Skocz do zawartości
KaeS

Wyprawa do Pińska… bez Pińska. Kolejna.

Recommended Posts

Wyprawa do Pińska… bez Pińska. Kolejna.

„Opowieść” moja będzie bardziej nostalgiczna, kresowa niźli motocyklowa. Tym, co mnie znają to wiedzą, a tym, co nie znają powiem, że z dawnymi Kresami Wschodnimi, wiążą mnie po kądzieli dawne więzi rodzinne oraz pasja poznawania, odwiedzania miejsc, cmentarzy, dworków, pałaców, zamków i tego wszystkiego, co jest związane z Polską i jej kulturą na Kresach Wschodnich, czyli dawnych ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego, które wchodziły w skład Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Udział biorą: ja oraz Czarek, nauczyciel historii w jednej z podsuwalskich szkół.
Czarek przez niektórych forumowiczów jest znany. Był na forumowej wyprawie Szutrami Białorusi wraz ze mną i AgreSorkiem.

Prolog.

W tym roku byłem już dwukrotnie na Białorusi, a w przeciągu 9 ostatnich lat z 16 razy. Układam  w głowie mój 17 raz i wspominam o tym Czarkowie, który chwali się, że od jakiegoś znajomego otrzymał bilety na Europejskie Igrzyska. Super! Jest bodziec i jest konkretny termin. Jedziemy… ale nie w terminie biletu na imprezę. Czarek ma swoje interesy, na dodatek musi jeszcze ubłagać małżonkę, która nic o jego zamiarach do ostatniej chwili nie wie. Ustalamy, że jeśli dostanie błogosławieństwo wyjeżdżamy 1 lipca. Tu dodam, że niejaki Alaksandr Hrygoriewicz Łukaszenko zwany potocznie Baćką wydał dekret mówiący, iż każdy inostraniec, który wykupi bilet na tę imprezę będzie mógł przebywać na terenie jego królestwa od dnia 10 czerwca do 10 lipca. Cała impreza zaczyna się znacznie później bo 20 czerwca a kończy się po 10 dniach, czyli 30. Bilet równy jest wizie, oczywiście ważny jest przez cały miesiąc na konkretną imprezę, rozpoczęcie igrzysk jak i na ich zakończenie… a przecież zakończenie jest 30 czerwca a my wybieramy się 1 lipca. Kurde. Ustalamy, że jeśli nie wpuszczą i zawrócą jedziemy na partyzanta do Lwowa. Międzyczasie dowiaduję się, że Baćka wydaje kolejny dekret, iż każdy inostraniec, który kupi bilet na „Słowiański Bazar” w Witebsku będzie mógł przebywać w jego królestwie już od 1 lipca a bilet zastąpi wizę. Postanawiamy, że jedziemy na bilety z igrzysk, co nie było najlepszym wyborem ale o tym za chwilę. Ustalamy zbiórkę na 8 rano 1-go i jak to zazwyczaj bywa wyjeżdżamy o 9.30.

Dzień I

Planowana marszruta: Grodno, Jeziory, Szczuczyn, Żołudek, Murowanka, Stare Wasiliszki, Żyrmuny, Bieniakonie, Lida.
Droga z Suwałk do Ogrodnik jest spokojna, po litewskiej do Druskiennik i dalej do przejścia wręcz nudna. Na przejściu spokój, pusto. Podjeżdżamy do odprawy, meldujemy się w okienku.
- Zdrastwujtie.
- Zdrastwujtie.
- U was est wizy?
- Niet my na biliety. 
- A na biliety. Pokazytie.
Czarek pokazuje wydrukowany bilet na igrzyska. Młody uśmiechnięty pogranicznik rozciąga się na krześle i mówi:
- Igry zakonczyliś wcziera.
Ja, z moim szczerym uśmiechem wchodzę do rozmowy.
- My znajem, no nam nie powiezło. My podmuali czto wasz prezydent wydal dekret…
Tu mi pogranicznik z jeszcze większym szczerym uśmiechem przerywa.
- Znajem, no igry zakonczyliś wcziera i do wcziera możno było prijti, a do 10 możno tolko ostatsia.
Wot blin, rzucam w kierunku Czarka, co wzbudza uśmiechy białoruskich pań pograniczniczek z okienka obok.
- Propustitie, my w Mińsk chotim pojachat na wojennyj parad.
- Podażditie, ja pozwoniu.
Pogranicznik bierze za słuchawkę i dzwoni do swoich starszyn. Po jakimś czasie podchodzi do nas starszyj naczalnik z naszymi biletami. Tłumaczy, że niestety nie mogą nas wpuścić, bo igrzyska zakończyły się wczoraj i jedynie do wczoraj można było przyjechać a do 10 można tylko przebywać.
- Nażymajtie interniet i wam nużno pokupit biliety na Slowianskij Bazar.
Za chwilę zjawią się ichnie jeszcze dwa starsze (stopniem)pograniczniki. Tłumaczą to samo i proponują to samo – Słowiański Bazar.
No nic, humor nas nie odstępuje, ich także. Odpalamy internet i po kilku minutach mamy stronę z biletami. Znajdujemy jedne z tańszych biletów na dziecięcy koncert, który ma odbyć się 8 lipca.
- A na dzieckij koncert 8-go można? Posmotritie, tu napisano „Visa Free”. 
Pogranicznik znów pozwanił gdzie nada. Dostaliśmy potwierdzenie, że można i za chwilę były dwa bilety po 15 BYN każdy za pomocą mojej karty bankomatowej na moim telefonie. Uradowani biegniemy do okienka, pokazujemy bilety i znowuż zbiegają się wszystkie starsze naczalniki, patrzą, wpisują coś do komputera. Wsio prawilno, wsio choroszo… tylko naszych biletów nie ma jeszcze w ichnim systemie… I dalej starszyna naczalnik dzwoni gdzie nada. Nie ma. Bilety ważne mamy, musza nas wpuścić mówię do Czarka. Starszyna naczalnik pyta, czy może wziąć mój telefon, czy nie ma tam czegoś sekretnego, dostaje zgodę i z nim znika gdzieś w granicznym budynku. A my czekamy. Od całego zamieszania mijają już ponad dwie godziny. Międzyczasie spadł już deszcz, kilkakrotnie zagrzmiało, była ulewa, słońce znów ulewa z piorunami. Ciemne burzowe chmury się nad nami kłębią po to tylko aby za nasze cwaniactwo w drodze wpieprzyć nam jak kozie za obierki. Szto możemy zdziełat? Tylko czekać. Pod daszkiem na szczęście blokując motocyklami jeden z pasów. Po kilkunastu minutach starszyna naczalnik piereseczenia granicy przychodzi z moim telefonem. Biletów nie ma w systemie, oznajmia, podobno dzwonił nawet do kvitky.by (mam nadzieję, że nie moim telefonem) tam coś działają, poprawiają… a my czekamy. Mija kolejne pół godziny, mijają nas kolejni Polacy, Ukraińcy, Rosjanie, Białorusini, i znów kolejni Polacy, Ukraińcy… I znów podchodzi starszyna naczalnik, przynosi nam na wypisany kartce adres e-mail gdzieś do wierchuszki i prosi abyśmy tam wysłali nasze biliety. Wysyłamy. Po dwóch minutach jest zgoda na przekroczenie granicy a po pięciu starszyna naczalnik przynosi wydrukowane nasze bilety tłumacząc się, że my jako pierwsi, na Słowiański Bazar, że system już poprawiają i jak będziemy wracali abyśmy się na te kłopoty powołali, jeśli oczywiście system dalej nie zadziała. Dalej idzie już jak z płatka, śliczna młodziutka celniczka bierze od nas deklaracje celne, nawet nie sprawdza, ani kufrów, ani VIN, stawia pieczatki gdzie nada otwiera szlaban… Białoruś po trzech godzinach naszego kombinatorstwa, bo z naszej winy to całe zamieszanie, stoi przed nami otworem. Pada deszcz, a jak nie pada, to za chwilę ponownie będzie padał. Przez to całe zamieszanie i deszcz kurs obieramy bezpośrednio na Lidę. Odpuszczamy inne miejsca, w zasadzie ja nie byłem jedynie z Żołudku i Żyrmunach, pozostałe miejscowości i punkty znam, a Czarek ma nadzieję, że pozna je niedługo bo chodzę słuchy, że w niedługim czasie Baćka wyrazić ma zgodę na rozszerzenie zony wjazdu bezwizowego o kolejne trzy regiony lidzki, szczuczyński i jakoby wołożyński.
Prowadzi nas motocyklowy Garmin i Osmand zainstalowany na starym smartfonie. Obie nawigacje świeżo po aktualizacji. I chociaż Garmin ma tylko główne drogi ale prowadzi znacznie lepiej niż Osmand, który ma mapy bardzo szczegółowe, a który na remontowanych bądź nowo wybudowanych odcinkach prowadzi jak ślepy we mgle.
Lida, chyba najbardziej polskie miasto na Białorusi. Według białoruskich statystyk jakoby polskie pochodzenie deklaruje w tym mieście około 40% społeczeństwa. Samo miasto klimatem przypomina wiele miast sowieckich. Lida kosztem odwalonych wielkich deptaków, placów i arterii wokół których górują betonowe blokowiska pozbawiona została kompletnie starówki, tych starych kamienic i kamieniczek otaczających dawniej ulice i uliczki. Wyburzono niemalże wszystko i tylko gdzie nie gdzie pośród betonowej masy przebija się to dawne gimnazjum, to kościółek to inny budynek byłej polskiej administracji państwowej. Największe przygnębienie wywołuje dawny cmentarz katolicki. Jego stan jest tak tragiczny, że już nawet płakać nie ma po czym i gdyby nie znajdujące się na nim groby polskich żołnierzy w tym lotników z 5 pułku lotniczego, nekropolia przypominałaby opuszczony kresowy kirkut. 
Hotel Lida jak na swoje standardy do tanich nie należy. Ponad 80 zł za dobę w jednuszcze z epoki minionej z mrówkami, stadem komarów i jak na każdy tego typu hotel w Białorusi przystało, z czarną pleśnią wokół prysznicowego brodzika oraz z przypchanym tłustym odpływem. Przebieramy się, szybki prysznic i idziemy w miasto na piwo i coś pokuszat. Chmury się rozstąpiły, wypogodziło się więc jest OK. Witaj Lido.
25700816974276152983.jpg

11402221965504522000.jpg

21337354930152853679.jpg

77649365090157019069.jpg

45243142131967638019.jpg

89607891177214315338.jpg

46240667298733504400.jpg

86753997929694496884.jpg

Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego 1770 rok, oczywiście msza odbywała się w języku polskim.

37273679620755884457.jpg

14254353426784432240.jpg

82957802512093256906.jpg

45562024191974057271.jpg

63166225079851022651.jpg

Były dom powiatowego doktora

19492503858443915054.jpg

97620489718206353759.jpg

35761271512390245577.jpg

Dom Polski w Lidzie

40192439142982835998.jpg

20680066659287726655.jpg

48420965948289822023.jpg

14896934606172569967.jpg

Była szkoła powszechna im. Narutowicza, obecnie szkoła nr 1

29581656614896730665.jpg

50912207688758389276.jpg

525ec61179e2409ca58c888a183b5e9f.jpeg

A tak wyglądał budynek przed wojną

36798869333101960037.jpg

44226857457055907368.jpg

Największym międzywojennym nowo wybudowanym budynkiem było ogromne gimnazjum imienia Jana Karola Chodkiewicza, obecnie zajmowane przez kolegium pedagogiczne. Ta wielka w swej skali placówka, w której połączono funkcjonalizm ze stylem narodowym, jest w zasadzie jednym z największych polskich budynków w całej Białorusi.

3f3962bc6f1a49b1abbd79e6cbb2ee79.jpeg

fdc091fc14a3ec1e052098eef73aacef.jpeg

A tak budynek wyglądał przed wojną

52321846989229805260.jpg

12125432751789201446.jpg

63609111682711363824.jpg

31964961789701027094.jpg

24287820206203639159.jpg

08886501240670045984.jpg

41705987165355677114.jpg

Budynek Poczty Polskiej, w którym do dziś znajduje się poczta tyle, że białoruska.
20319865535081175538.jpg

13914655404766455223.jpg

58596195339225464192.jpg

50145648609633300157.jpg

02652250551653951701.jpg

81950598975344067950.jpg

68355085834466400822.jpg

71832231763612842910.jpg

08381633895242778783.jpg

58909693488877294839.jpg


Odrestaurowany XIV w zamek Gedymina

cdn…

  • Like 11

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
3 godziny temu, KaeS napisał:

Czarek przez niektórych forumowiczów jest znany. Był na forumowej wyprawie Szutrami Białorusi

Pamiętamy. Ciekawy jestem, czy znalazł kluczyk do swojej efki, zapodziany na którymś z biwaków. Weź go spytaj. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
42 minuty temu, MrBodek napisał:

Pamiętamy. Ciekawy jestem, czy znalazł kluczyk do swojej efki, zapodziany na którymś z biwaków. Weź go spytaj. 

Pewnie znalazł a temat już wieje prahistorią, bo Czarek przesiadł się na DLa :D

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

KaeS dlaczego jedziesz na Białoruś w tym samym czasie co Jagna. Może byś napisał relację np z Belgii. O Belgii jeszcze nie chyba nie było na forum.

  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Cytuj

Oj, Władek, nasza dola wspólna, czy ty strzelasz, czy do ciebie strzelają, jeden huk, wiesz najlepiej.

No cóż, Belgia, Białoruś... na B... jeden czort...

 

8 minut temu, Mario 6na9 napisał:

KaeS dlaczego jedziesz na Białoruś w tym samym czasie co Jagna. Może byś napisał relację np z Belgii. O Belgii jeszcze nie chyba nie było na forum.

Jeszcze @ZWIERZa z małżonką obiecałem przewieźć po Białorusi. Twoja szwagierka tak jak ja Kresowianka. Radzio musi tylko określić termin a ja mu resztę ogarnę.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Może i Kresowianka chociaż ja to Ją do Leśniczówka z Pieńk polonezem przywiozłem:D

  • Like 2
  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Dzień I Lida cz. II

Jak wspominałem Lida przypomina typowo sowieckie miasto o szerokich arteriach i wielkich placach. Ale też w ponad 100 tysięcznej Lidzie odnosi się wrażenie jakby miała nie więcej niż 30 tysięcy mieszkańców, miasto a przynajmniej centrum jest czyste i zadbane. W lipcowych godzinach wieczornych, w  centrum tłumów nie było a knajpki zwane na Białorusi „Cafe” oblegane były głównie przez młodzież w wieku 17-20 lat, która co rusz zasilała swoje stoliki przyniesionym z pobliskich sklepów piwem i chipsami. Zjedliśmy z Cezarym po porcji szaszłyka odgrzanego w mikrofalówce, nie zabrakło też czeburaków, całość popiliśmy lekkim ciemnym lidzkim piwem i poszliśmy w miasto odwiedzić kilka po polskich obiektów. Po pieszej wycieczce po centrum przyszła nam ochota przejechać się po ulicach Lidy motocyklami. Wracamy na parking hotelowy, na którym spotykamy Polaka na samochodowych numerach DW. „Witamy chorągiew wrocławską!” rzucam mu na powitanie, czym wzbudzam jego lekki uśmiech. Okazuje się, że ów człek z Dolnego Śląska od kilku lat prowadzi tu jakiś biznes, który jak sam mówił kręci się z roku na rok coraz słabiej. Wymieniliśmy z nim zgodnymi poglądami na temat historii miasta oraz tego w jak opłakanym stanie jest stary cmentarz katolicki i tego, że Białorusini w odróżnieniu od Litwinów i nas Polaków nie przykładają zupełnie do tego wagi. Wrocławianin mówił, że nie ma co się dziwić stanowi starego zabytkowego cmentarza skoro nowe także są zaniedbane. Ponad 70 lat sowieckiego prania mózgu chcąc nie chcąc musi odnieść skutek. Żegnamy się z nowym znajomym zakładamy kaski i w miasto. Na pierwszy rzut idzie właśnie wspomniany cmentarz znajdujący się blisko hotelu, czyli w centrum, do którego prowadzi polna piaszczysta uliczka przepleciona gdzie nie gdzie dziurawymi skrawkami asfaltu. Wygląda to jakbyśmy z centrum w mgnieniu oka przenieśli się gdzieś na daleką białoruską prowincję. Oczywiście przy jednej z głównych ulic jest brama i z zewnątrz to nie wygląda źle ale my właśnie chcemy odwiedzić groby żołnierzy wojska polskiego, a te znajdują się na jego drugim końcu tuż przy rozwalającym się cmentarnym murze. „Na wsi” jak na wsi, cisza wprost cmentarna, z pobliskich drewnianych zabudowań niosły się jedynie odgłosy drących się w walce kotów. W jakim stanie jest ta nekropolia sami wiedziecie…

71935846341851046239.jpg

79853777161497191365.jpg

96598985103674920052.jpg

68089694244543330327.jpg

69795530276882175317.jpg

36701353781058463788.jpg

90534053061617889741.jpg

65435488874242612687.jpg

40309831603505861470.jpg

87725718008987188750.jpg

39780004124865274309.jpg

64055487498883062097.jpg

79124586050546237871.jpg

Rotmistrz Witold Pilecki miał swój majątek pod Lidą, czyżby to jego przodek?

87910080031800421849.jpg

93769292601257923044.jpg

34721458933098110893.jpg

90950612178297086869.jpg

Wieczorem wróciliśmy do hotelu, piwko, kawior-podróbka i suszone rybki przegryzane paluszkami krabowymi umilały nam wieczór. Noc była ciepła i krwawa zarazem. Obudziło mnie około 3 nad ranem stado komarów, które urządziło sobie ze mnie ucztę. Ja pierdziu! zawyłem na pół Białorusi Zwilżony ręcznik służył mi za broń obusieczną w znaczeniu, że wpierw tłukłem komary na ścianach, bo nie lubię być podjadanym a później tym samym ręcznikiem zmywałem ze ścian pokomarze krwawe plamy aby pani etażowa (w tym hotelu jak i w wielu innych na Białorusi każdego piętra pilnuje pani etażowa) nie zrobiła ze mnie tego samego.

07823518046088953338.jpg

37700522819014159297.jpg

 

cdn…

  • Like 5

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

W Lidzie byłem ze 30 lat temu. Wydawalo się że wszyscy mówią po polsku. Pamiętam że ojciec kupił tam ruski prostownik do Malucha. Fiata już dawno nie ma a prostownik dalej w użyciu. :)

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Niektórzy jeszcze mówią ale jest ich coraz mniej. Wydaje mi się, że oni przed nami wstydzą się swojej śpiewanej wieleńskiej gwary. Recepcjonistki w hotelu na identyfikatorach miały polskie imiona, nazwiska i otczestwo polskich imion.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz

×