Skocz do zawartości

Piotreo

Użytkownik
  • Zawartość

    680
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

420 Excellent

O Piotreo

  • Tytuł
    Oreo

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja:
    Varsovie
  • Motocykl
    G650GS (Weasel)
  • Przebieg
    Rośnie

Ostatnie wizyty

841 wyświetleń profilu
  1. Może być trudno znaleźć nówki w tej cenie... Powiem co ja zrobiłem - dokupiłem stelaże do kufrów bocznych od F650 ( mam G650) ale pasowały. Używany możesz trafić za ok 300, trzeba poszukać. Stelaż w systemie Monokey. Najtańsze kufry sztywne (nówki) jakie można znaleźć w sieci dla Monokey to Kappa K 22. Cena około 450- 500 za komplet. Reasumując : stelaż + kufry za mniej więcej 800 zeta +/-. Pozostaje życzyć powodzenia ! Wysłano na Berdyczów...
  2. Piotreo

    Witajcie

    Cześć
  3. Piotreo

    witam cześć

    Cześć nowy Adamie Słodowy
  4. Piotreo

    cześć

    Cześć Wysłano na Berdyczów...
  5. Piotreo

    Bezpieczeństwo, Niebezpieczne sytuacje

    Omg, @Centrino chłopie zdrowiej. Niech z każdym dniem "paszcza Twa" coraz bardziej jaśnieje
  6. Piotreo

    Witam !

    Cześć
  7. Piotreo

    Witam Forumowiczów

    Cześć
  8. Piotreo

    Kampania bałkańska...

    Wiem Przemo, na jutro jestem umówiony. Okaże się.
  9. Piotreo

    Cześć i czołem

    Cześć
  10. Piotreo

    Kampania bałkańska...

    Bodku, jak dla mnie to słaby temat do żartów, tym bardziej że boląca noga wciąż dokucza. A odpowiadając na Twoje pytanie: NIE, nie zgłaszałem szkody. Nie będzie zatem żadnej kasy.
  11. Piotreo

    Kampania bałkańska...

    Epilog: W 6 motocykli przejechaliśmy ponad 4200 km. Trasa wiodła z Polski przez Czechy, Austrię, Słowenię, Chorwację, Bośnię i Hercegowinę, Czarnogórę, Serbię, Węgry, Słowację i Polskę. Dzięki przejechanym kilometrom zebraliśmy ponad 25.000 złotych na rzecz Fundacji Ratownictwa Motocyklowego (więcej info tutaj https://www.unilink.pl/otworz_strone/uniblog-motomajowka-2018-z-unilink-relacja). Obyśmy nie musieli z tego korzystać... I na koniec: Bartek, Krzysztof, Marek, Michał i Robert - BARDZO, BARDZO DZIĘKUJĘ ZA SUPER PRZYGODĘ Było zajebiście !
  12. Piotreo

    Witam

    Cześć
  13. Piotreo

    Kampania bałkańska...

    No cośtam zrobiłem. Kiedyśtam
  14. Piotreo

    Kampania bałkańska...

    Rano lecimy w stronę Żabljaka. Dróżki wąskie i kręte. Na jednej z nich, na piachu miałem uślizg tylnego koła. Instynktownie podparłem się lewą nogą, którą wygieło w drugą stronę. Żeby nie buty (Falco Avantur), chyba wróciłbym w gipsie. Do dzisiaj kuleję... Docieramy do Żabljaka i jedziemy dalej w dolinę rzeki Tary... (most pewnie Wam znany) : Przejażdzka wzdłuż rzeki. Kierujemy się w stronę Sarajewa. W deszczu wjeżdzamy do miasta. Przemoczeni docieramy do hotelu (hotel Bosnia, przywoity z parkingiem zamykanym). Nie miałem siły na wieczorny spacer. Idę spać. Dopiero rano rundka po okolicy. Po śniadaniu jedziemy zobaczyć Aleję Snajperów (słynną ulicę śmierci w oblężonym mieście) Z Sarajewa jedziemy do Srebrenicy. Kolejne miejsce gdzie zginęło niepotrzebnie wielu ludzi. Wszyscy jesteśmy przygnębieni: Zamordowano tam w okolicznych lasach 8372 osoby. Straszne Z Srebrenicy kierujemy się pomału w stronę granicy z Serbią. Taki postój na popas przy drodze... Pod wieczór docieramy do miejscowości Valjevo. Nocleg w hotelu Grand, który czasy świetności miał dawno za sobą... Kolacja i spacerek po okolicy: Lulu. A rano cięgiem w stronę Wegier i okolic Budapesztu. Już na Węgrzech lunch w miejcowości Kecsem (czy jakoś tak). Po obiadku lecimy w stronę Budapesztu. Korki na obwodnicy, nie wjeżdzamy do miasta, tylko szukamy miejsca w jakimś sensownym motelu. W okolicach Vac, znaleźlismy miejscówkę nad samym Dunajem. Hotel Camelot. Pożegnalna kolacja w pięknych okolicznościach przyrody: W sobotę rano nasze drogi się rozdzielają. Ruszam samotnie w stronę Warszawy. Po 750 km, wiaderku kawy. tysiącach samochodów stojących w korkach docieram do domu. Zmęczony, ale z bananem na gębie. I żyli długo i szczęśliwie K-O-N-I-E-C ps. Wkrótce epilog i podsumowanie
  15. Piotreo

    Kampania bałkańska...

    Mała dygresja : Jeszcze zanim dotarliśmy do Livna po drodze, na autrostradzie taka sytuacja: Okazało się, że... odbywał się amatorski wyścig kolarski. Częściowo po autostradzie Po jakiejś pół godzinie postoju w słońcu zdecydowaliśmy się zjechać w boczne drogi. Tak więc rano z Livna ruszamy w stronę Czarnogóry. Drogi coraz bardziej kręte, widoki coraz piekniejsze: Oczywiście nie zapomnieliśmy o popołudniowej kawie Kafejka przy stacji paliw pełna palaczy, zażyczyliśmy sobię kaffkę na zewnątrz. Voila Docieramy w końcu do Kotoru w Czarnogórze. Kraj, który najbardziej mi się podobał w trakcie Naszej wyprawy: Idziemy spać. Następnego dnia ruszamy na "agrafki" Kotoru i dalej w stronę gór Durmitor. Drogi kręte jak makaron. A widoki, cóż - sami zobaczcie I Wasz "hero"... Lecimy w stronę Durmitoru. Jakiś postój po drodze i obowiązkowy "food porn" Porcja nie do przejedzenia. No i pycha ! Docieramy w okolice Narodowego Parku Durmitor. Cóż, widoki zapierające dech w piersiach. Jesli kiedykolwiek, ktokolwiek zaproponuje Wam wyjazd w tamtą stronę. RZUĆCIE WSZYSTKO I JEDŹCIE. WARTO !!! Okazało się, że droga jest nieprzejezdna (zresztą nie tylko my tak mieliśmy w tym czasie). Nawrotka i zatrzymujemy się po drodze w Eko Sielo Durmitor. Cudna agroturystyka (?), klimatycznie położona. Przepyszne i tanie żarcie. Z tego co wiem, miejsce oblegane. Decydujemy się na nocleg. Zanim podali kolację, zrzuciłem bagaże i hop w teren (wiem, wiem - park narodowy, ale wybaczcie ekolodzy wszelkiej maści, nie mogłem się powstrzymać)... Dla takich chwil warto żyć Jak to chłopaki stwierdzili po moim powrocie - widać było szczęście na mojej gębie... Kolacja i spanko: Spałem w domku KTM (najbliżej drogi). Obok, domek oblepiony wlepkami. Nasza na samym dole ( Aaa, i Doodek tam był ) :
×