Skocz do zawartości
mguzzi

Earth, wind & fire czyli Islandia 2014

Recommended Posts

kolejna już próba wklejania zdjęć.

PORAŻKA

Na więcej prób nie mam już ani siły, ani chwilowo ochoty.

Sorki.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

26.06.2014 Czwartek

Jak już pisałem, nasz szczwany plan założenia bazy w Reykjawiku u Sióstr Karmelitanek i robienie jednodniowych, „na lekko”, wypadów w interior - spalił na panewce. Zamiast tego postanawiamy pojeździć główniejszymi interiorowyni drogami.

Niestety ze względu na wysoki poziom wody, musimy bardzo uważać na brody na górskich rzekach. Jakoś nie za bardzo mam ochotę się moczyć, a i w „odwadnianiu” motocykla nie mam żadnego doświadczenia. I jakoś nie zamierzam go zdobywać.

Na dzisiejszy dzień na początek mamy zaplanowany „interior dla początkujących”.

Jakoś tak niechcący nazwaliśmy go „interiorem dla ubogich” – i tak nam w nazwie pozostało. Traskę tak wytyczyliśmy, żeby przed „interiorem dla ubogich” zaliczyć wodospadzik, a po nim Pingvellin. Później zobaczymy co dalej.

Przemek nie ma tego dnia ze mną lekko. Przynajmniej na początku. To nie jest mój najlepszy dzień. Na początek dostaję informację, że z pracy o którą się starałem nic nie będzie. Chwilę później zaciął się suwak w deszczówce. A na Islandii sprawna deszczówka staje się sprawą niezwykle istotną.

No i ogólnie, chyba za mało przepiłem wczorajszą kolację.

Jeździ mi po brzuchu.

Przed zjazdem z głównej drogi, tradycyjnie tankujemy do pełna. Jakoś tak mamy.

Dojazd do pierwszego celu – wodospadu jest możliwy kilkoma alternatywnymi drogami (wzdłuż rzeki, po obydwu jej brzegach, krzyżują się i przecinają, nie ma to większego znaczenia wszystkie prowadzą, tym razem nie do Rzymu, ale do wodospadu. Jedziemy jedną z nich, na którą akurat wjechaliśmy.

Barnafoss - wodospad jest o tyle dziwny i mało spotykany, że stanowią go liczne strumienie spływające do górskiej rzeczki z niewysokiej skarpy. Nietypowość polega na tym, że źródła wspomnianych wyżej strumyków wybijają bezpośrednio z góry (a w zasadzie skarpy) i prawie od razu spadają wodospadem do rzeki.

DSC_0018.JPG

DSC_0026.JPG

Tuż przy wodospadach jest duży parking, toaleta i jakieś stragany z niezbędnymi dla turystów suvenirami.

DSC_0017.JPG

Mostkiem można przejść na drugą stronę rzeki. Z rzeką związana jest legenda. Nad zwężeniem rzeki, gdzie jest kipiel, są naturalne kamienne mosty. Dawno, dawno temu bawiąca się dwójka dzieci, rodzeństwo, spadła z takiego mostka i zaginęły. Zrozpaczona matka zburzyła ten mostek, aby uchronić inne dzieci przed utonięciem.

DSC_0030.JPG

Jedziemy dalej. Interior czeka.

DSC_0035.JPG

„Interior dla ubogich” od północnej strony zaczyna się przy miejscowości Kaldidadur.

Z tą miejscowością to przesada. Dopatrzyliśmy się kilku przyczep kempingowych i kilka zabudowań. Oczywiście z przyzwyczajenia byśmy zatankowali, ale przy drodze stał znak informujący, że stacji benzynowej już nie ma (na naszych mapach jeszcze była).

Wjeżdżamy w ten interior podekscytowani.

Fajna szutrowa droga, początkowo wzdłuż strumienia później prowadzi przez wzgórza.

Krajobraz jest już księżycowo pustynny.

DSC_0040.JPG

DSC_0048.JPG

DSC_0066.JPG

DSC_0071.JPG

W oddali błyszczy lodowiec.

Droga jest bardzo przyzwoita, widoki bajeczne.

DSC_0068.JPG

DSC_0085.JPG

DSC_0088.JPG

DSC_0094.JPG

DSC_0101.JPG

DSC_0103.JPG

DSC_0112.JPG

DSC_0127.JPG

DSC_0128.JPG

DSC_0167.JPG

Zatrzymujemy się przy wysokim kopcu kamieni na…

No właśnie nie wiem czemu się zatrzymaliśmy. Ale skoro już stanęliśmy to pocykaliśmy fotki, popodziwialiśmy widoki i zeżarliśmy polskie kabanosy.

DSC_0152.JPG

Po przerwie pojechaliśmy dalej na południe w kierunku Pignelltonu.

Czuliśmy się jak odkrywcy i zdobywcy.

Nasze dobre samopoczucie zgasił błyskawicznie, widok jadącego SUWa.

Dobił nas jadący naprzeciw nas autokar z turystami.

Trudno, nie jesteśmy już zdobywcami i odkrywcami, pozostajemy turystami, więc robimy to co turyści robić powinni – fotki.

DSC_0180.JPG

DSC_0184.JPG

DSC_0207.JPG

DSC_0210.JPG

DSC_0212.JPG

DSC_0215.JPG

Po drodze mijaliśmy skrzyżowania z innymi szutrówkami, wszystkie dobrze oznakowane.

Na wyjeździe z „interioru dla ubogich” w kierunku Pingvellinu jest fajny punkt widokowy. Niestety zatrzymać się można tylko na niewielkim placyku, na zakręcie tuż za przełęczą.

Obiecuję sobie, że następnym razem na pewno się zatrzymam na fotkę.

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Sama droga do Pingvellinu początkowo jest bardzo kręta, kilka serpentyn jest naprawdę niezłych.

Trzeba uważać.

Wzdłuż asfaltowej już drogi jest gruntowa droga dla koni. My akurat ich nie spotkaliśmy, ale znaki informujące i „końskie ślady” były widoczne, również na asfalcie.

DSC_0245.JPG

DSC_0242.JPG

Pingvellin – punkt obowiązkowy Islandzkich przewodników.

DSC_0258.JPG

W miejscu tym spotykają się płyty tektoniczne, jest ciekawostką geologiczno geograficzną.

W miejscy tym tradycyjnie zbierał się Islandzki Parlament – prawdopodobnie pierwszy na świecie. Ostatnie zebranie parlamentu w tym miejscy miało miejsce na początku 20 wieku(? – nie jestem do końca pewien, ale nie tak znowu dawno). Zebraniu przewodniczył wybraniec narodu. Ciekawe było stanowienie prawa. Przekaz i stanowienie prawa było ustne. Nowo wybrany przewodniczący, głośno wypowiadał obowiązujące prawo. Jeśli coś pominął, lub przeciwnie – dodał, a nie było głosów sprzeciwu – to ustanawiał w ten sposób nowe, aktualnie obowiązujące prawo. Proste prawda?

W Pingvellinie są dwa parkingi: ”dolny” w dolinie i „górny” na górze skały. Połączone są ścieżką wiodącą wzdłuż rozpadliny i rozejścia się płyt tektonicznych.

Widoczki, jeziorka, punkty widokowe na dolinę.

Ale bez przesady – nie odczułem magii tego miejsca.

Autokary z leciwymi turystami, podjeżdżały na górny parking, skąd mieli do przejścia kilka metrów do skały z punktem widokowym. Twardziele schodzili ścieżką w dół, gdzie na dolnym parkingu czekały na nich już autokary.

DSC_0272.JPG

Widok z dołu.

DSC_0276.JPG

Widok z góry.

DSC_0306.JPG

"Dolny" parking.

Cywilizowany interior nie jest taki straszny.

Jedziemy dalej.

Tym razem w kierunku słynnego gejzeru – wytryskującego co parę minut.

Na stacji benzynowej czeka nas niemiła niespodzianka. Stajemy się obiektem ataku chmury meszek. Nie byłem na tyle odważny żeby odsunąć szybę w kasku. Przemek, jako trzymający kasę i karty na paliwo – niestety musiał. Po błyskawicznym tankowaniu uciekamy ze stacji. Doszliśmy przy tym do wniosku, że meszki przyciąga albo kolor motocykli, albo ciepłe silniki, albo jeszcze coś innego związanego z motocyklami. Im dalej od nich, tym było ich mniej.

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Gejzer trudno przeoczyć.

Duża atrakcja turystyczna, robi się tłoczno, większy ruch.

Po lewej stronie drogi kemping i wejście do gejzerowi, po prawej stacja benzynowa, hotele, motele i duży, oczywiście bezpłatny parking.

Wejście do gejzerowi również bezpłatne.

Przy wejściu są tablice informujące o wejściu na własną odpowiedzialność.

DSC_0312.JPG

DSC_0311.JPG

Do gejzeru prowadzi ścieżka i przemieszczający się sznureczek turystów.

Po drodze mija się kilka innych gorących źródełek. Nad łączką snuje się chmura z pary wodnej.

DSC_0340.JPG

Jeśli ktoś jest zapobiegliwy, może w takim mniejszym „kociołku” - źródełku z gorącą wodą, w drucianym koszyczku ugotować sobie jajeczka (oczywiście kurzęce).

DSC_0317.JPG

Gejzer ogrodzony jest taśmą i wianuszkiem ciekawskich widowiska.

DSC_0319.JPG

Pośrodku kilkunastometrowego placyku jest zagłębienie wypełnione pulsującą wodą.

Tworzy się bąbel, zapada, znowu uwypukla i znowu zapada, aż wodny bąbel zapada się bardziej niż zwykle i wtedy … .

I wtedy przez dziurę w ziemi uwalnia się nadmiar ciśnienia, wyrzucający wysoki na kilka metrów słup wody.

DSC_0329.JPG

Zwykle następują po tym okrzyki radości i historia się powtarza.

Gdy podziwiamy pulsujacą wodę w dziurze w ziemi, nad naszymi głowami lata śmigłowiec.

Gdy już wracamy w kierunku parkingu mijamy pilota i jego pasażerów.

Powiało luksusem.

Było go naprawdę czuć. Takie niewymuszone, nie silące się na pokaz bogactwo.

Przy gejzerze powstała miejscowość turystyczna Gejsir.

DSC_0337.JPG

Nastawiona na obsługę masowego turysty.

Przepełniony kemping z mnóstwem kamperów i przyczep kempingowych, hotele (ceny wybitnie nieprzyjazne) i stacją benzynową – niestety przystacyjny sklep oferuje tylko souveniry – nie ma spożywki.

DSC_0359.JPG

Turystowozy.

DSC_0361.JPG

Robimy rekonesans w hetelach i jedziemy dalej.

Około 500 metrów za gejzerem, po prawej stronie jest noclegownia. Ale nie dogadaliśmy się z nimi – jakieś abstrakcyjne ceny.

Jedziemy dalej w kierunku wodospadu.

Dosłownie po paru kilometrach (2?) po lewej stronie jest stadnina koni z pokojami do wynajęcia.

DSC_0425.JPG

Skręcamy.

Na spotkanie wychodzi …… .

Widać, ze dziewczyna dużo czasu spędza w siodle na świeżym powietrzu i ma kondycję. Błyskawiczne negocjacje i szybko dobijamy targu.

Jeszcze tylko popatrzyła na nas i orzekającym tonem zapytała „ Oczywiście dwa oddzielne łóżka?”. Dwóch facetów na pomarańczowych motocyklach, to może budzić pewne skojarzenia.

Do tej pory nie pomyśleliśmy o tym w ten sposób.

Pokoje do wynajęcia znajdują się w przebudowanej stajni.

Pokoiki niewielkie (były też większe, wielołóżkowe), kilka węzłów sanitarnych, jedna świetlica, ale bez kuchenki.

Czysto i schludnie, a do tego ciekawa aranżacja wnętrza.

DSC_0406.JPG

DSC_0407.JPG

DSC_0402.JPG

DSC_0410.JPG

DSC_0423.JPG

DSC_0419.JPG

Zostawiamy kasę za pokój i ponieważ jeszcze nie jest za późno a my jesteśmy niedojeżdżeni – jedziemy do pobliskiego wodospadu Gullfoss.

DSC_0362.JPG

Daleko nie musieliśmy jechać, raptem parę kilometrów.

Znowu są dwa parkingi. Większy, przy centrum turystycznym, na górze. Drewnianymi schodkami schodzi się ze skarpy na poziom dolnego parkingu, a dalej ścieżką wzdłuż rzeki do wodospadu.

DSC_0370.JPG

DSC_0374.JPG

Do tej pory byliśmy na sucho, po przejściu ścieżką do wodospadu – było już na mokro.

Wielki, potężny wodny żywioł.

Można podejść na skalna półkę- do samej krawędzi wodospadu.

Ciekawe, że wodospad leży na prywatnej ziemi. Jeden z poprzednich właścicieli miał w planach zbudować w tym miejscu tamę i zlikwidować wodospad. Ale jedna z jego córek, zaszantażowała ojca. Że jeśli podejmie decyzję o zburzeniu wodospadu, to ona przedtem popełni samobójstwo skacząc w nurt rzeki.

Mokrzy, z poczuciem spełnionego obowiązku udaliśmy się do stadniny na nocleg.

Przejechane 224km

https://www.google.pl/maps/dir/64.5672943,-21.988716/64.6747133,-21.6666793/64.7134562,-20.833435/64.3605774,-21.0001182/%C3%9Eingvellir/64.3132253,-20.2858842/64.314248,-20.1513885/@64.4467395,-21.3324188,9z/data=!4m19!4m18!1m0!1m0!1m5!3m4!1m2!1d-20.8659132!2d64.5341098!3s0x48d423651465ac1d:0x99cb08f04754a5ee!1m0!1m5!1m1!1s0x0:0x7b12e3a7b1a1e85!2m2!1d-21.079623!2d64.266283!1m0!1m0!3e0

  • Like 7

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

27.06.2014 Piątunio

Poprzedniego wieczoru pojeździliśmy palcami po mapie i wyszło nam, ze trzeba nam jechać kolejną, tym razem dłuższą drogą „interioru dla każdego”.

Podczas wieczornych obserwacji przez okno – obczailiśmy, że z okien mamy widok na gejzer.

Naszą uwagę przyciągnęła również pusta łąka naprzeciwko z jakimiś dziwnymi słupkami.

DSC_0424.JPG

Teza, że są to słupki ze skrzynką pocztową upadła.

Po cholerę komuś na polu kilkadziesiąt skrzynek na listy.

Ciekawość przeważyła.

Łąka była przygotowana pod kemping, a owe „skrzynki na listy” były pojemnikami z doprowadzonym prądem elektrycznym.

Przejeżdżamy obok zwiedzanego wczoraj wodospadu i grzejemy dalej.

„Duży interior” jest taki sam jak ten „dla ubogich”, tylko dłuższy i więcej widoków.

Pierwsze 18 km asfaltem, później szuter, momentami nieco kamienisty.

Po 80 km jest „Dolina gorących źródeł”.

Następne 114km do Blonduos (najbliższa stacja benzynowa przy 1) – ostatnie 24km asfaltem.

DSC_0427.JPG

DSC_0434.JPG

DSC_0436.JPG

DSC_0437.JPG

DSC_0440.JPG

DSC_0442.JPG

DSC_0448.JPG

DSC_0452.JPG

DSC_0455.JPG

DSC_0457.JPG

DSC_0464.JPG

DSC_0474.JPG

DSC_0479.JPG

DSC_0487.JPG

DSC_0488.JPG

DSC_0493.JPG

DSC_0497.JPG

DSC_0498.JPG

DSC_0502.JPG

DSC_0519.JPG

DSC_0526.JPG

DSC_0542.JPGDSC_0552.JPG

DSC_0557.JPG

DSC_0571.JPG

DSC_0576.JPG

DSC_0581.JPG

DSC_0587.JPG

DSC_0594.JPG

DSC_0602.JPG

DSC_0606.JPG

DSC_0610.JPG

Planowaliśmy w połowie drogi odbić w bok na jeden z opisanych w przewodniku i zaznaczonych na mapie kempingów.

Przy drodze stoją, kierujące na poszczególne kempingi, tablice informacyjne.

Marudni jesteśmy, każdemu czegoś brakuje.

Jedziemy więc dalej, robiąc co jakiś czas przerwy na fotki.

DSC_0612.JPG

DSC_0617.JPG

DSC_0618.JPG

DSC_0621.JPG

DSC_0626.JPG

DSC_0630.JPG

DSC_0644.JPG

W punkcie widokowym robimy popas, kawka, jedzonko, fotki. Nawinął się Niemiec na Trampku. Załapał się na kawę i kabanosy. Udzieliliśmy kilku niewątpliwie bezcennych wskazówek odnośnie drogi i rozjechaliśmy się każdy w swoim kierunku.

DSC_0665.JPG

DSC_0685.JPG

Zmiana krajobrazu i kolorów oznacza,ze wyjeżdzamy z interioru.

DSC_0713.JPG

DSC_0717.JPG

Dojechaliśmy do 1.

  • Like 9

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Przemknęliśmy przez interior jakoś tak nie wiadomo kiedy.

Wyjechaliśmy rano, w dalszym ciągu jest przed południem, a my znowu wylądowaliśmy na północnym brzegu wyspy.

Skręcamy w lewo i jedziemy w kierunku na Reykjawik.

Tradycyjne tankowanie wypadło nam w Blonduos, gdzie zjechaliśmy w kierunku dużej wody poszukać miejsca do łapania ryb.

Jadąc wzdłuż nabrzeża, w oddali dostrzegamy idealne miejsce. Stary opuszczony port którego falochrony wychodzą w głąb zatoki.

DSC_0720.JPG

O tym, ze miejscówka jest dobra utwierdza nas obecność miejscowych dzieci (10-12lat), które łapią ryby. To znaczy z czwórki łapie tylko jeden, reszta raczej się obdzyndala. Dzieciak super połowów nie ma, ale co jakiś czas coś tam wyciąga z wody.

Uzbrajamy nasz sprzęt.

I kicha.

U mnie zaraz na początku, dosłownie „w rękach” rozleciał się kołowrotek.

Skutecznie. Poszedł na śmieci.

Z multiplikatorem jednak mi jakoś nie po drodze. Albo niedoloty, albo splątana linka.

Po godzinie rozplątywania żyłki mam już dość takiego łapania. Przemkowi też coś dzisiaj nie dopisuje.

Jak niepyszni zwijamy bambetle.

Dobijają nas dzieciaki, które proponują że sprzedadzą nam swoje ryby.

Honorowo odmawiamy.

Nie!

Nie potrzebujemy.

My tylko tak.

Dla sportu.

Dla zabicia czasu.

Chyba nie do końca nam uwierzyli.

DSC_0722.JPG

DSC_0724.JPG

Przejeżdżając przez miasteczko, zatrzymujemy się na chwilę przy banku i kupujemy pieniążki.

Okazuje się, że w bankach faktycznie jest kawa za free.

Jedziemy znanym nam już odcinkiem 1 w kierunku Reykjawiku.

Widać, ze zbliża się wolne. Na drodze wyraźnie większy ruch.

Dojeżdżamy w końcu do miejsca, w którym wczoraj rano skręciliśmy z 1 na 50.

Wczorajszego ranka widzieliśmy tam kilka miejsc z parą buchająca prosto z ziemi. Znak, ze tu muszą być gorące źródła.

Wczoraj wydawało nam się, że są i miejsca kempingowe i gorące źródła. Przy bliższych oględzinach, okazało się, że gorące źródła są w rowach, a noclegownia jest jedna, ale jakaś taka dziwna.

Skręciliśmy w bok i zatrzymaliśmy się na płatnym polu namiotowym, obok którego są gorące źródła.

Tyle że w rowie melioracyjnym. Miejscowy, wiejski basen owszem jest, tyle że nieczynny.

Zaleta jest taka, ze właściciel kempingu prowadzi sklep, więc mamy co jeść.

Cena za nocleg 1000pieniążków/osobę.

Prysznice z ciepłą wodą gratis.

Ale koedukacyjne.

Nigdy nie wiadomo, co się komu trafi.

Brunetka, blondynka, ruda,

czy łysy.

DSC_0730.JPG

DSC_0738.JPG

DSC_0731.JPG

Przejechane GPS 399

KTM 415km

https://www.google.pl/maps/dir/64.3132253,-20.2858842/64.314248,-20.1513885/65.0828772,-19.6346663/65.5240574,-19.8678039/64.6742214,-21.6666435/64.6957281,-21.4077781/64.6581721,-21.3984226/@65.0065329,-21.5783237,8z/data=!4m2!4m1!3e0

  • Like 12

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Kurde, fajnie tam! Cza tam jechać! Kiedys...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

mguzzi świetna relacja i zdjęcia - byłem w 2015 ale w 4x4.. jak widziałem motocyklistów to przez 15 minut im zazdrościłem przez kolejne 15 min myślałem.. ku**a twardziele (w myśl powiedzenia "Nie podoba Ci się pogoda na Islandii? poczekaj 15 minut":)

Na pewno warto odwiedzić - piękne widoki, drogi które dają mnóstwo adrenaliny, pare fotek w puszce tutaj - ku zachęcie.

21190040372_b8f3472e8e.jpg

Wygooglowany film rodzimej produkcji (dla tych jeszcze nie przekonanych) :)

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

mguzzi świetna relacja i zdjęcia - byłem w 2015 ale w 4x4.. jak widziałem motocyklistów to przez 15 minut im zazdrościłem przez kolejne 15 min myślałem.. ku**a twardziele (w myśl powiedzenia "Nie podoba Ci się pogoda na Islandii? poczekaj 15 minut" :)

Na pewno warto odwiedzić - piękne widoki, drogi które dają mnóstwo adrenaliny, pare fotek w puszce tutaj - ku zachęcie.

21190040372_b8f3472e8e.jpg

Wygooglowany film rodzimej produkcji (dla tych jeszcze nie przekonanych) :)

No fotki niezłe całkiem, szkoda że tam tak mokro ;-)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

"I niech nie będzie, że na Islandii cały czas pada.

Na przykład, w drugim tygodniu naszego pobytu, padało tylko dwa razy.

Pierwszy raz przez trzy dni.

Drugi raz przez cztery."

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

28.06.2014 Sobota

Na dzisiejszy dzień wypada nam południowo zachodnia część wyspy ze stolicą i polecaną przez znajomych i przewodniki „błekitną laguną”.

Trochę nam szkoda interioru, dlatego tak zaplanowaliśmy trasę, żeby go jeszcze troszkę zahaczyć.

Drogą nr 52, wiodącą przez malowniczą dolinę wzdłuż strumienia, przebiliśmy się do „małego interioru dla ubogich - początkujących”, którym jechaliśmy kilka dni temu.

DSC_0739.JPG

DSC_0741.JPG

DSC_0749.JPG

DSC_0750.JPG

DSC_0757.JPG

DSC_0751.JPG

DSC_0758.JPG

DSC_0775.JPG

DSC_0773.JPG

DSC_0795.JPG

DSC_0803.JPG

Tym razem, przy słonecznej pogodzie, droga ta wyglądała zupełnie inaczej.

Nie była posępna i surowa. Znane nam już krajobrazy były ciepłe, pogodne i przyjazne.

Ta sama droga i widoki, z powodu słonecznej pogody nabrały zupełnie innego charakteru.

Tak jak sobie poprzednio obiecałem, na przełęczy, na zakręcie, przed zjazdem do Pingeltonu zatrzymałem się na fotkę.

Przemo troszkę marudził (zresztą słusznie), że miejsce troszkę niebezpieczne na zatrzymywanie (przełęcz, zakręt, ograniczenie widoczności, niewiele miejsca na dzikim parkingu), ale szybko cyknąłem fotkę i możemy jechać dalej.

DSC_0825.JPG

DSC_0814.JPG

Tradycyjnie uważany na serpentynach w dół na konie.

Tym razem olewamy Pingeton i asfaltem jedziemy na stolicę.

Edytowane przez mguzzi
  • Like 5

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Tym razem olewamy Pingeton i asfaltem jedziemy na stolicę.

DSC_0828.JPG

DSC_0846.JPG

Po drodze zatrzymujemy się na chwilę na punkcie widokowym, niestety skażonym kopczykami z kamieni.

DSC_0843.JPG

DSC_0847.JPG

Sklepy ze świnką oferują najtańsze "korytko" na wyspie.

DSC_0848.JPG

Na „liście życzeń” Przemka był Reykjawik z białym „domem pokoju” w którym Gorbaczow z Reganem prowadzili rozmowy rozbrojeniowo-pokojowe. Przemek, żeby mnie zachęcić, wspomina o pomniku - wielkim szkielecie wieloryba na brzegu zatoki.

Skutecznie mnie zaciekawił, chcę wieloryba.

Przed Reykjawikiem wjeżdżamy na dwupasmówkę, która przechodzi w obwodnicę miasta, później prowadzi do lotniska.

Na czuja zjeżdżamy z niej na inną dwupasmówkę prowadzącą wzdłuż zatoki i dojeżdżamy bez pudła pod sam biały domek.

Stoi samotnie na skraju placu z widokiem na panoramę zatoki. Wszystkie pozostałe budynki wokół placu to same banki. Od razu widać, na „której półce stoją słoiki z konfiturą”.

Jest sobota, pusto, nie ma żadnego problemu z parkingiem. Sam budynek jest zamknięty.

DSC_0850.JPG

DSC_0854.JPG

DSC_0863.JPG

DSC_0874.JPG

DSC_0851.JPG

Nie niepokojeni przez nikogo robimy sesję fotograficzną, po której jedziemy szukać szkieletu wieloryba.

DSC_0876.JPG

Daleko nie musieliśmy jechać, zaledwie kilkaset metrów wzdłuż nabrzeża w kierunku zachodnim(?).

Na miejscu znacznie więcej ludzi, trafiliśmy na zmieniające się wycieczki.

Przy bliższych oględzinach, okazało się, że pomnik mający wyobrażać „szkielet wieloryba” okazał się być pomnikiem wyobrażającym szkielet ale łodzi vikingów.

DSC_0888.JPG

DSC_0923.JPG

Wycieczka z Polski

DSC_0917.JPG

Bunkrów nie było, ale też było fajnie i poczułem się usatysfakcjonowany. Ponieważ „zaliczyliśmy” obydwa interesujące nas w stolicy miejsca, jedziemy przez miasto „na skośkę” w kierunku dwupasmówki, na której skręcamy w kierunku lotniska.

  • Like 5

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

W okolicy lotniska odbijamy w bok na południe. Chcemy objechać półwysep i doturlać się do bardzo mocno reklamowanej i polecanej „błękitnej laguny”. Znowu jedziemy drogą wzdłuż wybrzeża.

Na chwilę zatrzymujemy się na dzikim parkingu po prawej stronie.

DSC_0933.JPG

Okazuje się, że w pobliżu są formacje skalne i siedliska ptaków. Postanawiamy zignorować jedne i drugie.

Tu też były krety - olbrzymy

DSC_0938.JPG

Następny postój kilka kilometrów dalej na dużym parkingu po lewej stronie drogi.

Przechodzimy z niego do niewielkiego jaru przez który przerzucona jest kładka dla pieszych. Pośrodku której namalowana jest umowna granica. Przyjmuje się, że ten jar (rozpadlina, dolinka, itd.) jest granicą „pomiędzy płytami tektonicznymi Eurazji a Amerykami”.

DSC_0942.JPG

DSC_0943.JPG

Stajemy więc jedną nogą w Europie, a drugą w Ameryce.

DSC_0949.JPG

Później kilkakrotnie z „szybkością nadświetlną” skaczemy pomiędzy Europą a Ameryką. Niestety nie zaobserwowaliśmy przy tym „zjawiska mijanych gwiazd” (gwiezdne wojny, jazda w nocy przy padającym śniegu).

Rozczarowani wracamy do motorków i jedziemy dalej.

Objechaliśmy półwysep bardzo malowniczą drogą. Z prawej strony ocean, z lewej dziwne twory uformowane przez zastygniętą lawę. Najefektowniej wyglądała tam, gdzie była porośnięta na bogato przez porosty i mech.

DSC_0002.JPG

Z głównej drogi skręcamy w lewo, drogowskazy kierują nas na „błękitną lagunę”.

DSC_0941.JPG

Jedziemy teraz przez wielokilometrowe pole lawy porośniętej mchem. Jednocześnie z pewnym niedowierzaniem i zaskoczeniem widzimy, że droga powadzi nas w kierunku wyrastających z jakiejś fabryki kominów.

DSC_0010.JPG

Na parkingu przed „błekitną laguną” dopada nas brutalna prawda.

DSC_0964.JPG

Cała ta „błękitna laguna” to jedna wielka mistyfikacja i oszustwo.

Mianowicie, jest jakaś fabryka, w której wykorzystywane są wody goetermalne. Po wykorzystaniu ich w fabryce wylewane są do rozległej niecki – zagłębienia w gruncie - takie malutkie jeziorko.

DSC_0970.JPG

Ciepła pofabryczna woda z powodu dużej zawartości soli mineralnych i innej chemii zabarwia białym osadem skały wulkaniczne. Przy świecącym słońcu można się w odcieniu wody dopatrzeć błękitu.

DSC_0974.JPG

Część wody jest odgrodzona, wejście na teren za sowitą opłatą.

Przemo jest tak zniesmaczony, że odmawia nawet zejścia z motocykla.

Ja uznałem, że skoro już tu dojechałem to,

nie - nic z tych rzeczy,

nie znalazłem w sobie aż tyle wiary, żeby za dość dużą opłatą wejść na rozlewisko pofabrycznych odpadów,

doczłapałem jedynie do budynku wejścia na teren „kąpieliska – laguny” i zrobiłem kilka fotek „dzikiej części laguny”.

DSC_0969.JPG

Na parkingu wypatrzyliśmy kilka zakutych w kufry dużych Geesów, jak się okazało z wypożyczalni w Reykjawiku.

Co warto zobaczyć/odwiedzić w okolicy?

Po pierwsze obrośniętą mchem lawę –„po horyzont”, trzeba przy tym przymknąć oko na fabryczkę, kominy i rury ciągnące się w kierunku fabryki.

DSC_0983.JPG

DSC_0004.JPG

Po drugie, tuż przy parkingu „błękitnego rozlewiska odpadów pofabrycznych” jest budynek szatnia z przyzwoitymi toaletami – obydwaj sprawdziliśmy, godne polecenia.

  • Like 6

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Po zwiedzaniu wracamy znanym nam odcinkiem w kierunku oceanu i kontynuujemy podróż drogą 427.

Jedziemy wzdłuż wybrzeża w kierunku wschodnim.

Teren jest bardziej urozmaicony, pojawiają się wzgórza, które przechodzą w niewielki klif.

DSC_0040.JPG

DSC_0052.JPG

Mijamy parkę na rowerach na których dumnie powiewa biało czerwona.

Zawracamy.

Cykliści dopiero wystartowali z Reykjawiku, niczego od nas nie potrzebują, są żądni drogi, chcą jechać dalej.

Życzymy miłej drogi i fajnych wakacji.

My też jedziemy dalej, droga wyśmienita, widoki wyśnione, świeci słońce.

DSC_0075.JPG

DSC_0084.JPG

DSC_0095.JPG

DSC_0073.JPG

W tych pięknych okolicznościach przyrody skręcamy w kierunku miasteczka - Borlakshofn.

Cel: tankowanie, łapanie kolacji, inne zakupy.

Na łapanie kolacji zajechaliśmy do rozległego portu.

Dostrzegamy, że po drugiej stronie ktoś łapie ryby.

Nikt niczego nie pilnuje, żadnych zakazów. Przejeżdżamy do tego Ktosia na nabrzeże.

Ktosiem okazuje się czworo azjatów. Trzech mężczyzn i kobieta. Dwóch mężczyzn łapie ryby. Jeden zdejmuje je z haczyka, kobieta patroszy i wrzuca ryby do pojemników.

Ryby same płaskie, przypominają nasze duże flądry. Przemo szykuje sprzęt, ja podpytuję azjatów. Twierdzą, że łapią halibuty. Według mnie byli w błędzie, ale uprzejmie przytakuję z uznaniem głową.

Klasyczne łapanie z toni nie przynosi nam oczekiwanych rezultatów.

Prawdę mówiąc nie mamy żadnych wyników, kicha, nic nie mamy.

Przechodzimy na technikę podpatrzoną u azjatów - zmodyfikowaną do naszych możliwości sprzętowych.

Łapiemy na gołą blachę z gruntu.

Nie mamy tak spektakularnych sukcesów jak nasi sąsiedzi (oni zakładają na haczyk kawałki złapanych poprzednio ryb, my możemy to zastosować dopiero po złapaniu pierwszej ryby).

Azjaci po zapełnieniu rybami kilku wielkich pojemników, wrzucili je do CRVki i odjechali. |My jeszcze przez chwilę zostaliśmy.

Na nabrzeżu stał jakiś kuter. Facet z kutra dziwnie na nas patrzył, ale nic nie mówił, nie komentował. Po prostu popatrzył i zajął się swoją robotą.

Ryb mieliśmy tyle ile potrzebowaliśmy.

DSC_0103.JPG

Przemo mający już dalsze plany co do złapanych ryb, zaczął je oprawiać.

Później zebraliśmy się na konsylium.

Wszystkie złapane przez nas ryby miały pasożyty.

W dużej ilości.

Po tym co widzieliśmy, nawet po obróbce termicznej, nie bylibyśmy w stanie ich skonsumować.

Ryby i ich pasożyty wróciły do wody.

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wracając z portu przejeżdżaliśmy przez miasteczko. Zatrzymaliśmy się przy sklepie, zatankowaliśmy i kupiliśmy coś do jedzenia.

Wyjeżdżając z miasteczka załapiemy się do kolumny tubylców -czoperowców. Chwilę z nimi pojechaliśmy. Na rozstaju dróg oni skręcili na Reykjawik, my na wschód.

Po minięciu skrętu w drogę nr 39 (prowadzącą do Reykjawiku) teren się nieznacznie wypłaszczył i po lewej stromie mijamy urocze rozlewisko.

DSC_0109.JPG

DSC_0111.JPG

Miejsce na nocleg wypadło nam w Eyarbakki.

Znaki wskazywały, że jeden kemping jest w Miście, drugi poza miastem.

Wylądowaliśmy na tym za miastem. Budynek łazienkotoalety z prądem i ciepłą wodą ogólnodostępny – teoretycznie płate 1000 pieniążków, ale nikt się po kasę nie zjawił, puszki na pieniążki też nie było.

Namioty rozbiliśmy na trawce za wałem ziemnym oddzielającym nas od plaży i oceanu.

DSC_0121.JPG

Pojawiły się Przemka ulubione „świergolące” całą noc ptaszki.

DSC_0163.JPG

DSC_0165.JPG

Nocne widoki

DSC_0134.JPG

DSC_0143.JPG

DSC_0157.JPG

DSC_0154.JPG

DSC_0161.JPG

DSC_0173.JPG

DSC_0128.JPG

DSC_0129.JPG

DSC_0175.JPG

DSC_0177.JPG

Przejechane GPS 309km

DSC_0123.JPG

https://www.google.pl/maps/dir/64.6093669,-21.5496562/64.3605774,-21.0001182/64.2782397,-21.0988923/S%C3%B3lfar/63.9336891,-22.6765633/63.8198186,-22.5907439/Eyrarbakki/@64.208808,-22.7297431,8z/data=!4m19!4m18!1m0!1m0!1m0!1m5!1m1!1s0x0:0xd87b3a7b999ca6a8!2m2!1d-21.9222878!2d64.14761!1m0!1m0!1m5!1m1!1s0x48d65cf773cb164f:0xd7722c5d0edad591!2m2!1d-21.1444476!2d63.8635879!3e0

  • Like 6

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz

×