Skocz do zawartości
trolik

поездка b Памир - czyli opowieść o tym, jak Gienia, Efcia i Słoń Dominik Pamir zdobywali

Recommended Posts

Tą relację dedykuję mojej Mamie-Wojowniczce, która toczy walkę z wrednym skorupiakiem.

 

Czy po szybkim tranzycie przez Kirgistan mogę powiedzieć: "Byłem w Kirgistanie" ??

Im więcej podróżuję, tym lepiej rozumiem cel mojego podróżowania - są nim doznania wynikające z poznawania innych ludzi, ich kultury, sposobu życia. Możliwość podziwiania miejsc dotychczas mi nieznanych.

Zeszłoroczne "bycie" w Kirgistanie pozbawiło mnie tego wszystkiego. Przemykając asfaltem wielokrotnie zastanawiałem się, co kryje się za tymi pięknymi, czerwonymi górami. Jak żyją tam ludzie? Podobnie zresztą było z Tadżykistanem, gdyż moja głowa zajęta była zamartwianiem się o stan mojego młodszego syna, który wylądował w szpitalu kiedy ja wjeżdżałem do Korytarza Wahańskiego.

Dlatego też w tym roku postanowiłem naprawić to niedopatrzenie wspólnie z dwoma innymi wariatami ze Szczecina. Założenia były proste: śpimy w namiotach, myjemy się jak najrzadziej (średnia: 1x na tydzień :-)) i cieszymy z każdej przeżywanej przygody. A przygód nam nie brakowało...

Uczestnicy wycieczki (od lewej): Gienia, Słoń Dominik i Efcia.

3qtpt9-uZyHddaEm7xN5UhuuHCmkrxZFh2vKu_n7

A teraz przedstawię złośliwe nowotwory, które przez kilkanaście godzin dziennie uczepione były do tych pięknych maszyn:

1. Trolik. To ten najprzystojniejszy (i oczywiście najskromniejszy!!) z całej piątki na zdjęciu. Wolałby pewnie być najmłodszy z nich... Wkurzał Gienię, a ona zrzuciła go kilka razy za karę.

xUJRX-XO16SEWctTczmf9VmOgtnpaCp-x8i6TNhd

2. Radzio. Słoń Dominik zwątpił w jego umiejętności, dlatego część pojezdki spędził na osiołku.

mLu4E2NsgRySFT1eiFd-6NNw4XZzzyNaMHYwIW7v

3. Wojtek. Jako najlepszy kumpel na świecie postanowił porzucić Efcię i towarzyszyć Radziowi.

cRCrqTA0FpAcHOCtfvBMJL2m7RxXJoSr6NFsOPDw

Trasę naszej pojezdki można obejrzeć tutaj:

https://eur-share.inreach.garmin.com/Pamir2018

Jeszcze raz dziękuję Doodkowi za udostępnienie tras oraz Samborowi za przewiezienie opon.

ciąg dalszy nastąpi...

 

  • Like 16

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Koncepcja była taka, żeby maksymalnie wykorzystać 30 dni rosyjskiej wizy pamiętając o tym, żeby zachować sobie 2-dniowy bufor bezpieczeństwa na powrocie. Innymi słowy od momentu wjazdu do Rosji mieliśmy 28 dni na to, żeby z niej wyjechać mając jednocześnie w zapasie dwa dni na nieprzewidziane zdarzenia.

Wiza rosyjska zaczynała nam się w poniedziałek 6 sierpnia, więc wyruszyliśmy ze Szczecina w piątek o 18tej z zamiarem nocowania gdzieś za Poznaniem. Wojtek jako poganiacz niewolników (w nowomowie: menedżer) zajechał na miejsce prawie w ostatniej chwili, gdyż do końca musiał zaganiać biednych kulisów do roboty i to w taki sposób, aby świst pejcza dźwięczał im uszach jeszcze przez cały miesiąc... :-). 

Koniec końców jesteśmy na miejscu spotkania

cWm2JYOLdXVEN5j3vqxQIyqCQ1qkFTz8VrzAgGmi

Byłem przerażony ilością gratów zabranych przez chłopaków. Była to dla nich pierwsza tak długa wyprawa, więc wszystkiego zabrali 2 razy więcej niż było trzeba. A konserwy tyrolskie skończyły się Radziowi 2 dni przed końcem wyprawy :-). Miało to oczywiście swoje plusy-niczego nam nie brakowało w trakcie podróży, a szczególnie gazu, którego zabraliśmy chyba 5 litrów :-).

Jazda wieczorową porą przez Polskę była czystą przyjemnością. Nie śpieszyliśmy się nigdzie, a wieczorny chłodek fajnie motywował do jazdy. Na nocleg rozbiliśmy się w lesie pod Neklą.dhLiF74jq9g3r5-Xt_AP-YdyEcYMxmZD2aOm-Ck0

5sWxTVXFdaP0SHjs_v0khrnzNcOhMtD3XHSEgbHe

Jeśli chodzi o zwyczaje biwakowe, to moje są raczej proste-ma być fajnie, jeśli jest to możliwe. Radzio z kolei opracował cały zestaw norm regulujących proces poszukiwania i zatwierdzania miejsca na nocleg-czasami znalezienie miejsca zasługującego na położenie czterech liter zajmowało nam około godziny...Tak było już i tym razem :-). Trzeba jednak przyznać, że po kilku dniach udało nam się wspólnie opracować metodologię poszukiwań wraz z procesem zatwierdzania i nocowaliśmy najczęściej w fajnych miejscach.

Rano szybko się zebraliśmy i byliśmy gotowi do dalszej jazdy

pBgDcJVG1oSwkI-JGcNu2STaStfMsQ9-Fo7NKtr2

Edytowane przez trolik
  • Like 21

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Następnego dnia przemieszczaliśmy się w kierunku Dorohuska, a zanocować chcieliśmy gdzieś między Kowelem a Sarnami. Upał dawał się dotkliwie we znaki, a im dalej na wschód tym bardziej widać było efekty suszy. Tuż przed samą granicą cud - zaczął padać deszcz! Oczywiście stało się to w najmniej oczekiwanym momencie, czyli w kolejce do kontroli. Jakimś cudem udało nam się przecisnąć do przodu, choć sakwy Radzia odstawały na boki bardziej niż niejedne kufry:-).

Zrządzeniem losu po przekroczeniu granicy niebo się rozjaśniło i w dalszą podróż ruszyliśmy w przyjemnym chłodnym powietrzu.

sE9BzsGM8qTT5YpYgq0M9_khKn-23jtQV62m0n81

Po wjeździe na Ukrainę zaskoczyła mnie zmiana kolorów natury - po wysuszonej słońcem Polsce ukraińskie pola aż raziły mnie soczystą zielenią i innymi letnimi kolorami. Wyglądało na to, że granica suszy pokrywała się z granicą państwa.

Nocleg znaleźliśmy w małym zagajniku kilkaset metrów od drogi. Zapomniane w Polsce komary dały nam nieźle do wiwatu, więc nie było wieczornego "socjalizowania" przed namiotami. Dodatkowo kolejna burza wygoniła nas wcześnie na zasłużony odpoczynek.

6TMyUKWo8zIAc5FRQ4qG63QeHQ5faiaeQxAhD_90

Celem kolejnego dnia był szybki tranzyt przez Ukrainę w taki sposób, aby zanocować w odległości 20-30 km od granicy. Droga była naprawdę dobrej jakości, ruch niewielki i szybko przemieszczaliśmy się w kierunku Sum. Za Kijowem wybraliśmy trasę przez Pyriatyń - jest ona może troszkę dłuższa, ale panuje tam zdecydowanie mniejszy ruch niż na trasie północnej. Chłopaki byli zaskoczeni tym, że rzeczywisty obraz Ukrainy nie bardzo zgadzał im się z wizerunkiem tego kraju prezentowanym w mediach. Spodziewali się się chyba rozwalających się drewnianych chałup i ludzi żebrających przy drodze, a zastali w miarę nowoczesny kraj, który boryka się co prawda ze swoimi problemami, ale chyba jest na dobrej drodze aby je rozwiązać. Jak to powiedział Radzio: skromnie, ale porządnie :-). Mnie podobne zdziwienie dopadło w zeszłym roku :-).

Tego dnia chłopaki trochę lepiej zapoznali się z moim stylem jazdy- nie jeżdżę szybko (średnia 100km/h), ale staram się tą prędkość utrzymywać wszędzie gdzie to tylko możliwe. Dzięki temu łatwiej mi planować kolejne dni. Średnia za dzień wychodzi mi prawie zawsze 87 km/h i to jest punkt wyjściowy do mojego planowania. Chłopaki z kolei czasami frustrowali się moją wolną jazdą po autostradach po to, aby następnie z przerażeniem w oczach gonić mnie po ukraińskich winklach... :-)

Zauważyłem też, że znacznie poprawiła się jakość drogi z Pyriatynia do Sum-wyremontowano 20-30 km kiepskiego asfaltu i teraz jazda tą trasą stała się przyjemnością. Nocleg tego dnia znaleźliśmy za Sumami w odległości ok. 20 km od granicy. Kosztował 7$ od głowy.

7WJ9xViBK6-tDJEeBbP33xnN8kc76ZmvqkoWHAsL

 

 

  • Like 15

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Rano następnego dnia zebraliśmy się szybko i już o 07.30 byliśmy jako pierwsi na granicy. Po stronie ukraińskiej błyskawicznie poszła nam odprawa, ale jadąc przez ziemię niczyja daliśmy się wyprzedzić 2 Ukraińcom w aucie. Ta nieuwaga kosztowała nas dodatkową godzinę po rosyjskieej stronie...

Okazało się, że u Rosjan pracował tylko jeden tamożnik.... to był koszmar. Ukraińcy przed nami odprawiali się co najmniej godzinę, potem mieliśmy okazję obserwować rosyjską biurokrację w pełnej krasie. Tamożnik naprawdę szybko pracował - wypełniał za nas kwity, jedną ręką klepał w komputer, drugą pisał coś na jakichś bardzo ważnych formularzach. W krótkich chwilach bez pisania jedna z wolnych rąk przybijała setki pieczątek na setkach bardzo ważnych dokumentów. Patrzyliśmy na to zjawisko jak zaczarowani...

Po czterech godzinach byliśmy gotowi do jazdy, ale psychicznie zmęczeni, do tego w moich uszach wciąż brzmiał huk pieczątek uderzających w kolejne kwity...Rosja to stan umysłu...

Droga jednak była dobra-ruszyliśmy szybko na wschód, od czasu do czasu spowalniani tylko przez remonty. Najfajniejszą cechą rosyjskich dróg jest to, że rzadko zdarzają się tam miejscowości położone bezpośrednio przy drodze - najczęściej jest tak, że miasto czy wieś  położona jest 2-3 km od głównej drogi. Dzięki temu ruch jest płynny i tak naprawdę moim zdaniem Rosjanie nie potrzebują autostrad zamiast tego typu dróg. Nocleg tego dnia znaleźliśmy w jakimś zagajniku niedaleko drogi.

sjPJpSSvbhR_1QkOKyOgR8y6Yrdh_pp5ylQjkLo1n-E1pVY0bdlR3MrU7a8cKpX4gWwHrSy8ElpALgeL

 

  • Like 16

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Plan na następny dzień zakładał dojazd w pobliże granicy z Kazachstanem.

Po szybkim złożeniu biwaku ruszyliśmy w dalszą drogę otoczeni kłębami spalin z Kamazów zwożących plony z niekończących się pól. W pewnym momencie zza czarnej chmury spalin wyłoniła się polska flaga zamocowana do roweru - trudno mi było uwierzyć, że ktoś był w stanie przeżyć w tym zanieczyszczonym powietrzu i jeszcze jechać na rowerze...

Kilka kilometrów dalej zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, a polski rowerzysta dojechał do nas pow chwili. Tym rowerzystą okazał się Paweł Pieczka podróżujący na Syberię:

https://rajzywnieznane.pl/syberia-2018/

XxDeGCy8kT2fMEYaXSfQ6GyYiMJGL97be41uQuse

Na tej samej stacji Wojtkowi zdarzyło się fo pa - zapomniał, że jest w Rosji i postanowił usiąść na chwilę na krawężniku. Jakież było jego zdziwienie kiedy nie mógł oderwać się od tego diabelstwa :-). Okazało się, że Rosjanie "pomalowali" krawężnik smołą, która rozgrzała się w letnim słoneczku i pięknie przykleiła się do Wojtkowych spodni BMW, które kosztowały tyle ile moje całe wyposażenie...

fX5QL3ZVRgvbDMtF39B1DmdWd3WxAQJ-pzaXDTKH

Okazało się, że dupa Wojtka klei się do wszystkiego,  a szczególnie do kanapy motocykla. Trza było coś z tym zrobić.

9c2pQW1WxrUGBK8NR7suNrfmkdel8DDWb6RwHdQl

Po miłym spotkaniu z Pawłem ruszyliśmy w dalszą drogę na wschód. Jadąc miałem w głowie traumę z zeszłego roku- mianowicie wracając z Kazachstanu okazało się, że droga do Saratowa to jedna wielka dziura poprzetykana luźno trzymającymi się skrawkami asfaltu. Jadąc w stronę Saratowa wciąż miałem nadzieję, że 300 km tej niefajnej drogi zostało naprawione...

Nie zostało. Poniższe zdjęcie nie oddaje tragizmy sytuacji w sposób obiektywny, ale jest ładne... :-)

 

X4f-iox9zOcVsxjOKmLVS_BzX8aqB8t83RUd-OUo

Na nocleg rozlokowaliśmy się około kilometra od asfaltu w sąsiedztwie pola słoneczników do którego prowadziła polna droga. mqTAdYWxEIEQe5eJ8gGvAQuvyMbgB-DNkb-mgqXj

9a00pC13rDqiFhz1BmJjT7H3BzRTs9_aODoZ6TJT

Tuż przed zapadnięciem zmroku zaobserwowaliśmy dziwne zjawisko - nad słonecznikami szybko przemieszczały się dwie wielkie bele siana.... przymocowane do rozlatującej się łady. Łada śmigała po dziurawej polnej drodze z prędkością co najmniej 50 kmh mając jedną belę przyczepioną na dachu, a jedną na tylnym bagażniku.  Okazało się, że rozbiliśmy się w pobliżu polnej drogi wiodącej do wioski. Przez całą noc do wioski tej zwożone były bele siana kradzione z pola po drugiej stronie asfaltowej drogi...  Rosja to stan umysłu...

9 minut temu, Dziadek napisał:

Trolik , gdzie przekraczaliście granicę UA/RUS ? W Junakiwce ?

Sumy/ Sudża. Ogólnie spoko by było gdyby był jeszcze jeden celnik...

pozdrawiam trolik

  • Like 17

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Fajnie poczytać odczucia innych zwłaszcza jak się ,,za wami jechało”.
Na mnie droga od Saratowa totalnie nie zrobiła wrażenia. Była momentami kiepska ale nie aż tak. Dla mnie to była miła odmiana po tylu km dobrego asfaltu. W drodze powrotnej te same odczucia :)
Bardziej mnie zirytował fragment asfaltu jadąc od Sary Tash w stronę Tadżykistanu. Była tak miejscami pozapadana, że raz zaliczyłam lot Trampkiem, tak mnie wyrzuciło w powietrze :)
No i nie wiem jak dla Was ale droga w Korytarzu Wachańskim mnie wymęczyła najbardziej. Była chyba całkiem świeżo wyratrakowana.


Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
8 godzin temu, zaczekaj napisał:

Fajnie poczytać odczucia innych zwłaszcza jak się ,,za wami jechało”.
Na mnie droga od Saratowa totalnie nie zrobiła wrażenia. Była momentami kiepska ale nie aż tak. Dla mnie to była miła odmiana po tylu km dobrego asfaltu. W drodze powrotnej te same odczucia :)
Bardziej mnie zirytował fragment asfaltu jadąc od Sary Tash w stronę Tadżykistanu. Była tak miejscami pozapadana, że raz zaliczyłam lot Trampkiem, tak mnie wyrzuciło w powietrze :)
No i nie wiem jak dla Was ale droga w Korytarzu Wachańskim mnie wymęczyła najbardziej. Była chyba całkiem świeżo wyratrakowana.


Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk

W tym roku ostatnie kilkadziesiąt kilometrów drogi przez Kaz było już prawie zrobione, ale rok temu mieliśmy walkę w pyle z ciężarówkami od samego Uralska...Marzyłem, żeby tylko dojechać do granicy Rus, bo po miesiącu miałem już dosyć ofu:-). Myślę, że to była raczej sprawa psychiczna-marzyłem o asfalcie w Rus, a tu zonk...:-). No i trauma została do tego roku.

A tak baj de łej czekam na dalszy ciąg Twojej relacji :-)

pozdrawiam trolik

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

PKP. Pisz, pisz ze szczegółami, bardzo interesuje mnie ten kierunek na przyszły rok :default_moto1:

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
8 godzin temu, zaczekaj napisał:

Bardziej mnie zirytował fragment asfaltu jadąc od Sary Tash w stronę Tadżykistanu. Była tak miejscami pozapadana, że raz zaliczyłam lot Trampkiem, tak mnie wyrzuciło w powietrze :)
No i nie wiem jak dla Was ale droga w Korytarzu Wachańskim mnie wymęczyła najbardziej. Była chyba całkiem świeżo wyratrakowana.
 

Pomiędzy Sary-Tash a granicą na Kyzyl-Art? Nie ma tragedii ;)

Ale z korytarzem się zgodzę, walka trwała dwa dni. No ale nie uprzedzajmy faktów. 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Rano zebraliśmy się szybko do dalszej drogi. Do granicy zostało nam jeszcze ok. 150 km "zmurszałej lawy", jak to nazwał Radzio. Po dwóch godzinach dojechaliśmy do granicy w Ozinkach i w miarę sprawnie znaleźliśmy się z Kazachstanie. Z poprzedniego roku pamiętałem drogę od Uralska do granicy - 2 godziny walki w upale i kurzu. Po roku z tych dwóch godzin zrobiło się może 40 minut-reszta drogi do Uralska została już pięknie wyasfaltowana. W Uralsku zatrzymaliśmy się na szybkim, acz dobrym obiadku przy obwodnicy.

FK28r8otyskzYW-gzu2hG5n2-euTdZXJbtLK5B2KWydaje mi się, że w przyszłym roku już od granicy będzie się jechało pięknym asfaltem. Kolejnym zdziwieniem były...burze i opady, które napotkaliśmy w Kazachstanie. Zlało nas nieźle chyba 3 lub 4 razy, widzieliśmy pożar stepu zapalonego od piorunów, oraz burzę piaskową. Ale najpiękniejszym doznaniem był zapach stepu po burzy....To było piękne doznanie same w sobie warte jazdy do Kazachstanu. Po prostu mój nos miał orgazm przez te kilka godzin jazdy do wieczora i podczas biwaku. Radzio był przekonany, że to zapach mirry. Ja z kolei optowałem za szałwią wymieszaną z czymś jeszcze. Wojtek po prostu był w szoku że step może być taki niesamowity. Biwak rozbiliśmy jakieś 2 km od drogi, na małym wzgórzu. Piękne widoki, piękne zapachy....witamy w Azji!!!!

3yhbHctUShnBurXvGNDH5W_AGM09-R97qkpK7uwq

ziX3IUdCyQ8AApsRd35l5cStYPKNJLlePceFBg09

x5g7IGFOOHMNH5zAjoRQTpWCZm-LeEJZutmBzMI-

mMx7O16vuDTU9Qq6ZisMCUsO92cEcMoXGjf16VFO

Cytuj

 

 

 

  • Like 21

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Misją na kolejny dzień było nabicie jak największej ilości kilometrów. Okazało się to niełatwym zadaniem, bo zmierzając na wschód skracaliśmy sobie każdy kolejny dzień. a nikomu nie chciało się wstawać wcześnie. Ogółem zrobiliśmy tego dnia ok 650 kilometrów, bo mieliśmy problem ze znalezieniem paliwa w Aralsku-stacja przy drodze nie miała paliwa, kolejna stacja w mieście była asfaltowana i paliwo znaleźliśmy dopiero po 40 minutach szukania. Zapadał już wieczór i nie było za bardzo czasu na szukanie fajnego noclegu, dlatego rozbiliśmy się kilka km za Aralskiem mając z jednej strony drogę, a z drugiej linię kolejową...

Było strasznie duszno i gorąco tego wieczora, mimo to rozbiliśmy się sprawnie i po zmierzchu usiedliśmy sobie na krzesełkach. Chwilę później zerwał się silny wiatr (myślę, że ok. 30 kt), który zabrał nam namioty zostawiając nas zdziwionych na krzesełkach. W chmurze pyłu pobiegliśmy za naszym dobytkiem ratując co się dało. Problemy z tym wiatrem polegał na tym, że często zmieniał kierunek i nie było wiadomo jak ustawić motocykle w taki sposób, żeby chroniły nasze namioty. Po około godzinie walki udało nam się wejść do namiotów, choć spaliśmy z tropikiem na twarzy...

csPLrlPbgXltYzSWOdVq3r0WLKHSWihs9D9D3iMs

LsNOaksHHaxZgZVDhcG2lsJSWgBmfRqDVTsNHR_d

W nagrodę za nieprzespaną noc rano obudziły nas koniki...60tsQV8mcR94MCB9tjET_N9W4kPUG6HjrXwwttnO

I wielbłądy...

AEQgsMf8FQc7OwWwlpNB-iGGzSUuhnpRXW2QATLC

 

  • Like 18

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Mega fotki na tych prerjach a t z tęczą kalendarz !!!

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
20 minut temu, JeyJey napisał:

Mega fotki na tych prerjach a t z tęczą kalendarz !!!

W rzeczywistości było jeszcze lepiej :-). Moim zdaniem warto jechać cały dzień w upale z bólem dupy przez Kazachstan po to, żeby doświadczyć zachodu słońca na biwaku w stepie:-).

pozdrawiam trolik

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Kolejnego dnia było dalsze nabijanie kilometrów  w kierunku Biszkeku.

Na pewnej  stacji benzynowej miałem ciekawe wskazanie paliwomierza

pR2JghezWEC2I8aKRcgSXnPVhvYIZY0Q41Zgm5Sm

Na szczęście jednak skasowali mnie w kazachskich digidongach (jak to mówił Radzio), a nie w euro.

Hitem tego dnia była temperatura - przez kilka godzin utrzymywała się na poziomie 44 stopni, na szczęście później spadła do komfortowych 42 stopni...przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda... :-)

Również i tego dnia mieliśmy problem z noclegiem -kiedy już przyszła pora na szukanie legowiska akurat wjechaliśmy na nizinny, rolniczy obszar Kazachstanu, gdzie trudno było znaleźć kawałek spokojnego stepu. Na szczęście prawie w ostatniej chwili udało nam się rozlokować na stepowym pastwisku, po którym biegały w nocy stada koni.

4yFESEl8EsO020-_GbSqFbPLAuKPtVPL-vpNwke6

mP2M0GuBO168G07BynOM3C0kxrataRMfHXw3vZ1O

Po zachodzie słońca jak zwykle urządziliśmy nasze "pomieszczenie socjalne", czyli "socjal" między namiotami. W samych gaciach (temperatura ok 40 stopni) siedzieliśmy sobie na krzesełkach, a na środku stała taka mała lampka dająca światło wkoło. W pewnym momencie Radzio podskoczył na krzesełku!!

Mało nie zes....łem się ze strachu-tak krzyknął! Na ziemi w okolicach naszych obutych w klapki stóp znaleźliśmy kilka małych stworzonek takich jak to: 

3LBDYf9z7zv4R2XiKzFq9dU7ARG-2PtiY8CjFE1r

Resztę wieczoru spędziliśmy w niemiłosiernie śmierdzących butach motocyklowych...ale też było przyjemnie.

Rano przyszedł do nas pasterz na kawę - on siorbał czarny napój, a my urządziliśmy sobie sesję zdjęciową z jego maszyną :-)

ZxtQXwzJMwE2dYyDrnaZ78YBh-ZGfq5AlKcltAz6

 

  • Like 18

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Po kawie z pasterzem ruszyliśmy w dalszą drogę. Celem tego dnia był hotel Salut  w Biszkeku, gdzie znajduje się baza Sambora-czekały tam na nas świeże oponki! :-)

Granica Kaz-Kgz zajęła nam jakąś godzinkę i po dwa litry potu, bo było cholerycznie gorąco, a koleś który nas odprawiał w środku roboty poszedł sobie gdzieś i wrócił po godzinie...

Za przejściem wymieniliśmy kasę i... witaj Kirgistanie!!! To znaczy witajcie remonty i szaleni kirgiscy kierowcy:-). Droga do Biszkeku była traumatyczna-miliony samochodów, tony kurzu i niekończące się trąbienie...Ciężko było rozpoznać kiedy trąbili na ostrzeżenie, a kiedy na przywitanie....

Po około 2 godzinach dojechaliśmy do hotelu Salut, gdzie przywitał nas bardzo miły Pan Menadżer (kurde wyleciało mi z głowy Jego imię) i od razu powiedział że opony na nas czekają i że serwis maszyn i zmianę opon zrobimy rano. Pierwszy raz od tygodnia mogliśmy się umyć i uprać rzeczy. Miło było przestać śmierdzieć choć na jeden dzień...:-)

 

WGKQvi_WU4HHYFekcajym2HxYTO6WweNpoI7EUsP

Hotel mogę spokojnie polecić-mili i pomocni ludzie, znośna cena i naprawdę fajnie położenie niedaleko centrum miasta.

Rano zabraliśmy opony i pojechaliśmy na szinomontaż, gdzie za jakieś śmieszne pieniądze zmieniono nam opony z wyważeniem.

XxLUmrUye5pSKMmWSjIetsqyT4sd0cSnwvAp6bQr

Po powrocie zmieniliśmy olej i byliśmy gotowi do dalszej jazdy. Wojtek po raz kolejny zakochał się-tym razem w Fatimie, recepcjonistce hotelu (na zdjęciu po prawej stronie. Żal było wyjeżdżać, ale przygoda czekała!

9qqaYV_LkEk98dsDt0BGKFqOZLscxtX4rV2mI36f

Celem tego dnia był nocleg nad jeziorem Issyk Kul. Droga z Biszkeku była całkiem dobra i kilometry uciekały całkiem szybko. Niestety po drodze zgubiliśmy Radzia. Kiedy z Wojtkiem zatrzymaliśmy się na lunch szukaliśmy jedzonka Radzio minął nas i nie zdążyliśmy go zatrzymać. Radzio z kolei myslał, że pędzimy dalej i grzał jak dziki żeby nas złapać...

Po dojeździe nad jezioro zjechaliśmy nad brzeg żeby zrobić jakieś zdjęcia. Wojtek zaliczył małą glebę, która mogła okazać się fatalna...

PIKnN9f16Dt5ceeOJ9u0siDq-QoanFGV9mtk9WNv

Na szczęście udało nam się wykręcić wygiętą śrubę i wkręcić nową z zapasów Wojtka. Podejrzewam, że śruba została niewłaściwie skontrowana po zmianie opony. Na szczęście zauważyliśmy ten defekt w porę, ale straciliśmy godzinę na naprawę. Radzio w tym czasie dojechał do guesthausu i czekał na nas wku...ny...

Okazało się, że guesthouse był przepełniony, a nocleg kosztował 15$...wybraliśmy więc hotel miliongwiazdkowy na plaży i to był dobry wybór!

djfHYpn3mDhX9A3YM0V_otZepXNVMdacyOaEl2Hx

 

  • Like 17

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Zanim przejdę do dalszego pisania relacji pozwólcie, że przedstawię Wam sprzęt, który moim zdaniem jest NIEZBĘDNY do podróży po Kirgistanie:

01gDOnGywjGwY2ufUwvuXREYvGayeZ5q3RQ_6MF2

Bez tego jakże istotnego sprzętu moja szczęka lądowałaby wielokrotnie na trawie/ kamieniach/ krowich kupach po zobaczeniu widoków, które dane nam było podziwiać w dalszej części wyprawy. Na szczęście byliśmy wyposażeni w te cuda techniki chińskiej!!

Po zrobieniu zakupów skierowaliśmy się w góry drogą prowadzącą do kopalni złota po to, aby na wysokości 4100 metrów skręcić w prawo i przejechać Górną Doliną Narynia (Upper Naryn Valley). 

Początkowo jechaliśmy serpentynami po pięknym szutrze. Widoki też już były...

PLCcfrr1N7xw4Qkx2-xqle-_GYf9TPZlZVFs00-s

frR5ROPdXb3gOjZtqx9zEIqf1GUHOCpqfBEtF9VV

Droga prowadziła nas pięknymi serpentynami, a co jakiś czas mijaliśmy wielkie ciężarówki wiozące zaopatrzenie do kopalni.

5-cy4L8SBCBqbJPg-8C9Vba-X2baUHSf94H7aGPI

Na ostatniej przełęczy przywitał nas śnieg i temperatura w okolicach zera, a do tego księżycowy krajobraz.

am988XFdTSuQ9XOOBIO0jjLpFRGHRhsyFOfxniWr

Po kilkunastu minutach dalszej jazdy zjechaliśmy z szutrostrady do pięknej doliny, w której byliśmy tylko my i opasłe świstaki :-)

7oehGiPAeFn3DT9p_SVpt8QQwDJhwfzb_86nSXTe

cwYJ2R4OWtdIvi1E-Mk1hRwc6zew2GD_NO-CN3Fw

W tym miejscu chciałbym podkreślić rolę krzesełek....

jrmi2YaHylnbWuUKW09RlLHKKPt5n2RyZkk1Pwvs

Ogólnie następne trzy dni wyglądały mniej więcej tak: godzina jazdy, widok zapierający dech w piersiach, rozkładanie krzesełek, kawa, jazda, krzesełka...i tak do wieczora. Potem następował biwak w jakimś cudownym miejscuFXJ8ZVGc3XHFRfWfN-bzgaV0H1UnBv7UvtGZN68L

 Było tak pięknie, że nie dało się jechać!!

RX9E7J4bYUi28dPjGpeRIueOZx6sbyULMOwIWqfR

GRMSHyyCdl6Fb-J3qOrlEgMC1LbeCHH4u0asTeLT

ohuVhIjrErh5GSHkKpDSdJmRbhYcgrptR1KNWX9T

RqqkczxNkYRhTWAd7v6WkVnDl2ZOkpxxozdmkjlA

Wj1Mh8ztUjGS1z7uwbuSRF8YgxQak2xPC2QdHikg

Zgodnie z naszym "planem" mieliśmy spędzić w tej dolinie półtora dnia. Wyjechaliśmy z niej po ponad trzech dniach...

 

  • Like 22
  • Thanks 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Zajebiste fotki

Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

16 sierpnia rozpoczęliśmy wyjazd d Górnej Doliny Narynia. Od samego rana miałem kłopoty żołądkowe, ale w swej głupocie myślałem, że uodporniłem się na azjatyckie bakterie w zeszłym roku i po małych sensacjach żołądkowych będę miał spokój. 

Wyjeżdżając z doliny spotkaliśmy koreańskiego rowerzystę, który był w podróży dookoła świata. Pełen szacun!!

8Kt6JrIhXLB4l8QBvji0NlDu2wPpnOyEIA3yqjOG

Po wjeździe do Narynia skierowaliśmy się do biura CBT w celu odbioru permitów na strefę przygraniczną. Po 10 minutach było to..... mniammmmm

a_yIzJIEH0KyY8zgRpZNTL98MsY2U3e66NotMA8P

NwhmK_uPmYL4i855ty8sWMKnWAvJGu5Ju53G5huT

Pierwszy od kilku kilku dni porządny posiłek był super smaczny, ale oddałem go kilkanaście minut później...

W międzyczasie okazało się, że Radzio złapał gumę-na szczęście byliśmy jeszcze w Naryniu więc sprawa została szybko załatwiona. Nastepnie skierowaliśmy się z stronę chińskiej granicy, gdzie czekało nas spotkanie z jeziorem Kol Suu. Do jeziora był jednak kawałek drogi i musieliśmy rozbić się na biwak po drodze. Moje samopoczucie było już wtedy kiepskie-co pół godziny musiałem zatrzymywać się na 2-kę i byłem coraz słabszy. 

e8QmQznpMmZv0-loxFX6qjJQe5yezK6bgKtv9D7i_eqnRmEH68v25cqBJjyM_tiYcxTgqvwOskW9ZFaDVABGr3VNP451k0z1HSpRQDvUGtS0p536cUzdKuYj

Całą noc miałem gwałtowne rozwolnienie i w końcu zacząłem brać nifuroksazyd i inne chemikalia, jednak rano obudziłem się niezdolny do dalszej jazdy. Na domiar złego złapałem gumę.

TQispxOPv-_AwZeSZf81IxCgXBsZk4_PD31r2-Z_

Po raz kolejny okazało się, że kozaki z Wybrzeża to najlepsi kompani na świecie-chłopaki dali mi swoją wodę i bez wahania zabrali moje koło rano i pojechali szukać szinomontażu. Wrócili pod koniec dnia z naprawionym kołem!!! Okazało się, że w wioskowym szinomontażu nawet 120-kilogramowy specjalista posługujący się 1,5-metrowym łomem miał problem ze zdjęciem Mitasa E09.....w końcu jednak udało się, a chłopaki po drodze upolowali nawet zakupy!:-).

Moim zdaniem ta opona nie nadaje się na długie wyprawy - ciężko ją zdjąć i łatwo przebić. Ostatnio na Ukrainie miałem dokładnie taki sam przypadek z tą oponą...

Wieczorem poczułem się lepiej i cieszyłem się na dalszą jazdę kolejnego dnia

  • Like 20

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Rano Radzio wygonił nas ze śpiworów o 6-tej rano, bo przed nami była ambitna jazda do jeziora Kol Suu. Ja czułem się już całkiem ok, ale z kolei Radzio zaczął mieć objawy podobne do moich sprzed dwóch dni. On na szczęście był mądrzejszy ode mnie i pochłonął od razu garść nifuroksazydu więc mogliśmy jechać dalej. Na początku była szutrostrada, potem droga zaczęła się pogarszać, ale wciąż była całkiem Ok. Po kontroli granicznej wjechaliśmy na płaskowyż i dalsza droga wyglądała mniej więcej tak: (nie wiem jak wkleić filmik więc wklejam tak jak umiem :-))

https://photos.google.com/share/AF1QipOC8i1cpGTlzkp5DY6jpSMEavaleMlNsPVnEpomm6Ug6ajIMfcBlfujpqycxJYTKw/photo/AF1QipOYsN2F8e1vmX7-0IfKRWugl9J1m0VuOR0AoFYH?key=dlV6Xzc5dDZyZURpOEVYN2tDVWphU3hyMnZsYUFn

W odległości ok 40 km od jeziora track Sambora zaczął kierować nas skrótem w stronę gór-postanowiliśmy jechać jednak szutrem, bo byliśmy zbyt słabi na ew. walkę w terenie na takim odludziu. Do doliny Kol Suu zajechaliśmy przed południem i zalogowaliśmy się na jurtowisku CBT. Mogę spokojnie polecić to jurtowisko-czysto, schludnie, dobre jedzonko.

QOmUgdW7P1cX1VWlANj9B614CNlJSy0quGkHwY3T

Zaraz po zalogowaniu się w jurcie zaopiekowała się nami 14-to letnia córka gospodarzy, która wsadziła nas na konie i zawiozła do jeziora. 

Tu muszę po raz kolejny wyrazić szacun dla Kozaków z Wybrzeża - była to ich pierwsza w życiu jazda konna, a radzili sobie całkiem fajnie:-)!! Radziowi nawet udało się trochę pokłusować :-)!! Wojtek kiepsko sobie radził bez gazu i sprzęgła, dlatego dziewczynka trochę mu pomagała :-)

https://photos.google.com/share/AF1QipOC8i1cpGTlzkp5DY6jpSMEavaleMlNsPVnEpomm6Ug6ajIMfcBlfujpqycxJYTKw/photo/AF1QipPy2x8FVas3h0tCv2WH-NN2OnhPF8QzqxmB23Ij?key=dlV6Xzc5dDZyZURpOEVYN2tDVWphU3hyMnZsYUFn

Chłopaki zabrali ze sobą majtki do pływania, okulary, płetwy, ręczniki, płyny do opalania itd. Ja na szczęście nie zabrałem tego jakże ważnego sprzętu. Na szczęście.... :-), bo....

W jeziorze NIE BYŁO WODY!!! :-)

l3Qig4_7tgSBMjQcGJxMbGZKLmf-WCRj6DR7Mfgg

Dziewczynka powiedziała nam, że raz na 10 lat jezioro wysycha no i my akurat trafiliśmy w suchy rok. Wrażenia z łażenia po dnie były niesamowite. 

https://photos.google.com/share/AF1QipOC8i1cpGTlzkp5DY6jpSMEavaleMlNsPVnEpomm6Ug6ajIMfcBlfujpqycxJYTKw/photo/AF1QipOpg27QqSFY20Lyd5TX8YTwq5_06btWKYtvoSlO?key=dlV6Xzc5dDZyZURpOEVYN2tDVWphU3hyMnZsYUFn

HF0F1dEi7GEh8SoC7RwWKZC8ZAdBHh-wwRN9qcZv

1nIk6kcV3oTHS0bOqyMN5YIL6g_0jSoolf4ljqDr

Dla tego jednego dnia warto było telepać się z Polski tyle kilometrów.

 

Edytowane przez trolik
  • Like 18

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Git! Świetnie się czyta. Chyba tam pojadę

Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

18-go sierpnia ruszyliśmy w dalszą drogę zostawiając za sobą jurtowisko pod jeziorem Kol Suu. Celem tego dnia był dojazd jak najbliżej granicy kirgisko-tadżyckiej w Sary Tasz. Z mapy wynikało, że powinniśmy przejechać ten odcinek w ciągu jednego dnia....

Po wyjeździe z jurtowiska musieliśmy wrócić około 30 km do głównej drogi, która poprowadziła nas na zachód. id1FOcNGT9pK7AxkIo3yuQ-UTAJmK7jkxA367Ml0

Słowo "główna" użyłem jako synonimu - chodzi oczywiście o to, że główną drogę trzeba było wybierać co chwilę z kilku lub kilkunastu śladów prowadzących w jednym kierunku. Przez następne sto kilkadziesiąt kilometrów jechaliśmy w krajobrazie księżycowym na całkowitym odludziu, co jakiś czas przekraczając rzekę Aksai. Na szczęście nie było zbyt wiele wody, ale brodzenie nawet w tak płytkiej rzece kilkadziesiąt kilometrów od najbliższego czegokolwiek to przygoda sama w sobie :-)

https://photos.google.com/share/AF1QipOC8i1cpGTlzkp5DY6jpSMEavaleMlNsPVnEpomm6Ug6ajIMfcBlfujpqycxJYTKw/photo/AF1QipOq7ZoFgBbOCHPNwK8zFE7VIMM4BdI5nOsrV2lP?key=dlV6Xzc5dDZyZURpOEVYN2tDVWphU3hyMnZsYUFn

Celem pośrednim był dojazd do przełęczy Torugart, na której znajdowało się przejście graniczne i (podobno) nowo otwarta stacja benzynowa. Gdzieś po drodze miałem bliskie spotkanie 3-go stopnia z orłem - ptaszysko siedziało sobie na jakimś paliku około 2 metrów od drogi. Kiedy byłem jakieś 5 metrów od niego postanowił wystartować, ale podmuch wiatru zepchnął go w moją stronę-minął mój kask może o 20 centymetrów...

Po dwóch godzinach pięknej jazdy można w końcu było udać się za potrzebą....

https://photos.google.com/share/AF1QipOC8i1cpGTlzkp5DY6jpSMEavaleMlNsPVnEpomm6Ug6ajIMfcBlfujpqycxJYTKw/photo/AF1QipOE793k8enzxYeBxWMPw7-mmR2aZxalHg7QhsNM?key=dlV6Xzc5dDZyZURpOEVYN2tDVWphU3hyMnZsYUFn

Radzio znalazł też miejsce godne do przylepienia sławnej na cały świat naklejki. Od teraz do naklejki tej będą udawały się pielgrzymki motocyklowe.

C9eh3VgA0oyY93nTmiLZKK7s_1dvMISVRVQXDwXq

Wzdłuż granicy jechaliśmy jakąś godzinę, po czym znaleźliśmy czynną stację benzynową na przełęczy Torugart. Dojazd z kol Suu do Torugart zajął nam około 4 godzin

  • Like 15

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Nie. Jako minimalista zabieram tylko to, co niezbedne. Poza tym sam sobie nie bede przyprawial rogow kiedy žona 5000 kilometrow ode mnie...:-)
Pozdrawiam trolik

Przywiozłeś te rogi?


Wysłane z mojego SM-G925F przy użyciu Tapatalka

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz

×