimeeting.com !
  8. Jagna

    Kanapa f800 vs f700

    Dzięki!
  9. Jagna

    Kanapa f800 vs f700

    Dzięki. Rocznik pisałam, bo chyba te najnowsze w salonie mogą mieć inne, choć nie sprawdzałam. Jeszcze jedno - piszesz, że nie da się zamienić od wersji ADV, a gdzie indziej piszą, że wersja kanapy Rallye pasuje do każdego... to jak w końcu? Szukam jak najwyższej kanapy do mojej 700...
  10. Pytanie mam: czy kanapy w f700gs i f800gs są wymienne? Mam na myśli rocznik 2014...
  11. xxx

    1. żeglarz
    2. Jagna

      Jagna

      Napisałam niechcący tu, zamiast prywatną wiadomość, a nie ma opcji "kasuj", więc jedynie tak mogłam usunąć tekst.

  12. Dzięki. To już pewnie z piętnasta moja relacja tutaj.
  13. Dzień ósmy, czyli powrót do macierzy i dwie miłe niespodzianki po drodze Poprzedniego wieczoru coś mnie tchnęło i zaczęłam przeglądać przewodnik. „Raf, a może trochę romantyzmu, co? Pojedzmy nad Niemen do Bohatyrowiczów, to całkiem niedaleko!” (Romantyzm romantyzmem, ale „Nad Niemnem” Orzeszkowej to piekielnie nudne było…) Wyznaczam więc trasę najcieńszymi kreskami na garminie, będzie jeszcze trochę offa na koniec Rano mijamy chmurną jak burza gradowa panią z pokoju obok, pompujemy znów moje koło (no rzadka ta guma, naprawdę) i jedziemy. Znów piękne szutry! Przed samymi Bohatyrowiczami garmin wyprawia jakieś dziwne rzeczy, a my chcemy jechać drogą wzdłuż Niemna. Po chwili już wiemy – szlaban, teren prywatny. No ciekawe. Trafiamy na asfalt tuż przed wsią i mamy: Hmm, widać ze trzy rozpadające się gospodarstwa, ale ani śladu drewnianej figury, która miała wskazywać drogę na grób Cecylii i Jana. No dobra, jedziemy do wsi. Na szczęście w polu stoi młody mężczyzna i piękną polszczyzną tłumaczy, że owszem, drogowskaz jest, ale od strony głównej drogi. A my jak zwykle, przyjechaliśmy z lasu Po samym dworze nie został żaden ślad. Tu trzeba skręcić z asfaltu do pomnika/grobu: Grób (raczej symboliczny) Jana i Cecylii Bohatyrowiczów: Grób położony jest na skarpie Niemna, do którego można zejść drewnianymi schodami: No i ostatni punkt programu zaliczony, bierzemy kurs na przejście w Bobrownikach. W tamtą stronę było dość miło i szybko, liczymy na podobny przebieg wydarzeń, ale niestety. :mur: Przejście puste, ale obsługę też jakby wymiotło. Jest nawet okienko oznaczone „European Games”, ale zamknięte na głucho, więc stajemy z innymi. Po dojechaniu do okienka słyszymy, że to nie ta kolejka i mamy się ustawić obok. Ale tam nikogo nie ma! Nie szkodzi, tam mają stać ci z Unii. Grrr, przenosimy się 5 metrów w bok i czekamy, aż ktoś raczy do nas przyjść. Oglądanie wszystkich papierów, tabliczek znamionowych, itp., itd. A teraz proszę przejechać do następnego okienka. I znów zamknięte na głucho, czekamy, czekamyyyy.. Aż zjawia się pograniczniczka i każe podejść do okienka obok, do którego staliśmy w pierwszej kolejce, ale nas przegoniła … Kurczę odzwyczaiłam się już od takich szopek granicznych Teraz sprawdzanie wszelkich możliwych papierów ludzi. Bilety na igrzyska , ubezpieczenie, zameldowanie. No właśnie – byłam przekonana, że to już martwy przepis, a pani twardo: jeden meldunek na 5 dni, potrzebne więc dwa. Na szczęście dostaliśmy taki w hotelu w Nowogródku… Tyle, że miałam go na samym spodzie sakwy Uff, Białoruś nas w końcu wypuściła, jeszcze tylko Polacy. „Dzień dobry, wódkę macie? Papierosy macie? A skąd wy, z Bielska?” „Nie, z Zielonej Góry, ale znamy kilka ludzi z Bielska”. „A Wasyla znacie?” „Znamy” „A Ivi i Szymka też?” „Też. Nawet na weselu u nich byłam” „Niemożliwe, ja też!” Jak miło wrócić do kraju! (…ale bagaże i tak nam sprawdzili ) Polska w okolicy Bobrownik pozwala na płynne przejście z białoruskich krajobrazów: zajeżdżamy na pierekaczewnik do Kruszynian (niedziela, dzikie tłumy), gdzie wspominamy nasz pierwszy wspólny wyjazd , który wiódł wzdłuż białoruskiej granicy. A ponieważ dziś jest dzień na niespodziewane spotkania, to spotykam kumpla z akademika po 17 chyba latach! Po konsumpcji uświadamiamy sobie, że nie mamy żadnej rodzimej gotówki. A kart w „Tatarskiej Jurcie” o dziwo nie przyjmują. Za to euro już tak Z Kruszynan bocznymi asfaltami dojeżdżamy do Bielska. No cóż. Dobrnęliśmy do końca. Teraz tylko zapakować się na lawetę i 700 km do domu . . . . . . Na koniec powinno być jakieś podsumowanie, zatem: To był naprawdę udany wyjazd. Ale kiedy ktoś pyta, czy polecam Białoruś, to mam lekkiego zgryza. Ten kraj nie oszałamia krajobrazami ani zabytkami. Jednak kiedy do niekończących się szutrów i polnych ścieżek doda się drewniane wioseczki i życzliwość mieszkańców, to wychodzą z tego całkiem fajne okoliczności przyrody. Oczywiście ci, którzy mają na tym terenie swoje korzenie, znajdą jeszcze inne powody przyjazdu (i tu nieoceniona będzie relacja Atomka). Ja z chęcią pojeździłabym jeszcze po północnej i południowej Białorusi. Kto wie? Może miłościwie panujący Łukaszenka znów zorganizuje jakieś bezwizowe zawody? A czy pojechałabym jeszcze raz w tak dużej i w zasadzie nieznanej prawie grupie? Tak, pod pewnymi warunkami Wydaje mi się, że jazda w podgrupach+wspólne wieczory integracyjne są całkiem dobrym rozwiązaniem. Jednak żeby nie dyskutować godzinami, którędy jechać i gdzie spać, ktoś powinien być "psem przewodnikiem" i mieć decydujące słowo. Oraz być kontaktem w razie "W". Oraz mieć włączony telefon Dziękuję wszystkim czytającym, że zabrnęliście tak daleko, a moim „współpisaczom” za posty. Chyba całkiem fajnie wyszła nam taka przeplatana narracja :Thumbs_Up: A szczególne podziękowania dla Chemika za pomysł, organizację, a w szczególności przygotowanie tracków. Bez nich nie zaliczylibyśmy połowy tych offów! Wasilczuk - dzięki raz jeszcze za zabunkrowanie auta z lawetą. Marysia&Janina - uwielbiam z Wami jeździć Szczególnie, jak towarzyszą Wam kabanosy Do zobaczenia & usłyszenia! Jagna
  14. W Szczuczynie dopada nas kolejny deszcz, nie mamy ochoty znów zmoknąć do majtek. Próbujemy więc uciec, mamy już popołudnie, i tak trzeba myśleć, gdzie się przespać . Rzut oko na mapę, na północy jakieś jezioro i nawet zaznaczona turbaza. Turbaza Chimik? Jezioro Białe? Czy to nie o tym właśnie wspominał Atomek? Dobra nasza, kurs na „Chimika”! No i będzie dla Chemika jak znalazł. O ile on sam się znajdzie Jedziemy cały czas w lekkim deszczyku, ale da się przeżyć. Ośrodek też da się przeżyć, podróż w czasie do lat 80tych w cenie Z zewnątrz całkiem ładnie: Nieco gorzej w środku: Dostajemy pokoik w takim oto domku: Pozostałe pokoje zamknięte na głucho, w kuchni czysto i pusto, oprócz kawałka kiełbasy i dwóch pomidorów w lodówce. Niechybnie ktoś zostawił. Robi się pogoda, robimy kolację, w roli głównej okropna sałatka ziemniaczana ze sklepu. A skoro ktoś zostawił w lodówce pomidora, to może z pomidorem będzie bardziej jadalna Dajemy znać braciom i Ance, gdzie się zabunkrowaliśmy, ale oni postanawiają zostać w Szczuczynie. No cóż, trzeba to jasno powiedzieć. Zostało nas dwoje murzynków ;) Na wieczór robimy mały spacer po ośrodku podziwiając infrastrukturę: wspomnienie radzieckiego programu kosmicznego? Nie prościej byłoby przesunąć się metr w lewo? Wracając widzimy ludzi kręcących się po naszym domku. Jakaś pani niezbyt miło pyta, czy przyjechaliśmy na długo i ile nas jest. No i po chwili uświadamiam sobie, że zjedzony przeze mnie pomidor mógł mieć właściciela Nie mija 5 minut, kiedy ta sama pani wpada do naszego pokoju krzycząc coś o pomidorze. Mój rosyjski jest mizerny, na pytanie „English? Deutsch?” pani tylko prychnęła, oj łatwo nie będzie. W końcu po polsku przepraszam za pomyłkę, usiłuję się tłumaczyć, mogę zapłacić, ale pani nie może przeżyć straty pomidora i koniec. Na moje słowa, że byłam pewna, że ktoś po prostu to zostawił pani znów prycha: „no jak ktoś miałby zostawić jedzenie!” No cóż, znów mamy różnice cywilizacyjne… (2 tyg. temu w domku nad polskim jeziorem zastaliśmy kawę, herbatę, ciastka i sto różnych rzeczy po poprzednikach). Na szczęście mąż prychającej pani zaczyna ją ciągnąć za łokieć w stronę drzwi i mamy koniec polsko – białoruskiej wojny o pomidora [cdn]
×