Leaderboard


Popular Content

Showing most liked content since 20.06.2017 in all areas

  1. 31 likes
    Podróżniczy szum łba powoli ustaje, pierwsze co robię po rozpakowaniu klamotów, to przeglądam zrobione zdjęcia, by jeszcze raz poczuć to, co wydarzyło się w ostatnich dniach… Te kilka zdjęć, to nie jest jeszcze relacja z podróży, tę zacznę pisać jak się trochę ogarnę w domu. Myślę, że ten clip pozwoli wczesać się w klimat wyjazdu, proponuję go obejrzeć, a potem potraktować jako podkład muzyczny przy oglądaniu zdjęć. No to jedziemy:
  2. 27 likes
    Witam uczestników wyprawy, oraz wszystkich tych, którzy poszukują inspiracji do odbycia kolejnych podróży. Białoruś? Tak, to dobry kierunek. Szczerze polecam. Niezwykle bliski nam kraj i ludzie, odległy w wyniku od lat sprawnie działającej propagandy, ale bezsilnej wobec osobistej konfrontacji, do której zachęcam … Zawsze mój podziw wzbudzali Czarniecki i Batory, którzy potrafili prowadzić na tych terenach kampanie, wiodąc ze sobą dziesiątki tysięcy ludzi, godząc emocje, oczekiwania i możliwości uczestników wypraw. Jak w kalejdoskopie rozwiązanie ich problemów widać było w naszej ekipie. Historia i geny, które kierowały naszymi wyborami wzięły górę nad prywatą. Samoorganizacja, to naprawdę niezwykłe zjawisko, fenomen i istota I Rzeczpospolitej, wszyscy działali dla ogółu, a nie dla własnej wygody ( no, ba – każdy chciałby zapierdalać pierwszy po szutrach, a jednak była dyscyplina i każdy, trzymając na wodzy swoje upodobania i bezpieczeństwo, jechał w określonym miejscu i szyku. Szacun. Wielki szacun dla wszystkich uczestników. Wybaczcie. Pierwszego dnia, zaaferowany pomyślnym przebiegiem eskapady nawet nie myślałem o wyciągnięciu aparatu, by robić foty. Całą uwagę skupiłem na celu - dotrzeć szczęśliwie i w pełnym składzie na biwak. To był ciężki dzień, 12 godzin w siodle, a na deser 30-40 km rozmiękniętych w wyniku deszczów, szutrów. Błoto, glina, piach i Kropka jadąca motkiem na szosowych oponkach… Jeden piruet, to naprawdę dobry wynik na takiej trasie . Jesteś dzielna. W Kosowie Poleskim łączymy się z grupą suwalską, to fenomen. Dwa tygodnie wcześniej umawiamy się luźno z Kaesem w tym punkcie na spotkanie. Do celu obydwie grupy przyjeżdżają w odstępie 3 minut. Przypadek? Nie wiem, ale gra muzyka . Kosów Poleski. Tak to tutaj urodził się białoruski rewolucjonista, walczący o niepodległość USA, niejaki Tadeusz Kościuszko. Kościuszko Białorusinem? To jeszcze nic, nie wiem czy wiecie, ale znanym twórcą białoruskiej opery jest Moniuszko, a piękno białoruskiej przyrody rejonu Nowogródka opisywał znany białoruski poeta, Adam Mickiewicz. Pewien szok? Drobny w kurw? Wyluzujmy. Zamiast złorzeczyć Białorusinom, że zabierają nam stu procentowych Polaków zastanówmy się chwilę. Oni mają rację, to byli Białorusini, ale jednocześnie ci ludzie byli gorliwymi obywatelami Rzeczpospolitej poświęcającymi swoje życie dla jej dobra. To jest właśnie ta nić, która łączy nas z Białorusią, 400 lat historii tworzenia wspólnego państwa do którego nikt nikogo nie zmuszał, to był wolny wybór. To jest właśnie główny powód dla którego warto odwiedzić Białoruś. Na biwak w Połonce dojechaliśmy szczęśliwie. Podziękowania dla Andrzejka. AgreSorku wykonałeś rekonesans biwaku i zorganizowałeś opał na ognisko. Wielkie dzięki. Poranek. Po pierwszym dniu jestem jak w szoku pourazowym. Dopiero teraz wyciągam aparat i nieśmiało robię pierwsze foty. Stres powoli odpływa… W wyniku wczorajszych szutrowo-błotnych doświadczeń zapada nieuchronna decyzja. Trzeba się rozdzielić na dwie grupy – szwędająco-szutrowo-namiotową i szosowo-hotelową. W sumie nie jest źle, spotykamy się we wcześniej zaplanowanych miejscach hotelowych. Bonusem jest dodatkowa radość wynikająca z powitań i integracji w miejscach wspólnych noclegów Połonka. To nie był przypadkowy nocleg (wobec przypadków nie należy być biernym, zawsze trzeba podawać im wyciągniętą rękę). Trochę wstępu. Potop szwedzki, wszyscy go znamy, Sienkiewicz, trylogia, Hoffman, Olbrychski… 1655 rok, Szwedzi prawie bez walki opanowują całą Polskę. W tym samym czasie, a nawet ciut wcześniej do podobnego „potopu” dochodzi na wschodzie. Moskwa w 1654 zajmuje prawie całe Wlk. Księstwo Litewskie. Moskale dochodzą do Brześcia, a Litwini biorą w skórę, aż miło. Po paru latach my jakoś się ogarniamy ze Szwedami i wyrzucamy ich z Polski. Litwini nie są w stanie zrobić tego samego z Moskalami, czekają na naszą pomoc. Jest 1660 rok. Po gościnnych występach w Danii dywizja Czarnieckiego wraca do Polski ( to stąd słowa naszego hymnu „przejdziem się przez morze” – ale to inna bajka i inspiracja do kolejnych wypraw) i aktywnie wspiera Litwinów w walce z Moskalami. Do pierwszej bitwy dochodzi właśnie pod Połonką, Litwini wsparci przez Polaków, a bardziej przez naszego ducha walki i zadziorności odzyskują utracone morale. Bitwa. Żółty fluorescent, to trasa rajderów, czerwony krzyżyk, to miejsce noclegu. 1. Litwini. 2. Husaria, szarża na moskiewską piechotę. 3. Obejście lewej flanki Moskali, w tym uderzeniu uczestniczył Imć Pasek. 4. Moskiewska piechota, która przeszła przez groblę (dotarła w okolice kościółka, gdzie spotkaliśmy się z ekipą suwalską). Husaria. Czym była? Husaria to takie narzędzie zbrodni, zbierające krwawe żniwo przez prawie 200 lat… Jak działała husaria? Wyobraźmy sobie 200 GS-ów 1200 ustawionych w linię, jadących ławą kolano w kolano z prędkością ok. 100 km/h wjeżdżających w tłum bezbronnych ludzi. Nie udało się wszystkich rozjechać? No to robimy nawrót, cofamy się ze 200 metrów, ustawiamy linię i jeszcze raz wpadamy zwartą linią na pełnym gazie w w stojący przed nami tłum. Robimy tak aż do skutku, nawet 10 razy… Skuteczne? Baaardzo. Na ogół wystarczały 1-2 uderzenia, a czasami sam widok husarii, by przeciwnik uciekał w panice. Stojących na drodze szarży husarii czekała śmierć okrutna, ale przynajmniej pewna... Szanse pozornie są wyrównane, Moskale i wojska Rzeczpospolitej liczą po 12 tys. ludzi. Tylko pozornie szanse są wyrównane, w rzeczywistości po stronie polskiej są sami weterani i zabijacy. W tym miejscu przypominam – w armii polskiej żołnierze nie służyli by dorobić się majątku, czy oczekiwać zysku, oni już musieli posiadać majątek, który pozwolił by im na taką rozrywkę jak turystyka połączona z możliwością zbijania przeciwników. To całkowita analogia do nas: nie po to się szwędamy by zarabiać, ale po to zarabiamy, by móc to robić. Wracamy do bitwy. Czarniecki miał problem, no bo co zrobić i jak się zachować, aby będąc silniejszym pokazać swą słabość? No cóż, udał ucieczkę, tabory, które stały tam gdzie dzisiaj jest kościółek rozpoczęły odwrót. Moskale, myśląc, że ofiara się wymyka rzucili do ataku za mostek piechotę. W tym momencie do szarży rusza husaria, no efektów nie muszę tłumaczyć. Padł rekord, jeden z husarzy nabił na swoją kopię sześciu ludzi. To był rekord w dziejach husarii. Reszta to już była rutyna - pogoń i dożynki (dożynanie) na odcinku 60 km. Wyróżnił się w tym nasz bohater Samuel Kmicic. A jakże, by Białorusin – chorąży orszański . cdn.
  3. 20 likes
    Rano, po spakowaniu klamotów opuszczamy biwak nad jeziorem w Połonce i ruszamy w dalszą drogę. Wczoraj przejechaliśmy coś ok. 500 km, a dzisiaj czeka nas chyba jeszcze dłuższa trasa i do tego kilka miejsc w których na pewno chwilę staniemy na popas. Z uwagi na wczorajsze szutrowe doświadczenia modyfikuję wcześniej zaplanowaną trasę na korzyść asfaltu, wywalając wszelkie szutry, które mogą nas spowolnić. Trudno, tym razem nie pojeździmy, ale chciałbym jeszcze przed nocą dotrzeć na działkę do Siergieja, a ostatni odcinek to jakaś zagubiona ścieżka w lesie, która ze względu na opady może i za dnia przynieść pewne atrakcje. Pierwszy przystanek robimy w Lachowiczach, w zasadzie nie ma tu nic do oglądania, ot zwykłe miasteczko, żeby nie powiedzieć „dziura”, ale tak to już będzie na tej wycieczce, że celem odwiedzin będą miejsca banalne, ale związane za to z dramatycznymi wydarzeniami z przeszłości. Tak jest i z Lachowiczami, mało kto dzisiaj wie, że w XVII wiecznej Rzeczpospolitej była to jedna z najpotężniejszych twierdz, a co więcej zyskała sobie miano białoruskiej Jasnej Góry. Nie tyle jednak dzięki świętemu obrazowi, co dzielnej obronie podczas „potopu” moskiewskiego. Tylko dwie twierdze w Wlk. Księstwie Litewskim oparły się wojskom moskiewskim: Słonim i Lachowicze. To właśnie w murach tej twierdzy schroniła się okoliczna szlachta białoruska (tak głównie białoruska), wytrzymując wielomiesięczne oblężenie i kilka szturmów. Prawdę powiedziawszy obrona kilka lat wcześniej ( dokładnie to 5 lat) Jasnej Góry to pikuś w porównaniu z tym czego dokonali obrońcy Lachowicz. Lachowicze zostały wyzwolone kilka dni po bitwie pod Połonką, gdzie mieliśmy ostatni nocleg. Oczywiście wśród oswobodzicieli był imć Pan Pasek. Tu są jego pamiętniki, polecam lekturę: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pamietniki.html No właśnie, a gdzie jest ta twierdza? Obecnie już jej nie ma, a nawet trzeba pewnej spostrzegawczości, by zlokalizować ją w terenie. To zdjęcie centrum miasta: A to szkice dawnej twierdzy i pozostałości starych map: To teraz już widać, gdzie znajdowała się twierdza: Krzyżykiem zaznaczyłem miejsce naszego postoju. Poniżej filmik z wizualizacją twierdzy: Ruszamy dalej do Nieświeża, tabuny turystów i całkiem ładnie wyglądające miasteczko. Zamek, jak zamek. Rodzili się tu, umierali i bzykali Radziwiłłowie. Zupełnie nie moje klimaty, myślę (sądząc po ilości czasu poświęconego na zwiedzanie), że dla pozostałych uczestników również. Spędzamy tu jednak kilka godzin, jedząc, szwędając się, odpoczywając, a niektórzy nawet wymieniając między sobą buty… Lecimy dalej, następny przystanek to dla mnie miejsce kultowe – przeprawa Napoleona przez Berezynę, podczas odwrotu z pod Moskwy, zimą 1812 roku. Kiedyś, w młodzieńczych latach, kiedy z tornistrem biegałem do szkoły nad biurkiem w swoim pokoju miałem wyciętą z jakiegoś kalendarza i zawieszoną reprodukcję obrazu Suchodolskiego przedstawiającą właśnie ten epizod. To ten obraz: Zawsze marzyłem, by zobaczyć to miejsce w rzeczywistości. Ileż tu musiało być wtedy emocji i ludzkich tragedii. Dzisiaj wygląda tak: Z 500 000 żołnierzy idących z Napoleonem na Rosję wracało 50-70 tys. wygłodniałych maruderów, przemarzniętych i pragnących tylko jednego: wydostania się z tego bezludnego i lodowego piekła na Zachód, do cywilizacji. Na drodze stała ostatnia przeszkoda - rozmarznięta Berezyna, tworząca ponure topielisko dla tysięcy ludzi. Dodatkowo Napoleona osaczały rosyjskie armie. Beznadziejna sytuacja. A jednak udało mu się oszukać i wywieźć w pole Rosjan. Prawie wszystkim udało się przeprawić na zachodni brzeg. Walnie przyczynili się do tego Polacy, którzy jako jedni z nielicznych uczestników tej wyprawy zachowali zdolność bojową do samego końca. Niewielu przeżyło tylko napoleońskich saperów (w tym Polaków), którzy stojąc po szyje w lodowatej wodzie budowali zbawienne mosty. Dodatkową atrakcją miejsca był kot i dwie białoruskie motocyklistki. Proszę o zamieszczenie zdjęć motocyklistek i kota. Powoli Słońce zaczyna zachodzić, więc lecimy na nocleg do Siergieja. Jego działka znajduje się w środku Parku Berezyny, totalne odludzie, brak wody i prądu, ale jest za to wiele innych rzeczy… Jakimś cudem już prawie o zmroku odnajdujemy właściwą drogę i dojeżdżamy do celu. Uff! To był również emocjonujący dzień. To droga dojazdowa, zdjęcia robione za dnia w następnych dniach, ale o tym w następnym odcinku… c.d.n.
  4. 19 likes
    Dla mnie ten wyjazd, to trochę taki rzucony kamień - może nie na szaniec, ale na pomost łączący Polskę i Białoruś, drobny przyczynek do uświadomienia sobie czym była i jest obecnie dla nas Białoruś - naród żyjący tuż za miedzą, a odległy jak Papuasi na Nowej Gwinei. W rzeczywistości, patrząc chłodno na fakty, to jest to jedyny sąsiadujący z nami naród z którym nie mieliśmy większych sporów, czy konfliktów. Przez 1000 lat sąsiedztwa, było wręcz przeciwnie, zgodna koegzystencja – a przez 400 lat wspólnie tworzyliśmy nawet, budowaliśmy i broniliśmy jednego państwa – Rzeczpospolitej. To walę: Pewnie wszystkim jest znany fakt, że bez mała 400 lat tworzyliśmy kiedyś wspólne państwo z Litwą. Tyle teoria, a w praktyce? W praktyce wyglądało to tak, że 90% mieszkańców Wlk. Księstwa Litewskiego stanowili… No kto? Oczywiście Białorusini, ich możnowładcy, szlachta (bojarzy), mieszczanie i chłopi. Czyli de facto unię i wspólne państwo tworzyliśmy głównie z Białorusinami, a Litwa tylko firmowała całe przedsięwzięcie, dając swój szyld. Drugim ważnym faktem jest, iż nikt Białorusinów nie zmuszał do akcesu przystąpienia do Rzeczpospolitej, oni sami żądali przyłączenia do Polski, bo w ten sposób nabywali prawa, o których wcześniej mogli tylko marzyć. I teraz drobna uwaga: w jakichkolwiek publikacjach i tekstach, czytając o niegdysiejszych przedsięwzięciach polsko- litewskich, musimy mieć świadomość, że były to „de facto” działania polsko-białoruskie. To tyle o historii, bo to w końcu forum motocyklowe, a nie historyczne. Po jednym dniu wypoczynku, (trzeci dzień wyprawy) pakujemy klamoty… robimy pamiątkowe foty… Siergieju, dziękujemy za gościnę. Grupa szwędająco-szutrowa w pełnym składzie. …i ruszamy dalej, oczywiście tą samą drogą, którą przybyliśmy… Podążamy ku cywilizacji. W najbliższej wiosce robimy pierwszego STOPA, trzeba naciągnąć łańcuchy, korzystając z kluczy miejscowego warsztatu. Dzisiejszy, czwarty dzień wyjazdu jest lajtowy, do pokonania coś ok. 270-300 km szutrów i bocznych asfaltów, więc jedziemy niespiesznym tempem oglądając Białoruś. Mijamy okoliczne wioski i miasteczka przypatrując się życiu Białorusinów. W wioskach nie ma bieżącej wody w domach. Są za to przydrożne hydranty z których mieszkańcy noszą wodę do domów, a to patent – pozwalający nabrać wodę, ale tylko wtajemniczonym, niezbędny jest bowiem do tego specjalny klucz... i cegła. Charakterystyczne domy białoruskich wiosek, we wschodniej Białorusi drewniane domy to prawie 100% zabudowy, im bliżej zachodniej części, tym udział domów murowanych wzrasta. Szutrowanie… Jadąc jako pierwszy w grupie, oglądam w lusterku niesamowity widok: gromada motocykli jadąca całą szerokością szutrowej drogi w tumanach pyłu przez, który przebijają się światła reflektorów. Cykane foty niestety nie oddają tego zjawiska, gdyż tutaj kolumna jest zbyt rozciągnięta i nie ma efektu skumulowanej chmury pyłu… Po drodze zatrzymujemy się w różnych, dziwnych miejscach. Tutaj to Druck, stare słowiańskie grody pamiętające czasy Rusi Kijowskiej i Waregów. W tym miejscu w 1660r miała miejsce potyczka oddziału Kmicica ( tak, tego z sienkiewiczowskiego „Potopu” z wojskami moskiewskimi. Po pierwszej porażce wojsk Rzeczpospolitej (Kmicic pokpił sprawę), kiedy z odsieczą przybyły chorągwie Czarnieckiego, Moskali rozbito. Po południu docieramy do Mohylewa, tutaj czeka na nas hotel i grupa „szosowo-hotelowa”. Po czterech dniach podróżowania nareszcie możemy się domyć i wyspać bez towarzystwa meszek i komarów. Ale zanim pójdziemy spać ruszamy na podbój miasta :). „Trzej Panowie w fotelach ( nie w łódce) nie licząc psa…” Mohylewski ratusz, najstarsza część miasta – tutaj stał niegdyś zamek. Dniepr – dla mnie niezwykła rzeka, to tędy przed tysiącem lat płynęli Wikingowie podbijając okoliczne ludy i ustanawiając swą władzę. Dawali płatną ochronę okolicznej ludności, mniej więcej to samo co oferuje dzisiejsza mafia… i demokratycznie wybrane władze państw szczycących się wolnością . W jakiejś knajpce. Ten wieczór, to dla mnie wielka nauka i lekcja życia. Mam okazję zaobserwować profesjonalne zachowanie swoich kompanów, którzy niczym skanery omiatają wzrokiem znawców niewieście kształty sunące deptakiem. Co ja naiwny robiłem przez tyle lat??! Marnowałem tylko czas… Upojeni zapewne widokami i atmosferą tego europejskiego miasta wracamy do hotelu, trochę gadamy, a w zasadzie to głośno się drzemy ( no,dobrze - dyskutujemy) w hotelowym hallu, a potem walimy się spać... Bez komarów i meszek...baaajka.
  5. 17 likes
    5 dzień, wyjeżdżamy z Mohylewa i ruszamy dalej na szlak, kierunek wschód… Pierwszy postój robimy gdzieś nad niewielką rzeczką Basią, tak oczywiście, dobrze się domyślacie, była tutaj bitwa . Jesteśmy bowiem dalej na szlaku Pana Paska, który uczestniczył i w tej potrzebie, barwnie opisując w swych pamiętnikach całe starcie (bitwa nad Basią odbyła się kilka miesięcy po bitwie pod Połonką -pierwszy nocleg). Wyniku bitwy pewnie też się domyślacie, tak wygraliśmy. Konsekwencją tej bitwy był carski rozkaz wydany moskiewskim dowódcom, zabraniający im przyjmowania bitew w otwartym polu z Polakami, gdyż zawsze kończyły się tak samo i robiło się to już powoli nudne… Po krótkiej pogadance i lekcji historii odbytej gdzieś na poboczu drogi, lecimy dalej do następnego punktu wycieczki. Tak, dobrze zgadujecie, to też będzie pole bitwy. Wiem, wiem, to też powoli robi się już nudne… Lenino. To tu w 1943 roku miała miejsce pierwsza bitwa LWP tworzonego u boku armii radzieckiej. W czasach PRL-u bitwa służyła za symbol polsko-radzieckiego braterstwa broni. Jako wychowanek tegoż PRL-u mam uraz i jednocześnie ugruntowany stosunek do tamtych czasów, podobnie jak i do Ludowego Wojska Polskiego, w związku z czym przez wiele lat zupełnie nie interesowałem się bitwą, gdyż wszystko co dotyczyło tamtych czasów pogrążone było w morzu kłamstw i przeinaczeń. Warto jednak spojrzeć na uczestników tamtych wydarzeń po odrzuceniu polityki. Niezwykły jest los i decyzje zwykłych żołnierzy, którym obca była polityka. Ci ludzie, którzy w wyniku represji Stalina znaleźli się w ZSRR mieli tylko jeden cel – wyrwać się z tego raju na ziemi jakim był ZSRR. W tej bitwie szafowano ich krwią, nikt nie robił tego specjalnie, taka była po prostu natura frontu wschodniego i Rosji – życie ludzkie nigdy nie było tam wiele warte… Ginęli tutaj tysiącami i to na stosunkowo niewielkim odcinku (ok. 2km linii frontu), warto w tym miejscu pochylić głowę. Ich śmierć nie miała żadnego wpływu na przebieg ogólnych zdarzeń, ot zwykły bez znaczenia epizod, w którym w ciągu niecałych dwóch dni walk ginie, bądź jest rannych lub zaginionych ok. 3 tys. ludzi… Chylę głowę tak nisko jak tylko mogę... Polacy atakowali z tego wzniesienia, atakując w dół w dolinę rzeczki Mierei… …a potem w kierunku w oddali leżących łąk. Zwiedzamy mauzoleum, cykamy foty. Dać chłopcom zabawkę. A tak się niektórzy oburzali, kiedy stwierdziłem, iż fakty z naszej 1000-letniej historii mówią, iż jesteśmy narodem zmilitaryzowanym i o zgrozo! lubiącym wojaczkę i podboje (o tej agresji wobec innych narodów to jeszcze będzie…). Obserwuję wprawne ruchy kanonierów i uśmiech na gębach. Sami pacyfiści... Jeszcze chwilę rozmawiamy o wydarzeniach z minionych lat i lecimy dalej. Część drogi to oczywiście szuterki, trafiamy na jakiś długi, prosty odcinek na którym trudno się zgubić, więc odkręcamy manetki i kolumna rozciąga się w długiego węża, każdy jedzie swym tempem. W takich sytuacjach poszkodowanym jest zamykający, który ma obowiązek jechać na końcu, na tej pozycji zawsze był to artex, zbierał na siebie cały pył wszystkich uczestników. Artur - wielkie dzięki, dla Ciebie i taty. A pyliło się coraz bardziej, gdyż po kilku dniach ładnej pogody szutry zdążyły obeschnąć. Kolejny postój wypada pod Orszą w pobliżu zakola Dniepru. To na tych polach w 1514 roku doszło do bitwy pomiędzy wojskami Rzeczpospolitej, a Moskwicinami. Starcie było jednym z największych w ówczesnej Europie, na tym stosunkowo niewielkim terenie mordowało się tu w sumie ok. 100 tys. ludzi. Bitwa wygrana przez wojska Rzeczpospolitej. Wiem, że dużo tych pól bitewnych na naszym szlaku i zaczyna się to wszystko się mieszać (a to jeszcze nie wszystko), ale taki był zamysł, by pokazać uczestnikom wyprawy jak wiele się tu działo z naszym udziałem na tych terenach. Na przestrzeni kilku wieków było tu więcej walk niż w tym samym czasie na terenach centralnej Polski. To tutaj przez ponad dwa stulecia toczyliśmy rywalizację z Moskwą, którą to rywalizację przegraliśmy. I to sromotnie. Skończyło się zaborami. Lecz tak na prawdę nic się nie zakończyło, życie toczy się dalej, a piłka w grze... Gdzieś na trasie wita nas Lenin ze słowami: Towarzysze! Zapraszam do baru!” …a w barze: Jemy posiłek w przydrożnej knajpce i jedziemy dalej, oczywiście szutrami i bocznymi asfaltami. Po drodze agreSorek chwyta prawym okiem osę, czy pszczołę. Efekt wiadomy, twarz się powiększa, ale dobrze, że tylko na tym się skończyło… Robimy przymusowy postój. Wieczorem, już po zachodzie słońca docieramy na miejsce noclegowe nad jeziorem. Z tymi miejscami to nigdy nie jest do końca pewne co zastaniemy, gdyż wybierałem je na etapie planowania trasy, posiłkując się jedynie zdjęciami satelitarnymi z googla. Miejsce niby fajne, ale nigdy nie wiadomo, czy za kolejnym zakrętem nie znajdziemy czegoś lepszego. Szukanie taką zgrają motocykli było by kłopotliwe, więc na zwiady rusza zawsze szpica. Tu właśnie „szpica” wraca. Decyzja – na nocleg pozostajemy tutaj. Miejsce nie jest przypadkowe, przypadkom jak wcześniej napisałem trzeba trochę pomagać. Oczywiście będzie trochę historii, tym razem i przez następnych kilka dni motywem przewodnim będą kampanie Stefana Batorego (Batory, to nie tylko nazwa statku, mieliśmy kiedyś też takiego króla), lata kampanii to 1579-1581. Rys historyczny Moskwicini zawsze mieli i mają parcie na zachód, w 1564 roku Iwan Groźny postanowił przesunąć swoje granice nad Bałtyk (wiadomo nie od dziś, że kasiorę trzepie się dzięki handlowi i umożliwiającym go portom), na drodze stało jednak Wlk. Księstwo Litewskie. W zasadzie ówczesna Litwa, to był taki nadmuchany balonik, wystarczyła jedna kampania i praktycznie połowa Litwy (czyli i Białorusi) znalazła się pod skrzydłami Moskwy, tak z grubsza to tereny dzisiejszej Estonii, Łotwy i części Litwy znalazły się w raju, czyli w Rosji. Pech chciał, że ówczesna Litwa była w związku (małżeńskim, ale luźnym i bardzo tolerancyjnym) z Koroną, czyli Polską. A w związku małżeńskim jaj wiadomo, partnera kochamy bardziej jak życie zagląda nam do dupy. Podobnie było z Litwą. Rzuciła się w nasze ramiona z okrzykiem: kochanie ratuj! Bardzo Cię kocham! Już nie będę miała nikogo na boku. Cóż było robić, trza było pomóc kobiecie. W Rzeczpospolitej uchwalono gigantyczne podatki, zgromadzono wojska i kolejno rok po roku ruszyły trzy wyprawy na Moskwę ( na Połock i Psków). Te wyprawy to arcydzieło umysłu ludzkiego w dziedzinie organizacji i logistyki, a przypominam, nie było wtedy telefonów komórkowych. Rosjanie, a raczej Moskwicini po wkroczeniu na ziemie Litwy, budowali bardzo sprawnie zamki, dookoła było dużo lasów, więc budulcem było drewno. Na terenach dzisiejszej pn-wsch Białorusi (czyli tam gdzie się szwędaliśmy) jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać moskiewskie fortece i to w miejscach bardzo przemyślnych- na wyspach wśród jezior, czy w widłach przy ujściu rzek. Poniżej zamieszczam zdjęcie z trasą dojazdu na biwak, tak nie mylicie się na tej wysepce na j. Susza zlokalizowana była rosyjska forteca wybudowana przez wojsk Iwana Groźnego. Wygląd ówczesnej fortecy Susza. Susza Wielka forteca z liczną załogą i do tego na wyspie, prawie nie do zdobycia. Ale prawie, robi wielką różnicę. Jaki wynaleźliśmy sposób na zdobywanie takich zamków? Bardzo prosty. Ówcześnie strzelano z dział kulami żelaznymi, no ale kule grzęzły w drewnianej budowli nie czyniąc żadnych szkód. Do czasu. Do czasu, aż wymyślono, że należy strzelać kulami uprzednio rozgrzanymi w piecu do białości. Nie muszę mówić jaki efekt dawało naszpikowanie drewnianej fortecy rozżarzonymi kulami…Po jakimś czasie wszystko stawało w ogniu, a obrońcy zamku myśleli tylko o jednym: znaleźć się jak najdalej od płonącej fortecy. Proste? Proste. W przypadku Zamku Susza nie trzeba było nawet strzelać, obrońcy sami uciekli pozostawiając cały dobytek i uzbrojenie Polakom. Kiedy przejeżdżaliśmy przez zabudowania wioski znajdującej się na wyspie zastanawiałem się ilu jej mieszkańców wie coś o jej historii… No biwaku: Niektórzy są przed… \ Inni już po… a\\ a niektórzy jak Przemek są akurat w trakcie…dmuchania. Miejscówka jest naprawdę przednia, nad samym jeziorem i z dogodnym zejściem do wody. Nawet komarów jak by ciut mniej. Zabieramy się za rozkulbaczenie motków i stawianie namiotów. Po kilkunastu minutach nad brzegiem jeziora wyrasta miasteczko namiotowe Wieczór to dobra pora na składanie raportów z całego dnia… Potem jest kąpiel. Jest moc . Raportów ciąg dalszy... Trafiamy na klimatyczny zachód słońca, jest naprawdę ładnie. Takie chwile to dla mnie kwintesencja motocyklowego szwędu. Sami zobaczcie. Humory nam dopisują. Potem kolacja. ...a na koniec ognicho i % Jest pięknie. c.d.n. Ostatnie zdjęcie ogniska, to jednak nie ten dzień i nie ten biwak, ale klimat oddaje...
  6. 16 likes
    Po dojechaniu polną drogą przez las na nocleg na działkę Siergieja, znajdującą się gdzieś po środku bezkresnych lasów Parku Berezyny czuję pewną ulgę. Po dwóch dniach bardzo intensywnej jazdy czeka nas dzień wypoczynku. To nic, że nie ma prądu, ani bieżącej wody, a w zamian są roje komarów i meszek. Mycie głowy to wspaniały luksus nawet i w takich warunkach. Domek i działka Siergieja znajdują się na leśnej polanie, która niegdyś była ludną wioską, teraz stoi tylko jeden dom – Siergieja, a z sąsiednią wioską łączy go zarastająca ścieżka, którą właśnie przyjechaliśmy. Miejsce to urokliwe, gdzie fizycznie odcinamy się od cywilizacji. Jak dla mnie jest genialnie i myślę, że to nie tylko moje odczucia… Namioty rozstawiamy przy akompaniamencie brzęku roi komarów, czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Potem to już standard: piwo, kolacja, nocne pogaduchy i walę się jak kłoda w namiocie. Budzę się dopiero nad ranem, kiedy jakiś kret, akurat właśnie pod moim namiotem postanowił zaczerpnąć świeżego powietrza… Ten dzień to całkowity chillout. Każdy może robić co chce, jedni mają niedosyt jazdy i szutrują po okolicy, drudzy per pedes idą na zwiedzanie sąsiedniej, opuszczonej wioski. Ja z Przemkiem pozostaję w trzeciej grupie – zajmujemy się degustacją. Przedtem jednak wraz z Przemkiem i Siergiejem jedziemy jego samochodem po wodę i zaopatrzenie dla całej ekipy do najbliższego sklepu (jednorazowo to pani w sklepie pewnie już dawno nie miała takiego utargu) . Ku uciesze ekipy, Siergiej wyciąga z garażu swojego motura. Do następnych fotek niezbędny jest podkład muzyczny: Ogólnie, to byczymy się, szwędamy po obejściu, nikt nie narzeka na nudę. Czarek i Przemek dokonują prezentacji liofilizowanej żywności. Potem to już ognisko i dłuuuuga kolacja. . Mięsiwo było pieczyste, było i gotowane, były i ogóreczki… Sprawami kulinarnymi zajmował się Kaes. Do wyboru, do koloru. I najważniejsze: były długie, polsko-białoruskie przy ognisku rozmowy. Nasz gospodarz – Siergiej, któremu jesteśmy niezmiernie wdzięczni za okazaną gościnę. Wiemy, że to specjalnie dla nas przygotowałeś całe obejście. Z pewnością będziesz czytał relację, więc korzystając z okazji jeszcze raz: bardzo Ci dziękujemy i gorąco pozdrawiamy! c.d.n.
  7. 13 likes
    Na prośbę Mili dodaję zdjęcie kotka.
  8. 11 likes
    Białoruś jest dla nas praktycznie krajem zagadkowym, o który niewiele wiadomo. A przecież to dawna Rzeczpospolita i łączy nas tak wiele, że trudno to opisać. Najlepiej przekonać się samemu, gdyż słowa nie są w stanie oddać atmosfery tam panującej i stosunku Białorusinów do nas.
  9. 10 likes
    Wróciłem z Norwegi. 27 dni - 9700 km
  10. 9 likes
    Tysiące wspaniałych wspomnień utrwalone w krótkim klipie. Dokładnie za pół roku wracamy na te trasy ponownie - musimy wyrównać niektóre rachunki !
  11. 8 likes
    Hej! Tu Jasinkowa, czytam wspomnienie z Waszej wyprawy. I ten tekst "Gdzieś na trasie wita nas Lenin" przywiał mi wspomnienie z przed lat: Razem z koleżanką z klasy wbijamy do niej do domu, mamy pewnie po 10 lat, czasy PRL-u. U koleżanki w domu babunia gotuje pyszny obiad, babcia ubrana w fartuszek gospodarczy w klapie wpięty znaczek Lenina. Koleżanka pyta: "Babciu dlaczego Lenina wpięłaś sobie w klapę?" Babcia naciąga fartuszek, mruży oczy, spogląda na znaczek i mówi: "Lenin? To Lenin? A ja myślałam, że to Ojciec Święty".
  12. 7 likes
    Niektórzy wyglądają Ja z czeresniak, a inni za to jak Marusia :-) Ride, eat, sleep, repeat!
  13. 7 likes
    Wrocilismy z Alp Wszyscy cali Wysłane z mojego E6853 przy użyciu Tapatalka
  14. 6 likes
    Hejt? Widać że Kolega tu nowy A merytorycznie: z moich doświadczeń "z relacji ceny ofertowej do transakcyjnej" wynika iż mam ją w dupsku jeśli motocykl sprawia mi frajdę i zamiast się zastanawiać ile za niego zapłaciłem, ile na nim stracę wolę zastanawiać się gdzie się przejechać
  15. 6 likes
    To ktoś od nas? Nie kojarzę tego kasku...
  16. 5 likes
    @up: nie mogę nic dodać pod zacytowanym tekstem. Chciałem tylko napisać, że taka reakcja to chyba syndrom stada, bo Sylwia mówi, że pod koniec też się zaczęła oglądać za dziewczynami. @up2: O, samo połączyło posty. Fajnie.
  17. 5 likes
    A w Suwałkach jak zwykle śnieg Wysłane z mojego Lenovo B8000-H przy użyciu Tapatalka
  18. 5 likes
  19. 5 likes
    Wycofanie się na z góry upatrzone pozycje. Ride, eat, sleep, repeat!
  20. 4 likes
  21. 4 likes
  22. 4 likes
    Uwielbiam te złote myśli A jest wadliwy bo? Jak każde urządzenie wymaga obsługi. A że agregat jest wrażliwy na jakość płynu hamulcowego, zaniechanie jego wymiany prowadzi do uszkodzeń które są niestety kosztowne. Podany wyżej koszt 6000 zł to koszt nowego urządzenia w ASO. U mnie padła właśnie pompa (przy przebiegu 175 tys km) i jej kompletna regeneracja z gwarancją kosztowała mnie połowę tej kwoty, tj 3k pln. Niemało, ale warto zapłacić na hamulec który jest jak brzytwa a nie drutować z jakimiś podmiankami albo wręcz usuwaniem ABS.
  23. 4 likes
  24. 4 likes
    Bo Wy spamerzy to byście tylko spam tworzyli i ludziom misz masz w głowie robili, a to trzeba pomóc potrzebującemu bez zbędnych słów i jakiś głupich uwag o ryju. Musicie stać się jak ja ... wtedy nastanie ład, porządek i miłość oraz nadejdzie czas braterskich relacji opartych na wzajemnym szacunku
  25. 4 likes
  26. 3 likes
    Co robił husarz – motocyklista w Mińsku? 17 lipca 2017 Mieszkańcy białoruskiej stolicy mogli poczuć się nieco zaskoczeni, widząc szarżę motocyklisty w rycerskiej zbroi. Co robił tej skrzydlaty husarz w sobotni ranek na prospektach Mińska? Pewnie śpieszył do grodu nad Niemnem, by zdążyć na Dni Króla Stefana Batorego, które w dniach 13-16 lipca odbywały się w Grodnie. Więcej...
  27. 3 likes
    O biustach się nie dyskutuje.
  28. 3 likes
    Poka zdarte tłoki. Wysłane z mojego Lenovo B8000-H przy użyciu Tapatalka
  29. 3 likes
    Powiem tak: gdybym szukał kobiety na coś więcej niż jedna randka to byłbym wdzięczny każdemu kto by posiadał wiedzę i mi ją przekazał, że akurat ta kobieta ma problem z częstym "bólem głowy"
  30. 3 likes
    Mila jeszcze kilka wyjazdów z nami i nadrobisz stracony czas [emoji4] Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
  31. 3 likes
    No, 1400 km rocznie - rodzynek normalnie
  32. 3 likes
    Ty tak na poważnie, czy dla jaj to napisałeś?
  33. 3 likes
    Wszyscy pohajtani Wysłane z garażu
  34. 3 likes
    "Straszne były te husarskie mordy..."
  35. 3 likes
    Kropka to Ty nie wiesz, że jestem fanem kotów? A to jest mój ślicznotek, który chodził, chodził i wychodził sobie dom
  36. 3 likes
    @mila1, chyba zacznę żałować, że nie przygotowałam się do szutrów
  37. 3 likes
    No, to teraz w crocsach można jeździć
  38. 3 likes
    To sie okaże po badaniach Wysłane z garażu
  39. 3 likes
    Dla mnie wina motocyklisty. Z prawej się nas nikt nie spodziewa i nie powinno nas tam być. Szlag mnie trafia jak jadę w korku i samochody uprzejmie zajeżdżają mi drogę, bo ktoś leci prawą stroną. Z jednej strony chcemy ich nauczyć, że wszyscy się zmieścimy i by nam sie odsuwali w korku a potem sa tacy co nie umieją sobie w korku poradzić lub po prostu idą na łatwiznę - i przez takich się kierowcy wkurzają, bo pojawia się taki z prawej strony - gdzie się go nie spodziewają. Z własnego doświadczenia jeszcze jako plecak kiedy w ten sam sposób wyrżnęliśmy przy bardzo małej prędkości - dla odmiany ktoś z naprzeciwka skręcał w lewo na stację. Też wina kierownika motocykla - nie widział i nie dał szans się zauważyć. Stanowcze nie dla wyprzedzania z prawej strony i poboczem.
  40. 3 likes
  41. 3 likes
    @Jarek krótkotrwała pochwała wzrokowa
  42. 2 likes
    Znalazłem na białoruskich portalach kilka mapek z pól bitewnych Bitwa nad Basią I faza. Dla nieznających rosyjskiego powiem tylko, że na dole nasi a na górze moskale Bitwa nad Basią II faza. Bitwa nad Basią III faza. Bitwa pod Kuszlikami. Kolor czerwony to nasi, kolor niebieski to moskale Bitwa pod Połonką. Bitwa pod Orszą 1514
  43. 2 likes
    Hej! Tu Klaudia. Jeżdżę od 3 lat na moto. Wcześniej była to Honda Hornet pc41. Po dwóch dalszych wojażach na mojej hondzie stwierdziłam, że to moto kompletnie nie nadaje się to turystyki. Hanka została sprzedana i teraz chcę się stać szczęśliwą posiadaczką gs-a W związku z tym poszukuję BMW F650 GS rocznik 2008-2010.
  44. 2 likes
    No nie tak do końca jest to prawdą, bo we wrześniu i październiku 1939 roku na terenie dawnych Kresów dochodziło do wielu mordów dokonanych przez zrewoltowane białoruskie chłopstwo oraz przez białoruskich komunistów na polskich osadnikach, na ludności określającej się jako narodowości polskiej, polskich działaczach, na żołnierzach Wojska Polskiego atakowanych gdzy przemieszczali się w niewielkich oddziałach jak i na pojedynczych żołnierzy WP zmierzających do domów po rozkazie demobilizacji. O tym wszystkim również powinniśmy wiedzieć i pamiętać. Oczywiście nie było to na taką skalę jak to działo się Wołyniu ale jednak było. Zbrodnia w Lerypolu, w Budomli, Powstanie Skidelskie, Białoruskie dni Swobody i ich ofiary. Białostocki IPN w swoich zbiorach ma tego typu wydarzeń dużo więcej.
  45. 2 likes
    Cza było z nami pojechać w niedziele, przejeżdżamy tamtędy Jadąc ze Szklarskiej w kierunku Jeleniej Dziury trzeba skręcić w prawo na Piechowice a potem znowu z prawo na Michałowice. https://goo.gl/maps/y2j4QEjmrAN2 https://goo.gl/maps/JT6d7UdJze92
  46. 2 likes
    Przepraszamy za usterki. Przerwa techniczna, komp złapał syfa, w sobotę ciąg dalszy.
  47. 2 likes
    Kolego! Dziękuję za analizę materiału. Ale prawdziwe życie to nie statystyka. Kup to co się Tobie podoba, dobrze się na nim czujesz i jest technicznie sprawny. I użytkuj go zgodnie z przeznaczeniem, czego Tobie serdecznie życzę.
  48. 2 likes
    Trochę Ci się roczniki pomerdaly. To że jest zarejestrowany 2000 nie znaczy że jest gs-em a roczniki 2000-2007 to już gs-y. Mam nadzieję że wiesz ze posiadasz F650 (zwane funduro) a nie F650GS? Rok produkcji max 1999 EDIT: serio masz 17-ke koło z przodu?
  49. 2 likes
    Przemku, Ty wiesz ile trzeba się nachodzić, żeby znaleźć jakiś fajny i dobry browar? A restaurację z browarem, to już chyba nie muszę mówić
  50. 2 likes
    O ile mnie pamięć na zawodzi to poniżej 0,5 metra, ale tego na milimetry się nie kupuje .... Jak Cię stać kup metr i po sprawie ...