Skocz do zawartości
Jagna

Tydzień na Białorusi, czyli jak zgubić 10 osób na jednym wyjeździe

Recommended Posts

Zajeżdżamy pod pałac Sapiehów w Różanej, który od drogi prezentuje się nawet, nawet:

eHcudGum8OkAW93dkYJcgS6vGybI_F4y7plrd65s

Ale na budynku bramnym koniec.

jWV-vPj4zEkVx3U-voBPAHHga3CR3YkZLTpEaH63

Ogromny pałac  zbudował kanclerz litewski książę Aleksander Sapieha w latach 1784-1788 według projektu Johanna Samuela Beckera. 
W 1784 roku kanclerz gościł w pałacu króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. 
Aleksander Sapieha przeznaczył jedno ze skrzydeł swej rezydencji na teatr, założył też w Różanie i innych swych dobrach kilka fabryk włókienniczych.
W 1831 roku Rosjanie za udział w Powstaniu listopadowym skonfiskowały, a następnie przerobiły pałac na fabrykę włókienniczą.
Pałac został spalony w 1914 roku podczas I wojny światowej, po czym po 1930 roku rozpoczęto jego długą odbudowę, którą przerwało ponowne spalenie go w czasie II wojny światowej w 1944 roku.
Pałac jest od 2008 roku odnawiany dzięki funduszom UE. W 2012 roku wyremontowano bramę główną i odbudowano z ruin obie kordegardy.

No cóż, na razie można tylko mocno uruchomić wyobraźnię.

2yf1XskmmS2KyiOtuRm_uZYGACPQEYmgsK8qZJ82

Może za kilka lat będzie lepiej:

f5g6ziqUcTNCd1peiASBlPKQjtFSC3O3r9K1uEwC

Janina wychodzi z założenia, że kto widział jedne ruiny, to jakby widział już wszystkie i podąża w jedynym słusznym kierunku, czyli ławeczce pod budynkiem kordegardy.

kUNSRQKTI_seNkvkFVHqPecIIRpsmxOOqG6mI4Xv

Na szczęście jest poniedziałek, więc znajdujące się tam muzeum jest zamknięte ;)

Szybko się nam zwiedzało ;)

Vis a vis pałacu piękna socjalistyczna zabudowa:

ZTplMkR0IY9z4m0FQeLHl_kgfIdwv9y4VbbYWujN

Zjeżdżamy 200 m w dół do miasteczka pod pierwszy lepszy sklep i tradycyjnie wciągamy na murku po drożdżówce zapijanej jogurtem i kwasem. 
(Na ostatni dzień skapnęliśmy się, że kwas jednak nie zawsze jest bezalkoholowy. No cóż, trudno.)

Zawijamy na kolejny track, spotykamy pod pałacem ekipę II (która chwilowo jedzie za grupą III), krótko dzielimy się wrażeniami i pędzimy w offa ;)

Ten odcinek to głównie szuter-autostrady:

bdXvDsJiT3HR8G9NSeLCPyB-BeMFU15e9eqoMIlc

Białoruskie szutry są IDEALNE. Może ze 2 razy widzieliśmy odcinki z tarką.
Da się na tym jechać w zasadzie ile kto chce. 
My jechaliśmy tak koło 80 km/h, powyżej DR zaczynała niebezpiecznie kołysać się na boki oraz przypominać sobie, że ma tylko 350 ccm ;)

8MIQ51LpLZmFXd7CunYkqVshgkKEGCr5HHqeeJnV

Zdarzały się fragmenty bardziej luźnego żwiru - wtedy motki zaczynały tańce w bok. Konkretnie trzy motki, bo  690 Rafa szła jak po sznurku - amortyzator skrętu :bow:

Po kilku km opanowaliśmy do perfekcji jazdę we czwórkę po takim szutrze, który oczywiście kurzy niemiłosiernie. 
Jechaliśmy obok siebie, ale każdy nieco dalej, tuż za tylnym kołem poprzedzającego. Tym sposobem kurz zawsze był za nami. Oczywiście pod warunkiem, że nic nie jedzie z naprzeciwka i cała szuter autostrada nasza ;)

Naszym następnym celem były zagubione w lesie resztki bazy rakietowej, gdzieś za wsią Okuninowo.  

My z Rafem lubimy takie tematy, choć można by powiedzieć jak Janina - kto widział (najlepiej przed zdewastowaniem w latach 90tych) bazy w lasach koło Piły, wszystko widział ;)

Jedziemy, ścieżka coraz bardziej zarośnięta, resztki płyt betonowych na drodze, jakieś fragmenty budynków w chaszczach.

fkXPCIe-KUFaPNXvQKavXIReHkc5qM8Kqy73_Cg8

A przede wszystkim pierdyliardy komarów!!!

No dobra, dupy to ta baza nie urywa ;)

Za to drogę tak ;)

Wgrywamy w asyście hord komarów kolejnego tracka - mamy jechać prosto. 

W te chaszcze? No myślę, że wątpię.

Widzimy na mapie, że jest jakaś ścieżka w bok, która wiedzie w pożądanym przez nas kierunku. Ale jest ona głównie na mapie.

Janina: "To ja pojadę tu w prawo i może znajdę tę ścieżkę"
Raf 15 minut później: "To ja pojadę szukać Janiny"
Maryśka i Jagna kolejne 15 minut później: "To co robimy?"

[cdn.]

PS. Niniejsza wypowiedz powstała pod wpływem kwasu - co prawda nie białoruskiego, tylko lubuskiego. Browar Witnica, polecam!

  • Like 6

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Czekamy na chłopaków i podziwiamy resztki bazy:

VpfXrtbEXPLs0FDZojHoGpQvT1mm6xVTiF9D42jn

eBkdG_Wh-EuL9ouXfvPwBxoOS7kIBG7uvoSWt5uO

M7foSeXyAqApMEFt29G9rp4irFNewTr-ER85GFkm

To pewnie była mapa pochodu na Berlin, bo jest i Warszawa, i Kostrzyn:

u71LMVRCRzn9VyqIqrL9RMjAaQn9-nW9dbEoK8tZ

SBeenHB5F303MPbHxXflfdB6tUtyhclSwgII1qIv

W końcu słyszymy i widzimy Janinę, który idzie po betonowej drodze. Tylko dlaczego idzie, a nie jedzie?
„Pomożecie podnieść XTka?”

Janusz tak szczęśliwie ześlizgnął się z betonowej płyty, że motek leżał prawie kołami do góry w pokrzywach…

We trójkę podnosimy , na co nadjeżdża Raf. Z kompletnie innej strony niż wyjechał.
„Ścieżki nie ma, ale są hangary”

fzoLikOnkp155vb-p6UQqE1zngd3pmvjm6cR6JGl

No dobra. Ale i tak wolę bunkry ;)

Bracia twierdzą, że wyjechali z bazy trackiem i trzeba było „tylko kilkanaście metrów przedrzeć się przez krzaki”.  Nie wiem, nie widziałam ;) I zdaje się, że kolejna grupa też odbiła gdzieś w bok ;)

My wybraliśmy piękny szuter równoległy do tracka:

8W_zGWHzXW0gM_wxcbvNGojnssfXCZV9kgTFpT6Z

Za to las był pełen poziomek i każde zatrzymanie się na siku kończyło się co najmniej 15 minutami zbieractwa ;)

zI861NcMqDZAmev06RGX8902DH5DvzrXrkv2Gm00

Szutry, szutry…

4HDS-bU7wq75FWin-NQ07gKOgJML9JwrkBAGpLLL

Ale w końcu szutrów koniec, zjeżdżamy w las.

Na wjeździe do lasu jakaś rozpadająca się budka i resztki napisu „….strielat’ ”. 
Ale co? Nie strzelać? Czy będą strzelać? Trudno, jedziemy ;)

Nooo, takich kałuż to jeszcze nie było na tym wyjeździe ;)

O tym, jak było fajnie, świadczy kompletny brak zdjęć. Ktoś ma?
Dziwi nas brak śladów, ale ewidentnie jesteśmy na tracku. Ciekawe.

Wjeżdżamy w mega kałużę – i Raf pięknie wkleja, źle obrał trajektorię. Ja, choć dramatycznie boję się jeździć wąskimi „groblami’ pomiędzy kałużami czy koleinami, wybieram tę drogę i suchą stopą docieram na drugi brzeg, a Marysia i Janina idą w moje ślady. 

Raf też w końcu się wygrzebuje i w tym momencie nadjeżdżają Bracia Przy Kasie, którzy byli na obiadku. 
Tym razem naprawdę przez moment byliśmy pierwsi ;)

Kolejnych kilka km to prawdziwa droga czołgowa, góra, dół, góra, dół. Doły pełne błota, podjazdy piaszczyste i strome.

W pewnym momencie widzę coś podłużnego na drodze, wygląda na snopek trawy czy siana. Ale jak na to wjeżdżam, na szczęście całkiem szybko, to widzę, że to grubaśna kłoda.

O mamusiu, na żadnym szkoleniu nie zmusiliby mnie do przejechania czegoś takiego!
A potem słyszę „Jezu, Jagna, widziałaś tę kłodę??”

Zjechaliśmy z tracka, ale nie z drogi i widzimy, że bracia też tędy jechali, jedziemy dalej tą czołgówką.
W końcu widzimy koniec drogi oraz zjazd na asfalt. Oraz szlaban i napis „poligon”… 

Uff, musimy trochę odpocząć.

Zjeżdżamy z tracku do miasta (Słonim) po zaopatrzenie. Janina marudzi, że mały wybór piwa, a ja że wina. 
Wszystkie są słodkie :( Jednak zupełnie ostatnie na półce nosi napis „pol-suche”.
Ha, jesteśmy uratowani! Nieważne, że w kartoniku!

Oglądając ostatnio serial „Czarnobyl” byłam pod dużym wrażeniem autentyczności rekwizytów użytych w filmie. 
Patrząc na stację pogotowia w Słonimie już wiem, że zdobycie karetek nie było zbyt trudne ;)

tuyVShw3VdYxtex7JFEzntfNfPnp3n4jvpX99Uvz

No dobra, wracamy na tracka. Trochę późno się zrobiło, pewnie wszyscy już nas wyprzedzili i czekają na nas nad Świtezią.

Końcówkę tracka zamieniamy więc na szutry i dobijamy nad jezioro, gdzie mamy zaplanowany nocleg.
Okazuje się, że cała ekipa zjechała się w ciągu 5 minut! Cóż za timing ;)

qbaEd3451Ss1WB43uH4ChAsJjFhuHudCIMSX2zZ5

Niestety milicja stanowczo oznajmia, że biwakowanie nad jeziorem jest zabronione, rezerwat itp., Chemik wyszukuje więc jakiś pensjonat po drugiej stronie jeziora.
Jedziemy.
Ale nie dojeżdżamy, bo wcześniej widzimy pole namiotowe.

Najważniejsze pytanie – można zrobić ognisko (ależ z nas  już ludzie Zachodu – zakładamy, że może to być zabronione…).

Można!

iuFhRKK8ZGlLoNbl5zL-kKIjxEv5fmHIu02TZifO

Jest nawet prysznic!

1v4DTeLCWr0edy9Vltybli5NMNXiyDGjIoSRtxMe

Czarek z Calgonem coś knują:

K_RppsXV04OWdhRkp-PuryWbdbmZoyzJpnEuA3NB

… a pół godziny później podchodzi do mnie Czarek i mówi: „Jagna, schowaliśmy Człowiekowi bez Butów jego buty, będzie śmiesznie. 
Jakby co, to powiem, że to Ty, na ciebie tak się nie wkurzy”
No jasne!

Wino w kartoniku okazało się bardzo znośne, a  chłopaki zaczęli dzielić się męskimi doświadczeniami, o których lepiej pisać publicznie nie będę ;)

Do tego trochę historii rodzinnych, ogólnoświatowych, polityki oraz dowcipów Calgona. Oraz oczywiście wyśmiewania się z jego BMW ;)
I o dziwo, żadnych rozmów motocyklowo – technicznych!

Czyli piękny wieczór przy ognisku z ciekawymi ludźmi ;)

[cdn.]

  • Like 10

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wersja Teddy-Boya:

To gdzie skończyliśmy? Pałac Sapiehów, a raczej jego frontowa ściana w miejscowości Różana. 

Każda z ekip krąży po miasteczku i uzupełnia zapasy, inne zapasy oddając naturze. Nasza grupa nr 2 również. Pod sklepem klasycznie skąd, dokąd, jak się podoba. Czas się zbierać, bo droga do celu daleka, proszę jeszcze ekipę, byśmy trzymali się bardziej w kupie i nie gubili, ale czas pokaże jak sobie to wzięli do serca wink.gif Finalnie mamy dojechać nad jezioro Świteź, a po drodze jest jakaś opuszczona baza wojskowa (rakietowa?) - czyli coś co lubię.

Trasa do opuszczonej bazy przebiega bez zakłóceń, ekipa jedzie sprawnie i w tempie. Oczywiście, nie ma mowy o zrobieniu zdjęć, bo równa się to porzuceniu przez towarzyszy. Trasy świetne, polne drogi pełne piasku, leśne ścieżki i przecinki, asfalt widujemy incydentalnie. Dojeżdżamy do dawnej bazy rakietowej i mam nadzieję że dadzą pochodzić, poszperać... A gdzie tam. Calgon włączył tryb "białoruski dakar" - FAJA I JEDZIEMY! - Kurwa, dajcie popatrzeć, pochodzić! - Nie ma czasu, jedziemy! Na szybko cykam parę fotek, że byłem, odhaczone i już się trzeba ubierać. 

Szukamy trochę wyjazdu z bazy, ścieżki są zarośnięte, widać że bywają tu tylko miłośnicy picia i dopalaczy, ewentualnie tacy wykolejeńcy jak my. Bardzo długa i wąska dróżka przez las, pełna gałęzi i korzeni i w końcu wyjeżdżamy do jakiejś wsi. Łykamy kolejne kilometry przez lasy i pola.

W pewnym momencie gubimy gdzieś lekko ślad, zawracamy - no chyba tu. Co mnie dziwi, że las otoczony jest bardzo szerokim zaoranym pasem, który przypomina trochę pas graniczny, a pod lasem stoją jakieś żółte tabliczki. Poligon? Jednostka wojskowa? Świńska grypa? Dobra, jedziemy, przecież nasza grupa się nie zatrzymuje! Droga robi się coraz bardziej hardkorowa. Typowa czołgowa ścieżka, szeroka, pełna powalonych drzewek i pniaków, z szerokimi głębokimi koleinami na krawędziach i głębokim kopnym piachem po środku. W pewnym momencie Novy na swojej wymuskanej afryce obiera najgorszą możliwą trajektorię. Bo po co przejechać środkiem, gdzie jest trochę błota, ale jakoś to idzie, skoro można wjechać w kałużę po kolana? Afrykę wyciągamy w kilka osób, wkleiła się w błoto po sakwy. A przed nami malowniczy długi podjazd. Zaorany konkretnie przez czołgi i ciężki sprzęt. Jako że też wyciągałem afrykę Novego, teraz zamykam stawkę. I w połowie podjazdu zaliczam pierwszą i jedyną glebę wyjazdu. Wkurwiam się co chwila, że dałem się namówić na założenie z tylu Karoo 3. Nie polubiliśmy się od samego początku. I w końcu fik, leżę, a że wcześniej postawiło mnie bokiem, to teraz koła mam wyżej niż reszta motocykla.
No to czekam, w końcu jadę z ekipą to zaraz mi ktoś pomoże, nie? Mija minuta, pięć. A, jednak nie, no to podnoszę się sam. Lekko nie było ale się udało. Wsiadam, ciekawe czy już zostałem sam w tym lesie? Ruszam i na szczycie podjazdu widzę Wojtka. Po długiej naradzie wysłali jego, bo ma najlżejszy motor, więc się najmniej zmęczy - dyplomaci. 
Dojeżdżam na górę, przerwa. Fajeczka, siku i proszę pozostałych, by jednak nie zostawiać nikogo samego w tyle. Wiadomo, ta droga naprawdę lekka nie jest, o jakiś wypadek nietrudno, telefony nie działają. Potakują, OK, jedziemy! I cyk, kaski na głowę i jadą! Ej, panowie, poczekajcie na nas... A gdzie tam. Dopiero co skończyliśmy rozmawiać o tym, że trzymamy się w kupie biggrin.gif. Starczyło na minute smile.gif Ja, Szynszyla i Wojtek zostajemy. Przecież ślad skręca w lewo, o tu, a oni wycięli prosto. Dobra, poczekamy, pewnie wrócą. To leć Wojtek za nimi, zawróć ich - zarządza Szynszyla.

Czekamy, czekamy, nie wracają. OK, jedziemy po śladzie, może się gdzieś znowu spotkamy? I tak z kolejnej grupy powstają kolejne dwie. Jedziemy z Anią wyznaczonym śladem. Tankowanie, próba dodzwonienia się do kogoś. A gdzie tam. Ania, dasz rade śladem jechać? No dam, OK, to jedziemy. We dwoje dobrze się jedzie, nie narzucam szybkiego tempa, ale jedziemy płynnie bez gubienia drogi, wiec szybko łykamy kilometry. Po drodze rozpaczliwie szukam czegoś do jedzenia. Godziny już mocno popołudniowe, chce mi się jeść! O jakąkolwiek knajpę ciężko, więc w którejś wsi parkujemy pod magazinem. Moje proste pytanie, czy można cokolwiek zjeść w okolicy, powoduje spęd miejscowych ziomeczków pod sklep i wielką debatę "gdzie w okolicy można coś zjeść". Miejscowy styl ubierania jest prosty i funkcjonalny - klapki, spodnie od dresu i goła klata. W reku browarek. Jeden z panów woła nawet swoją matkę, a ta wyzywając go od duraków i bijąc po głowie stara się wszystkich przekrzyczeć. Widzę że nie ma to sensu, trzeba jechać, Szynszyla pokazuje mi cały czas że trzeba jechać, ale panowie przechodzą do ofensywy. Skąd, dokąd? Jak się podoba? Z narzeczoną jedzie? A gdzie pozostali? Zostawili was? No zostawili! Nie chcą nas puścić, mi się gada super, Szynszyla się denerwuje. Proponują wódeczkę - no nie mogę, jadę przecież. A to nie szkodzi smile.gif Nu, dawaj... No nie panowie, nie da rady. 

W końcu udaje się wyrwać z objęć przyjaźni białorusko-polskiej, jedziemy dalej. Jesteśmy coraz bliżej celu, a ścieżki robią się dziwnie wąskie, zarośnięte. Miejscami chaszcze na 2 metry. Ścieżka to może i tu była, ale od paru lat nikt tędy nie jeździ. W końcu wjeżdżamy na ścieżki wydeptane przez grzybiarzy, a na osmandzie widzę, że jezioro tuż tuż. 
Dojeżdżamy do szlabanu przy drodze, a obok - milicja. Elegancko omijamy szlaban z zakazem i wyjeżdżamy tuż obok radiowozu i dwóch milicjantów. U nas wiadomo jakby się to skończyło. Ale panowie zachowują chłód, skanują nam wzrokiem rejestracje i zero reakcji. Wyjeżdżamy na asfalt i jest! Jest jezioro, nawet jakiś pomost z altanką i grupka wczasowiczów. Jesteśmy na miejscu. Nad wodą wzbudzamy sensację, zaczynamy się już do tego przyzwyczajać smile.gif 

No to co Ania, czekamy na nich? Głodny jestem strasznie, a nie wiem kiedy i czy w ogóle ktoś się zjawi. Ale nie, tajming pozostałych jest naprawdę imponujący! Parę minut i nagle z każdej strony podjeżdżają pozostałe grupy. 

Jeszcze tylko opierdol że nas zostawili w lesie i można się luzować biggrin.gif 

Pada pomysł że tu się rozbijamy, jedziemy do sklepu po pasze i alko i będzie pięknie. Ale milicjanci postanowili popsuć nam doskonały plan. Idą, idą powoli w naszą stronę. Podchodzą i jeden pyta - U was w Polszy to można tak się rozbijać nad samą wodą. Chwila ciszy i postanawiam zbić go trochę z tropu. - Można - odpowiadam. - A, no to u nas nie można, musicie odjechać. OK, przepraszamy, już nas nie ma.
Jedziemy na drugi brzeg, po drodze znajdujemy kemping. 5 rubli od osoby, sklep niedaleko, jest super. Rozbijamy namioty, ognisko, impreza. Nie da się przebić przez monologi Chemical Brothers. Samcy alfa zawłaszczają całą okolicę jeziora Świteź. No nic, to my z Calgonem, Czarkiem i Novym zajmiemy się zakupami... Rano obudziłem się w namiocie. Swoim namiocie. Czyli jeszcze nie upadłem najniżej. A już czeka kolejna dzień nowych przygód.

 

PS - jak znów ktoś ma ochotę napisać, że text bez zdjęć, to...  niech sobie sam pisze relacje i wstawia foty ;) 

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
4 godziny temu, Jagna napisał:

PS - jak znów ktoś ma ochotę napisać, że text bez zdjęć, to...  niech sobie sam pisze relacje i wstawia foty ;) 

Chciałoby się napisać tekst na błękitnym tle bez zdjęć, no ale jak się nie ma co się lubi to zawsze zdjęcia  można sobie wybrać samemu :default_laugh:

https://www.google.com/search?q=białorus&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwi8zrmdkrfjAhUB6KQKHZedCLYQ_AUIESgC&biw=1366&bih=625

  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz

×