Jagna

4 dni na saksach, czyli Saksonia na długi weekend

14 postów w tym temacie

Niemcy chyba mało komu kojarzą się turystycznie. 
A szkoda. 
To wymarzony cel podróży, szczególnie dla tych, co lubią wszystko wiedzieć wcześniej i dokładnie planować. 
Każda atrakcja jest dokładnie opisana, ma swoją stronę www oraz ulotki w pięciu językach ;)

No i muszę się przyznać - mam takie wrodzone skrzywienie, że po prostu lubię ten kraj ;)

Kiedy więc pojawiło się pytanie „gdzie na długi weekend”, pomyślałam sobie o Niemczech. 
Rafa przekonałam obiecanką „będę Ci wszystko tłumaczyć na polski” oraz kolekcją starych motocykli. 
Oraz oczywiście górkami, za którymi wiecznie tęskni ;)

Padło na Saksonię, a dokładnie na pogranicze niemiecko-czeskie czyli Erzgebirge inaczej Krušnė Hory  tudzież Góry Kruszcowe, o których nasłuchałam się na wykładach z mineralogii oraz geologii złożowej. 
Ale o tym już Rafowi nie mówiłam ;)
Do tego zupełnie przypadkiem tuż przed wyjazdem wpadła w moje ręce mapa „Aktrakcje turystczne w Saksonii” – po polsku, za darmo – i utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest tam co robić przez  miesiąc. 
Samych zamków jest tam prawie 50!

Jedziemy więc na saksy!

(jeśli nie znacie tego powiedzenia – na saksy (głównie do Niemiec, ale i ogólnie na Zachód) jeździło się przed ’89 zarobić „prawdziwe” pieniądze. Wymawia się „zaksy” – ta jak „zaksen” czyli Sachsen/Saksonia)

Sachsen.gif

Niemcy to naród oszczędny, zatem my też podeszliśmy oszczędnie do wyjazdu i znaleźliśmy nocleg po stronie czeskiej, za to w cenie polskiej.  
Zresztą wioska Abertamy okazała się być poniemiecka, więc wielkiej różnicy nie było. ;)

Daleko nie mieliśmy – coś koło 350 km, trochę Niemcami, trochę Czechami. Na szczęście przestało padać tuż za polską granicą (ciekawe…).

Pierwszy odcinek wzdłuż niemieckiego poligonu z polskimi tabliczkami „wstęp surowo wzbroniony” – ach, ci grzybiarze… 
Ciekawe, że po drugiej, polskiej stronie Nysy jest ogromny, „tajny” magazyn amunicji ;)

Pierwszy przystanek to zamek Stolpen na wschód od Drezna (51.048027, 14.083816). 

Zamek widoczny z daleka:

ixl4ZYNK4ubRSoHemhSZEboLNsexmg0F8PhJYT0t

F3IxO5BRuOrfC0ZY4J12iQBX5k-dryJODxFZkwDv

Pewnie kojarzycie nazwisko hrabiny von Cosel. Ta kochanka polskiego (i saksońskiego) króla Augusta II Mocnego. 
Miała 36 lat, kiedy to znudzony nią król zamknął ją w twierdzy Stolpen. Na całe 49 lat – do śmierci. 

A teraz zamek reklamuje się hasłem „Stolpen. Już się nie uwolnisz”. Niemieckie poczucie humoru?

Sam zamek liczy sobie około 800 lat.

burg-stolpen-foto-schloesserland-sachsen

Góruje nad malutkim, sennym miasteczkiem, gdzie jedyna czynna knajpa była zarezerwowana na jakąś imprezę… 

1I4ue4THzZeOnePFh7WnyV2-UgrVWF5TueDI2egp

Na rynku pomnik ze słupów bazaltowych, których w tej okolicy jest mnóstwo

pHV75GwM9U85bQZNm7orwquIJtvLsi0aNaWSH8w4

Co jest piękne w takich starych miasteczkach – ile widzicie reklam na budynkach??

PCcJJNZUgeNUS8hCMtCBZ0fKXAt6Zs7DM27EZSJI

Brama wjazdowa do zamku (z piaskowca):

4fCMCKZSKEyI77s0zC1s3EdncQPbdqkKfDw6mqj6

Dziedziniec dolny, ściany stanowią naturalne przedłużenie bazaltowych kolumn:

s5TjX59kD7G5flVRr4tPX_B397t3uVh18HevNBbC

nMU1ohwyL3-A0KKRO8LOqutMknIl_FPNIoZyoLZB

a w ścianie kolumny pocięte na sześcioboczne plasterki (przepraszam, ale nie umiem w takich miejscach nie widzieć geologii ;) )

Cwab-q5oSJIKJhgsKzGASF5qYhRysLXrctbRXnEE

od drugiej strony jak płotek:

v3_T_2GomsLQWmLOL1VYOYYmK1LWrt1ei7YO_a4O

Dziedziniec górny:

0Ln1T1fvvr7KvtgidhQB_Ai1is4ZRs1bPmo-4DVT

f61uKX5ROlqqQDjupEzGe5TXyo-FLkIxOQhaMkvD

a do tego studnia o głębokości ponad 80 wykuta w bazalcie. Przez 4 górników, przez 28 lat. Gorzej, niż więzienie ;)

W lochach trochę rzeczy muzealnych, w tym całkiem przyjemna wystawa skał ;)

Podsumowując – dobrze wydane 6 EUR. Ale możecie się tam wybrać w swoje urodziny i będzie za darmo ;)

Wrzucamy na ruszt Kartoffelsalat i lecimy dalej.
Może tam?

Fp7CTesJ2zs2-UrBkqdUie-ZRUqJCPPY0w4qNCbA

15 osób lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jagna. Jak miło znowu Ciebie czytać. W sierpniu byłem z rodziną w Skalnym Mieście w Adrszpach. Do Szwajcarii Saksońskiej nie dotarliśmy ale pewnie Ty mi ją pięknie przedstawisz.

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Niestety nie tym razem ;) byliśmy dalej na zachód. Szwajcarię znam tylko przejazdem, aż wstyd, bo to na tyle blisko, że można w 1 dzień obrócić ...

Może jak będzie ładna niemiecka złota jesień to się jeszcze w tym roku wybierzemy ;)

2 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Fajna blacha ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Pszemo, Twój nick by się nie załapał. Trzeba max pięć znaków :D

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Proponuję: 

Z1 MACHO :default_laugh:

2 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Te pięć znaków to słaby pomysł ,  znika możliwość posiadania naprawdę fajnej tablicy . Te z literami są deko pretensjonalne - nikogo personalnie nie miałem na myśli , jak widzę D0BUZI to mnie to nie śmieszy . D1 M by mi pasowało , a tak muszę wozić DW400X :D które i tak wygląda jak tablica za klocka :D.

 

20160406204738_4.jpg

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ciągnę tych wrocławskich asów w tamte strony a oni ciagle ze daleko ze zimno ze odkurzać mieszkanie musza normalnie jak pedały jakieś :)


Wysłane z garażu

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

chętnie pojadę , tylko po 29/11 może być śnieg a nie mam łańcuchów na koła - wunderlich sprzedaje , może kupimy ?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wprawdzie nie motocyklem, tylko puszką, ale objechałem w ostatnich latach spory kawał Niemiec i ichniejszych gór, w różnych porach roku (troche prywatnie, troche z pracy). I potwierdzam, super miejsca na wyprawę motocyklem, których jest tam zresztą bardzo dużo. I tak z 50% to GSy, chociaż najczęsciej duże.

Śnieg w listopadzie jak najbardziej trzeba brać pod uwagę, podobnie jak sporą ilość deszczu. W Norwegii sprzedają opony motocyklowe z kolcami (samochodowe oczywiście również). Tylko że w naszej części Europy to chyba nie bardzo można na takich legalnie jeździć (?)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Okolice Drezna są już przyjemnie pagórkowate, dojeżdżamy bardzo bocznymi drogami do drogi – widma (autostrada 172a) pod Pirną.  
Zaczyna się w szczerym polu, na GPSie brak, a znaki pokazują na Pragę ;) Już za drugim razem udaje nam się pojechać dobrze.
Wpadamy na dwupasmówkę, mamy jeszcze sporo km przed sobą, trzeba nadgonić. Za Teplicami i Mostem widzę śliczne stożki wulkaniczne, trzeba będzie się im przyjrzeć kiedyś bliżej ;)

Za Chomutovem w końcu zjeżdżamy na drogi boczne. 

Całkiem wysoko położone:

-zJeic6qSxb2MHjnsdGRaXw4rpgHP848db5njxdJ

8SknN_36EXhF6njOZ7D-kDcPsPrdrtS1TpjJL94p

Wieje straszliwie i temperatura spada chyba co kilometr o jeden stopień. Tylko czekam, aż przekroczy magiczne +10 ;)

Wjeżdżamy w region narciarski, wszędzie wyciągi i ratraki. Jesteśmy koło 1100 m n.p.m. 

Na szczęście Abertamy już niedaleko, bo zaczynam zamarzać ;)
Abertamy to wioska, ale coś nie możemy znaleźć naszego adresu, mimo krążenia. 

Nie zostaje nic innego, jak pytać miejscowych ;) Dowiadujemy się, że Apartmany Agata są tuż za urzędem miejskim, a ten mi mignął przed chwilą.

No tak, oczywiście było to tuż za rogiem i przejechaliśmy tam ze dwa razy już ;)
Taki mały budynek, można przeoczyć ;)

mhPNHNJBGWVO6u6BYIxGVIi045KuB_0dP3I5YUe3

Dostajemy mieszkanko , ciepłe, ładne i wyposażone we wszystko co trzeba, a motki tulą się do siebie na podwórku:

R82Wdt5xL9F2jN9SnFPx89J5HANqUscljvrhVCop

Jest 12 sierpnia, mży, i jest +11 stopni – na szczęście kaloryfery gorące !

Zakopani po szyję pod kołdrą, zastanawiamy się, co robić z tak rozpoczetym weekendem. 
Na szczęście (niech żyje wi-fi oraz meteo.pl) informacje pogodowe twierdzą, że będzie cieplej i słoneczniej z dnia na dzień.

No dobra, ale co z jutrem? W szczególności przedpołudniem?
- Raf, jedźmy do kopalni, na pewno nie będzie nam padać na głowę. 

I tak też zrobiliśmy, po uprzednim porządnym wyspaniu się,  czyli mniej więcej w południe.

Góry Kruszcowe to miejsce, gdzie od XII wieku wydobywano rudy metali, w tym srebro, cynę, cynk czy bizmut. 
A dziś każda większa miejscowość udostępnia swoją kopalnię.

Ja wybrałam tę najbliższą czyli sztolnię Frisch Glück "Glöckl" w nadgranicznym mieście Johanngeorgenstadt.  

Kopalnia srebra z XVIII wieku, następnie po II wojnie przejęta przez Rosjan (tu było NRD) ze względu na towarzyszące złoża uranu.

Po wstępie „teoretycznym” przewodnika kaski w dłoń i wchodzimy w podziemia. 

uHNKLK5LldMrBo-P31CXBvcKmvmzocd-fIXKSF-8

Komora, w której zainstalowane były ogromne „koła młyńskie” do odwadniania, kuta 28 lat („ale to i tak krócej niż lotnisko w Berlinie”, jak złośliwie zauważył nasz przewodnik)

01uFONByuWjz_Fs9d6sjE9eY3fUyPKPGuUpEh5_Q

Jakoś nigdy nie zwróciłam uwagi na pochodzenie słówka „kibel”. A tu proszę. Toaleta, czyli „Kibelstation”  dla górników:

ORiTA1oxJXQyEyAPZxQgMuOvCO88CDFOX3qMK1ZF

W sztolni rekonstrukcja fedrowania średniowiecznego, przedwojennego (młoty pneumatyczne) i powojennego (dynamit). 
Tempo średniowieczne było trudne do uwierzenia – kilka cm na dobę. 

fKGRfl1jzMxmk_E1SIgUP3CjqDPlFRJfEHjbZcy_

ywpkLwb4HFxbAX4ldrUlcuY59YOnj6P_m_GlYzXb

i na koniec kolejka kopalniana:

6QrZ3Q435mH2j26Pnuc0UP4dZLFeEaoXrTyFebD8

Jeśli ktoś nie był nigdy takiej starej kopalni, to naprawdę warto. Trzeba jednak znać niemiecki. 
Można jednak wybrać się do kopalni złota w Złotym Stoku w Kotlinie Kłodzkiej i będzie na podobnym poziomie ;)

W rejonie Gór Kruszcowych jest kilkadziesiąt takich kopalni udostępnionych turystom, w tym takie, gdzie płynie się łodzią, czy zjeżdża 100 m w dół. 
Ja polecam ;)

11 osób lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wychodzimy z kopalni, ja bardzo zadowolona, Raf może ciut mniej  - musiał polegać na moim marnym tłumaczeniem ;)

Zrobiła się piękna pogoda, więc postanawiamy pokręcić się miejscowymi ścieżkami w stronę Karlovych Var.
Nie bardzo chciało się nam zatrzymywać na fotki. Drogi kręte, górskie, a ludzi niedużo, bo to raczej region narciarski. No i dobrze ;)

Karlove Vary (albo Karlsbad) to przepiękne uzdrowisko.

Zaczynamy od porządnego, czeskiego obiadu. 
Kulajda, czyli czeska wersja grzybowej, a później tradycyjnie, czyli houskovy gulasz (Raf) oraz królik w sosie śmietanowym (Jagna). Może nie wygląda, ale jak smakuje!

6wFkDRc1DPk-_G0QcUmH99yvlEeyy1oSatrDISC5

Przejazd przez dość snobistyczną dzielnicę sanatoryjną, na którą , obawiam się, nas nie stać ;)

lhj11IBv0bbhjJRIJOWqiu31ElHaSPc1JDFa-uyz

IfsC9sNvpBU-geLn_0q8WB54-k_D1AorzixTarCU

GBgjris5GBXvAZnkqiX0xBxVEobLRocMf_3YeDvB

xsTShuXNO-Irt75Lf4vy1eCY_vIDYcF7tPMjnY4V

Krętymi ścieżkami wracamy do Abertamy i tym razem na nogach zwiedzamy mieścinę (najważniejsze miejsce, czyli lokalną knajpę zaliczyliśmy już dzień wcześniej).

Wrażenie szczerze mówiąc nie jest najlepsze. 
Choć wszędzie dookoła wyciągi i piękne góry, to chyba 75% budynków w mieście jest opuszczonych. Miejsce nadaje się do spania i punktu wypadowego wyłącznie ;) pewnie dzięki temu nasz pensjonat był tak przyjazny cenowo ;)
Chyba najbardziej zamieszkały kawałek Abertamy, czyli rynek: 

uQFPpWnrFxtI42MalYWXpUjkQrPXe88kSqHwXjLb
 
Ale krajobrazy wynagradzają widok pustych budynków:

uQFPpWnrFxtI42MalYWXpUjkQrPXe88kSqHwXjLb


Na łąkach niewiarygodne ilości wierzbówki kiprzycy:

hdvTYel3VOGoT4VvA5Jkg08jwz8MxFkIyDoskq_m

jnzk-HOyCGQJ041GzJByZJfOhXy7XsO8zbgchc0k

Wracając, zawadzamy o stary cmentarz, okazuje się, że w części poniemiecki. Każdy nagrobek zachowany, niektóre odwiedzane. 

Ciśnie mi się na usta jedno pytanie: dlaczego u nas z takich cmentarzy z reguły nie ostał się kamień na kamieniu?

 

9 osób lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tak dla ścisłości - kubel to wiadro w niemieckim , kiedyś te czynności się do wiaderka robiło :default_icon_e_biggrin: . 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Kolejny dzień, czas na obiecane Rafowi motocykle ;)
Wybieramy najbardziej krętą dróżkę do granicy niemieckiej, przez dość odludną połoninę:

JHW33PmQL-azJlqg9UCn9-87fJ_gy1N8iCgCOsjw

s3jOC97RHKtE-0289FPCkSeXhgVX96yvyFzdTmBr

Są nawet jakieś szuterki w bok, ale Jagna na Gertudzie odmawia zjeżdżania z asfaltu ;)

SoXUQzRl6hb22WQNYwENRK_YzDF-XFVoXmUIWfR8

i w dół, na północną , niemiecką stronę:

pfyArNpFu-rlaGoeEEqKLznU99pOxFn2wJ4JysUS

qCO2lw1ca1x3XEVggtehEQh11abi7pEJSdMC-y4B

Kierujemy się na Annaberg-Buchholz, gdzie na przedmieściach znajduje się cudeńko techniki: Frohnauer Hammer, czyli zabytkowa (działająca!) kuźnia.

warte zobaczenia nawet dla tych, co nie władają niemieckim, bo jak działa młot napędzany kołem młyńskim zrozumie każdy, który zobaczy na własne oczy ;)

Kuźnię zbudowano w 1621 i jest w rękach tej samej familii do dziś.

1200px-Frohnauer_Hammer_2010_%281%29.jpg

Przewodnik trafił się nam bardzo miły, widząc nie-Niemców mówił wyraźnie i dawał mi czas na tłumaczenie Rafowi ;)

Na zewnątrz niewielkie podpiętrzenie strumyka, który zasuwą może być kierowany na koło młyńskie

Ded2hNhzAn58lGmxwV7LS7n8FR1nLG00wVxtA1ut


które następnie napędza ogromny, drewniany wał napędowy:
vxc9rO_2A-7hlfSKCA2iUhojNfi67DB-SsCeFCDF

wał ma wypustki, które podnoszą i opuszczają młoty, znajdujące się po drugiej stronie:

LS0ADMXDdASsWB6CoveRBNQzwB26OB2ocz2vjFZQ

wysokość podnoszenia, czyli siłą młota jest regulowana na tarczy z mnóstwem dziurek.

12lqBB71Bjg8gRYW47-Vp8oALY4rGweH6SY2cQfq

Oczywiście koło oraz młoty zostają uruchomione – huk jest niezły ;)
po drugiej stronie, także napędzane wspomnianym wałem ogromne miechy – dmuchawy do pieców.

dhD8l6SlXtbd5NZOuawwTmqqQEPsOH4yXoP62-yi

oczywiście też działające ;)

prostota tych urządzeń jest aż piękna, podobnie jak motywy kwiatowe i inne wyszukane ozdóbki sprzed 300 lat.

Na zewnątrz dużo młodsza maszyna, napędzana (chyba) parowo.

FVTZXfUFb06-RZQ8FZ26bdvzLnmkj8iNyKlg_n8E

Naprzeciw kuźni dom właścicieli, dziś muzeum i restauracja.

CZ2kZ8Pr8hONXfye1i9ChZBVWGiHqmShAfHwr5AS

Muzeum – dużo powiedziane – po prostu zachowane w pełni mieszkanie właścicieli kuźni sprzed ponad 100 lat. 
Robi dobre, autentyczne wrażenie

FVo-rh1L2yVUOM1vxIX0ZQ57ikYeI7ro5Y5RY06R

Tu by się Raf nie wyspał, ale Jagna już tak ;)

-hlktMsGcgPuyxV97uLqzG8jzKxgIonSoIS67tJ4

Lokalny wyrób, czyli koronki dziergane za pomocą kilkunastu młoteczków:

2BvShfM9jyYpHT51BuDxvBR-ZjZ8cE__RJL8tETA

Jedziemy dalej.

Saksonia to też raj dla miłośników wąskotorówek. Jest tu podobno zachowanych 11 czynnych linii. 

Przejeżdżaliśmy obok jednej:

I1i7_CLjwRoOZ_JqrG--Br3s0WjrQl78m4U48e2z

ln4N_Pv9XLkeYjYrZb14N854_VQMCHJSP1WBUCWM

Przejeżdżamy jeszcze przez stare miasto w Annabergu, zaglądamy do katedry (w środku nie wolno robić zdjęć bez opłaty, więc rozumiecie ;)

GNIZQVhBnoK9XxP1e-stntdkK-oF0XBDpRZckbwD

krótki spacer po starym mieście

17bTDwI96OwgU5mJdi22PvS1vDcNl4_GoTVBLVjh

GhAQQyyxm9AxQ4JQjXwzXAClUU9BaSArqYkdjPs7

ssG8h3VMopoOSNZbFfN20RLMybHTOwWOilbcYuOU

bierzemy kurs na Zschopau, którą to nazwę powinniście znać.

W miasteczku tym pewien Duńczyk w 1915 rozpoczął produkcję motocykli. Momentami fabryka ta produkowała najwięcej motocykli na świecie! Niestety, zakończyła swój żywot w 2013. 

Ale do dziś (stan na 1. stycznia 2017) po Niemczech jeździ dokładnie 86.919 sztuk tych motocykli.

Ciekawe, ilu z Was jeździło MZtką ;)

9 osób lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz