Skocz do zawartości

Recommended Posts

Dnia 12.08.2020 o 16:14, trolik napisał:

Podlasie! Drugi raz tu jestem i drugi raz sie zakochalem!!

Obiadek tylko w "Karczmie u Walentego" w Kleszczelach- dwa dania z surowką i oranżada za 28 pln!!!

Czy kolega podnosząc drona w Rogaczach wie co to strefa TRA, ADIZ ???

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Na Mazurach czesto przemieszczamy sie starymi,  zarosnietymi niemieckimi drogami brukowymi. Trza uwazac, zeby nie dostac klaustrofobii..:-)

 

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Mo-na powiedziec, ze Warmię odbieraliany tak jak na ponizszym filmie . Zlote scierniska, lasy, duzo szutrow i choooolernie goraco:-)

 

  • Like 4

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Tłumy wygonily nas z wiaduktow w Stanczykach, więc znalezlismy sobie nasz wlasny wiadukt:-)

 

  • Like 4

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Dnia 14.08.2020 o 14:17, Bodek napisał:

Np. Kaes nie jest z Podlasia.

No! Nauka jak widać nie poszła w las! :default_icon_beer1:

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Po długich poszukiwaniach znalezlismy w koncu perfekcyjna miejscowke do biwakowania. Wdzydze to razem z Podlasiem swiety graal adwenczuru!:-)

 

  • Like 4

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Po długich poszukiwaniach znalezlismy w koncu perfekcyjna miejscowke do biwakowania. Wdzydze to razem z Podlasiem swiety graal adwenczuru!:-)
 
Uwielbiam Wdzydze Tucholskie

Wysłane z mojego SM-G973F przy użyciu Tapatalka

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Właśnie miałem napisać.. które

Wysłane z mojego SM-J730F przy użyciu Tapatalka

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Właśnie miałem napisać.. które

Wysłane z mojego SM-J730F przy użyciu Tapatalka


A tobie które bliższe?!

Wysłane z mojego SM-G973F przy użyciu Tapatalka

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

wrócili w jednym kawałku! 

bedzie relacja:-)

pozdrawiam trolik

  • Like 6

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

No to jedziemy!:default_moto1:

Plany były ambitne, ale oczywiście życie je zweryfikowało:-). Wyjeżdżając ze Szczecina mieliśmy nadzieję dostać się na Ukrainę i zaorać tamtejsze Karpaty, następnie zrobić to samo z Karpatami rumuńskimi.

Wyruszyliśmy jak zwykle o 5tej rano w dniu 1 sierpnia z naszej ulubionej stacji benzynowej przy S3. Mimo środka lata było zimno i bardzo mgliście, ale przygoda czekała więc nie ma co narzekać:-). Mijając okolice Lubina napotkaliśmy pierwszy korek składający się z ludzi chcących dojechać nad morze. Po kilkunastu minutach - kolejny korek. I jeszcze jeden..., potem korek na bramkach A4.... Ludzie jadący nad morze ze Śląska muszą mieć anielską cierpliwość.... 

Plan był taki, aby zanocować blisko Dorohuska coby rano następnego dnia było blisko do granicy. Dogodne miejsce na biwak znaleźliśmy przy brzegu Sanu, jednak tym razem bez kąpieli - brzegi były bardzo wysokie (ok 10 m) i strome, a woda niezbyt czysta...

 

Po drugie stronie wioski znaleźliśmy fajny most wiszący z ciekawym widokiem na San.

To był piękny dzień!

  • Like 5
  • Thanks 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Drugi dzień

Wieczorem poprzedniego dnia szukaliśmy informacji o ewentualnych ograniczeniach wjazdu na Ukrainę. Znalazłem jakiś skrawek o wprowadzeniu kwarantanny, ale  trudno było się połapać odnośnie daty. Nic to - pojedziemy zobaczymy. Po porannej kawce i śniadanku na ściernisku ruszyliśmy w kierunku przejścia granicznego w Medyce. Pogoda była piękna, a wąskie asfalty wśród pól prowadziły nas szybko do Przemyśla i dalej do granicy. Jakieś 300 metrów od przejścia podjechałem do auta SG, w którym siedziało 2 "strażników teksasu" i zapytałem ich czy wiedzą cokolwiek o kwarantannie na Ukrainie. Odburknęli cos od niechcenia i wrócili do swojej roboty polegającej na udawaniu że nas nie widzą. No nic, jedziemy dalej. Po dojechaniu do szlabanu utknęliśmy w kolejce na dobre. Słoneczko pięknie opalało nasze glace, nasze motorki i wspaniale rozgrzewało asfalt pod naszymi stopami. Świeżo wyremontowane przejście graniczne nie potrzebuje przecież  zadaszenia chroniącego podróżnych przed słońcem czy deszczem...

Szhoh3UhZZDYeFSYFv1HtNMjNryw1VpAjIBfohSA

Podszedłem do strażniczki teksasu i grzecznie zapytałem czy ma jakieś informacje na temat ograniczeń wjazdu w kraju znajdującym się 100 metrów dalej. Spojrzała na mnie jak na kosmitę i chyba oburzyła się moją bezczelnością. Staliśmy więc tak sobie z godzinę po czym oddaliśmy paszporty do ostemplowania przed wyjazdem. Szlaban się otworzył! Jedziemy!!!:-)

Po kolejnych 20 metrach Ukraińscy Strażnicy zapytali czy zgadzamy się na kwarantannę....

zpkluSHgac-VekyPA1nWL1WT6nD36Q5fzrD3KBnj

I tak skończyła się nasza szlajanka po Ukrainie. Nie będę komentował zachowania strazników teksasu - niech każdy sam wyciągnie wnioski na co idą nasze podatki.

Na szczęście mieliśmy plan B. Trzeba było go tylko wymyślić!:-)

W czasie oczekiwania na zmierzenie temperatury  przed długo oczekiwanym wjazdem do Polski wymyśliliśmy coś takiego: Góry Słonne, Beskid Niski, a następnie z prawego dolnego rogu do prawego górnego rogu. Po dojeździe do prawego górnego rogu skręcimy w lewo i udamy się do lewego górnego rogu. Prościej się nie da, prawda??:-)

Byliśmy zmęczeni staniem na granicy, a nasze niechronione czuprynami mózgi domagały się cienia i odpoczynku. Nie zajechaliśmy więc daleko, ale i tak było superrr:

Kalwaria Pacławska

Zkle-jJ-e8aKK8KHGZvDmr50XWgOsN0OIAbIZVJB

Poszlajaliśmy się z godzinkę w okolicach Kalwarii, a następnie udaliśmy się w poszukiwaniu cienia niezbędnego do zaparzenia kawy. Zaliczyliśmy również pierwszą walkę na tej wyprawie:

fWMF7hrbZtu-LWqEpbr2NvbOqCqOkaEfNO5PvGtr

Noclegu nie szukaliśmy zbyt długo, bo idealną miejscówkę znaleźliśmy na pagórku oddalonym może półtora kilometra w linii prostej od klasztoru. Cisza, spokój i piękne widoki, Czego można chcieć więcej??

HpW9ZL59-iX83TUjlraY6ev7T4HTUnRbWBaAysYS

zepEQYoiYCUpta8Wm8K3N8gHtILtq8FxopFxpsvgA

  • Like 12

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Trzeci dzień. Góry Słonne

W Górach Słonnych byłem już kilka razy na rowerze i na bucie. Uważam, że rejon ten najfajniej jest eksplorować na rowerze. Okazało się jednak, że motorek też fajnie daje radę. Plusem naszej szlajanki było to, że nie musieliśmy się spieszyć - mogliśmy więc spokojnie sycić się pięknymi widokami towarzyszącymi wspaniałej pogodzie. Pyrkaliśmy więc sobie spokojnie wjeżdżając do kolejnych, równolegle położonych dolinek. W niektórych z nich znajdowały się wioski, w innych z kolei mogliśmy znaleźć pompownie ropy czy też szumiące strumienie

ACtC-3fI2k57__5ena1qULBgAIGyGe8UUROBTHID

ACtC-3e7WZ28RPrpS1w7lfLZ0HgGYkwc4126CoOk

ACtC-3fM6fuC7RyfUt07TJcaMNf_S4PCCB6JasqL

ACtC-3cz0g_NH6AY_wsl9BFqjKfcXTIBaQeUjycP

Po kilku godzinach takiej zabawy postanowiliśmy udać się do jednego z celów naszej wyprawy, czyli do prawego górnego rogu. Niestety nie udało nam się tam dojechać, bo ostatnie 11 km trzeba by było pokonać na bucie, a na to dwóch starszych Panów nie było gotowych:-). Tak czy owak fajnie się śmigało szutrem do źródeł Sanu

Po wyjeździe z BPN zaczęliśmy zastanawiać się nad noclegiem. Postanowiliśmy opuścić Bieszczady, bo ludzi było tyle co na Krupówkach w szczycie sezonu. Śmignęliśmy więc kilka km za Lutowiska i wjechaliśmy do jednej z opuszczonych dolinek w tej okolicy. Dolinka była piękna, cicha i zupełnie pusta. Do zapadnięcia ciemności po pobliskiej drodze szutrowej przejechały może 3 samochody. I po co pchać się w Bieszczady??:-)

 

Edytowane przez trolik
  • Like 11

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Czwarty dzień: Beskid Niski.

ACtC-3eCLmmjx9M6YORSpF45E3lTphfN1uqaivyE

Po przebudzeniu w cichej dolince i sprawdzeniu pogody doszliśmy do wniosku, że na kolejny nocleg będzie trzeba poszukać czegoś pod dachem – prognoza zapowiadała opady na ten wieczór i cały następny dzień. W związku z tym postanowiliśmy przemieścić się w rejon Bieszczad Zachodnich. Po zjedzeniu śniadania ruszyliśmy w drogę zahaczając o zalew soliński od południa. Powiem szczerze, że byłem rozczarowany – wszędzie płoty, domki na wzgórzach dla wybranych, śmieci bezładnie porozrzucane no i do tego mało wody w jeziorku. Ogólnie nic szczególnego. Zatrzymaliśmy się na jakieś zdjęcie i krótki odpoczynek, po czym ruszyliśmy dale na zachód przez Cisną.

Był środek wakacji, więc w Cisnej były tłumy i korki, ale prawdziwy horror znaleźliśmy w rejonie stacji początkowej kolejki leśnej w Żubraczym. Kiedyś jeździłem tą kolejką do Balnicy, aby stamtąd rozpocząć trekking szlakiem granicznym. Teraz ludzie muszą czekać tam w kolejce do parkingu, a po zaparkowaniu czekać w kolejce do kolejki….brrrr

Opuściliśmy te Krupówki czym prędzej i śmignęliśmy do Nowego Łupkowa z nadzieją znalezienia tam noclegu. Okazało się jednak, że schronisko w pobliżu tunelu jest zamknięte, więc po wzięciu jakiegoś jedzonka w sklepie ruszyliśmy przez pola i lasy w kierunku bliżej nieznanym.

Było przepięknie – niezbyt strome, trawiaste pagórki przeplatane kępkami lasu, super widoczki i do tego zero ludzi! Po godzinie spokojnej jazdy i częstych przystankach w celu podziwiania widoków niespodziewanie zaczęła się walka – błotniste koleiny przykryte trawą, wąskie błotniste drogi w gęstym lesie no i przeprawy przez większe i mniejsze rzeczki. Adwenczur pełną gębą!!:-)

 

 

 

 

 

Po przeprawie przez rzekę okazało się, że wylądowaliśmy w wiosce o nazwie Smolnik. Robiło się już późno, więc napotkani po drodze mieszkańcy skierowali nas do Uszy. Usza posiada fajną miejscówkę ze świeżo zrobionymi, schludnymi pokojami, czystymi łazienkami i wspólną kuchnią. Cena: 50 pln od głowy - z czystym sumieniem mogę polecić. Okazało się, że zlądowaliśmy tam rychło w czas. 2 godziny po naszym przyjeździe zaczął siąpić deszcz i tak już było również przez kolejny dzień.

 

Edytowane przez trolik
  • Like 12

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Piąty i szósty dzień.

ACtC-3cRf4f83-h0RE3S07N3Vcbh6g8KG4BidbZP

Po całonocnym intensywnym opadzie deszcz zelżał nieco, więc po śniadanku ruszyliśmy na spacer w kierunku Duszatynia. Już po 15 minutach zobaczyliśmy Osławę w nowej odsłonie - stała się ona szybkim, błotnistym potokiem do którego trzeba było wejść 4 razy coby dostać się do Duszatynia. Co prawda każda przeprawa zabezpieczona była płytami ułożonymi na dnie, ale w wielu miejscach płyty były bardzo śliskie dzięki rosnącym na nich glonom. Postanowiliśmy poczekać w Smolniku do następnego dnia, gdyż prognoza dawała już całkiem fajną pogodę.

Następnego dnia zebraliśmy się szybko i po pożegnaniu z Uszą ruszyliśmy do kąpieli w Osławie. Poziom wody był niższy i prąd słabszy, ale w jednym miejscu glony pozostały i trzeba było nurkować..

Oczywiście jak tylko wyszliśmy z kąpieli zaczęło świecić słoneczko, które towarzyszylo nam już do konca szlajanki!:-). 

 Po zatankowaniu paliwa w Komańczy ruszyliśmy trochę się poszlajać po pięknym Beskidzie Niskim. Ja naprawdę nie rozumiem po co ci wszyscy ludzie cisną się w Bieszczadach skoro 20 minut jazdy dalej jest tak pięknie i spokojnie. Nie żebym kogoś namawiał do przyjazdu w BN - zalety Bieszczad sa niezaprzeczalne i wszyscy turyści powinni tam jeździć!:-). Ja po prostu zadaję takie retoryczne pytanie:-)

Po kilku godzinach szlajania skierowaliśmy się na Tokarnię  - byłem tam już kiedyś na rowerze i bardzo mi się podobalo. Pomyślałem więc, że będzie to również fajna miejscówka na dzisiejszy nocleg. Nie pomyliłem się!:-)

 

Edytowane przez trolik
  • Like 6

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Mały komentarz do przejazdu po płytach w strumieniu.

"Jedź środkiem, żebyś nie spadł z płyt" - bardzo mocno sprzeciwiam się tej opinii. :default_icon_exclaim:

Jeżdżę zawsze śladem po kołach samochodów, bo tam nie ma glonów i zawsze od strony napływu wody na płyty.

Tyle że ja nie umiem jeździć a posta piszę coby sobie liczniki podkręcić. :D 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
7 minut temu, dziunek69 napisał:

Mały komentarz do przejazdu po płytach w strumieniu.

"Jedź środkiem, żebyś nie spadł z płyt" - bardzo mocno sprzeciwiam się tej opinii. :default_icon_exclaim:

Jeżdżę zawsze śladem po kołach samochodów, bo tam nie ma glonów i zawsze od strony napływu wody na płyty.

Tyle że ja nie umiem jeździć a posta piszę coby sobie liczniki podkręcić. :D 

No widzisz, człowiek uczy się całe życie:-). Dwa dni później Wojtek wyrżnął się na glonach...

pozdrawiam trolik

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Siódmy dzień: nadal Beskid Niski.

kIxtBGslo7iIAr5nfRTHQ_C9NNrRIxxSGfi47U-j

Biwak na Tokarni był wspaniały - cisza, spokój, zielono i słonecznie. No właśnie... słonecznie! Okazało się, że miejsce na biwak wybraliśmy jak amatorzy - od brzasku słonko ogrzewało nasze namioty i już ok 6tej rano czułem się jak w piekarniku. Po wyskoczeniu z namiotu kochane słoneczko smażyło przepięknie moją glacę i nawet kawy nie chciało mi się siorbać. Czym prędzej zebraliśmy się więc z tej miejscówki i podjechaliśmy kilka minut do szczytu Tokarni coby znaleźć kawałek chłodnego cienia. Voila!:-)

Z Tokarni zjechaliśmy południową stroną przez las do asfaltu i dalej skierowaliśmy się na Tylawę, gdyż naszym celem pośrednim był przejazd przez dolinę Smerecznego. Już sam przejazd drogą 897 na zachód był piękny - rzadkie, senne wioski posiane wśród łąk i pól, znikomy ruch na drodze i piękne, piękne słońce!!! To był po prostu motocyklowy raj! Pisząc te słowa przenoszę się na siodło Gieni i widzę umykające piękne krajobrazy jak z bajki...

Do doliny Smerecznego wjechaliśmy od zachodu, gdyż od strony Tylawy była oczywiście nalepka teren prywatny...brrrrr. Nie wiem kto to kupił i nie interesuje mnie, ale jak państwo mogło sprzedać coś tak pięknego???!! Fajnie było wjechać tam motocyklem, ale tak naprawdę chciałbym aby dolina ta była dostępna tylko dla pieszych i rowerzystów...

Po wyjeździe ze Smerecznego skierowaliśmy się na Rozstajne i dalej na Nieznajową. Podczas biwaku opowiedziałem Wojtkowi trochę o historii tej ziemi, o Łemkach, akcji Wisła i tak dalej. Dzisiaj mieliśmy dzień praktyczny - czyli zwiedzanie pięknych, smutnych zakątków Beskidu Niskiego. Za każdym razem kiedy widzę te opuszczone kapliczki  i przydrożne krzyże kręci mi się łza w oku...

ACtC-3cEPmF2Je3AYWl039O9hKUNKY-3To3ME3kU

ACtC-3fN9J_qDxrc3vkWro8nil3xVJItxSWxtUm-ACtC-3e_3TBg42jfNGmJ9v-WpTX5CEfodAm5pduYW

W Nieznajowej skorzystaliśmy z obecności wody i wykąpaliśmy się w Wisłoce, po czym poszlajaliśmy się w okolicach Ropianki, Krempnej, Olchowca i innych wiosek rozsianych wśród okolicznych wzgórz. Było po prostu pięknie!

Pod wieczór zaczęliśmy szukać miejsca na nocleg więc skierowaliśmy się w okolice Kotania. Uświadomienie Wojtka w zakresie historii Łemkowszczyzny przyniosło niespodziewany skutek - od tej pory zatrzymywaliśmy się przy drewnianych cerkwiach po to, aby Wojtek mógł je obejrzeć i cyknąć kilka fotek, Pierwszą z nich była piękna cerkiew w Kotaniu

ACtC-3e0k00BHnN569IuO03hvRna1S0N4of3aONWACtC-3eiVMOGgAClia8aasARIHimVWWFaExbSR3xPo 

Po wizycie w cerkwi skierowaliśmy się na jeden z pobliskich pagórków licząc na to, że znajdziemy fajną miejscówkę na nocleg. Nie zawiedliśmy się...:-)

to był piękny dzień!

  • Like 7

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ósmy dzień: łąka tysiąca kwiatów.

ACtC-3f7VvD54g6F6c7M9nDHyqKhK-RVUZ_XjiXY

Miejscówka w Kotaniu była prawie idealna - skrawek łąki na skraju lasu, kilka drzew chroniących nas przed porannym słoneczkiem i cudny widok na dolinę pod nami. Po prostu bajka! Zbieraliśmy się powoli ciesząc się każdą chwilą spędzaną w Beskidzie Niskim, bo był to nasz ostatni dzień pobytu w tym regionie. Dzisiaj przez Bezmiechową kierujemy się na Pogórze Przemyskie. W końcu z żalem opuszczamy piękną miejscówkę...

Dalsza droga prowadziła nas leśnymi drogami przecinanymi przez mniejsze lub większe strumienie. 

Nauczony doświadczeniem przepraw przez Osławę powoli i bez sprzęgła przejeżdżałem po płytach unikając ewentualnego poślizgu na glonach. Wojtek z kolei postanowił przetestować trakcję swojego motorka na tych jakże pięknych roślinkach..

Na pożegnanie z Beskidem Niskim region ten zapodał nam taki widoczek...

Po wyjeździe z lasu skierowaliśmy się na Bezmiechową, gdzie zjedliśmy całkiem przyzwoity obiadek za jeszcze bardziej przyzwoite pieniążki. Zadowoleni z życia postanowiliśmy czym prędzej poszukać noclegu, żeby obiadek mógł spokojnie zamienić się w sadełko:-). Miejsce takie znaleźliśmy na jednym z pagórków Pogórza Przemyskiego.

Sama miejscówka była zajebista, ale zapachy tych wszystkich kwiatów po prostu wyrywały z butów. Wojtek wszedł w związku z tym w mod "romantyczny" (lub reumatyczny:-)) i zajął się robieniem zdjęć.

ACtC-3cf4M-rYRmyZ15W0E4ArdVNCO5Ch1L6uzpA

ACtC-3dRDdq0r2qWrk4TTioYg-DwJ246XsnFzQTMACtC-3eoDRC33BijeBph-foGmsol58IrQWDv1nx4ACtC-3d-xJEQYVNWODsY4gZ5mRMpC4oEf4v5H_f4

ACtC-3fKAyBaJ4_iB5ip6wC78L5i6C0kNClO9HvMA

A rano było tak:

ACtC-3eLdup0VTVWDfplv8gNRbZLRP8O8e4JkyR8

Kolejny piękny dzień za nami.

  • Like 7

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Dziewiąty dzień

ACtC-3eLuPWveY7B23JH_ZmyrAsl0FvSfqGpbp9i

Rano Łąka Tysiąca Kwiatów obudziła nas rosą i pięknymi pagórkami oświetlanymi przez słoneczko. Byliśmy w stanie się tym cieszyć, bo dopiero drugi raz na tej wyprawie prawidłowo wybraliśmy miejsce na biwak!:-). Wic polegał na tym, żeby znaleźć miejsce dające cień rano i jednocześnie zapewniające ładny widok na okolicę. Do tej pory nie było to jakimś problemem, bo na dłuższych wyprawach człowiek myśli raczej o tym że jest głodny i chce spać jak najszybciej. Tutaj jednak przemieszczaliśmy się spokojnie, a głównym celem było sycenie się pięknem polskiej natury.

Po standardowych czynnościach porannych zebraliśmy się z żalem i ruszyliśmy w dalszą pełną przygód drogę...

Droga ta wiodła nas początkowo wzdłuż lesistych brzegów rzeki Wiar. Było przepięknie - wiąska asfaltowa nawierzchnia, kolorowe łąki, meandrująca rzeka i praktycznie zero jakiegokolwiek ruchu. Pyrkaliśmy sobie więc spokojnie ciesząc się każdą chwilą

Im dłużej jechaliśmy wzdłuż Wiaru tym bardziej teren stawał się płaski i bardziej lesisty. Las i dawany przez niego cień były błogosławieństwem, bo słoneczko dawało naprawdę mocno. Na szczęście woda w rzece była mokra!

Od czasu do czasu musieliśmy trochę się nagimnastykować, aby móc jechać dalej

Czasami Wojtkowe przydasie utrudniały nam trochę jazdę, ale doszliśmy do wniosku, że można zamienić je w proszek i też będzie dobrze!:-)

Po opuszczeniu doliny Wiaru teren wypłaszczył się już na stałe, a miejsce asfaltu zajęły ścieżki indiańskie. Było superrr!:

Wojtek przypomniał sobie, że w worze z przydasiami (tym zgniecionym na moście:-)) ma kamere 360. Postanowiliśmy sprawdzić czy działa...

I tak oto w pięknych okolicznościach przyrody mijał nam dzień. Pod wieczór zaczęliśmy szukać miejscówki na nocleg i znaleźliśmy ją nad brzegiem rzeczki o nazwie Lubaczówka. Zaraz po przyjeździe złapała nas burza, ale po godzinie wszystko się uspokoiło i można było znów cieszyć się życiem. 

A rano było tak:

 

  • Like 6

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz

×