Leaderboard


Popular Content

Showing most liked content since 21.08.2017 in all areas

  1. 27 likes
    Kontynuujemy tradycję świadczenia zaufanych usług, nie wchodzimy w żadne "dobre zmiany", nadal pozostajemy przy sprawdzonych układach: jedni jeżdżą i zwiedzają, drudzy relacjonują. Nasza dzielna pięcioosobowa grupa, odprowadzona przy honorowej asyście Krzysia spotkała się w Lublinie i pojechała na wyprawę "Bałkany 2017". 14/08 dotarli do Koszyc. Nocują w 7-osobowym apartamencie. Byli nawet w kościele i na wymarzonym piwku. Rano ruszają dalej. Szerokiej drogi! 15/08 - dla tych co czekają na wieści naszej drużyny: szczęśliwi i pełni energii przejechali trasę Koszyce - Timisora (Rumunia), ok. 500km. Motocykle wyeksploatowane jak kombajny na żniwach. Zasłyszane wiadomości z trasy: "gorąco", "boli tyłek", "jest super", "niech żałują ci co nie pojechali", "bolą uszy, bo kask gniecie", "Długiemu trzeba kupić krawat, bo człowiek w krawacie jest mniej awanturujący się", "jutro dojedziemy do Skopje", "Nie! Nie damy rady!" "damy w tą i z powrotem". Słowem - udany dzień, pełen wrażeń. Podsyłam zdjęcia pięknych i młodych Easy Riders i życzymy udanej wyprawy! 16/08 - Życie korespondenta to jednak nie jest eklerka z bitą śmietaną. Budzą człowieka w środku nocy, żeby przekazać, że mimo, że wczoraj przechwalali się, że dojadą do Skopje i to nawet tam i z powrotem w jeden dzień - jednak się nie sprawdziło. Tak więc dotarli tyko do Nisz (Serbia), wynajęli piękny apartament, ale jak chcieli włączyć fotorelację na messengerze to ja tylko ciemność widziałam, więc chyba w ramach oszczędności za światło nie zapłacili. Ogólnie jest to wyjazd o klimacie terapeutycznym, ponoć ciągle się kłócą i strasznie się z tego cieszą. Jutro mają dotrzeć do swojej Ziemi Obiecanej czyli Skopje, już zarezerwowali nocleg. Czekamy na dalsze opowieści. 17/08 - Moją pierwszą relację polubiło prawie 50 osób i myślę sobie, że lada moment odezwie się ktoś do mnie z informacją, że właśnie zostałam nominowana do nagrody Pulitzera i posypią się jakieś intratne propozycje zawodowe. I co tam, że inni pozostają w puchatych objęciach wakacji, ja tu rozwijam umiejętności, o których sama siebie nie podejrzewałam. Wracając do "szybkich i wściekłych" - dotarli do Skopje. Nie mogli znaleźć zarezerwowanego noclegu, bo numeracja budynków nie ma tam nic wspólnego z logiką, ale trafili gościa na skuterze co chciał sobie zrobić z nimi zdjęcie i spryciarze za fotkę kazali się zaprowadzić pod apartament. Tak więc nocują w wygodnych łóżkach, a nie pod chmurką. Skopje posiada olbrzymią ilość pomników, co widać na zdjęciach. Teraz siedzą i oglądają mapy planując trasę na jutro, na koniec Długi wykona kunsztowne orgiami z mapy, wypiją tyle co na drogę, słowem klawo jak cholera. Zazdrościmy i jedziemy z wami dalej, chociaż palcem po mapie. 18/08 - wiem, wiem, wszyscy czekacie na wieści od pięcioraczków motocyklowego entuzjazmu, dziś przejechali w upale ponad 400km. Obecnie są w Grecji, miejscowości nie byli wstanie wymówić (powodu nie znam), nocują na kempingu, a kemping jest ... uwaga! Z basenem! Upał, rozgwieżdżone niebo i chłodna woda w basenie. Ponoć na granicy słonko ich mocno przygrzało, dlatego pognali zmyć trudy podróży i .... odmoczyć odciski. Martusia bardzo chwaliła Jasinka, że ładną trasę wybrał, był czołowym i tak słodko, landrynkowo dziś podróżowali i ponoć już się tak nie kłócą, a wręcz wznoszą mury świątyni wzajemnego przywiązania i wspierania. Oh, how sweet! Jutro w planach przejazd do Albanii. A teraz pooglądajmy te lukrowane zdjęcia, bo następne mogą być już w innej barwie.
  2. 23 likes
    19/08 - Helloł! Helloł! Ludzie podróżnicy to mają jednak ciężkie życie: śniadanko, pływanie w basenie i ta adrenalina przed dalszą drogą. Wcale nie zazdrościmy! Wcale, a wcale! 20/08 - Jestem pewna, że nasz pięcioraczki jakimś sposobem zostały nakarmione inhibitorami zwrotnego wychwytu serotoniny i noradrenaliny, podejrzewam, że mogli to przyjąć w jakimś płynie, no chyba, że ktoś im to wkroił do sałatki. Odbieram sms, a tam cukier, miód i polewa czekoladowa z ekraniku się leje, palca od telefonu nie mogłam odkleić. Jest super, pięknie, rozkosznie, pluszowo...Ci którzy podpowiadali że na zdjęciach z Grecji widać Meteory - mieli rację. Z netu dowiedziałam się , że to "imponujące skalne ostańce zakończone prawosławnymi klasztorami". Informacja od naszej grupy: Meteory zachwyciły wszystkich i te ochy i achy i ta słodycz słowna. Przejechali do Albanii, są na campingu Moskato, nad samym morzem jest ekstremalnie rozkosznie, taplają się w cieplutkim morzu, dziś zostają na miejscu plażing, odpoczynek i rakija. Kochani podróżnicy jeśli to coś co na was tak działa jest w płynie to ja poproszę tego 2 butelki i to co najmniej takie 0,7l. 20/08 - Kolejne piętro świątyni wzajemnego przywiązania i wspierania wybudowane. Dziś pełen relaks: słońce, morze, żarełko, napoje wyskokowe i ekstremalne lenistwo. Jutro przejadą ok 200km nad jakieś albańskie jezioro i tam będą kontynuować tarzanie w puchatych objęciach wakacji. 21/ 08 - Dziś relacja wprost od uczestnika wyprawy od Marta Chaliburdabez żadnych moich ironicznych, zazdrosnych komentarzy: Jezioro Schoderskie. Rozbici. Zmęczeni. Zadowoleni. Pijemy wczorajszy zapas rakii. Wyjazd opóźniła burza w nocy. Pierwsza część podróży- wrażenia niesamowite. Wiraże, skręty, zakręty, luki i spirale. Podjazdy, wjazdy i zjazdy. Druga część - koszmar. Jazda albańskimi miastami to szczyt odwagi. Każdy jeździ jak chce i na pewno nie znają zasad ruchu drogowego.Podsumowanie. Oczy po pierwszej części - nakarmione. Po drugiej mus odpocząć dwa dni.Trafiliśmy kiedyś na camping- widmo na Litwie. Teraz mamy camping Hichkocka. Ptaki atakują nas mamy nadzieje, ze przeżyjemy;) Przyleciały po 18 i Wrzeszcza;))) 22/08 Sądzę, że nasza grupa walczy o nagrodę "Najbardziej Wkurzający Podróżnik Roku" im więcej irytacji oglądających tym notowania idą mocno w górę. Na przykład ja, siedzę w super nudnej pracy, 10h niewoli, co chwila ktoś podrzuca młotki intelektualne, szef ekscytujący się wydarzeniami dnia i cała grupa wtórujących klakierów trzęsących się na drabinie awansu, i nagle: chrum, chrum....chrum, chrum... - wszystkie zmysły naprężyłam, co to??? A to mój wyciszony, prywatny telefon! Spoglądam ukradkiem .... i skala wQwienia 90/100!Bo ja jestem kulturalną osobą i te 10 zostawiam sobie na nacieszenie oczu chwilą bolesnego zderzenia Jasinka ze słodką, landrynką rzeczywistości po urlopie. Jak wasze odczucia po obejrzeniu zdjęć? Dla wzmocnienia dodam, że to ich 9 dzień podróży, ale nie powiem ile jeszcze przed nimi. 24/08 - Po jednodniowej przerwie wszyscy mieli już nadzieję, że podróż pięcioraczków motocyklowego entuzjazmu- Bałkany 2017, dobiegła końca i że podróżnicy powrócili na łono ojczyzny i zaczęli pracować na wzrost krajowy PKB, co po tak długim wypoczynku będzie dla nas wszystkich natychmiast odczuwalne. Nie, nie, nie, nic z tego! Oni nadal wakacjują: wczoraj przejechali droga SH 20,wyjechali z Albanii dotarli do Czarnogóry, jechali przez kanion rzeki Tary. Widzieli most, ten który był głównym bohaterem w filmie" Komandosi z Navarony". Spali w Zabljaku (fajna nazwa), najwyżej położonej miejscowości Czarnogóry, było strasznie zimno i spali w dresach i kurtkach, a tak zmarzli przeokrutnie, kryształki lodu zwisały im z nosa. Dziś jechali po krętych drogach, cały czas w lewo, w prawo i znów w lewo i dojechali na wybrzeże Adriatyku, do miejscowości Kotor. Jechało sie pięknie, humory dopisują, Heheszki z nich, sami popatrzcie. Dziś Bartuś ma imieniny: życzymy mu puchatego, landrynkowego, słodkiego życia - jak wata cukrowa! Bartuś powiedział, że cieszy się, że piszę dla nich tę relację, bo oni już co raz gorzej słyszą, co raz gorzej widzą i nie pamiętają co było wczoraj- wniosek z tego taki: nie jedźmy na południe tam się ludzie strasznie szybko starzeją.
  3. 15 likes
    Niemcy chyba mało komu kojarzą się turystycznie. A szkoda. To wymarzony cel podróży, szczególnie dla tych, co lubią wszystko wiedzieć wcześniej i dokładnie planować. Każda atrakcja jest dokładnie opisana, ma swoją stronę www oraz ulotki w pięciu językach No i muszę się przyznać - mam takie wrodzone skrzywienie, że po prostu lubię ten kraj Kiedy więc pojawiło się pytanie „gdzie na długi weekend”, pomyślałam sobie o Niemczech. Rafa przekonałam obiecanką „będę Ci wszystko tłumaczyć na polski” oraz kolekcją starych motocykli. Oraz oczywiście górkami, za którymi wiecznie tęskni Padło na Saksonię, a dokładnie na pogranicze niemiecko-czeskie czyli Erzgebirge inaczej Krušnė Hory tudzież Góry Kruszcowe, o których nasłuchałam się na wykładach z mineralogii oraz geologii złożowej. Ale o tym już Rafowi nie mówiłam Do tego zupełnie przypadkiem tuż przed wyjazdem wpadła w moje ręce mapa „Aktrakcje turystczne w Saksonii” – po polsku, za darmo – i utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest tam co robić przez miesiąc. Samych zamków jest tam prawie 50! Jedziemy więc na saksy! (jeśli nie znacie tego powiedzenia – na saksy (głównie do Niemiec, ale i ogólnie na Zachód) jeździło się przed ’89 zarobić „prawdziwe” pieniądze. Wymawia się „zaksy” – ta jak „zaksen” czyli Sachsen/Saksonia) Niemcy to naród oszczędny, zatem my też podeszliśmy oszczędnie do wyjazdu i znaleźliśmy nocleg po stronie czeskiej, za to w cenie polskiej. Zresztą wioska Abertamy okazała się być poniemiecka, więc wielkiej różnicy nie było. Daleko nie mieliśmy – coś koło 350 km, trochę Niemcami, trochę Czechami. Na szczęście przestało padać tuż za polską granicą (ciekawe…). Pierwszy odcinek wzdłuż niemieckiego poligonu z polskimi tabliczkami „wstęp surowo wzbroniony” – ach, ci grzybiarze… Ciekawe, że po drugiej, polskiej stronie Nysy jest ogromny, „tajny” magazyn amunicji Pierwszy przystanek to zamek Stolpen na wschód od Drezna (51.048027, 14.083816). Zamek widoczny z daleka: Pewnie kojarzycie nazwisko hrabiny von Cosel. Ta kochanka polskiego (i saksońskiego) króla Augusta II Mocnego. Miała 36 lat, kiedy to znudzony nią król zamknął ją w twierdzy Stolpen. Na całe 49 lat – do śmierci. A teraz zamek reklamuje się hasłem „Stolpen. Już się nie uwolnisz”. Niemieckie poczucie humoru? Sam zamek liczy sobie około 800 lat. Góruje nad malutkim, sennym miasteczkiem, gdzie jedyna czynna knajpa była zarezerwowana na jakąś imprezę… Na rynku pomnik ze słupów bazaltowych, których w tej okolicy jest mnóstwo Co jest piękne w takich starych miasteczkach – ile widzicie reklam na budynkach?? Brama wjazdowa do zamku (z piaskowca): Dziedziniec dolny, ściany stanowią naturalne przedłużenie bazaltowych kolumn: a w ścianie kolumny pocięte na sześcioboczne plasterki (przepraszam, ale nie umiem w takich miejscach nie widzieć geologii ) od drugiej strony jak płotek: Dziedziniec górny: a do tego studnia o głębokości ponad 80 wykuta w bazalcie. Przez 4 górników, przez 28 lat. Gorzej, niż więzienie W lochach trochę rzeczy muzealnych, w tym całkiem przyjemna wystawa skał Podsumowując – dobrze wydane 6 EUR. Ale możecie się tam wybrać w swoje urodziny i będzie za darmo Wrzucamy na ruszt Kartoffelsalat i lecimy dalej. Może tam?
  4. 14 likes
    A więc skoro już podobno wszystko hula, uzupełniłem foty w poprzednich postach i czas napisać coś więcej. A więc dotarliśmy do miejscowości Bystry koło Giżycka w terminie zlotu na twierdzy Boyen który postanowiliśmy ominąć dlatego mieszkaliśmy obok. Po piątkowym deszczu który nas odprowadził cały weekend był piękny więc bez zawahania postanowiliśmy się ruszyć, słuchając naszego navitela. W sobotę zrobiliśmy lot na Stańczyki nie sprawdzając wcześniej trasy tylko słuchając nawigacji i było tak: I dotarli do wiaduktów: Jeszcze szybkie sprawdzenie okiem aparatu czy wyjazd się podoba: Stwierdzam, hm na pewno się podoba I przyszedł czas wracać, po drodze natrafiamy na miejscowość o pięknej nazwie więc szybka fota: i lecimy dalej, po drodze jeszcze jedno miejsce: i na tym ten dzień kończymy Przychodzi niedziela i plan: Mamerki + wilczy szaniec. A więc mamerki, moim zdaniem mocno komercyjne miejsce, dość droga wejściówka i tak naprawdę dwa bukry, jakaś imitacja ubota i wieża widokowa. Odczucia średnie. Jak się okazało ciekawsze bunkry były po drugiej stronie gdzie wstęp był właściwie wolny. A tak to wyglądało: Plus bunkry do których wejście było wolne: I lecimy dalej na wilczy szaniec, to miejsce uważam dużo ciekawsze. Oczywiście jest to moje odczucie, a w każdym z tych miejsc byłem po raz pierwszy. Szkoda że wilczy szaniec niestety odczuwa mijający czas, obecnie nie ma już wejścia do żadnego z bunkrów, wszystkie powoli się rozkładają, ale z drugiej strony można zobaczyć naturalne pozostałości, odczucia świetne. Pierwsza fota już na wejściu bo jakbym mógł nie zrobić sobie foty z pojazdem, działem lub karabinem: I idziemy oglądać: przy robieniu powyższej foty w oddali było słychać głos dziecka: "mamo a prawda że tam nie wolno wchodzić?" ok ok wiem, nie wolno, nie zauważyłem napisu Zainteresowanie mojej żonki bunkrami wyglądało tak że w pewnym momencie słyszę: "patrz a ja chcę zdjęcie tutaj" patrzę no i ok robię, najciekawsza rzecz którą zobaczyła na wilczym szańcu: Później wracamy, jeszcze wieczorny spacer po Giżycku: A następnego dnia uciekamy nad naszą polską wielką wodę
  5. 14 likes
    25-08 - w dzisiejszej relacji zobaczycie Państwo: imieninowe szaleństwa w Czarnogórskim Kotorze, przejazd w upale do Bośni i Hercegowiny, zakwaterowanie w owocowym, rajskim sadzie w Mostarze. Oraz uwaga! Uwaga! Po drodze spotkali dwóch chłopaków: Holendra i Nowozelandczyka, którzy jadą przez cały świat skuterami Vespami z lat 50-tych, chłopaki są w drodze od 11 tygodni i planują podróż na 2 lata. Nasze pięcioraczki dołączają do skuterów i szybko na żywo ich nie zobaczymy, ale jakich zdjęć się naoglądamy... uhuhu.... 26/08 - Wiem! Wiem! Wszyscy są już znudzeni, ile można drażnić przodowników pracy, którzy tylko na chwilę zaglądają na fb, to już ich 13 dzień podróży, więc w expressowym skrócie: dziś zwiedzali bajkowy Mostar w Bośni i Hercegowinie, upał, ponoć w mieście 40st. Nocują w sadzie, który już znamy z wczorajszych zdjęć, jutro w planach Medziugorie, ciekawe czy mają tam różańce z drzewa różańcowego. 27/08 - Dziś Telexpress, prowadząca: Marta Chaliburda Bośnia i Hercegowina, Chorwacja i znowu Bośnia i Hercegowina. Medjugorue, Jajce i Banja Luka. Upał nas nie opuszcza. Najpierw drużyna strażacka w gotowości. Potem gotowość w modlitwie. W Bania Luce gotowi z Zoranem- właścicielem hostelu - pić piwo "Jelen". Bania Luca z Zoranem w hostelu "Topić" - nie utopił, więc może "Topić" znaczy "to pić" - a to to tak! 29/08- wczoraj nie było relacji, bo nie mieli wifi, a dziś... Dziś u mnie w pracy była ewakuacja biura, a ja awansowałam na koordynatora ewakuacji (jak zwykle fucha charytatywna, jak i wiele moich pozostałych - ja królowa biznesu). Syreny wyją ioo! ioo! iooo! Ja w odblaskowej, stylowej kamizelce walczę o złote skrzydła ratownika, kieruję wszystkich na miejsce zbiórki, ratuję im życie, bo przecież spłoną żywym ogniem, a tu nagle.... chrum...chrum...chrum - już wiem, że to mój wyciszony dzwonek, który jakoś przez przypadek samoistnie mi się zmienił, może wtedy jak przysiadłam na torebce. Zaglądam, bo przecież co tam, że zgiełk, że połowa współpracowników zagubionych jak z serialu "Lost" i nie wie co ma ze sobą zrobić, ja chcę wiedzieć kto to i czego chce... No i sami popatrzcie...
  6. 14 likes
    Aaaa... takie tam... taptarapta
  7. 12 likes
    Z tego miejsca "lecim na szczecin", ale też nie tak od razu W pierwszej kolejności kierunek Łeba, lecimy a po drodze całkiem przypadkiem trafiamy na stolemy: Oczywiście najważniejsze żeby przybić żółwika: Po krótkim stopie lecimy dalej, niestety tego dnia również deszcz nas odprowadzał, trafiamy do Łeby, trochę zmoknięci więc pod wydmy podjeżdżamy melexem i mimo deszczu włazimy: Tego dnia jesteśmy umówieni z @Pszemo. Ustawiamy się w Koszalinie, ustawka idealna, na stację chyba BP jak pamiętam wjeżdżamy równocześnie. @Pszemo zabiera nas na wycieczkę do Kołobrzegu: Wieczorkiem walczymy przy grillu, a następnego dnia czas się zebrać i uciekać dalej: W tym miejscu jeszcze raz dziękuję za serdeczną gościnę Cdn.
  8. 11 likes
    a więc jadymy dalej z Białogardu ruszamy z zamiarem podróżowania blisko wybrzeża, a kierunek to Międzyzdroje Zatrzymujemy się na chwilę w Trzęsaczu, niby nie nastawialiśmy się że tam będziemy, ale skoro i tak przejeżdżaliśmy postanowiliśmy zatrzymać się na chwilę i rozejrzeć: i lecimy dalej, przed Międzyzdrojami trafiamy na punkt widokowy więc również robimy postój: docierając na miejsce trafiamy na: http://www.campingmiedzyzdroje.eu/ W naszym wspólnym odczuciu, najdroższy i najgorszy ze wszystkich na jakie trafiliśmy. Cały teren odnieśliśmy wrażenie że jest po jakichś starych budynkach, wszędzie kamienie i jakby pozostałości fundamentów, kręcimy się i wreszcie znajdujemy miejsce trawiaste że tak powiem dwu osobowe. Łazienki w jakichś barakach, kuchenki z tego co pamiętam żadnej. Na miejscu pełno Niemców, którym widać wszystko jedno ile płacą i najzwyczajniej chyba również za co płacą, Polaków tam niewielu. Ale nic, rozbiliśmy się czas na żarcie: Tego dnia udało nam się skontaktować jeszcze z pewnym panem z Kamienia Pomorskiego do którego pojechaliśmy i dzięki jego uprzejmości mogliśmy zobaczyć dom bardzo podobny do tego który mamy zaprojektowany i czekamy na pozwolenie na budowę. Obydwa domy to ten sam projekt jednak inne zmiany zostały naniesione na naszym i na jego projekcie: Był weekend więc w najbliższych dniach postanowiliśmy poszwendać się tu i tam i po oglądać miejsce w którym jesteśmy. Co ciekawego zobaczyliśmy: Do tego jakaś plaża na której płaci się za wypożyczenie wszystkiego co się da, sporo złotówek, w sumie to widać że z nastawieniem na naszych zachodnich sąsiadów wszystko przygotowane: I jeszcze Aleja Gwiazd: Żonka znalazła coś dla siebie: A ja dla siebie: Sprawdzamy smak lokalnych lodów: i idziemy na molo: Z którego okiem aparatu postanowiłem się po rozglądać: no i właśnie, ostatnia fota podsunęła mi pewien plan Chwilę później zdobywamy statek: Robimy też wrogie przejęcie steru: kapitan okazuje się całkiem wporzo więc przejęcie jednak nie jest wrogie: Jeszcze rzut oka w stronę brzegu i okazuje się że pojawiła się tęcza: No cóż trzeba wracać do namiotu, żonka po drodze zdobywa jeńca który podobno zostaje najlepszym przyjacielem / przyjaciółką, nie mam pewności nie sprawdzałem, na imię jej "Wypłosia": A wieczorkiem przypomniałem sobie że @Pszemo wspomniał że będąc w tych rejonach każdy spragniony powinien napić się lokalnego browaru, postanowiłem zapobiegać odwodnieniu na zaś i połączyłem przyjemne z pożytecznym: przed wieczorkiem jeszcze szybkie płukanie naszych rzeczy i odkrywamy nową funkcję naszego BMW, jest to funkcja suszarki do ubrań:
  9. 10 likes
    No to lecimy nad wielką wodę. Po drodze szybka fota w Elblągu podczas postoju spowodowanego niedoborem kawy: i dalej w stronę morza, zatrzymujemy się na rybkę w Kątach Rybackich: I lecimy szukać campingu bo orientacje mamy ale nic wcześniej nie załatwialiśmy, docieramy do Sobieszewa, chociaż właściwie okazało się że obecnie jest to Gdańsk ul. Lazurowa, wydaje mi się że kiedyś było to Sobieszewo. Trafiamy na http://camping69.com/ Obydwoje twierdzimy że jeden z najlepszych na jakie trafiliśmy, cena podobna to tego na mazurach, z tym że jest kuchenka, darmowa łazienka i właściwie wszystko co może być potrzebne i recepcja 24h, naprawdę godny polecenia. Do tego numer również ciekawy Rozbijamy się gdzieś w rogu jak zawsze: i jest morze, już obydwoje chcieliśmy je w końcu zobaczyć: Jeszcze patrzę co można zobaczyć w okolicy przez oczko aparatu: O kurde piach się przykleił i w dodatku palec mi zarasta Trójmiasto odpuszczamy, w tym miejsce przez kilka dni zajmujemy się nic nierobieniem. Zrobiliśmy sobie jedynie wycieczkę pieszą do rezerwatu nad ujściem Wisły, gdzie przez lunetę można było zobaczyć foki
  10. 10 likes
    Okolice Drezna są już przyjemnie pagórkowate, dojeżdżamy bardzo bocznymi drogami do drogi – widma (autostrada 172a) pod Pirną. Zaczyna się w szczerym polu, na GPSie brak, a znaki pokazują na Pragę Już za drugim razem udaje nam się pojechać dobrze. Wpadamy na dwupasmówkę, mamy jeszcze sporo km przed sobą, trzeba nadgonić. Za Teplicami i Mostem widzę śliczne stożki wulkaniczne, trzeba będzie się im przyjrzeć kiedyś bliżej Za Chomutovem w końcu zjeżdżamy na drogi boczne. Całkiem wysoko położone: Wieje straszliwie i temperatura spada chyba co kilometr o jeden stopień. Tylko czekam, aż przekroczy magiczne +10 Wjeżdżamy w region narciarski, wszędzie wyciągi i ratraki. Jesteśmy koło 1100 m n.p.m. Na szczęście Abertamy już niedaleko, bo zaczynam zamarzać Abertamy to wioska, ale coś nie możemy znaleźć naszego adresu, mimo krążenia. Nie zostaje nic innego, jak pytać miejscowych Dowiadujemy się, że Apartmany Agata są tuż za urzędem miejskim, a ten mi mignął przed chwilą. No tak, oczywiście było to tuż za rogiem i przejechaliśmy tam ze dwa razy już Taki mały budynek, można przeoczyć Dostajemy mieszkanko , ciepłe, ładne i wyposażone we wszystko co trzeba, a motki tulą się do siebie na podwórku: Jest 12 sierpnia, mży, i jest +11 stopni – na szczęście kaloryfery gorące ! Zakopani po szyję pod kołdrą, zastanawiamy się, co robić z tak rozpoczetym weekendem. Na szczęście (niech żyje wi-fi oraz meteo.pl) informacje pogodowe twierdzą, że będzie cieplej i słoneczniej z dnia na dzień. No dobra, ale co z jutrem? W szczególności przedpołudniem? - Raf, jedźmy do kopalni, na pewno nie będzie nam padać na głowę. I tak też zrobiliśmy, po uprzednim porządnym wyspaniu się, czyli mniej więcej w południe. Góry Kruszcowe to miejsce, gdzie od XII wieku wydobywano rudy metali, w tym srebro, cynę, cynk czy bizmut. A dziś każda większa miejscowość udostępnia swoją kopalnię. Ja wybrałam tę najbliższą czyli sztolnię Frisch Glück "Glöckl" w nadgranicznym mieście Johanngeorgenstadt. Kopalnia srebra z XVIII wieku, następnie po II wojnie przejęta przez Rosjan (tu było NRD) ze względu na towarzyszące złoża uranu. Po wstępie „teoretycznym” przewodnika kaski w dłoń i wchodzimy w podziemia. Komora, w której zainstalowane były ogromne „koła młyńskie” do odwadniania, kuta 28 lat („ale to i tak krócej niż lotnisko w Berlinie”, jak złośliwie zauważył nasz przewodnik) Jakoś nigdy nie zwróciłam uwagi na pochodzenie słówka „kibel”. A tu proszę. Toaleta, czyli „Kibelstation” dla górników: W sztolni rekonstrukcja fedrowania średniowiecznego, przedwojennego (młoty pneumatyczne) i powojennego (dynamit). Tempo średniowieczne było trudne do uwierzenia – kilka cm na dobę. i na koniec kolejka kopalniana: Jeśli ktoś nie był nigdy takiej starej kopalni, to naprawdę warto. Trzeba jednak znać niemiecki. Można jednak wybrać się do kopalni złota w Złotym Stoku w Kotlinie Kłodzkiej i będzie na podobnym poziomie W rejonie Gór Kruszcowych jest kilkadziesiąt takich kopalni udostępnionych turystom, w tym takie, gdzie płynie się łodzią, czy zjeżdża 100 m w dół. Ja polecam
  11. 9 likes
    No to lecimy dalej, Od wycieczki Trochę minęło ale jak zwykle wcześniej nie było czasu. Wiec teraz trochę na poprawę humoru bo pogoda za oknem kiepska, trochę tak żeby powspominać i podzielić się fotkami, i ciekawymi miejscami... Jakiś tam kolejny majowy weekend, kolejny fragment Beskidu tym razem Beskid Żywiecki. Startujemy z Myslenic kierunek na jezioro Żywieckie. W okolicach Stryszowa udaje się trafić na całkiem fajny kawałek szutrowki, czyli to co GS - lubią najbardziej. Wszystko co fajne musi się skończyć a nasza szutrowa autostrada kończy się zablokowaną drogą ... Z małymi przygodami udaje się przeszkodę ominąć ... po przejawie przez rów wyjeżdżamy na widokowa górkę z której mamy panoramę na budowany od kilu lat a w końcu powoli zapełniających się zbiornik w Swinnej Porębie. Jedziemy wiec zobaczyć jak tam prace i jak się zapełnia ... a ze jeszcze nie wszystko zalane możemy sobie poużywać na drogach pozostałych po budowie ... droga kończy się jednak wodą ...i pewnie do dziś jej już nie ma ... przy następnej okazji trzeba będzie pojechać i sprawdzić. Próbując uniknąć drogi krajowej kilka razy podjeżdżamy, a to na czyjeś podwórko a to na szlak z zakazem wjazdu do lasu ... ostatecznie po kilku próbach kierujemy się do Andrychowa, skąd przez Przełęcz Kocierz biegnie kreta i asfaltowa droga przecinająca Beskid Mały, którego nie udało się sforsować drogami gruntowymi ... na szczycie przełęczy znajduje się ładny ośrodek z hotelem restauracją SPA i niewiadoma czym jeszcze, korzystamy wiec i robimy sobie przerwę na kawę ... i chłodnik. Cdn. ( jak dalej będzie padać, a jak będzie pogoda to zaległości będą siebpowiekszać )
  12. 9 likes
    Dzisiaj dotarłem szczęśliwie do Domku z Azji Centralnej. Chłopaki jeszcze się nie odezwali, ale mam nadzieję że u nich też ok. Zrobione 13 kkm w 24 dni. Będę chciał napisać relację żeby przezyc te emocje jeszcze raz... Pozdrawiam trolik
  13. 8 likes
    Ale jakbyś tak... dla przykładu.. zgodnie z przepisami... to te barany tez byłyby baranami urzędasami?
  14. 8 likes
    Kolejny dzień, czas na obiecane Rafowi motocykle Wybieramy najbardziej krętą dróżkę do granicy niemieckiej, przez dość odludną połoninę: Są nawet jakieś szuterki w bok, ale Jagna na Gertudzie odmawia zjeżdżania z asfaltu i w dół, na północną , niemiecką stronę: Kierujemy się na Annaberg-Buchholz, gdzie na przedmieściach znajduje się cudeńko techniki: Frohnauer Hammer, czyli zabytkowa (działająca!) kuźnia. warte zobaczenia nawet dla tych, co nie władają niemieckim, bo jak działa młot napędzany kołem młyńskim zrozumie każdy, który zobaczy na własne oczy Kuźnię zbudowano w 1621 i jest w rękach tej samej familii do dziś. Przewodnik trafił się nam bardzo miły, widząc nie-Niemców mówił wyraźnie i dawał mi czas na tłumaczenie Rafowi Na zewnątrz niewielkie podpiętrzenie strumyka, który zasuwą może być kierowany na koło młyńskie które następnie napędza ogromny, drewniany wał napędowy: wał ma wypustki, które podnoszą i opuszczają młoty, znajdujące się po drugiej stronie: wysokość podnoszenia, czyli siłą młota jest regulowana na tarczy z mnóstwem dziurek. Oczywiście koło oraz młoty zostają uruchomione – huk jest niezły po drugiej stronie, także napędzane wspomnianym wałem ogromne miechy – dmuchawy do pieców. oczywiście też działające prostota tych urządzeń jest aż piękna, podobnie jak motywy kwiatowe i inne wyszukane ozdóbki sprzed 300 lat. Na zewnątrz dużo młodsza maszyna, napędzana (chyba) parowo. Naprzeciw kuźni dom właścicieli, dziś muzeum i restauracja. Muzeum – dużo powiedziane – po prostu zachowane w pełni mieszkanie właścicieli kuźni sprzed ponad 100 lat. Robi dobre, autentyczne wrażenie Tu by się Raf nie wyspał, ale Jagna już tak Lokalny wyrób, czyli koronki dziergane za pomocą kilkunastu młoteczków: Jedziemy dalej. Saksonia to też raj dla miłośników wąskotorówek. Jest tu podobno zachowanych 11 czynnych linii. Przejeżdżaliśmy obok jednej: Przejeżdżamy jeszcze przez stare miasto w Annabergu, zaglądamy do katedry (w środku nie wolno robić zdjęć bez opłaty, więc rozumiecie krótki spacer po starym mieście bierzemy kurs na Zschopau, którą to nazwę powinniście znać. W miasteczku tym pewien Duńczyk w 1915 rozpoczął produkcję motocykli. Momentami fabryka ta produkowała najwięcej motocykli na świecie! Niestety, zakończyła swój żywot w 2013. Ale do dziś (stan na 1. stycznia 2017) po Niemczech jeździ dokładnie 86.919 sztuk tych motocykli. Ciekawe, ilu z Was jeździło MZtką
  15. 8 likes
    Wychodzimy z kopalni, ja bardzo zadowolona, Raf może ciut mniej - musiał polegać na moim marnym tłumaczeniem Zrobiła się piękna pogoda, więc postanawiamy pokręcić się miejscowymi ścieżkami w stronę Karlovych Var. Nie bardzo chciało się nam zatrzymywać na fotki. Drogi kręte, górskie, a ludzi niedużo, bo to raczej region narciarski. No i dobrze Karlove Vary (albo Karlsbad) to przepiękne uzdrowisko. Zaczynamy od porządnego, czeskiego obiadu. Kulajda, czyli czeska wersja grzybowej, a później tradycyjnie, czyli houskovy gulasz (Raf) oraz królik w sosie śmietanowym (Jagna). Może nie wygląda, ale jak smakuje! Przejazd przez dość snobistyczną dzielnicę sanatoryjną, na którą , obawiam się, nas nie stać Krętymi ścieżkami wracamy do Abertamy i tym razem na nogach zwiedzamy mieścinę (najważniejsze miejsce, czyli lokalną knajpę zaliczyliśmy już dzień wcześniej). Wrażenie szczerze mówiąc nie jest najlepsze. Choć wszędzie dookoła wyciągi i piękne góry, to chyba 75% budynków w mieście jest opuszczonych. Miejsce nadaje się do spania i punktu wypadowego wyłącznie pewnie dzięki temu nasz pensjonat był tak przyjazny cenowo Chyba najbardziej zamieszkały kawałek Abertamy, czyli rynek: Ale krajobrazy wynagradzają widok pustych budynków: Na łąkach niewiarygodne ilości wierzbówki kiprzycy: Wracając, zawadzamy o stary cmentarz, okazuje się, że w części poniemiecki. Każdy nagrobek zachowany, niektóre odwiedzane. Ciśnie mi się na usta jedno pytanie: dlaczego u nas z takich cmentarzy z reguły nie ostał się kamień na kamieniu?
  16. 6 likes
    Jak ktoś da lajka pod tym postem, to może się okazać że ma problemy z logowaniem. Już prawie wróciłem do rzeczywistości... Więc niebawem zasiade do kompa i coś poklikam...
  17. 6 likes
    Ktoś tu niedawno pisał, że nie da się przeczytać hasła reklamowego calgonu (tego od dłuższego życia każdej pralki) bez zanucenia tego w rytm tej głupiej melodyjki. No to ja mam tak z Jasinkiem, że jak zobaczę go na zdjęciu, to samo mi się śpiewa, że 'Może byśmy coś wypili? Owszem, owszem, w każdej chwili! Amen.'
  18. 6 likes
    Mimo że to dodatkowa robota, to wypadałoby wstawić relację tutaj. To tak, jakbyś kartę z jednej restauracji zaniósł do drugiej. Nawet, jeśli wszyscy jesteśmy zaprzyjaźnieni itd, to pewną formę zachować należy.
  19. 6 likes
    6 odwiedzonych państw 14 dni 139 godzin w siodle 336,851 litrów wypalonej benzyny 1813,82 zł wydanych na paliwo 8035km przejechanych kilometrów Wspomnienia bezcenne… O czterech motocyklistach, którzy okrążają Bałtyk. Piękne widoczki, setki zakrętów, a także wyrysowane traski. Chętnych zapraszam do przeczytania mojej fotorelacji: http://allriders.pl/forum/topic/570-prawie-dookola-baltyku-2016-by-wojtekb-dondi-hermes
  20. 5 likes
    Ach ten Dave [emoji3] Wysłane z mojego PRA-LX1 przy użyciu Tapatalka
  21. 5 likes
    No jak tam, nikt nie chce prawdziwego motocykla?tylko te damskie? P.S. A mojego ogłoszenia to nikt nie podepnie do góry... a tyle lat tu zmarnowałem...
  22. 5 likes
    Trochę szacunku dla admina - dealer się mówi
  23. 5 likes
    Tak się to prezentuje (na tle Offelsety) taptarapta
  24. 5 likes
    8setka przelatałem prawie 30 tys km, z czego z 25 tylko po szutrach i lasach, więc troszeczkę się orientuję na co stać ten motocykl, obecna jest w zasadzie tylko na szosę, ale w teren (ten mój) X byłby wystarczający, gdybym z roku na rok nie jeździł szybciej, albo raczej bardziej wymagająco (dla siebie) Miałem kilka motocykli, którymi w zasadzie tylko jeździłem po szutrach i lasach, ciężko znaleźć kogoś kto chciałby utrzymywać tempo, zazwyczaj jest to jeden/dwa wyjazdy, a później to się dziecko urodzi, a to w piecu trzeba napalić, a to słońce za nisko, a to.... srato, więc doszedłem do wniosku, że chyba czas zmienić motocykl A tak poważnie to nasłuchałem się o zajebistości innych zawieszeń, zaczyna mi brakować mocy w Xsie już od jakiegoś czasu, bo górka w BB nie zdobyta więc powoli dochodzę do wniosku, że czas sprawdzić coś innego, pewnie będzie jeszcze szybciej, choć jest szansa że na starość uda się trochę zwolnić, pewne symptomy już zauważam, co prawda chodzi o myślenie, ale zawsze to coś... no od czegoś trzeba zacząć
  25. 5 likes
    Przemek niedawno pisał, że ma chęć kupić osiemsetkę i widać zaczyna od opon
  26. 4 likes
    Może to po prostu taka zwykła ludzka chęć życia - Kaesie.
  27. 4 likes
    Ok, może faktycznie źle to zrozumiałem, ale po kilku telefonach i różnych mądrych wpisach na forum mam ochotę pierdolnąć komuś między oczy
  28. 4 likes
    A więc teraz już po kolei, jak to się zaczęło. W tamtym roku pojawiłem się na forum jako świeży motocyklista, wcześniej tylko simsonek i ok 10tys przejechanych na nim kilometrów teraz maszyna już duża i poważna, tak właśnie mi się wydawało jak zacząłem ją dosiadać. Wyprawa była jednym z moich większych marzeń a że staram się być konsekwentny to zacząłem myśleć o wyjeździe ale zanim miało do tego dojść wiedziałem że trzeba się solidnie przygotować tak więc poza motkiem od razu kupiliśmy zestaw ciuchów. Po jeździliśmy wcześniej też trochę razem żeby mieć jakikolwiek obraz tego jak to jest, muszę przyznać że żonka dzielnie dawała radę przez całą podróż Z przygotowań oczywiście nie mogłem zapomnieć o przygotowaniu motka który to dostał: - handbary, - deflektor z motoadv.pl - muszę przyznać że różnica jest duża, - nowe opony, - nowy akumulator, - boczne kufry od kolegi z forum @pawelST, - halogeny z alieexpres ledowe te U7 z ringami - przyznam że odczuwam że jestem bardziej widoczny już na zaświeconych samych ringach, w nocy na przelotach używałem ich muszę przyznać że dają dużo mocnego światła, dzielnie wspierały moją przednią lampę która też dostała na wyjazd żarówkę philipsa która daje super dużo światła, - bagażnik - na kufer centralny z motoadv.pl - warto bo namiot i karimaty trzymał dzielnie i stabilnie, grawer też zrobili na nim z logo bmw, - nawigacja navitel g550 - muszę przyznać że zawsze doprowadza na miejsce i jest idealnym wyborem dla wszystkich posiadających GSy i nie lubiących jeździć głównymi drogami, ona zazwyczaj zna najkrótszą lub na przełaj, więcej opcji nie ma, przekonałem się o tym pod Tomaszowem Mazowiecki jadąc w nocy lasem po piachu przez 10km zamiast asfaltem - tankbag oxforda, jakiś tam 18 litrowy, na podręczne rzeczy idealny, I to chyba wszystko, przygotowania całą parą już kilka dni przed wyjazdem, wybieramy się jakbyśmy mieli jechać gdzieś gdzie cywilizacja nie istnieje, zabieramy garnki, grzałkę, gaz, chcemy wszystko wypróbować w terenie więc każda z tych rzeczy jest zasadna Nadchodzi dzień wyjazdu, jadę na działkę po motocykl i z tego miejsca mamy ruszać ok 17, wiem późno ale trudno, jest piątek, chcemy już w sobotę rano obudzić się na mazurach. Nagle godzinę przed wyjazdem taki widok: No cóż ale deszcz przechodzi i jedziemy, do granicy woj lubelskiego docieramy w pięknej pogodzie i zatrzymujemy się na szybkiego stopa żeby, no właśnie założyć membrany przeciwdeszczowe bo przed nami chmura która jak się później okazało odprowadziła nas nad samo jezioro Niegocin do Giżycka, gdzie dotarliśmy ok godz 1 w nocy przez deszcz i po frezowany asfalt, cóż trudno trochę się przeliczyliśmy. Ale cóż uśmiech na twarzy jest bo pierwsze takie wakacje w życiu, nigdy wcześniej nie byliśmy ani motocyklem ani pod namiotem Camping na którym się zatrzymujemy nazywa się Borowo, całkiem ok, cena średnia ale denerwują łazienki które są na monety: http://borowo.com.pl/ Na campingu trochę łódek, np taka: jak już się przeszedłem okazuje się że żonka znalazła idealne miejsce na szczotkę do włosów: I cóż trzeba ruszyć się i po zwiedzać okolicę
  29. 4 likes
    Ok, decyzja zapadła. Szukam motocykla z okolic 2013roku, najlepiej z polskiego rynku. Fajnie, jakby od razu był doposażony (co najmniej w komplet kufrów). Niby przeglądam ogłoszenia, ale zawsze coś tam umknie. Może natknęliście się gdzieś na coś fajnego? Albo macie jakieś info z pierwszej ręki? Czas zakupu – najlepiej październik, a jak się nie uda, to wczesna wiosna. Kolor i kwota z tytułu ogłoszenia to oczywiście ściema. Dodałem na wypadek, gdyby wyskoczyło mi jakieś powiadomienie czy coś i żona przeczytała przez ramię.
  30. 4 likes
    Widzę , że ciocia jest na bierząco z delikatesami
  31. 4 likes
    Teraz Jacek nie będzie chciał wziąć małżonki nawet na plecak! A tak poważnie, zabić się można o szafkę w kuchni. A w Polsce więcej mamy śmierci w wyniku samobóstwa niż w wypadku drogowym. Oczywiście można ograniczać ryzyko, ale nie trzeba sobie wszystkiego odmawiać :-)
  32. 4 likes
    Chyba trafił się egzemplarz cacko. Ale dla Anii jednak za wysoki trochę i będzie trzeba spuścić przynajmniej na lagach A że rok szkolny wielkimi krokami się zbliża to trzeba było podjąć kroki... A tak po prawdzie to czysty przypadek i oboje jeszcze nie wierzymy co zrobiliśmy Przy okazji wielkie podziękowania dla Gilbiego za support... i Dziadka taptarapta
  33. 4 likes
    Szczęśliwie wróciłem z Pamir Highway (Kirgistan, Tadżykistan).
  34. 4 likes
  35. 4 likes
    Ja tam nawet w hotelu namiot rozstawiam [emoji23] z@Alik Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
  36. 4 likes
    Zamienię za hujdenały www.advgirl.eu
  37. 3 likes
    Mógłby to robić delikatniej
  38. 3 likes
    Mario , to już kolejna strona ... O co Tobie właściwie chodzi bo już straciłem wątek ?
  39. 3 likes
    i po 13 dniach i 3,5 tys przejechanych kilometrów zmęczeni ale jednocześnie bardzo szczęśliwi dotarli bezpiecznie do domu
  40. 3 likes
    Wiadro ;-) Wysłane z mojego E6853 przy użyciu Tapatalka
  41. 3 likes
    Jak patrzę jak jeździ autem, to taniej będzie inter city
  42. 3 likes
    Piszecie takie kocopoły, że jak @Marcelkaprzeczyta, to nie będzie chciała jeździć. Jak ma się stać coś przykrego/dramatycznego, to się stanie. Po co roztrzącać temat. Jakby patrząc z tej strony, to też nie jeździjcie, bo może się coś stać.
  43. 3 likes
  44. 3 likes
    Jak masz brakujące 43900 to jest we Wrocu taki jeden u Dealera. https://www.otomoto.pl/oferta/bmw-r-1200-gs-adventure-salon-polska-max-wyposazenie-wroclaw-okazja-ID6z4DrJ.html
  45. 3 likes
    Założy się rozrusznik od 60'ki i będzie dobrze
  46. 3 likes
  47. 3 likes
  48. 3 likes
    @mila1, napisz chociaż, czy wróciłeś...
  49. 3 likes
    Uff. Ja również melduje powrót z Islandii i Wysp Owczych. LwG Krzysiek
  50. 3 likes
    6 dzień. W nocy trochę pokropiło, ale poranek przywitał nas ładną pogodą. Kolejność wiadoma: siusiu, śniadanko, ząbki, pakowanie bambetli i w drogę! O dziwo, pomimo tak licznej ekipy kolejność i sprawność wykonywanych czynności jest nienaganna. Wkrótce cała ekipa szwędaczy jest gotowa do drogi. Pierwszy przystanek dzisiejszego dnia to Uła, senna mieścina, a raczej wioska. Zapewne niewielu jej mieszkańców wie, że w 1579 znajdował się tutaj zamek, a raczej warowny, drewniany gród zdobyty w tymże roku przez Polaków. Szkic zamku. Dzisiaj w centralnym punkcie byłego grodu znajduje się cerkiew. Tankujemy paliwo na jakiejś stacji i ruszamy dalej, dzisiaj będziemy jechać samymi zadupiami, więc nie ma co liczyć, że szybko napotkamy kolejną stację. Lejemy do pełna i w drogę! Dzisiejsza trasa to chyba najtrudniejszy dzień wyprawy, w sumie przed nami ponad 200 km szutrów, najpierw suchych, a potem to już rozmiękłych w strugach deszczu… Tereny przez które jedziemy są praktycznie bezludne, to kres, kresów Białorusi, jej północno wschodnie rejony, tuż przy granicy z Rosją. Zdjęć robię niestety niewiele. Jedziemy godzinami, szutry, szutry, szutry. Czasami szutry zamieniają się w polną drogę… Po kilku godzinach takiej jazdy Przemek rzuca: może już skręćmy na asfalt, na główną drogę? Nie da rady, my już jedziemy główną drogą… Do asfaltu i cywilizacji mamy ze 100 kilometrów… Nie mam zdjęć, teraz żałuję, że nie zrobiłem stopa dla kilku fotek. Widoki były niesamowite, bezludne tereny, opuszczone domy, a nawet całe wioski, czasami wioska, którą widziałem w nawigacji była polem łubinu w bezkresie lasów i bagien. Tutaj można poczuć smak Kresów… Po kilku godzinach jazdy docieramy do wioski gdzie są mieszkańcy i sklep To właściwa pora i miejsce na postój, odpoczynek i jadło. Kawalkada tylu motocykli na takim zadupiu musi budzić pewną sensację, wkrótce podchodzi do nas starszy jegomość, w ręku wiaderko – wiadomo, woda bieżąca tylko w jednej studni we wsi. Obraca kilka razy do domu z wiaderkiem i w końcu do nas podchodzi. Nie wygląda na wioskowego chłopa, zadbany, uczesany i ręce pomimo sędziwego wieku nie wydają się by zaznały fizycznej pracy. Wie, że Polacy, rzuca krótkie pytania niczym śledczy KGB: skąd, po co, gdzie i dlaczego. Mówi coś o Iwanie Groźnym, Armii Radzieckiej i wdzięczności jaką powinniśmy darzyć naszych oswobodzicieli spod hitlerowskiego jarzma. Widać, że bierze go kurw, pewnie po raz pierwszy widzi Polaków, oczywiście pewnych siebie, roześmianych i buńczucznych. Czary goryczy dopełniał zapewnie fakt, iż zdaje sobie sprawę, iż każdy z motków był więcej wart niż jego chata do której nosił wodę. Ale tym bardziej był agresywny i wojowniczy. No ale trafiła kosa na kamień. Oczywiście jako pierwszy harcownik do boju ruszył Kaes, rozpoczynając polityczną debatę. Po chwili na środku wioskowej drogi rozpoczęła się głośna polityczna dyskusja. No, ku…a pięknie, zaraz się zbiegnie cała wieś i będzie mordobicie. Nieco uspokaja nas AgreSorek stwierdzając, że jak przyjdą w wieku naszego rozmówcy, to damy radę . Ostatecznie sprawę załatwia Przemek, przemawiając do gościa krótko i treściwie: spierdalaj chuju! Podziałało. Tym miłym akcentem żegnamy wioskę, wsiadamy na motki i jedziemy dalej. A dalej tylko szutry, szutry i w końcu deszcz, na dodatek w niektórych motkach zaczyna kończyć się paliwo. Desperacko jedziemy dalej, mając nadzieję, że w końcu trafimy na jakąś stację, przecież to niemożliwe, aby tutejsi mieszkańcy dojeżdżali 100 km po paliwo… Jest stacja! Tankujemy i w drogę, ale … w strugach deszczu. Rozmiękłe szutry nie są najlepszym podłożem do jazdy, motkami wozi na lewo i prawo. Jedyna rada: zapier…ć. Widzę zmęczenie w grupie, to zrozumiałe, jedziemy już z 8-10 godzin i to w dość trudnych warunkach… Po jakimś czasie docieramy do asfaltu, którym można dojechać na zaplanowany nocleg w hotelu w Połocku. Lecz ja mam inne plany, chcę dotrzeć do pewnej niewielkiej i zapomnianej wioski. Jestem zdeterminowany, muszę tam być. Rozdzielamy się, do hotelu tylko rzut beretem, więc większość jedzie na zasłużony odpoczynek. Zostajemy w cztery motki. Ruszamy po błotnistej drodze ku zagubionej wiosce leżącej na szlaku wypraw Batorego… Sokół. Dzisiaj ta nazwa pewnie nie mówi nic okolicznym mieszkańcom. Była tu twierdza, drewniana, wybudowana przez Moskwicinów w 1566 roku, kiedy zdobyli te tereny na Rzeczpospolitej. Dzisiaj będziemy nocować w Połocku, który z rąk moskali został odbity przez Batorego w 1579 roku, po miesięcznym oblężeniu. Lecz największy dramat pierwszej wyprawy Batorego (której efektem było właśnie odbicie Połocka) wcale nie odbył się pod murami Połocka, lecz tutaj w tej położonej w widłach rzek twierdzy oddalonej o kilkanaście kilometrów od Połocka. Oblężenie Połocka trwało ponad miesiąc, zapamiętali je dobrze piechurzy niemieccy zwerbowani przez Batorego na wyprawę. Którejś nocy popili się, pech chciał, że tej nocy Rosjanie zrobili wypad z twierdzy, biorąc pijanych Niemców w niewolę. Z jeńcami postąpiono okrutnie, przebito im brzuchy, przewleczono liny i zawieszono na murach, by godzinami konali na oczach atakujących… Takie czasy… Połock padł. Obrońcom pozwolono odejść, ale kurw wśród wojska pozostał. Żołnierze chcieli zemsty, a potencjalna ofiara i sprawca odeszli wolno. To już teraz wszyscy się domyślają co wydarzyło się pod twierdzą Sokół. Zemsta rozkoszą Bogów… Połocka broniło ok. 10 000 ludzi, zginęło ok. 1000. Sokoła broniło 5000 Moskali. Sokół był drewnianą twierdzą, a na nie mieliśmy swoje sposoby, strzelano do niej rozżarzonymi kulami. Po kilku godzinach ostrzału twierdza stanęła w płomieniach, a jej załoga rzuciła się do ucieczki. Na to tylko czekali atakujący - jazda polska i piechota niemiecka zapędzały nieszczęśników z powrotem do płonącej twierdzy. Nie brano jeńców, widowiskiem i zemstą stało się mordowanie przeciwników. Ginęły ich tysiące, tylko niewielu udało się przedrzeć przez nurty rzeki, bo i tam czekali rządni krwi zdobywcy. Skalę dramatu potęgowała szczupłość miejsca na którym rozegrał się cały dramat, to obszar zaledwie 300x300 metrów. Pod Sokołerm w ciągu kilku godzin zginęło pięć razy więcej Moskali niż w trakcie miesięcznego oblężenia Połocka… Odwiedzając wioskę stanęliśmy w pobliżu fosy otaczającej niegdysiejszy zamek, tyle zostało z miejsca w którym wydarzył się największy dramat pierwszej wyprawy Batorego… Deszcz przestał padać. W promieniach słońca w cztery motki dojeżdżamy do hotelu. Jesteśmy wykończeni całym dniem jazdy, docieramy na miejsce. Ulga. Wyciągam z sakwy pół litra jakiejś białoruskiej wódki, którą wożę od wczoraj w sakwie, a która jakimś cudem nie stłukła się na tutejszych bezdrożach. Puszczam ją w ruch pomiędzy kompanami towarzyszącymi mi do końca. Nie zdejmując kasków pijemy z gwinta. Po chwili butelka zostaje osuszona, to był piękny dzień. Białoruska rzeczywistość. Ekipa „hotelowa” i „szwędaczy” w komplecie. cdn.