Skocz do zawartości
trolik

поездка b Памир - czyli opowieść o tym, jak Gienia, Efcia i Słoń Dominik Pamir zdobywali

Recommended Posts

Przełęcz Torugart położona jest na wysokości bodajże 4100 metrów. Po zatankowaniu zaczął padać deszcz,, który w kombinacji z temperaturą (7 stopni na tej wysokości) dał nam się nieźle we znaki aż do karawanseraju Tasz Rabat. Sam karawanseraj raczej nas rozczarował - może dlatego, że była mgła, padał deszcz, a my byliśmy zmarznięci po godzinnej jeździe w temperaturze poniżej 10 stopni. Jedynym plusem było to, że mogłem założyć kalesony w suchym miejscu :-)

B4FdOLve18IwYobNTx_eNOZHqpXUgkMgLyFYhZ64

Po wyjeździe z karawanseraju chcieliśmy przejechać skrótem przez góry do miejscowości Bajetowo, jednak widok "zniszczonych" rowerzystów jadących w odwrotnym kierunku skutecznie nas zniechęcił do tego pomysłu. Szkoda, że nie zrobiłem im zdjęcia, bo mieli na sobie tyle gliny ile sami ważyli....

Nie pozostało nam nic innego, niż skierowąć się do Narynia i następnie dalej przez Kazarman do Dżalalabadu i potem Sary Tasz. Na szczęście za Naryniem przestało padać i nieśmiało wyszło słoneczko, choć gdzieniegdzie czaiły się burzowe chmury. Po kilkudziesięciu kilometrach GPS skierował nas z asfaltowej drogi w szuter-myślałem, że pomyliliśmy drogę i dlatego zapytałem kolesia w przejeżdzającym aucie czy to jest droga na Dżalalabad. Z uśmiechem odpowiedział, że tak. Przed nami było 300 kilometrów szutru...

Po kilkudziesięciu kilometrach jedna z goniących nas chmur burzowych zbliM8kj885ryhaQCPj778H--3eC91V5yr0EFVZ3rt5nżyła się niebezpiecznie blisko i postanowiliśmy poszukać noclegu pod dachem. Pośrodku niczego znaleźliśmy samotny budynek, w którym gospodarzył Jeseń (to ten Pan drugi od lewej). Jeseń latem zajmował się pracą na gospodarstwie, a zimą dbał o nawierzchnię drogi przebiegającej w pobliżu jego gospodarstwa. Spędziliśmy wspólnie z nim przemiły wieczór i ranek.

H-wsRSixtkQGBhUHb6SQ3LF9iy-cH3waxyrbBEZtEUwdTXC0E2iHhiu7twyjpYXKTKqY0_bJtAb_fj0p

Proszę zwrócić uwagę na naklejkę przyklejoną do osiołka. Legenda głosi, że po ceremonii naklejenia osiołek ten stał się świętym graalem wszystkich motocyklistów

 YqzeeFULHlzqsSt5OHZ5jRwCJla6IfzGGQb8CPEy

Rano zostaliśmy nakarmieni przez Jesenia i z żalem musieliśmy się pożegnać. Zaraz po opuszczeniu gospodarstwa rozpoczęliśmy wspinaczkę na jedną z kilku przełęczy które dane nam było pokona tego dnia.

o5mQkrmZb1O0btBvsr6Qmc_RTiy0HKZVtbiyYENv

Sb-p9iI1iSpK4zuqespYZ5XXu0gEwihVuGfokynZ

Ef-WA5YXsIzrhD5DudZW80YQXHUCxdlh1Ooy08v7

0W9pwyWMAAkyXum7jbuW7K2ni7HjCLkhDJ2DdOzO

Miałem łzy wzruszenia w oczach kiedy wjechaliśmy na asfalt przed Dżalalabadem. Sam przejazd z Narynia okazał się fajną przygodą, na którą my jednak nie byliśmy mentalnie przygotowani bo w głowach mieliśmy już Pamir...

Na biwak rozbiliśmy się jakieś 80 km przed Sary Tasz na skraju jakiejś wioski. Plusem było to, że można było umyć się w strumieniu. Minusem było to, że lokalesi myli samochody w strumieniu...

aE7MmxQisRWPsU8ddaKdIj2RxAZ1J2G8oQm46fo2

 

 

  • Like 20

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Tomcio dobrze się czyta :) Jak to dobrze mieć ze sobą na wyprawie kronikarza :) Można po powrocie sie poopier...lać i wygodnie poczytać, wpominając jak było... ;) Dzieki, że nie jesteś leniwy tak jak ja :p

Edytowane przez Rademenes
  • Like 2
  • Thanks 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
10 godzin temu, Rademenes napisał:

Tomcio dobrze się czyta :) Jak to dobrze mieć ze sobą na wyprawie kronikarza :) Można po powrocie sie poopier...lać i wygodnie poczytać, wpominając jak było... ;) Dzieki, że nie jesteś leniwy tak jak ja :p

Dla Ciebie wszystko Radziu!!! :-) Jeśli uważasz, że gdzies coś przekłamałem lub ominąłem to zmieniaj. Dla mnie te relacje to inwestycja na emeryture-bedzie co wnukom opowiadać.:-)

pozdrawiam trolik

Edytowane przez trolik
  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
12 minut temu, trolik napisał:

Dla Ciebie wszystko Radziu!!! :-) Jeśli uważasz, że gdzies coś przekłamałem lub ominąłem to zmieniaj. Dla mnie te relacje to inwestycja na emeryture-bedzie co wnukom opowiadać.:-)

pozdrawiam trolik

Eeee wszytsko git, ja nie potrafie pisać to i do dodania nic nie mam :) Ale lubie czytać :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Dnia 23.09.2018 o 10:10, trolik napisał:

Sorki za zamieszanie, ale inreach nie do końca spełnia rolę jako zapisywacz tracków:-)

Tutaj działa: https://eur-share.inreach.garmin.com/ZakarpacieiBieszczady

Edytowane przez trolik
  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
4 godziny temu, artex napisał:

Łowcy Niewygód!

Skoro odgadłes to musisz wsiąść na tego osiołka i wysikać się pod tym słupkiem...:-)

Pozdrawiam trolik

  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Przebudzenie 20 sierpnia nie było do końca miłe-obudziły nas krowy, samochody przejeżdżające przez bród w strumieniu oraz biegunka w moim wykonaniu...problem polegał na tym, że mimo iż czułem się już zdecydowanie lepiej to nadal musiałem brać loperamid który właśnie mi się skończył...

Ale nic, może coś wymyślimy po drodze. Celem tego dnia był wjazd do Tadżykistanu. Mimo iż odległość do Sary Tasz nie była duża (ok 100 km), to dojazd zajął nam około 3 godzin, bo po drodze trzeba było przejechać 2 przełęcze. Pogoda była piękna, więc widoczki były super, szczególnie z przełęczy nad Sary Tasz-widać z niej było potężną, białą ścianę Pamiru, w którą mieliśmy wjechać chwilę później.

W Sary Tasz wzięliśmy wodę i jedzenie, wymieniliśmy pieniążki na stacji benzynowej oraz znaleźliśmy aptekę z loperamidem:-)!!

oykbtbaX9Vu3sLps1xyhJugiShyUjoMgH8Vyp4qB

Po wyjeździe z Sary Tasz wjechaliśmy na drogę prowadzącą do przełęczy Kyzył Art, czyli do przejścia granicznego. Nie mam zdjęć z tego miejsca, ale wrażenie jest niesamowite-stoisz na drodze i widzisz wielką białą ścianę przed sobą. W tej ścianie jest mała szczelina, w którą wjedziesz za godzinę lub dwie i będziesz półtora kilometra wyżej...coś wspaniałego.

Po dojeździe do przejścia granicznego kirgiski tamożnik skasował nas po 500 somów - co robić, trza płacić... :-(

Pfch_ro5qv5qBucznz6uIWJkRaVfOtkfdEF8YLT2

W akcie zemsty Radzio nakleił swoją tajemniczą naklejkę, która będzie odstraszała wszystkich motocyklistów chcących przejechać tym przejściem...

wMQT97UelKxIF0NqLL0eDawwpwoDaFmtnhHlshDu

Po wyjeździe z Kirgistanu wjechaliśmy na piękną drogę prowadzącą nas po ziemi niczyjej do Tadżykistanu. Pierwszy raz od kilku dni zobaczyliśmy śnieg, a widoki stały się bardziej "surowe". Gdzieś w środku mnie poczułem podniecenie-wjeżdżam w Pamir!!! Już drugi raz!!!

PjsThgRnaT7WWv1Stmqbj3KYpRmXAGILrBkxiY1Z

To podniecenie szybko się ze mnie ulotniło po dojeździe do przejścia tadżyckiego-okazało się bowiem, że Tadżycy nauczyli się kroić turystów podobnie jak Kirgizi...kolejne 10 dulków wyparowało...brrrr. Oczywiście przyczłapał się do nas również "inspektor sanitarny", który chciał nas skasować po kolejne 10 dulków za olanie motocykli jakąś cieczą nieznanego pochodzenia. Wydarliśmy się na niego że w życiu, że nie ma mowy, że w zeszłym roku nie płaciliśmy, że koledzy co przejeżdżali wczoraj nie płacili....udało się :-)

uZtlhPJlSJwkkoSqUCr-5uxpMIFa1o-bBDLczvHG

Za przejściem na dobre skończyła się kirgiska zieleń, a rozpoczął się księżycowy krajobraz Pamiru

4edb2reDCqAxAxRK032WZPAHC5Zc_AHqMFxGp8q2

Po jakimś czasie dojechaliśmy do granicy chińskiej-kurde podejrzewam, że w Chinach nie ma już lasów, bo wszystkie drzewa zostały ścięte w celu zrobienia tego jakże potrzebnego płotu w środku niczego...

eKOeQ63Acnm5ztFj4TP6B6qJwdHlKEQkbTvKyW1W

Po kolejnej godzinie jazdy pojawił nam się taki widok i już wiadomo było, gdzie tego dnia rozbijemy biwak... :-)

-H9SZZzbR5KE1jM17V9SfIAXgrM14ACpvIb9BQ4z

Po kilkunastu minutach błądzenia znaleźliśmy fajną miejscówkę na brzegu jeziora Karakol-będzie spanko na wysokości 4100 metrów!!!:-) Słoneczko pięknie świeciło, było całkiem cieplutko a widoki po prostu zabijały. Nie było wyjścia-trza rozkładać krzesełka...

CM83YbltUNd1oidblSCprN5QSH9AJRiRd8Eu0KsX

1FbdtpDxtyMwpRXsQGcrrUfXMdBJliyYHm3x5BqJ

zVVEqT3m0JzSiTElIvGDqaOUxAJgZGTu4peRySvj

I troszkę się umyć...

lsjUjRbT0HVrc8mJwef0vQfm4IU3ayzHUc0FGCjL

Piękne popołudnie nie przełożyło się jednak na piękny wieczór-zimny wiatr termiczny szybko wygonił nas do namiotów. Noc nie była spokojna, bo wiało naprawdę mocno, a zmieniający kierunek wiatr nie dawał nam szans na skuteczną ochronę przed nim. Na chwilę jeszcze wychyliłem się w nocy żeby zrobić takie zdjęcie:

02kdHRIntws8pxIzO8AHxw5fS9oiMs9wqOputvzX

 

 

 

 

  • Like 18
  • Thanks 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Szalejący w nocy wiatr termiczny kolejny raz nie pozwolił nam się wyspać i rano zebraliśmy się dopiero około 10tej. Świeciło piękne słoneczko, temperatura oscylowała w okolicach 20 stopni, więc były idealne warunki do dalszej jazdy.

wru4WBpH_YZdkAI2LtyyytZDkn0DZVnA1vKc5kLb

Po około godzinie zaczęliśmy wspinaczkę do najwyższego punktu naszej wyprawy, czyli przełęczy Ak--Bajtał (4655) - wtedy też zaczęła się nieprzyjemna tarka, towarzysząca nam przez kolejne 20 km aż do samej przełęczy. Krajobraz stawał się coraz bardziej księżycowy, temperatura spadała, a w uszach czuć było dzwonienie spowodowane spadkiem ciśnienia. Na szczęście byliśmy już zaaklimatyzowani, więc żaden z nas nie odczuwał dolegliwości związanych z wysokością.

VJO14ZBiubTr_gkiTaE0XWWrQzMS7Jmm96WVD4cy

Wjazd na tą przełęcz był jednym z marzeń Radzia - jakaż była jego wściekłość kiedy okazało się, że słynna tablica z naklejkami NIE znajduje się na samym szczycie przełęczy!! Powiem szczerze, że pierwszy raz widziałem Go w takim stanie i nie wiedziałem czy śmiać się czy płakać. Koniec końców zaproponowałem przeniesienie tablicy 200 metrów wyżej żeby tylko Radzio przestał na nas krzyczeć... :-).

Chciałbym również poinformować, że na tablicy owej Radzio nakleił tajemniczą naklejkę - w związku z tym nie ma sensu, aby inni motocykliści jeszcze się tam pchali. Dajcie se już spokój i szukajcie innych miejsc do naklejania naklejek! :-)

WljxVlZBhpdNNXZgJk4tdLe_Y5tKyXqP_o310F1A

gbdlNDoxr9FPr5ew0gzRgqxpygb3hjYjbYAL83NC

 Po zjeździe z przełęczy skierowaliśmy się do Murgab, gdzie mieliśmy zatankować baki i żołądki. Jazda w księżycowym krajobrazie była nadzwyczajnym przeżyciem, ale po jakimś czasie zauważyliśmy przesyt tymi widokami. Droga też nie ułatwiała nam zadania-asfalt przez większość czasu był ok, ale co jakiś czas zdarzały się półmetrowe wgłębienia, na których można było nieźle się przelecieć....

xFUVBI4187w5RzBIxr7hW4fnXGPfpUCISflmDKT6

 

Tankowanie baków...

OrcOw5nfhS9K6WXS0rwIMQt7wObJbgIuvg6ujZY6

Po tankowaniu ruszyliśmy w dalszą drogę-celem było jezioro Czukur-Kul leżące mniej więcej w połowie drogi łączącej Trakt Pamirski z Korytarzem Wahańskim od strony wschodniej. W zeszłym roku jechałem tą trasą w odwrotnym kierunki i wiedziałem, że można się spokojnie rozbić nad jednym z jeziorek przy tej drodze. Miejsce było urocze, ale nauczeni doświadczeniem poprzedniej nocy chcieliśmy znaleźć spot osłonięty od wiatru-w związku z tym nie mieliśmy dostępu do wody ze względu na muliste dno w tej okolicy...:-(

Ale i tak było fajnie :-).....

dEEOjqY-H2znuMKh8g9EJLaDZShG6V6XZmzI65q-

SWb05jFR-qX6_OLYykZL1Fhpc9MiLFP-c43hp1PB

6Ie6kE7HAHdSQY2zHEnWAioZsW4mb2ad2303STbd

2WUoLTjuNLTiGD-vAvEakwXbSbbZWs-hYhlKVv8T

TK2kbX2FwAEhZjWCJDzw2Q3NopzLs1FHiqI6j9oU

.....do zapadnięcia zmroku. Po zmroku wiatr zmienił kierunek i zaczął pizgać prosto w nasze namioty. Kolejna noc z tropikiem na twarzy...

 

 

 

 

  • Like 16
  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

W zeszłym roku wjeżdżałem do Korytarza Wahańskiego od zachodu. Zresztą nie miało to dla mnie wtedy większego znaczenia, bo w głowie miałem strach o mojego młodszego synka, który właśnie trafił do szpitala. Tym razem zaatakowaliśmy od wschodu i to był dobry pomysł, bo mieliśmy więcej sił i chęci w najpiękniejszym i najdzikszym odcinku korytarza. Naszego podniecenia nie zepsuła nawet słabo przespana noc. Zebraliśmy się sprawnie i w miarę wcześnie zameldowaliśmy się na posterunku granicznym, który był...pusty :-). Na szczęście nasz przyjazd widzieli żołnierze z pobliskiej bazy, którzy po chwili przyszli nas odprawić.sMFpPpemoYGv-_BzrK5Cx2NKi6cj0dVYmhPLb8MWJZB53De-ace4hws4hFeKnTXz6p_gCr5C8kvSyA8X

No to....JEDZIEM!!!!

SNbNu6SZeVIlaGQBq1Wnhs4tywxNLp-iyErKNPoN

wm0GEDded_bwlGqtS8bctR2RLWxTlOCE0cQ2mZKV

https://photos.google.com/share/AF1QipOC8i1cpGTlzkp5DY6jpSMEavaleMlNsPVnEpomm6Ug6ajIMfcBlfujpqycxJYTKw/photo/AF1QipO6HbVJUdeTTtb4Mq4hJLtqYe4HSP6srTJ_SG3J?key=dlV6Xzc5dDZyZURpOEVYN2tDVWphU3hyMnZsYUFn

01GqJz_oRQnZIOutmypWwGGN5b95zWTMENeYwVls

U_ee0BsWbG9A1ee1zIHlLgiSiHRHa4yJa2e9ZFBU

https://photos.google.com/share/AF1QipOC8i1cpGTlzkp5DY6jpSMEavaleMlNsPVnEpomm6Ug6ajIMfcBlfujpqycxJYTKw/photo/AF1QipMhgGBYDo-EGIH-pioLYV1OocVB3iK4UYnuILnf?key=dlV6Xzc5dDZyZURpOEVYN2tDVWphU3hyMnZsYUFn

Często zatrzymywaliśmy się, bo widoki nie pozwalały jechać dalej. Innym razem przystanek na kawę, a jeszcze innym razem po to, aby posiedzieć sobie na kamieniu i zapamiętać tą chwilę. Wielkość tej doliny i jej surowość z jednej strony mnie urzekały, ale gdzieś tam w środku czułem też taki mały strach przed tą olbrzymią przestrzenią. Polubiłem tą mieszankę doznań...

o65Mlz_aB3DZ78ojvujwTDttTsJu82hEZxkmF9qI

6dg6PvPuOifmukngI8hpgHdT5ng1xyg4NyJsF70q

tPI8vRHCErNsmRKc19zDsMejqzKobby48vM5i_fi

mAmIRAdWAtPNpTLCk_XqsozpydgfEmnZy2if_Tm4

Po kilku godzinach jazdy pojawiły się wysepki zieleni, wśród których ukryte były małe, spokojne wioski. Im dalej na zachód tym miejscowości było więcej. Kilkanaście kilometrów przed Iszkaszim zaczęliśmy wypatrywać tablicy upamiętniającej Iziego- Wojtkowi oraz mnie nie udało się jej znaleźć, ale jadący za nami Radzio wypatrzył ją wśród zieleni. W Iszkaszim wzięliśmy paliwo i skierowaliśmy się dalej do Chorogu. Po kilku dniach spania z namiotem na twarzy marzyliśmy o spokojnej nocy w łóżeczku, o prysznicu...

Takie miejsce znaleźliśmy w przybytku zwanym Pamir Lodge

I97d516fMGhtpmyGFUMVHThLobaCL_rk4P9QwIc0

 

  • Like 15

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Kolejny dzień miał przynieść spełnienie mojego marzenia, czyli przejazd doliną rzeki Bartang. Zebraliśmy się dosyć późno, ale nie miało to większego znaczenia, bo nigdzie się nie spieszyliśmy. Po dojeździe do Ruszan wzięliśmy paliwo i śmignęliśmy w prawo zanurzając się w nieziemskie widoki.

IdaTLhtJvV5wzuOIxaCgIkW75MfuKFq_4oqVYjWi

SDDbrNO0g07VflNfnE2-ZAJzQKIHS4b9FciAVFwC

DLGED64cq0sTnQXiBf5EH7grxkNl6NpOlOkaDEmV

tn43Qtn7c31oTrK3YISpCkO8zTY_Dz-A8Ec7OIvr

https://photos.google.com/share/AF1QipOC8i1cpGTlzkp5DY6jpSMEavaleMlNsPVnEpomm6Ug6ajIMfcBlfujpqycxJYTKw/photo/AF1QipMGAOU5ItHJjzJJJBqSpg8IV16V200pWPXHUMVT?key=dlV6Xzc5dDZyZURpOEVYN2tDVWphU3hyMnZsYUFn

Uup4eOS4dZ-o3sCxrnJB5z6ipT2V16tPvrGpiC3s

Różnica między Bartangiem, a miejscami przez które przejeżdżaliśmy wcześniej była ogromna. Tutaj nie było wielkich przestrzeni-czasami miałem wręcz wrażenie, że jest za ciasno i wielkie skalne ściany zwalą mi się za chwilę na głowę. Może nie było szczególnie trudnych sekcji offowych, ale jazda na kilkunastometrowej skarpie z widokiem na rzekę szalejącą pod spodem dawała niezłego kopa adrenaliny.... Podobało mi się to - może nie postąpiłem zbyt mądrze, ale oddzieliłem się od chłopaków i większą część drogi jechałem samotnie delektując się tymi adrenalinowymi strzałami...

yulp0QRIpJgM2uOSq2IA0_7bzJi2So4kOJ3l0lWE

I9XM_WfIPRMnlsI7Ojy_M4BtqKTce2p4LnanOVRL

Co jakiś czas doganialiśmy się na wszelki wypadek. Tego dnia Radzio nie czuł się najlepiej i potrzebował więcej czasu na odpoczynek.

CDhYJjqYP539C7939zwfxU5WMsFjZVzs4tDJdzFR

Mniej więcej w połowie doliny powinniśmy wjechać na płaskowyż, który widoczny jest na poniższym zdjęciu w oddali. Niestety nie udało się

87ETULtqVuaWBi2v_xCpSLfLsxqy16TAL2vl894x

Nadzwyczajnie wysokie temperatury w ciągu ostatnich 2-3 dni spowodowały szybsze topnienie lodowców i podwyższenie poziomu wody w rzece. Most umożliwiający wjazd na płaskowyż został odcięty od prowadzącej do niego drogi...

uzdBthx5g-dBEBOFif8zPr79LsE39iHHIzG6DWOt

I to był koniec naszej pojezdki doliną Bartangu. Lokalesi chcieli nam pomóc w przeprawie, ale ryzyko było zbyt duże i postanowiliśmy poczekać do następnego dnia na spychacz, który miał udrożnić przejazd. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło :-).

Cofnęliśmy się do wioski Ipszorw w celu znalezienia noclegu. Na poniższym zdjęciu wioska ukryta jest za zielenią w oddali.

L-QzqwjCDx70xo0lMiHCXpbPoRphF4t0VVjlTpar

To był strzał w dziesiątkę:-). Tuż po wjeździe podeszło do nas 3 chłopaków i bardzo dobrym angielskim zapytali nas czy mogą w czymś pomóc....Oczywiście że tak!:-)

Chwilę później parkowaliśmy już motocykle pod domem Nawszoda, który jest studentem uniwersytetu w Chorogu. Nawszod, podobnie jak jego koledzy, nauczył się angielskiego korzystając tylko z książek i radia....SZACUN!! 

Tata Nawszoda oddał nam do dyspozycji typowy dom pamirski...

HVYNZyf2NyYxCHZg2_gcAtV7kqEEQd3OZVYgKJnM

oraz nakarmił nas do syta (Nawszod to ten chłopak w czapce na zdjęciu poniżej)

XQZR8oDeIs7GdEjH2Xq_i0KZ9hVAsPIGjOAyiQyS

Całe jedzenie pochodziło z ich własnych zbiorów i było po prostu cudowne! Tak dobrych pomidorów, ogórków i innych rzeczy w życiu nie jadłem. Kurde, nasze europejskie pomidory nie zasługują nawet na tę nazwę po spróbowaniu pomidorów pamirskich!. Zaskoczył nas również dom - z zewnątrz przypominał raczej kurnik, ale po wejściu do środka przeżyliśmy szok kulturowy - było po prostu zajebiście! Resztę wieczora spędziliśmy na rozmowie z Nawszodem i Jego Tatą. Było prawie jak na przesłuchaniu...:-), ale oczywiście z zachowaniem szacunku i grzeczności.  Byliśmy strasznie ciekawi Ich życia na takim odludziu. Nawszod przyjeżdża do domu na wakacje oraz na dwa tygodnie w zimie (jeśli droga pozwala) - mimo niewielkiej odległości od Chorogu (120km) przejazd jest drogi i nie stać go na częstsze odwiedzanie rodziców. Tata Nawszoda jest wiejskim nauczycielem i zarabia ok 60 euro miesięcznie...

Nasi gospodarze początkowo nie chcieli od nas pieniędzy za nocleg i wyżywienie, jednak po dłuższej chwili wytłumaczyliśmy im że nie ma w tym nic złego, a pieniążki z pewnością się przydadzą. Cieszę się, że mieliśmy okazję zostać w tej wiosce - dużo nauczyliśmy się o miejscowych ludziach i Ich zwyczajach. No i to jedzonko...:-). Jeśli ktoś z was będzie przejeżdżał Bartangiem-sugeruję nocleg w Ipszorw. Nie pożałujecie!:-)

 

Edytowane przez trolik
  • Like 20

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jeśli któryś z czytelników będzie w Chorogu to bardo polecam nocleg w Pamir Lodge.  Fajny hipisowski klimat. Zlatują się tu wszystkie podróżne świry. Najwięcej rowerzystów, dla których mam wielki szacunek. Są tez motocykliści i oszołomy podróżujące wszelkimi możliwymi wrakami :) Bardzo pozytywne miejsce... Wieczorną porą leje się tu dużo wina i unosi zapach marihuany :) Ale najważniejsze że..... można w koncu się porządnie umyć :) Tyle razy brałem prysznic, że aż byłem później osłabiony w dolinie Bartang :) A nie od dziś wiadomo, że "częste mycie skraca życie"  :)

Edytowane przez Rademenes
  • Like 6

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Następnego dnia rano zostaliśmy nakarmieni dobrym jedzonkiem na śniadanie, po czym wybraliśmy się na oględziny przeprawy licząc na to, że spychacz wkrótce załatwi sprawę i będzie można jechać dalej. Spychacz rzeczywiście pracował, ale nie było szans na szybką naprawę drogi-to, co wczoraj jeszcze wyglądało całkiem dobrze zostało zmyte w nocy przez rzekę. Za to nieprzejezdny poprzedniego dnia odcinek teraz wyglądał całkiem ok.... :-(

85-tMmZawY8c_MJKIo7T9LVpy5NwXaTd1EIHtxx8

Pracujący przy naprawie ludzie nie byli w stanie określić kiedy droga będzie zrobiona, a nam kończył się czas ze względu na ruską wizę. W tej sytuacji zdecydowaliśmy się wracać do Chorogu i potem śmigać dalej Traktem Pamirskim do Kirgistanu. Oczywiście przed wyjazdem zostaliśmy nakarmieni obiadkiem, po którym nastąpiła sesja zdjęciowa. Obok Nawszoda na zdjęciu stoją jego rodzice.

nw8z3_P5kiPOORG8uuhxMxkLckewW46HklJyIvjo

Smutno było wyjeżdżać, ale nie jest powiedziane, że tam nie wrócimy :-)

Dolina Bartangu w drodze powrotnej wyglądała zupełnie inaczej - słońce świeciło z innej strony, a poza tym jechaliśmy z górki.

VJuKANOSc8JOAMPzAT7TBdkWkEtBqf0iEfCKQlg2

Piv3ywzIUzSA473DvUjNDe4YUrD_vOPxAGNy0r9F

AlUSZA0KmggsPV6f1JgX-LX9xReyniPlVsFCHTVq

XbhnQ3jmljPGLS5uscxEreMYPsseRAKKK9IGoUFg

Po wyjeździe z doliny wróciliśmy do Chorogu i ponownie ulokowaliśmy się w Pamir Lodge. Brrrr... znowu prysznic....

Byłbym pewnie bardziej zadowolony, gdyby udało nam się przejechać całą dolinę, ale i tak było super. Widoki były przepiękne, poznaliśmy fajnych ludzi i ich sposób życia, zaliczyliśmy fajny kawałek porządnego ofu. Mimo wszystko to były udane dwa dni:-)

 

  • Like 16

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
W zeszłym roku wjeżdżałem do Korytarza Wahańskiego od zachodu. Zresztą nie miało to dla mnie wtedy większego znaczenia, bo w głowie miałem strach o mojego młodszego synka, który właśnie trafił do szpitala. Tym razem zaatakowaliśmy od wschodu i to był dobry pomysł, bo mieliśmy więcej sił i chęci w najpiękniejszym i najdzikszym odcinku korytarza. Naszego podniecenia nie zepsuła nawet słabo przespana noc. Zebraliśmy się sprawnie i w miarę wcześnie zameldowaliśmy się na posterunku granicznym, który był...pusty :-). Na szczęście nasz przyjazd widzieli żołnierze z pobliskiej bazy, którzy po chwili przyszli nas odprawić.sMFpPpemoYGv-_BzrK5Cx2NKi6cj0dVYmhPLb8MWszpWNX3HFNu16XFHDG1N_XaOjg-hRfqhF-yku2uljHwtMRfEpd0tcyO9g8jU4TTeMNOn-3UGwpsZwqIXhZa-7M6EsTXJ8QuKlmcFn_QorJO2zO5o2vq86bbSyCoWoz43nj_cmQplbgWLfRYzr1A4HBPVPy3VvOVzvuyNgBpXZA2q_ziXiN4U8NWkuxsZWbCzNfyLYz7ImF9ddrghisYz6zx10lhAyu7oHADbrY1Yxb_Bson6badxB5ZZm33MB7lA9XmC-tMpnhGa9ORJPiOB7jJ4z3d83c-zkPidSa9l11FqPoFJ6x2buKYn63Z-uZyiJ7GSyxuMJ1gHW-ttpgNufmCCo_G7ePg6cB1HHLtDamTpnSvvqaYii-wuqnFYLHMkBI61gArMP9TF0FQ5phT1QS2sbsp9H4fWo9VXA0d9_oJ8dNubAt6HbyiF1xoNOFV_A7sB0zJEOsxveT5vPcxmUC8nMcBFsXUWUqIOieqDacq54Ds6T-wXJyItDCBhrBHRXBpzFW3t4upu4beowV0JdJNOYRw55Wu81GU22tx8qdbfwjUcFitqMH1VZxE_6O6XgrLlRVZg2264BdSyUIec0mlQNv1VgxUKgzB9eQ_I0BkoIBajkH_IiTkFLzU6nsPmfZeU-YASHgGlpPe6nOxcfvUOfMTLHySKM5C7YMb4lKCdTEC-vzSNbZkHv4hq1A=w1225-h689-noJZB53De-ace4hws4hFeKnTXz6p_gCr5C8kvSyA8XWsT4nZsWcAfZSMOVbl5XdKmdbttbovWSb61ev-2w6QtQdBDcJd_Fh2YWFFHzao1Kv_35wbP27Im7li21pXcXT0laAVuQ6aHrGIHkkx8Fq5bigncHLF9kDkP10IwAlFrx4mcUOJSnNz3WI8Va59bfDDzzDZetc6x2bWf3fFhLR-QEYC4NZL_gpfVZgdfVQfv0M8pzMtPyYu6Jd3oosj9npVW87lzuT_1bTpOSb1J1sDXNpMBja-8sPEx0YlxfyxL0VdKdeZnP-VkpcmSbixnk4tCTfPCgOmVCV_NPVRRhf4c2cfWMvaDydXD7v8Mu5IC9dRaILnrbWiTRbuQMekPpgsdw8CHxDfjnuoMKFdQewqq022GHZ_NOrhJL3OWMxH17HuCPGLcc5vzDaIXzo_9FW6t6tMqcfWkGVN80Yzo1p5R2TPrkXKmpI0o86s-jLzsOS8KZ0sIrUG7G8j2B9ID6WQUDNf4rwXs9cEjoAXojUdEVSSdfhsL4K7jIzSPvFGfkDqbYk145vw6rP_bnbM_6R4gW1HGhk8VXWNjpUqiSfVTrIiuPlX-zXSi2BzWSbA5zQqwIEhfBrHX8T_YNOmEOFRYc2712zZjx-X8xvTqq8W3lG2sxPmUer28jZ17_1ogWXjJBniypGcBI7GkkCheixoWjkcxYQ0vinA2rgAg0jWiTwv6HRrGfC7lzt0YubQ=w1225-h689-no
No to....JEDZIEM!!!!
SNbNu6SZeVIlaGQBq1Wnhs4tywxNLp-iyErKNPoNDyVAi5hhmRtn8H5QBYNan17PJUKL3166REvEpl7EnSgy2ma5K3G8zb2O5jRxXHve0HqxXyC2si2P1e9Asi6cDQDgwl-nbNefKJGGHfgD00ghfKRh-g9r8Ld-bqDIxDkV2zyOqvomDgISrTHQCGypGVMgRUm6qYznuqomBM1zEKZOp9X0lC0fLt3vU1KTotc5hmau98X2tAo0bbd9S0BSM1wAJWuL4d3M8XR0moa6g6293o0DkJMpW9Rij7eJ_1Ic11mg9_Tl8MPqcQ4PkY9XOEVQsVzCUdsjLIuDI1zhb6UTc8xkyCL-KDdRsWxmKvwbcjipIwrDFIFh-B51-D5YMJXmv5OYszyfFXSbWW02pX_LhGEvrG5mdX0uvBewTfo1iMORPMzxixVNoqsh-PICBk8Z-36n4Fp2BRxgMzlEqYHskL7J-hN6vBNUdRsIxumtGXjwyv_GrVTG_BZDKTZFXeklRscy1-mwPT_jbxKwP2lnhe7hVpI9c0sIQWWFdKmxvt4Id12nRvS0vsPru1dmKsWlGjsVx7JHyp_Yqmi61V_Jn1bbB6oub_xT2cVJXxN-qk5sKPDtiCPzsg-ZNkdMmwsn1QP_cOW1CkR9t-IHQ8k8DtORZhZts4caEiepf1smmE2Yplo29ICUnK1wrltr6bwvhQ_NnFkN3ZavKoGg6_BNMB2Ihs8yPSWum12wWQ=w1225-h689-no
wm0GEDded_bwlGqtS8bctR2RLWxTlOCE0cQ2mZKVrjHI333YM8bIiN4mPPL2LI-iQYTs7TY05mcMgf24zSY_t6Q-gkKeiDImJfbLP-xZK5o1rPPKCd0WRBrUJOp-lAm15ipJJg58kxhFr7NdxAYVacx1u5uaXwLYDuiTYi98FJ8K7CG0oZSv5BS9kR28gMFwN2YIJgmiSnzsdMCSYAPmjr5ZcY31za3-5WJkYzfFuUYh13PEdPLQYJknoAtWAZFT_IRJs4Kmzg42fXQjq4_gRvZYeLwE6F-jv2obb0OEEjJXNllt1O4EpAJtm4eAKrmoSSC5amcLbYxdfzu6dFptEuPQR2hdcvEE1VBeXSJvw5hynIvaSebkNzyBhMXSSK6kjhlNpZKhHZVJRnQpyxx8beiW4znsmmTdJFjzzeC7hAY6ThyqwH3aBtUkjLOUcdA2qaUD1UycRc4rTkrrPA4BkMpVOtmYMr0K5lz2uxQrNGVqz5gax1YaEFBHp6BuDXDXGk3trqoyzlc_4iUAPil4D5BoBrN05K31v7h2esghm_e3fO0a8S8mMDg2EQwznpK00Q-RfeU6v-EMxuV3qmuISA1tyieGQeEnekXcArWPb5w-inMouZbB-cocRQb3lb7dYAw613qLShLodLb_0dcyKTHm865jTVjnK8BRL0o94KJl0ornNyUBqaPCKKmDyu_ug9uVNJ04qpmq-mh19BNb65_vt1SoMqL5SyjNRQ=w1230-h689-no
https://photos.google.com/share/AF1QipOC8i1cpGTlzkp5DY6jpSMEavaleMlNsPVnEpomm6Ug6ajIMfcBlfujpqycxJYTKw/photo/AF1QipO6HbVJUdeTTtb4Mq4hJLtqYe4HSP6srTJ_SG3J?key=dlV6Xzc5dDZyZURpOEVYN2tDVWphU3hyMnZsYUFn
01GqJz_oRQnZIOutmypWwGGN5b95zWTMENeYwVlsseOeE6yzkvAXH9wj1stipoj0Oda6E9yHYSuzd_E6uHlzPpcBwDIMdIv3jz0n-p0_hXe0S9olYDY5WLUZQvUZGScC_jmOOebXo8qIhAwh44FECUIJSo0qmmPrH0CvS0b-LLeREETTr6ycEopz2hqjXYGQr0ETX9oP5DIUTE0kS4eNHZaklGvhywU_YlU1apAcxqUPnHG1dGayPfwLP3UOklX8vTuCcOHQCiQVdziA_g4qK-jha4XGKQklBDIKwpGNbh7VN_JA6DGMEcRL-P3HNXgpczBtMUtsjqCBhuXihUcsXI7qLEstmMCKjYmX1Syxu301LF7AaGLZ8tPi0krq2KgxcWpmhnk6qkwb5rC3VV6OFtnQDPPzruupN_Oj4AWXhDGgBa0kHz0omlXbqI7yZy7NyEKp9-VsnaBfQdw1EVbSR9JMKnQG8krox8PKBU8EPjuRKJCqZ3r9vGGSu-Rwi_RCd-FLeKmxjtNdmrXhwKtWIfHwL5ZCdTSVrzIwos3Emu3guMwll6hHGCJx7apWbES8746AqflFLHKlHWdVzai5_g4mbNLwrbzGt-_S6G3dpbwRpCS3KeWYfuOt2QwJMj-ryxrI0_hkh_BBPdQaGZlkKrKaj3mO_bmA5sfJV6kvpuauV67aBglaZx9Hr1BJ-lPWTkrmAJBZRr5xeAUQ8axQn6BgYccbUtLHdGtpFQ=w1280-h383-no
U_ee0BsWbG9A1ee1zIHlLgiSiHRHa4yJa2e9ZFBUnrGp8xIZ-4I44v1p8skmw_QDLjpg-aGMcpKIRsSJGv-FKgkEQAY0vzR4cmS28QGLbKLToI3WnrkBt8Q2HK9e2Ja25QrU9jyKvUDgi5JcygMzWNhRURW6DivRIiZy9i3Nd4ehBf2o_wmf7itoSYI9AtC92vPzpZHy2oyGJXWWaiQHv1mWCwnJ7UOByHH6WDlBiN8aMoow8-PeZTckn0FrvHxhnXTG2iZMlQoAdcaSff-bQECrVwHnJ41XM60Rl1gxq5hlWXdD6zlmi2M42fYkirmsb3iTCN2GMCfAR_qyPI5-upQXiU-gsdSW_owBAp0Lo2nWH56SqiHELEamGVpclPJprROV6cJ1yWO254lhgARovhMuz8ADAFYwsPCBBMiglXuP2xSyh2M8h-42wRZoNFMCY6eETQj4xOaHiX1PRIr4iQYGvcFlnApLeoC3pMY1jDZubd09bkUrDDLL_Sl-FIy0xceiVsrcpineyEoa9eYwS5CDQtYEqMqVfyt8R4sP2w_6-ofYLO7llkFn5Pw_e3hgSjDtKQx7leWSNZyyS8AgubudaVS66Z5gGgxTRrPBgoBFKFlZ5aZyOMy_Y2KZT8_ezWRFPCPwkBcPetW86euYS3_kKx0c1nGoUqjlBXIs8Z7_zZOg_bKk7uwucfwPGMPmo6vBYuPSmMPtqaEXNh0jOJpvuvrALGHPcl9VjQ=w1225-h689-no
https://photos.google.com/share/AF1QipOC8i1cpGTlzkp5DY6jpSMEavaleMlNsPVnEpomm6Ug6ajIMfcBlfujpqycxJYTKw/photo/AF1QipMhgGBYDo-EGIH-pioLYV1OocVB3iK4UYnuILnf?key=dlV6Xzc5dDZyZURpOEVYN2tDVWphU3hyMnZsYUFn
Często zatrzymywaliśmy się, bo widoki nie pozwalały jechać dalej. Innym razem przystanek na kawę, a jeszcze innym razem po to, aby posiedzieć sobie na kamieniu i zapamiętać tą chwilę. Wielkość tej doliny i jej surowość z jednej strony mnie urzekały, ale gdzieś tam w środku czułem też taki mały strach przed tą olbrzymią przestrzenią. Polubiłem tą mieszankę doznań...
o65Mlz_aB3DZ78ojvujwTDttTsJu82hEZxkmF9qIV9QbpmPylCAX6NrC_xOrnB0nECtwVm8po_F9ErpQid6VfBeZ2neR11YCJ2v2n8PIs5joh0pyEAZtNexE2jS3Cj-hKyPOz1UWCRa9GAHfVaOm-9OMyUt9x6wofd6BiqhRTo5yyFD2ma-4gogwTGtw1Qh_H_BEvSlkj5BtMTmmpBP7Fx-zkM-A8bkCZsPNN-FtvtW84mu8MN_M7lpnBQ4uonKUcTSRIXGvIc9jO4iT2paSGs3jv-gDdq18cky7iVIOQKyVjZdHJ61Ts4jCOWFJq9AFUkFtKerZfXNCj-rBvSE6kuOUOckvpaOyapxkwJkkaZJTWOx_zxeridZyAamXBkp_0Kme4vUXhW7f990XXb7yazXU94OMdzCMUOv5btrhVZDZdetMwP0s_XSfIx8gN6iHg12TG2rXqtsu9DaKRUMFOUjeTkbZY0W18Zytlw1g-t6gmtQYjXsW5q5AXMArp8scqK9eLuReVjfhcuNbF_zyFm7X8Fdf0DwL06NH6X70h0q8g81JxDWPha6KtVHbOfAiJmFPbQF0XYEwSYp5TpAbP0_G5pjDNm9oRS3N2JiuujUnzxduD1VDwPmfDmRw6Spatx27zkJQZYN8i5BCxXwzwQlqY3gBzozER_6NrCj18xbS9Jz_S0A45V2cmmcDzYMnfvMpzMnD2hNvDqdYIEc25q_eCW6p1Ty0BLpklQ=w1225-h689-no
6dg6PvPuOifmukngI8hpgHdT5ng1xyg4NyJsF70qDvkEbiYCjclLuU_CaRMDtlzgBYp0_bZZsGrRG6N7fpYK0lGLfo70FNBn8G6Hb01yclHdu3eVvwXIznJ1wwkB4wa4xN3bodBJiGHc2teYuvujsK5oGfLw8EHrGOwAYiftektljdZi2EnSdcVtyC-nnL3YttZEZprgWlunxnChrzPa51s-rPvRgiFQCt37zMf0xxJfm0lWw_XWc_Z6V8VxZV2IeJgaYFocZVdbLnQSjvzQ-3f3oOrI9zv_sHqGTMtQxIEC1t0nLw_jZkuFs4G69ODC-kvaeoqXRd72Dsz7Ub66ntR0RzDfnV_a1aDTc9A84GyPFnA3SSEEBD1n5WSPiheRmjt4Nc8dkd4_2JMmYgYBjNupm-yiqQh_Y7PYpJWl4ST5a3DkQXoUFXOiPmZUc78UJDlwXKt5aMuxpdhF6PRfyRvlMWPpCq24auswuH2FMwQaTJPHJ-dPwspyY44KB24X3VGZlgmoxA3TxQwx3PLN4Xb0BneG2HlGDhyf954tSsO7e-ybNduOW1YMMZ-ZkSEMvWKKqHCHn_TIEvIaEbmyxN7PWVLWhX8QeLZzSXS12JUYzPrMgzBIwVwwEVyB3MNn55eoZoBMHrdSqlpJOfv2JKv5IdccDlbjwsZGPtiRdyAl4tJpBTsZqbylM1XeZ1H49oBOxCPsP61OCoa9VPAQ3y67ZeaHnTros4Dp-A=w1225-h689-no
tPI8vRHCErNsmRKc19zDsMejqzKobby48vM5i_fimQSAgT-sqh6yAzunSFbTw-Tw93xC7HScjLvt_MC_xr2WNR9EZ1c4m6tWPOdQHUAuj55aZYehIZtj8ZpF4K8CDcNP_7s3eK83X08_uhtm8pMr2rqKXdlKtIGU_AlYKFez98rQZ3YW8vJ-5HOQ4zoce9pKtLgJ768mpzTFl31kV23t3FnZn5os_DKZAGjzlXybGMNx3h376AZeOWYZFZE9X0i-lri1Ji7vxP3mx9YbHkuzgvd2dqgxRWSPeIMoLzXEm5kAJ8QMkc2Kx9WsZvRpDwPrEU4PPpnAHBdNRzA2R4AcIoBsgVD5RtQ-4bEFGCvTNwWJueN-A7KBMVol23Ii-G9tMkqGfEEV1Y9qEWV2wpqrAwpMmoa_OzeMRMnF2olsuzJ0sWbCIOPgLi0qnnGlqAaYfIMoTIWnpoaP20cxwzsRCgH5sxvRRQqUJezkOaaonnvwbWLwxs1gCh3xhVO-ih2qZ87rQLDVpiVLTQZl-16brkZiuzFKdoF3whYXRlD44L_A-DlZzHB15R_J28fzyT73wpk9WoVPwKWI-nTWRq_giCTj8L9R0J29KvZrF2r6e9f5YiaGDW3iZpakmRDblaT7rcvwDjRxS0hZ4GLKbAPgSNTv9TDgRJPn8qFgyub_GSw94z7Nk0Q_pTsaJXQeOKaizAov5en-fB7yio9t6RWFfaUPQ99ZxdsDWzI25g=w1280-h436-no
mAmIRAdWAtPNpTLCk_XqsozpydgfEmnZy2if_Tm4znNjcSxBvCIpkB4iKJV6A6cKCoAE6AbN93LJWFOvZPhMpVtQTBqnVnsres_6lwzhNS4aB7CWGzb67iwPdWI_QgAv3Rzo6T46ygnlj8LtZgef_aEHm1VV0TICkKmF5s8Tny0leoEuJn_3oQNYUsygCcw85gllp0wNYfTHJAYy_6qXv3OyByWKmrji04OXN5KFzJThlUgtzzMvujel_yJfI5oU4iJXpbUdAuAkeUx_bW1tSYBYJEcT9WA3z7QlNvjteucbSO-xmCZToDyg7beL7mXCVLJn3HgqH7isG4eLbb7bzEwoIBEgDLqu6xLa-H1EPCh6CSj4qa1zm8TS5txTI0uMjl0WltkEhQYm9_kQzqpTWloLfG5RWf8HpR6DqaggqyYZrc97Eac02js_GCEIIRHgCV6XsUu9F1VflSX7ReTL4msrEdVncwMO5_0mSWDSg7MjKDayjqHzbn0Um3MYNsCscazhUgSJ_Kmctu879RiCP7R-p8V-nI4JlD4cxrfbjZVrPU8bhfhrpq-AHfVjEROEc3uZ0r7OiflCAG4WaePdozmIOOKsY6WAuqiCjR0LXSWCJtGk3pQjhD-K2t5ihg3OdIQlJSAeuZYXoOsnpAKn71jCULa3r44UQAcDdXTpfXEdjB_qwTJBVBymjY0ckfAKbKjD6Vg6LCglPJNpb4ulwetHl2oWPnZsP7uEQQ=w1230-h689-no
Po kilku godzinach jazdy pojawiły się wysepki zieleni, wśród których ukryte były małe, spokojne wioski. Im dalej na zachód tym miejscowości było więcej. Kilkanaście kilometrów przed Iszkaszim zaczęliśmy wypatrywać tablicy upamiętniającej Iziego- Wojtkowi oraz mnie nie udało się jej znaleźć, ale jadący za nami Radzio wypatrzył ją wśród zieleni. W Iszkaszim wzięliśmy paliwo i skierowaliśmy się dalej do Chorogu. Po kilku dniach spania z namiotem na twarzy marzyliśmy o spokojnej nocy w łóżeczku, o prysznicu...
Takie miejsce znaleźliśmy w przybytku zwanym Pamir Lodge
I97d516fMGhtpmyGFUMVHThLobaCL_rk4P9QwIc0DsMxZVmqtTg4fN1suKTMZ89fVtuw1vg4DWAfXVNR7061TdXQtQ9OGEooQoX823HsZvnpXDKE_5IFGFvXlW3Kj16f87Pnol7FZZwOsJYz7Ty_42086TMNsad1VjYyXnfZQp0aBHMySkQPXgcmT1860WaZVggnIMGER1hWlm9CdckUMXJSitf1yscaCVLtwNfy0-IkP1cHu3i-txKzGmuE7zJCn7F7bgY_VSRjVxud1ipVsbDOzWEpu_Wm1_38efPFNEV_mpw4j0I4RKqb__wtn8_R7pCMYKX-_qqfVN5Dxy-HhEILb3PU3kURVYU56ipiUGfTXsQuiU7y_FEovn36T-Dc2iQse97GejPt_YsGvNY5ifZDwB2Qh2dACrM37k292_Akdng1rDFDWMu2Sl4GP_fzFIkYeoRybJm1jEpjH2UiZ8U-iyYNRO-K7zsne3q1mR3hz8A0eg6QrsFEwRKiX2YZ1POh0XhjQ9ks2slaXXE8DT6kNMb9ZJkE2hbroCf-6V-wAmkxSfZiPjfC-PVX4fyvYGn-9-o8aYRYz5Lmsg_k3TAu_xeAqw_XGNTQqCi8RAkXx2l7LFDuMiK0_nIqQdu4hSpypEgr3KwSWNeMhB5ks4vpKiEbN3lxQSh1neh5quYgX0c13AEcbfDu0c9l_qWfRSsiMVjnnuys4fwUjkm8Bu-Akp9udMSAzeHS8A=w1280-h531-no
 
Kawa była a gdzie krzesełka?

Wysłane z mojego SM-G930F przy użyciu Tapatalka

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
28 minut temu, rutkos napisał:

Kawa była a gdzie krzesełka?

Wysłane z mojego SM-G930F przy użyciu Tapatalka
 

Trawa była gęsta i miękka jak dywan więc nie trzeba było rozkładać krzesełek:-). Prośba-mógłbyś wyrzucić zdjęcia z posta?

pozdrawiam trolik

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

@rutkos mam do Ciebie taką prośbę: 

Czy mógłbyś podczas cytowania wywalać "niepotrzebną" treść/zdjęcia z cytowanego postu? Bo podczas przeglądania trzeba bez sensu przewijać cały poprzedni post, który ma niekiedy do kilkuset wierszy. 

Z góry dzięki za zrozumienie. 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Celem kolejnego dnia był dojazd jak najbliżej granicy TAJ-KGZ. Po dobrym śniadanku w Pamir Lodge ruszyliśmy w kierunku Murgabuu. Praktycznie zaraz za miastem zaczęły się piękne widoczki, a po dwóch godzinach słoneczko nam dopomogło oświetlając góry zza naszych pleców. Gry kolorów były po prostu cudowne. Zaraz za Chorogiem Radzio miał bliskie spotkanie 3-go stopnia z krową, która w ostatniej chwili przypomniała sobie o swoim stadzie po drugiej stronie drogi i postanowiła przebiec do niego tuż przed Słoniem Dominikiem. Już się cieszyłem na myśl o stekach na wieczór, jednak Radzio jakimś cudem zdążył wyhamować na nierównym szutrze i musiałem obejść się smakiem :-). Droga przez większość czasu była ok-ww miarę równy asfalt. W tym asfalcie jednak co jakiś czas pojawiały się trudno dostrzegalne wgłębienia i przy większej prędkości można było zaliczyć niezły lot...Asfalt zamieniał się w szuter przy podjazdach i zjazdach z przełęczy.

NndbZzy2Q5hy4VWIruDLGQBw9frpuVFKGgv1e4D0

aKHiEWeB0vne6oLGKEfwm_r94xKyhu_xwsHwrQxQ

WYN4moaSNq5GHmqWnDrAwRT4_zB6yZx0ur3zD2zL

Jakieś 50 km  przed Aliczur Radzio miał niemiłą rozmowę ze Słoniem Dominikiem. Radzio: K...wa, ch..j, pi...da, du...a nie chce jechać!!!!!Słoń nie odezwał się ani słowem. Właściwie to w ogóle się nie odzywał... Według relacji Radzia Słoń zaczął kichać, bekać, pierdzieć i w końcu stanął. I tyle. Podejrzewaliśmy problemy z paliwem, ale trudno było coś wymyślić na środku niczego. Po kilkunastu minutach Dominik jednak przemówił, ale było to rzężenie starego słonia w zoo tuż przed śmiercią. Radzio postanowił jednak dosiąść staruszka i pogonić go do Aliczur. W wiosce znalazło się "szambo, którym można było rozpuścić szambo znajdujące się już w zbiorniku" (cytat Radzia) i Dominik zaczął chodzić jak pracownik hipermarketu w wieku przedemerytalnym. Jednym słowem dało się jechać dalej :-)

KRElFdjO0ZduNxuXl79r3-Dl-rWx7TM_9K8_hErq

0-dUpVyBRc18KIEgEmJvSVp6U79x_MrjDL07I5go

Kilka kilometrów przed Murgabem nad głowami przeleciał nam śmigłowiec, który wylądował na środku miasteczka. Po dojeździe na rogatki zostaliśmy zatrzymani przez policjanta-jakiś ważniak przyleciał tym śmigłowcem i zabrał nam prawie godzinę czasu, bo droga została zamknięta....Po tym jakże miłym incydencie zatrzymaliśmy się na noc w hotelu w Murgabie, bo już czuć było wiatr termiczny, a żadnemu z nas nie uśmiechało się spędzenie kolejnej nocy z tropikiem na twarzy. Wieczorkiem zjedliśmy kuraka w sosie garam masala i poszliśmy spać, a wiatr pizgał całą noc. Tego dnia zauważyliśmy, że jakoś tak dziwnie szybko ścierają nam się opony-u mnie przód (Mitas e09), a u chłopaków tył (chyba Pirelli). Zacząłem mieć wątpliwości, czy dojadę do domu na tej oponie, tak samo było z Radziem. Wojtka tył wyglądał znośnie, choć po przejechaniu 3kkm powinien wyglądać lepiej. 

W dniu 26 sierpnia ruszyliśmy w dalszą drogę, której celem był dojazd do obozu bazowego pod Pikiem Lenina. Było zimno tego dnia-temperatura nie przekroczyła 10 stopni, a na przełęczy Kizył-Art byly 2 stopnie i delikatny opad śniegu.

7i79tn40Umwy9bEdIESIC4MtnxLCC23yJdA-tcNf

694_tn-9NvPPQDKR8emUJDt8aPDmMBEH_uw9lZES

KwCK-zivdruoZC2fTQ7XH14deY37Dj3sI5s4C_1c

rV7_FoCp86nIiS0Ji5SLj2b8Z_dEhiZNe7NMdRn7

zV0e15hVj3U1YGmB6D4m0OT_0XW3gak2rHN748w9

Oba przejścia graniczne poszły nam sprawnie i dwie godziny później byliśmy już pod Pikiem. Pogoda była beznadziejna - wiał wiatr, było zimno i pochmurnie. Gór nie było widać nic a nic. Wielkim plusem za to była jurta i kolacja... :-)

klEgfASArh5QjLeH4AxBGFEufpd0zESs6E4-dLg2

Obok naszej jurty rozbiła się w namiocie polska rodzina, która przyjechała autem wynajętym w Biszkeku. Spędziliśmy z nimi miły wieczór.

9VzHMYwx3ji44d7k28ynRFLv8Db9AKnEt2BfMaWC

 

 

Edytowane przez trolik
  • Like 16

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Opony, które zużyły się nadzwyczaj przedwczesnie to były Michelin Anakee Wild. Lubię te opony ale na dalekowschodnie wyprawy nie polecam.  Na przód ta dualowa kostka jest jak najbardziej OK. Na tył najbardziej sprawdzi się jodełka typu Mitas E07 lub Heidenau Scout. Powodem choroby mojego słonia ostatecznie okazał się poluzowany na pamirskim highway'u akumulator :) Tak zachowuje się GS, kiedy nie styka.... Chodzi tylko na wolnych obrotach lub gaśnie całkowicie nawet na wolnych. Odkryłem to kiedy jadąc w offie jechałem na stojąco i nie dociskalem dupskiem siedzenia, które z kolei nie dociskało poluzowanego akumulatora ;) Wtedy objawy się nasilały...

Edytowane przez Rademenes
  • Like 6

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
9 godzin temu, Rademenes napisał:

Opony, które zużyły się nadzwyczaj przedwczesnie to były Michelin Anakee Wild. Lubię te opony ale na dalekowschodnie wyprawy nie polecam.  Na przód ta dualowa kostka jest jak najbardziej OK. Na tył najbardziej sprawdzi się jodełka typu Mitas E07 lub Heidenau Scout. Powodem choroby mojego słonia ostatecznie okazał się poluzowany na pamirskim highway'u akumulator :) Tak zachowuje się GS, kiedy nie styka.... Chodzi tylko na wolnych obrotach lub gaśnie całkowicie nawet na wolnych. Odkryłem to kiedy jadąc w offie jechałem na stojąco i nie dociskalem dupskiem siedzenia, które z kolei nie dociskało poluzowanego akumulatora ;) Wtedy objawy się nasilały...

Kurde patrz jaka ta starość jest wredna-całkiem zapomniałem o przyczynie tej awarii :-). Dobrze że można pisać takie relacje, bo za rok pewnie bym zapomniał o tej wycieczce, a za dwa o motocyklu w garażu:-)

pozdrawiam trolik

  • Like 1
  • Haha 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Po obfitej kolacji noc upłynęła nam spokojnie i rano obudziliśmy się w dobrych nastrojach mimo temperatury w okolicach zera. Pogoda znacznie się poprawiła i słonko wychodziło co chwila zza chmur ogrzewając Pik i nas. Śniadanko zaserwowane nam przez gospodarzy jurty było wyśmienite i zmotywowało nas do małego trekkingu w stronę tablicy upamiętniającej alpinistów poległych w trakcie zdobywania góry.

9wVLPfMNbZppASsE3oxTIMxnSKxjoKNJi66Ypzan

Poprzedniego wieczora Radzio miał problemy ze Słoniem Dominikiem i postanowił zrezygnować z trekkingu w celu zmotywowania tego ciężkiego zwierzaka do dalszej wycieczki. Rozmowa chyba nie szła im zbyt dobrze, bo kiedy opuszczaliśmy jurtowisko od strony Słonia leciały steki przekleństw...

Wspólnie z Wojtkiem ruszyliśmy pod górę, ale nie zaszliśmy daleko-okazało się, że grubasy zwane świstakami są tutaj bardziej oswojone niż w innych odwiedzanych przez nas miejscach i postanowiliśmy zrobić im małą sesję zdjęciową.

Uuups, to nie świstak, ale zdjęcie ładne:-)

gpbV_-RcBlWKweiWiHaG0SCguyjj4WgX0JfPFz4i

Najbliżej udało nam się podejść na kilka metrów do tych fajnych zwierzątek

iWpYhnwRYRRikwN4z9QZK84y0plsw-L0u8b1A3pC

kDj6w1vx-c-h-Nb3gK_YpQkS7cHbFSpNE-SajkPU

Uy5KNOONR5E7UVznGxFRWp5MtQ4F7w0AI5DbyX8E

Po powrocie zastaliśmy Radzia upaćkanego w smarach, spoconego i wk..go. Okazało się, że system włącznika stopki bocznej w biemdablju składa się z kilku bardzo ważnych podsystemów (w Tenerce za to jest kawał druta:-)), a naprawa zajęła prawie 2 godziny... Trzeba było mierzyć napięcia, mostkować, łączyć, rozłączać...brrr

9MmwbHEcOxqxMxjIpV6gr_83dC4Xq7zUiDknJuHZ

Podobno cała społeczność jurtowiska pomagała pchać słonia w celu odpalenia go po poszczególnych etapach naprawy...szkoda że nas przy tym nie było bo zdjęcia byłyby super....:-)

W końcu około 11-tej udało nam się ruszyć w dalszą drogę. Oczywiście jeszcze mała sesja zdjęciowa...

LEzZCNlxsa-cow6dqwCm0Tys_wyGSO68v7rpqTgA

Oczywiście nie mogło zabraknąć Radziowej naklejki...:-)

UoJrJcGy3UIu6DpYEfrSmhvl5AC3XXOr47OqnSOL

Dalsza część drogi przez Kirgistan upłynęła w miarę spokojnie...dla mnie i Wojtka, bo Radzio miał 2 przygody:-)

Przygoda 1: Policja.

Tak jak pisałem wcześniej moja średnia prędkość przelotowa za dzień wynosi 87 kmh. Jazda w celu utrzymania takiej średniej wymaga dużego skupienia i odrobiny umiejętności, szczególnie w zakresie unikania policji...Tego dnia Radzio miał trochę mniej szczęścia-kiedy przygotowywał się do wyprzedzania jadąc na ogonie toyoty zrobiono mu piękne zdjęcie. Policjanci zaraz Go zatrzymali chcąc pochwalić się swoimi umiejętnościami fotograficznymi i przy okazji sprzedać tą piękną fotografię. W lusterku zobaczyłem to zamieszanie i czym prędzej zawróciłem podniecony w celu uczestnictwa w tych targach Wojtek już tam był i wspólnie z nim obserwowaliśmy Radzia walczącego jak lew z chmarą otaczających go policjantów. Dowód mieli słaby-zdjęcie przekraczającej prędkość toyoty (nie zdążyli jej zatrzymać), a za nią Radzio przygotowujący się do wyprzedzania. Ostatnio widziałem Radzia w takim stanie wkurwienia kiedy okazało się, że tablica naklejkowa nie znajduje się na szczycie przełęczy Ak-Bajtał.... Po półgodzinnej walce Kirgizi zrozumieli ważną rzecz wyrażoną w takich mniej więcej słowach: Poljaki nie płacit, da?. Chórem odpowiedzieliśmy DA!!!

Przygoda 2: Kolano

Pod koniec wieczora zaczęliśmy rozglądać się za miejscem na nocleg. Nie było to łatwe zadanie, bo znajdowaliśmy się w gęściej zamieszkanym obszarze Kirgistanu. Po jakimś czasie Radzio wyczaił na mapie potencjalnie fajną miejscówkę i skierowaliśmy się w jej stronę-Radzio jak zwykle prowadził poszukiwania miejsca na spanko. Po kilkunastu minutach błądzenia znaleźliśmy fajne miejsce, ale trzeba było tam dojechać po stromej drodze w głębokim piachu. No nic-ściemnia się i nie ma czasu na wybrzydzanie. Dosłownie dwa metry od miejsca zatrzymania zauważyłem, że tylne koło Słonia Dominika buksuje i chwilę później słoń przygniata nogę Radzia upadając na lewą stronę i siłą rozpędu przesuwa się jeszcze metr do przodu. Radzio nie zdążył się obrócić i jego kolano przekręciło się pod słoniem prawie o 180 stopni.  Radzio pięknie ujął to później w słowach: "Tego wieczora zrozumiałem, co to znaczy dosłownie zesrać się z bólu". Szybko zeskoczyłem z Gieni i pomogłem Radziowi wydostać się spod motoru. Z mojego punktu widzenia nie wyglądało to dobrze-nie mógł chodzić, a kolano bolało go również bez obciążania. No ale cóż - Radzio to Kozak z Wybrzeża, a tacy nie poddają się łatwo. Wyrzucił z siebie kilka skomplikowanych wiązanek przekleństw i wziął się za rozkładanie namiotu. Wieczór nie upłynął nam zbyt miło-miejsce nie było najlepsze, a obserwacja kumpla zwijającego się bólu to żadna przyjemność.

vTVt_BnyqIl9-9DNZ7RzJr-bza0-ngDIwbeXJ2i6

 

  • Like 18
  • Thanks 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Kurka, wyobraźcie sobie gości, którzy siedzą wgapieni w monitor i czytają tę Waszą relację. Piją piwo (bo tylko to im pozostało) i zaciskają zwieracze z zazdrości...

Tak, ja jestem jednym z nich :default_icon_e_geek:

PS. Zajebiaszcza podróż. Dawać więcej pls.

Edytowane przez Piotreo
  • Like 2
  • Thanks 1
  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
6 godzin temu, Piotreo napisał:

Kurka, wyobraźcie sobie gości, którzy siedzą wgapieni w monitor i czytają tę Waszą relację. Piją piwo (bo tylko to im pozostało) i zaciskają zwieracze z zazdrości...

Tak, ja jestem jednym z nich :default_icon_e_geek:

PS. Zajebiaszcza podróż. Dawać więcej pls.

Fajnie, że ktoś to czyta :-)

pozdrawiam trolik

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
9 godzin temu, trolik napisał:

Fajnie, że ktoś to czyta :-)

pozdrawiam trolik

Ale są jeszcze tacy co zdjęcia oglądają ;):default_icon_mrgreen:

  • Like 1
  • Thanks 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz

×