Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'białoruś' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukuj po tagach

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukuj po autorze

Typ zawartości


Forum

  • Na dzień dobry
    • Przywitalnia
  • Ogólne
    • Zamierzam kupić moto...
    • Inne motocyklowe
  • Dział Techniczny
    • Mechanika ogólna
    • Odmieńcy i inne przypadki
    • Nasze samoróbki i modyfikacje
  • Wyprawy
    • Foto(i)relacje bez blokady
    • Przewodniki
  • Techniczno-historyczne
    • Modele
    • Historia
    • Testy, porównania
  • Giełda
    • Sprzedam
    • Kupię
    • Nie związane z motocyklami
    • Jest robota

Znaleziono 2 wyniki

  1. Białoruś jest dla nas praktycznie krajem zagadkowym, o który niewiele wiadomo. A przecież to dawna Rzeczpospolita i łączy nas tak wiele, że trudno to opisać. Najlepiej przekonać się samemu, gdyż słowa nie są w stanie oddać atmosfery tam panującej i stosunku Białorusinów do nas.
  2. Wrzucam Wam przetłumaczony przeze mnie artykuł o motocyklistce z Białorusi, która swoim F650GS wybrała się aby wykąpać w źródłach termalnych Islandii. Zapraszam. Dziewczyna, motocykl i nieprawdopodobna Islandia. Reportaż z północy Europy. 24 lipca 2016 Onliner.by Autor: Andriej Żurow. Foto: Jekatierina Archipowicz W tym roku malusieńka Islandia nagle stała się bardzo popularna dzięki swojej drużynie piłkarskiej, która to, wykazawszy upór i monolit, odniosła zwycięstwo nad Anglikami na mistrzostwach Europy. Z tego też powodu znana mińska motocyklistka Jekatierina Archipowicz (w kręgach motocyklowych znana jako Moto-Katrina) postanowiła udać się na wyspę znacznie wcześniej. Rozumie się, że swoim BMW F650GS. Co na nią czekało w 10-tysięcięcznej kilometrowej podróży? — Pokochałam ten kraj, kiedy zobaczyłam film „Sekretne życie Waltera Mitty”. Główny bohater jeździł na deskorolce i zwiewał od buchającego Eyjafjallajökull (jeżeli pamiętajcie, to ten nieduży wulkan narozrabiał zamykając powietrzny obszar w 2010 roku). Pejzaż na ekranie kina naprawdę robił wrażenie i wydawał się być narysowanym obrazkiem. Serce zabiło mocniej, i przyobiecałam sobie, że zobaczę to wszystko na żywo, — przyznaje dziewczyna. Według niej, nie jest ona totalną romantyczką, która może rzucić wszystko dla jakiegoś marzenia, ale zwyczajnym biurowym pracownikiem, podróżującym w czasie urlopu za zaoszczędzone pieniądze. Zbierała długo — ponad rok. — Na Islandię można dotrzeć na dwa sposoby: promem i samolotem. Drugi wariant dla mnie nie jest korzystny — zaznacza, pozostawał pierwszy, — kontynuuje motocyklistka. — Promową przeprawą pomiędzy Danią a Islandią zarządza kompania Smyril Line. Ogromna ośmiokondygnacyjna piękność Norrona dwukrotnie w tygodniu dostarcza wszystkich amatorów przygód z duńskiego portu Hirtshals do islandzkiego portu Seyðisfjörður (nazwy takie, że język można połamać!). Koszt waha się od € 300 do € 2000 i zależy od mnóstwa czynników. Jekatierina rezerwowała bilety wcześniej — prawie siedem miesięcy przed podróżą. Wybrała również najtańszy wariant — coś w rodzaju plackarty na pociąg, i na dwie noce to zupełnie wystarczyło. Przewóz motocykla wyszedł nieco taniej, niż samochodu. Na witrynie działa wygodny kalkulator cenowy. Jest jeszcze mały myk:, jeżeli weźmiecie bilety z 2,5 - dziennym przystankiem na Wyspach Owczych, to koszt wyjdzie poniżej € 150 — 200. — A Wyspy Owcze są godne odwiedzenia i nie mniej atrakcyjne, — zaznacza Moto-Katrina. — Właśnie tak zrobiłam — kupiłam bilet bezpośrednio do Islandii z przystankiem w Thorshavn (stolica Wysp Owczych) w drodze powrotnej. W sumie bilet w obie strony kosztował € 520 (nie drożej niż polecieć do Turcji). Do Danii motocyklistka jechała trzy i pół dnia. Trochę pojeździła po Berlinie, znalazła się w Hamburgu na meczu piłkarski nożnej Niemcy — Słowacja i uporała się z zepsutym akumulatorem w firmowym centrum serwisowym BMW, w tym samym czasie testując nowy model producenta — F700GS: — Prowadzi się cudownie, w dynamice w kilka razy żywszy od mojego, nieco za twarde siedzenie, doskonałe zawieszenie, mocne hamulce, ale bardzo bałam się wywrotki: podpisałam dokument o wpłacie € 2000 w razie uszkodzeń z mojej winy. Kilka godzin przed odprawą promu zaczęły ustawiać się długie kolejki rowerzystów, motocyklistów i automobilistów. — Umiejętności pracownikom przy załadunku można pozazdrościć. Wydaje się, że jakby całe życie dobrze grali w tetris. Odległość między samochodami — nie większe niż 10 centymetrów. Trzy pokłady skompletowane do pełna! Przy czym wiele osób jedzie do Islandii różnymi pojazdami. Zajęć na statku jest niewiele, dlatego wiele osób robi zakupy w sklepie Duty Free, mieszczącym się na piątym pokładzie. Na Norronie jest kilka restauracji, kino, basen, sala fitness, mini jacuzzi, sale gier, ale zgodnie z opinią Jekatieriny, to wszystko szybko się nudzi. - Kontakty z innymi turystami - to naprawdę korzystne zajęcie - powiedziała. Na kołysanie dobrze pomagają tabletki. Wieczorem drugiego dnia pogoda trochę się popsuła, okrętem kołysało, i nie wszyscy dobrze sobie z tym radzili. — Rano przybyliśmy do portu Seyðisfjörður, — mówi motocyklistka. — Kiedy prom podpływał do brzegu, tłumy turystów umiejscowiły się na górnym pokładzie, ale byliśmy bardzo rozczarowani, ponieważ niczego nie zobaczyliśmy z powodu gęstej mgły. Kontrola trwała dosłownie dwa-trzy minuty i polegał na tym, że w garażu proszono о przejazd po czterech motocyklistów. Tam pies obwąchiwał kufry. Nawiasem mówiąc, paszport i inne dokumenty dla właścicielki BMW skontrolowano tylko na granicy z Polską i więcej nigdzie: ani na promie, ani na kempingu czy w hostelu. — Chociaż na Wyspach Owczych obowiązuje specjalny reżim wizowy (formalnie one należą do Danii ale są autonomicznym terytorium i nie należą do strefy Schengen), ale tam również nikt o paszport nie prosił, — zauważa Moto-Katrina. —Żegnając się z towarzyszami podróży naciągnęłam płaszcz nieprzemakalny, ochraniacze na stopy i udałam się do Egilsstaðir (islandzkie miasteczko, w którym mieszka 2,5 tys. osób), — dla Jekatieriny podróż dopiero się zaczynała. — Pogoda nie rozpieszczała, tablice informacyjne mówiły o temperaturze +4 stopniach Celsjusza a z nieba lał intensywny deszcz. Przez następne trzy dni było jeszcze gorzej. Ale rozpościerające się widoki zmuszały aby na amen zapomnieć o wszystkim tym, co działo się wokoło. Przecież Islandia to fantastyczny kraj! Pierwsze kilometry zupełnie przeniosą was do innego świata (a może, to po prostu inna planeta?). Opisać widoki słowami jest bardzo trudno. No i aparat fotograficzny dobrze nie potrafi oddać całego bogactwa barw tego cudownego kraju. Każdy zakręt, każdy odcinek drogi nie był podobny do poprzedniego. Tutaj czarny wulkaniczny piasek zmienia się w surowe skały bazaltowe, a tam przepiękne fioletowe pola kwiatów, wartkie strumienie, wodospady i majestatyczne góry. I wszystko to już w pierwszym dniu podróży. Jedna z lepszych wskazówek — to, co stale chce się fotografować. Dziewczyna zmuszała się aby nie zatrzymywać, widząc kolejną owieczkę albo konie specyficznej islandzkiej rasy, których nie ma więcej nigdzie w świecie. Udało się to nie zawsze. — Pierwszego dnia, pomimo uprzednio ustalonego planu i obiecaniu samej sobie by nie łazić po bezdrożach, powoli lecz nie bez trudności dojechałam do najpotężniejszego wodospadu w Europie — Dettifoss. Dodam, że to tu nakręcono epizod do filmu „Prometeusz”, — opowiada Moto-Katrina. Numeracja dróg w Islandii jest prosta. Jest główna obwodnicą Nr 1, otaczająca brzegiem cały kraj. W 99,9% jest asfaltowa i doskonałej jakości. Przejechać nią można każdym pojazdem. Są drogi dwucyfrowe, i one zazwyczaj są również asfaltowe, ale nieco gorsze. Czasem spotyka się szutry, które nie są do przewidzenia. Jedzie się po dobrym asfalcie i nagle zauważa się odpowiedni znak. Trzycyfrowe drogi praktycznie wszystkie są żwirowe. A jeżeli przed dwoma albo trzema cyframi w oznaczeniu drogi stoi indeks F, to pchać się tam można tylko pojazdem z napędem na cztery koła, przed sobą ma się piasek, brody, ostre kamienie i inne radości dla amatorów offroadu. Do wodospadu Dettifoss z obu stron prowadzą trzycyfrowe drogi, większość jest podobna do starych desek do prania. Ale pięknie! Motocyklistka nocowała w okolicach malowniczego jeziora Mývatn (znajdującego się na północy kraju). W pobliżu niego są źródła termalne, podobne do słynnej Niebieskiej Laguny w pobliżu Reykjavíku. Wzdłuż dróg często spotykane są oto takie piramidy. Budowane są aby przynosiły szczęście i dawały wiarę, że budując taką piramidę, daje się życie małemu trollowi. — Rankiem odwiedziłam park Dimmu Borgir (w tłumaczeniu — „ciemna siła”) i najpiękniejszy wodospad Goðafoss (w tłumaczeniu — „wodospad boga”); przy przyjęciu chrześcijaństwa wrzucano do niego pogańskie bożki). Odwiedziłam miasto Akureyri (północna stolica Islandii) i wpadłam aby wykąpać się w najpiękniejszym basenie w miasteczku Hofsos, — melduje Moto-Katrina. Basenów w Islandii jest bardzo dużo, praktycznie w każdym mieście. Oznaczone są specjalnymi znakami, wstęp kosztuje od € 5 do € 10. W Hofsos jest basen godny uwagi, dlatego że jest położony na skale, a na dole rozciąga się Ocean Atlantycki. Po długich godzinach w deszczu i zimna jest bardzo pięknie i ciepło. — Następny dzień wypadł niezbyt pomyślnie. W planach było odwiedzenie przylądka Látrabjarg — nawiasem mówiąc, to najbardziej zachodni punkt Europy. To miejsce zamieszkane przez maskonury zwyczajne, uważane za symbol Islandii (bardzo sympatyczne ptaki). Po tym jak przejechałam ponad 300 kilometrów, nawigator zaczął uparcie kierować mnie na drogę z indeksem F, co całkiem nie było dobre dla moich drogowych opon. Musiałem zawrócić i dotrzeć do Reykjaviku. Na wjeździe do stolicy jest tunel Hvalfjörður, który łączy miasto z portem Akranes. Jego długość — 5770 metrów, a 3750 z nich przechodzi pod dnem morskim. Najniższy punkt tunelu — 165 metrów niżej poziomu morza. Przejazd jest płatny, dla motocykla koszt wynosi około 2 $, dla samochodów — od 10 $. Przy wjeździe do stolicy pogoda raptownie się poprawiła, wyjrzało słońce i ociepliło się do +9 stopni. Jechać było o wiele przyjemniej a i krajobrazy słonecznej Islandii były niezwykłe. Do czasu wyjazdu dziewczyna nawiązała kontakt poprzez stronę CouchSurfing z islandzkimi motocyklistami, którzy uprzejmie zgodzili się dać jej schronienie i pokazać okolice. Wreszcie przyszedł czas aby odwiedzić słynne w całym świecie termalne źródło Niebieska Laguna. To bardzo malownicze jezioro z leczniczymi błotami, barem i innymi rozrywkami dla turystów. Należy zauważyć, że tak po prostu nabyć bilet, i przyjechać tam nie można. Trzeba najpierw zarezerwować określony termin poprzez stronę internetową. Koszt — od € 50. Okolice Reykjavíku bogate są w gejzery, jeziora i inne przyjemne dla oka osobliwości. Tu motocyklistka po raz pierwszy poznała co to są te gejzery: — One mają wstrętny zapach stęchłych jaj, i potem właśnie po tym zapachu zaczniecie odnajdywać gejzery we wszystkich zakątkach Islandii. W dni wolne w mieście funkcjonuje pchli targ Kolaport. Z pozoru — zwykły second-hand, ale można niedrogo nabyć tam dzianinę z owczej wełny, ozdoby z kamieni wulkanicznych i wielorybiej fiszbiny, a także skosztować można legendarnej hakarl (narodowa potrawa, suszone mięso grenlandzkiego rekina). Świeże jest uważane jako trujące. — Przyznaję, że nie zdecydowałam się spróbować, — opowiada dziewczyna. — mają bardzo silny i ostry zapach amoniaku. Ale miejscowi mówią, że to najlepszy środek na wszystkie choroby. Jeść hakarl trzeba popijając narodowym napitkiem — brännvinem (to wódka z kartofli z dodatkiem kminku). W czasie podróży motocyklistka znalazła się na meczu piłkarskim Islandia — Francja. Śródmieście Reykjavíku wypełniło się kibicami, zgodnie kibicujących w szczególny sposób i głęboko przeżywających każdą akcję ulubionej drużyny. Ale Francuzi i tak zwyciężyli. — Dosłownie, policji praktycznie nie ma, — dzieli się wrażeniami właścicielka BMW. — Widziałam ich tylko dwukrotnie, i to w okolicach Reykjavíku. Na drogach stoją fotoradary, o których uprzedzają znaki, — i to wszystko. Pełna swoboda. Ale podobno, jeżeli złapią, to kary są ogromne. Zjazd z drogi w nieprzepisowym miejscu karze się mandatem do € 4000. Konsultując się z islandzkimi znajomymi Jekatierina postanowił przejechać się „złotym pierścieniem” Islandii (można go objechać w ciągu 3 — 4 godzin), a następnie udać się promem na archipelag Vestmannaeyjar i spróbować mimo wszystko znaleźć maskonury. „Złoty pierścień” składa się z Narodowego Parku Thingvellir, Doliny Gejzerów i wodospadu Gulfoss. Bardzo piękne miejsca, ale zatłoczone. W Dolinie Gejzerów najważniejszy — Strokkur. Sapie on za wszystkich współtowarzysz, co 5 — 7 minut wyrzucając strumień gorącej wody na wysokość do 30 metrów. — Prom na Vestmannaeyjar i z powrotem kosztuje koło 50 $, — mówi dziewczyna. — Wszystkie wyspy można objechać w cztery godziny. Ale przecież przyjechałam na poszukiwanie maskonurów! Krążąc kilka godzin i będąc zdenerwowana napisałam Islandczykom, że ktoś mnie oszukał, i że nie ma tu tych ptaków. Otrzymałam odpowiedź „stój tam, gdzie stoisz” po 5 minutach zaskoczona próbowałam nadążyć za niebieskookim Islandczykiem na czerwonym sportowym motocyklu, każącym mi jechać za nim. Doprowadził mnie na wysoką skałę, obok której już kilka razy przejeżdżałam, wskazał na urwisko i jaskinię w najniższej części i w mgnieniu oka zniknął za horyzontem. Zostałam sama z owieczkami i ze strachem patrzałam w dół próbując wypatrzyć pomarańczowo dziobych puffinów (angielski nazwa maskonurów). I praktycznie w najniższej części z jaskini znajdującej się w skale pojawił się pierwszy maskonur. Ostrożnie schodząc z 15 metrów, stałam bez ruchu i próbowałam sfotografować przystojniaka. Ale był za szybki i wzbił się w powietrze z charakterystycznym trzaskotem dzioba. W następnej godzinie puffiny pojawiały się wokół mnie co kilka minut, i nawet udało mi się zrobić kilka zdjęć. Jednym z najważniejszych turystycznych miejsc Islandii jest lodowiec Vatnajökull, zajmujący 8% powierzchni kraju i przylegająca do niego lodowa laguna Yekyulsaurloun. Jeszcze trochę o jedzeniu. Będąc w Islandii, po prostu musicie spróbować najłagodniejszej baraniny. Przygotować ją można na jednorazowym grillu (kupić ją można w sieciach supermarketów Bonus i Kronan). Przygotowuje się ją szybko, a zjada jeszcze szybciej. Lepiej uzupełnić menu narodowymi naleśnikami (bardziej przypominającymi pitę) — flatke. — Tydzień na wyspie zupełnie wystarczy, aby zakochać się w tym nieprawdopodobnym kraju, ale to bardzo mało aby całkowicie zanurzyć się w jego wszystkie tajemnice, — podsumowuje motocyklistka. — W drodze powrotnej spędziłam trzy dni na Wyspach Owczych, ale one zasługują na oddzielne opowiadanie. Na zakończenie kilka słów o wydatkach. Podróż wyniosła € 1800 wliczając przeprawę promową, przejazd płatnymi drogami, paliwo, nowy akumulator, pobyt i wydatki na żywność. Wszelkie pytania odnośnie podróży na Islandię i na Wyspy Owcze Jekatierinie Archipowicz można zadawać za pośrednictwem poczty — moto.katrina@gmail.com. Onliner.by zastrzega sobie prawo do zdjęć i tekstu w oryginale. Tłumaczenie własne.