Skocz do zawartości
Vengosh10

Ukraina i skrawek Rumunii 17-26.08.2018

Recommended Posts

5 godzin temu, mila1 napisał:

Pięknie. Tyle znajomych miejsc...

Sierpień 2019 jadę w tamte rewiry na dłużej. Znalazłem ścieżkę z Burkutu. :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
2 godziny temu, Dziadek napisał:

Sierpień 2019 jadę w tamte rewiry na dłużej. Znalazłem ścieżkę z Burkutu. :)

W górę, wzdłuż Czeremoszu?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Godzinę temu, mila1 napisał:

W górę, wzdłuż Czeremoszu?

Czyli na północ? 

Sorry, takie mam zboczenie :default_laugh:

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
3 godziny temu, mila1 napisał:

W górę, wzdłuż Czeremoszu?

Tak :) Tylko trzeba przez ten rozwalony most w Burkucie na drugą stronę, a później jeszcze ze dwa brody

yHHYfr4SxrHpV--Z_iumjv539M-FhGgWzGhysvML

2 godziny temu, Pszemo napisał:

Czyli na północ? 

Sorry, takie mam zboczenie :default_laugh:

Na południe :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Dnia 19.10.2018 o 17:23, Dziadek napisał:

Sierpień 2019 jadę w tamte rewiry na dłużej.

Na ile?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
1 godzinę temu, MrBodek napisał:

dqH.gif

 

Godzinę temu, arthurr napisał:

Ja (my) też!! Serio serio

No to mamy komplet :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Nie wiem czy beze mnie dacie tam sobie wszyscy radę, zaczynam się niepokoić. W końcu to hard deep off, walka o życie, osiągnięcia, a nie niedzielna polatanka po okolicznych płaskich szuterkach.

Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka

  • Like 5
  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 

 

 

Dzień siódmy - podróż w nieznane

Następnego dnia wstajemy jak zawsze na luzie, idziemy do miasteczka coś zjeść oraz kupić kartę do mojej kamery bo mi się dziwnym trafem poprzednia przepełniła (choć  te zakupy mogły być dnia poprzedniego, kurde nie pamiętam). W każdym bądź razie pani, która sprzedawała nam tę pamięć, pracowała w Polsce i trochę sobie z nią pogadaliśmy, nawet ją rozumiałem bo mówiła  po Polsku. Była zachwycona naszym krajem, a szczególnie Poznaniem bo tam mieszkała. Wszystko wydawało się jej takie nowoczesne.... Po drugim barszczu ukraińskim od niechcenia pakujemy nasze ciężkie bagaże na motocykle i ruszamy w stronę tajemniczej góry o nazwie Tomnatyk. Tym razem jedziemy jak prawdziwi adwenczerowcy szutrami, kamieniami i dziurami. Kamienie robią rzeź z pięknym lakierem mojej ramy (po pimpie w 2013 nie ma już ani śladu :default_laugh:), ponadto spostrzegam, że od dziur wyrzygały mi olej lagi. Zauważyłem też, że na Ukrainie w pewnym momencie przestajesz się przejmować jak wygląda stan motocykla byleby odpalał i można było kontynuować jazdę. Z tego powodu cały czas cieszę się, że mam Frankensztajna bo pewnie innego motocykla byłoby szkoda.

 

675a0bfaf6d771a960c9953b941963fe.jpgc0fd839e0573b89e1c2315a62a35cfb2.jpgc60839841177a3e4ebfaf1738b76ca84.jpgaabe29dcfb3e7f1e294095eb84a3b9b9.jpg

Droga jest dość fajna choć odczuwam trochę jazdy dnia poprzedniego czyli kolokwialnie mówiąc jestem zjebany. Nie wiemy też jaki będzie stan drogi na górę bo jak wiadomo na Ukrainie nigdy nic nie wiadomo. Stajemy po drodze i pytamy się drogowców o drogę (a jakże!), Ci nam mówią tzn mówią do Dziadka bo ja bym nic nie zrozumiał), że mamy fart bo droga jest równana na weekendowe festyny, artyści będą tam malować kolejne radary w nowe wzorki. Wjeżdżamy pod podjazd, na początku czeka nas pokonanie dwóch brodów, mają jednak drobne kamienie na dnie więc pokonywanie ich to czysta przyjemność. Dalej jest trochę mokro, czasami błotniście lub grząsko ale faktycznie ślady jakiegoś równania są. W Polsce taka droga uznana by była za nieprzejezdną dla osobówek ale tam nie robią z tego zagadnienia. Ja w każdym bądź razie bez TKCów na jakis anakach nie wybrałbym się na ten podjazd.

fbf78fe7ca1c2e27221f96bcd2f057d2.jpg

f9cff8adf48ac892d2db002f59707e02.jpg

W końcu docieramy w okolice radarów, jak to bywa zazwyczaj na Ukrainie, na górze jest ładnie. Niestety spada mi telefon, który służy za nawigację i  na drobne kawałeczki rozpryskuje się ekran.

e4d8c6496ab7018797f62d9a2a643959.jpgd518dfec84d58acaef5a6a14f84e0967.jpg0634b1d2eaf83f933974446cb1d45636.jpg


 

b74af57cb531d7846e1075e375bb7f4f.jpg

Radary robią wrażenie, dodatkowo pogoda jest super więc robię sobie mały odpoczynek.  W międzyczasie wzbudzamy zainteresowanie jednego z pracujących na górze i pokazuje nam on ostatni działający radar (widoczny na filmie Dziadka). Za czasów ZSRR podobno miały taką moc, że bez problemu wysyłały dane do Moskwy (przypominam, że jedziemy wzdłuż granicy z Rumunią).

e9d008b070c899af186712aee41bbd34.jpg3c3049c3c42eae0e514605a615d16a78.jpgb3c628762986b622406dd9ed1e9d7341.jpg69aecde6695abd4d861facbdefee7f9c.jpgcee4e781e97545590a3a30ffeb9f442c.jpge3d4f49d7c6254301e622dda6c8b7c4b.jpg024611cb099307cac3a243d1138bd6ad.jpga19d46dca475b0e55bd7b0f9f8559c31.jpg


7260d6164fd78dbb53dfebfbd712fd99.jpg0e006a7b37179a4bc846bd168bd6c7b5.jpgbf385eba11ece0f7246d9ea171faf641.jpge84d6aa8438e04c4f3e0ef59c89c9fd7.jpg293477b3438e9ac81bebcc406e01047d.jpgf0ca678adc2648813983d061a6e516d0.jpgab4411821536aeadb33ba82c7f7e8682.jpga23170ea2282d67b48f0bdfdc98e8f08.jpg428addca1cc6a0a90964577feff79897.jpg

684f858e8d43a04851f551cb1af61a0c.jpg64895d2a6c100f986baeb47d4d3e4232.jpg58096d00a59236d48376a1849d19e2dc.jpga29eb3db7921a2d561f6205c50fd80aa.jpga33a81fd2daa2943b1d7039d94496eee.jpg

Ze względu na ładną pogodę zjeżdżamy z góry dość późno więc musimy trochę przyspieszyć bo mamy plan żeby przekroczyć dzisiaj granicę z Rumunią. Droga powrotna jest zajebista, najpierw szybkie szutry , a potem szutrowe serpentyny przez góry. Zdjęć za bardzo nie robiłem bo jak wspomniałem wcześniej gonił nas czas, nie chcieliśmy jechać po zmroku. Po tym jak sie robi ciemno stwierdzamy, że jednak nocujemy po stronie Ukraińskiej bo raz, że tanio, a drugi raz to jest już ciemno jak w dupie i nie chce nam się jechać dalej. W miejscowości Berhomet znajdujemy piękny hotel za 20 zł od łebka z perłowymi gwiazdami na suficie

9b64fe4fdc24379b2ecbcd38e03ce719.jpg92b953d5ec7b44ef61faefcaef768d02.jpg691a32135ce57d89d21a3911ce6a89bf.jpg5e82f40aee9a4a949fcf451512f692f3.jpg

.............

i tradycyjnie udajemy się na wieczorne piwo. Do granicy następnego dnia zostaje nam 65 km.



Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka

Edytowane przez Vengosh10
  • Like 18

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
5 godzin temu, Vengosh10 napisał:

Nie wiem czy beze mnie dacie tam sobie wszyscy radę

Niema takiej możliwości :D .

PS. w Kowlu nie było rajbanów ;) , ale może do włodka mnie jeszcze poniesie to jak bedo to wezne. 

a jeszcze przy okazji bo znalazłem 

pokój w leśniczówce w Burkucie w 2011 roku , ktoś tam jeszcze koczował ...

o_2-VRFv7VABcljT0JKDtNJfp-h18Gy-dhl9SA4T

i to o z tego zostało ...

zpKP9XeJDt0uilhE5_4xJYSEe32zkEtBcqKCpLC3

46tTWQkQjnTGRCdnkimA5lcOIDdIGc3jFAeVrI10

  • Like 5
  • Thanks 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
13 godzin temu, Vengosh10 napisał:

trochę sobie z nią pogadaliśmy, nawet ją rozumiałem bo mówiła  po Polsku

giphy.gif

  • Like 3
  • Thanks 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
giphy.gif
Teraz przynajmniej wiem, że ktoś czyta opisy, a nie tylko ogląda zdjęcia

Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ja czytam z zapartym tchem, bo do tej pory nie wiem, czy wszyscy przeżyli wyprawę. Bardzo odpowiada mi też charakter narracji.

Edytowane przez Jezier
  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
13 godzin temu, Vengosh10 napisał:

Teraz przynajmniej wiem, że ktoś czyta opisy, a nie tylko ogląda zdjęcia emoji23.png

Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka
 

W niektórych postach opisy są nawet lepsze od zdjęć! :default_rolleyes:

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Dzień ósmy

Rozpoczyna się obiecująco, słońce daje na maksa, pogoda wyśmienita. Ruszamy wyjątkowo sprawnie, może dlatego, że przybytek, w którym nocowaliśmy nie serwował śniadań. Gdzieś po drodze na granicę na postoju widzę, że wisi mi łańcuch więc żeby nie narobić sobie szkód (kiedyś spadł już mi łańcuch to wiem jakie szkody może zrobić) robimy chwilę na serwis, zatrzymujemy się na stacji i rozpakowuję bagaże ( to trwa najdłużej). Po podciągnięciu udajemy się na granicę w Terebleczy (chyba) gdzie sprytnie omijamy długą kolejkę. Za nami udaje się para Ukraińskich czoperowców na Suzuki intruderach, ona wygląda jak była modelka, a on wygląda jak wygląda. Gość ma kamizelkę jakiegoś gangu motocyklowego i widać, że niezły z niego trzodziarz. Opierdala wszystkich na granicy i boimy się z Dziadkiem, że nas z nimi powiążą i skończy się nasze sprawne pokonywanie kolejki. Na szczęście już przy kontroli Rumuńskiej oni utykają, a my śmigamy dalej. W pierwszym Rumuńskim miasteczku wypłacamy pieniądze i jedziemy szukać śniadania choć jest już ok 13. Wpisuję w navi opcję "droga terenowa" i dalej podążamy szutrami. W drugim miasteczku zatrzymujemy się żeby poszukać jakiejś knajpy, wchodzimy do baru gdzie zaczepia mnie jakiś nawalony Rumun. Na moje nieszczęście nie dość, że bar nie serwuje nic do jedzenia zaczyna to ten typ jeszcze zaczyna za mną łazić bo udajemy się potem do spożywczaka po wodę i koniecznie chce się ze mną napić. Spierdzielamy pośpiesznie stamtąd i wjeżdżamy do następnej miejscowości gdzie rodzina Romów wskazuje nam knajpę, w której warto zjeść. Doradzają dobrze. Po posiłku ruszamy dalej, cel na dzisiaj to Bukowina offem i dotarcie pod granicę Węgierską. Niestety kiedy wjeżdzamy w góry zaczyna się chmurzyć

l4s0leOqx6ykWxl9W00Ia3AIGK04ZjjkCxZjf2SS

nagle zaczyna się ulewa i już wiemy, że wesoło tego dnia nie będzie, więcej chowamy się pod jakimiś wiatami niż jedziemy, Jesteśmy totalnie przemoczeni i zziebnięci mimo, że droga w normalnych warunkach byłaby zajebista.

e49aa592c491b3d4292f89294e810695.jpg

 

31b08a2693ff7aa7fa9dd1bb42d17d2c.jpg

 

c2a2177a4ecfafbade8ef861a3c8520f.jpg

 

116f2128f6411db6fb1f0920265be224.jpg

 

 

R4c1hQscsIScMUefa4yK_Auv0q3ydICtsQQrkTmA

Po wyjechaniu na asfalt chowamy się pod wiatą przystanku gdzie zapada decyzja, że szukamy pierwszego lepszego hotelu. Pogoda sprawia, że jesteśmy jakieś 300 km do tyłu w stosunku do tego co chcieliśmy tego dnia przejechać.  Na szczęście najbliższy hotel jest nieopodal i to całkiem przyzwoity. Rozwieszamy wszystkie ciuchy na suszarkach (jesteśmy przemoczeni do gaci), gorąca kąpiel i idziemy sobie na piwo i pizzę, którą serwują w restauracji hotelu. Oczywiście przykleja się do nas jakiś lekko nawalony małolat i opowiada o tym jak to na co dzień jeździ Yamahą po okolicznych górach. Właściciel hotelu to były piłkarz i opowiada nam, że w 92 roku był w Polsce na meczu i jak elegancko było wtedy w naszym kraju w porównaniu do Rumunii. Po wysłuchaniu opowieści, zjedzeniu pizzy i wypiciu piwa idziemy spać bo planujemy wstać następnego dnia o 6.00 rano.

Dzień dziewiąty

Udaje nam się wstać o 6.00, ciuchy są całe mokre, wybieram więc opcję dżinsów z bagażu i kurtki przeciwdeszczowej, na zewnątrz naprawdę jest zimno (pewnie jakieś 8 stopni). Ciuchy motocyklowe kładę na bagaż żeby się suszyły podczas drogi, jedzie mi się trochę dziwnie bo zawsze do jazd mam jakąś ochronę tutaj tylko buty i kask. Przed Maramureszem zatrzymujemy się na jakąś ciorbę i Dziadek spotyka przed knajpą parę z Polski, która w dwójkę jedzie na gsie, singlu - nieźle.:default_blink: Dalej jedziemy dość fajną drogą przez góry, którą miałem okazję przemierzać z Jackiem dwa lata temu. Następnie już podróż bez historii , przed granicą węgierską znowu zaczyna się chmurzyć i tuż za nią zmywa nas deszcz ale tym razem w porę wyciągamy przeciwdeszczówki. Przy wjeździe na Słowację zaczyna się ściemniać, zatrzymujemy się jeszcze na stacji żeby dotankować motocykle gdzie podjeżdża kilku Słowaków na róznych sprzętach (od F800gs do gsxr), z których jeden popisuje się znajomością języka polskiego pytając "wszystko w porządku, kurwa?" :default_laugh:. Do Polski wjeżdżamy ok 21.00, jest już zupełnie ciemno, nawigacja prowadzi nas w Bieszczady. Znajdujemy nocleg bodajże w Komańczy, na szczęście bo latem w Bieszczadach nie jest łatwo na takim zadupiu.

Dzień dziesiąty

Rano okazuje się, że obok nas mieszka grupka, która właśnie jedzie do Rumunii na Rumuński standard (Transfogarska, Transalpina, Bicaz). Trochę sobie gadamy po czym udajemy się na śniadanie. Po śniadaniu pakujemy manele i rozstajemy się z Dziadkiem. Zaraz po moim wyruszeniu nadciągają chmury i zaczyna lać deszcz, sytuacji nie poprawia fakt, że jest jakieś 12 stopni. Gdzieś w okolicach Pilzna przy prawoskręcie wjeżdżam na morym asfalcie na białą linię, przednie koło łapie uślizg no i niestety łapię szlifa. Na szczęście prędkość  nie jest duża (pewnie jakieś 40 - 50 km) bo dojeżdżałem do skrzyżowania. Leżę pod motocyklem bo upadł mi na nogę czekam na posiłki, niestety kolejne samochody mnie tylko mijają, a ich pasażerowie zapewne komentują jak to psychole na motocyklach zapierdalają. W końcu zatrzymują się dwa samochody, z jednego wychodzi facet, a z drugiego dwie kobiety. Niestety nie mogą od razu mi pomóc bo z tyłu zaczynają na nich trąbić i muszą przestawić auta. Facet podnosi mój motocykl i uwalnia mnie spod niego, boję się, że mam złamaną nogę. Na szczęście noga jest tylko zbita, sidi się sprawdzają. Chcą dzwonić po pogotowie (walnąłem głową o asfalt i rozwaliłem mocowanie daszku i szyby od kasku) ale grzecznie dziękuję informując, że nic mi nie jest. Patrzę czy mogę dalej jechać, brak kierunkowskazu, krzywa kierownica, gmole ratują plastiki. Poniżej owe miejsce i feralna biała linia, swoją drogą kto pomyślał żeby wymalować ją na pół asfaltu?

7c3a9e97d9d5e7e4c4dbacc19c0decb2.jpg71dec993a05da73b19c0fd4e78af8623.jpg

 

Zostało mi jeszcze jakieś 430 km do domu, jedzie się fatalnie z pewnością tę przejażdżkę zaliczę do najgorszych w moim życiu. Gdzieś przed Piotrkowem zatrzymuję się zmarznięty i wchodzę na stację żeby się trochę ogrzać, w życiu nie było mi tak zimno. Jeszcze przed Toruniem na autostradzie wiatr zrywa ostatnie mocowanie daszku z mojego kasku i ten wywija się pionowo. Prawie spadam z motocykla bo na głowie robi mi się "żagiel". Wkurzony wracam do chaty i odstawiam moto na dwa tygodnie, tak mam dosyć. Powrót z krzywą kierą w deszczu przez całą Polskę ostatniego dnia to było największe extreme tej wyprawy.

KONIEC



Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka

Edytowane przez Vengosh10
  • Like 14

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Byles bardzo dzielny :-D

Wysłane z mojego E6853 przy użyciu Tapatalka

  • Like 3
  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jaki Ty masz wspaniały motocykl. Mało który przeżył tyle co on ... ;)  :default_icon_beer:

  • Like 4

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Jaki Ty masz wspaniały motocykl. Mało który przeżył tyle co on ...   :default_icon_beer:
Już po kompleksowym serwisie opłaconym z mojego AC. Następne 10 lat przed nami

Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Odważne stwierdzenie aż tyle chcesz pożyć ?

Już po kompleksowym serwisie opłaconym z mojego AC. Następne 10 lat przed nami

Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka



Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Nooooo Vegoshu prawdziwy ADVENCZCHUR :default_icon_e_surprised: z Ciebie :default_icon_beer:

  • Like 4

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz

×