Ale sraka

.... miałem ze 3 miechy przerwy w czytaniu tego wątku i ...

Teraz dopiero kminię znaczenie niektórych niezrozumiałych dotąd wypowiedzi w "Czerwcówce".
Przeczytałem cały wątek jednym ciągiem.
I chociaż nóż otwierał się w kieszeni, współczuję dokładnie
wszystkim, bezpośrednio stykającym się z wydarzeniami związanymi z motkiem Vengosha.
Jackowi, że go to spotkało (mam nadzieję, że wszystkie koszty nie przewyższą ceny nowego motka). Dziękować pozostaje opatrzności, że "tylko" na awarii się skończyło, a nie na tragedii....
Jarkowi, że będąc mimowolnie w "centrum cyklonu", traci nerwy i zdrowie - i tu szacunek, za wytrzymywanie presji odpowiedzialności za przyszłe użytkowanie motka. Życzę, żeby przez następne kilka latek chabeta służyła swojemu panu bez zająknięcia

Alikowi, że nie wszystko pojszło tak jak miało być.
I nie znam prywatnie człowieka, ale Balerowi, choć bardzo delikatnie ujmując, należy mu się spory rodzicielski pas przez goły tyłek, też współczuję.
Nie będę się rozpisywać, ale mam nadzieję, że choć raczej do błędów się nie przyzna, to dużo nauczył się po tym całym incydencie i będzie bardziej odpowiedzialnie i precyzyjnie podchodził do życia.
Po zakończeniu czytania (z wypiekami na twarzy) tego wątku, tak sobie myślę, że:
- dalej będę się trzymał tego, że nie będę zlecał prac rodzinie, przyjaciołom, dobrym znajomym,
- jeśli już zlecę komukolwiek cośkolwiek bardziej skomplikowanego - koniecznie czarno na białym zakres prac ze wszystkimi możliwymi szczegółami,
- będę unikał podejmowania ważkich decyzji pod presją czasu (a w tym przypadku, był to chyba jeden z istotnych przyczynków),
- kuźwa, nie można być omnibusem i wszystkiego robić samemu, więc czasami trzeba zaufać FACHOWCOWI -> priorytet - zrobić wszystko, żeby takiego znaleźć.
Vengosh za 2tyg wypiję za Twoje zdrowie i za zdrowie Twojej maszynki
Użytkownik marycha edytował ten post 17 maj 2012 - 13:33