Skocz do zawartości

trolik

Użytkownik
  • Zawartość

    519
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    33

trolik last won the day on 20 Styczeń

trolik had the most liked content!

Reputacja

1697 Excellent

O trolik

  • Tytuł
    Forumowy wymiatacz

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja:
    Szczecin
  • Motocykl
    F650GS 2000r Efcia, XT660Z 2016r Gienia
  • Przebieg
    65k

Ostatnie wizyty

1258 wyświetleń profilu
  1. trolik

    Chcę tam wrócić!!

    Jest tam taki prostokat- to info ze ruszam z noclegu. Po tym poznasz:-). A okazja do spotkania pewnie jeszcze nie raz sie trafi:-). Pozdrawiam trolik
  2. U mnie każdy kierunek jest nowym kierunkiem :-). Kirgistan z naszej wyprawy był zupełnie różny od tego, co zobaczyłem w zeszłym roku. Dla mnie nazwa kraju nie ma znaczenia-ważne żeby było pięknie i żeby była przygoda. Dlatego na ten rok chcę jechać na Zakarpacie-niedaleko, ale za to zajebiście :-) pozdrawiam trolik
  3. trolik

    Chcę tam wrócić!!

    A bo ja wiem gdzie to było... :-) Pacz tu: https://eur-share.inreach.garmin.com/ZakarpacieiBieszczady :-) Pozdrawiam trolik
  4. trolik

    Chcę tam wrócić!!

    Ja sie tak zmotywowalem, że nie planujebw tym roku zadnej duzej wyprawy-mam zamiar zaorac Podkarpacie (Rou i Ukr) we wrzesniu i pazdzierniku:-). Pozdrawiam trolik
  5. Jesen też się odezwał:-). Przysłał mi tylko emotikonki :-). Lubię podróże, które się nie kończą...:-) pozdrawiam trolik
  6. trolik

    Chcę tam wrócić!!

    Oferuję się odkupić od Ciebie ..oczywiście po dobrym kursie... :-) pozdrawiam trolik
  7. trolik

    Chcę tam wrócić!!

    Bedziem gadac:-) Pozdrawiam trolik Wysłane z mojego SM-G925F przy użyciu Tapatalka
  8. trolik

    Chcę tam wrócić!!

    Kurde...nie wiedziałem, że ten maszt jest taki duży... :-). No to jeszcze ładne kilka kilometrów nam do niego zostało...jest cel na następny rok:-) pozdrawiam trolik
  9. trolik

    Chcę tam wrócić!!

    Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda się upolować ładną pogodę gdzieś w maju...zobaczymy :-) pozdrawiam trolik
  10. trolik

    Chcę tam wrócić!!

    Mam nadzieję, że dożyję kolejnej jesieni i dane mi będzie pstykać podobne zdjęcia :-) pozdrawiam trolik
  11. trolik

    Chcę tam wrócić!!

    Po wczorajszej walce na Krasnej byliśmy naprawdę zmęczeni, do tego doskwierały mi porozbijane nadgarstki-kolejny dzień postanowiliśmy więc spędzić na luzie. Zanim jednak przejdę do widoczków chciałbym polecić Wam naszą metę w Kołoczawie-naprawdę fajne, spokojne miejsce z parkingiem dla motków, noclegiem dla kilkunastu osób w 2-osobowych pokojach, kuchnia świetnie wyposażona, wszystko czyste i schludne. Po kawie i śniadanku rozjuczyliśmy rumaki i na lekko wjechaliśmy na halę odległą od naszego noclegu o jakieś 800 metrów. Zero wysiłku a widoki....mniam... https://photos.google.com/share/AF1QipMwdW0NXpN1kQXq7N1_UfIuvyoJWfvkGKnTsQsTQoorQ6JUC2DUyVFC23L7uW0VjQ/photo/AF1QipPSCU6MX1Dqq51xMibd0OOPi_-y6AuBGwpgN_Vr?key=MGhnN3dWUU5DWFdiX3NJVjFOTGlKTExqcXFyMlFB Okazało się, że hala wcale nie jest taka mała, więc po kawce i godzince leżenia pośmigaliśmy sobie w te i nazad, Było naprawdę przyjemnie. Wczesnym popołudniem zwinęliśmy się na dół i po wizycie na stacji benzynowej skierowaliśmy się do jeziora Synewir. Ogólnie fajne miejsce, ale raczej nie w weekend, bo Ukraińcy traktują Synewir mniej więcej tak jak my Morskie Oko...ale i tak było fajnie. To był bardzo fajny, spokojny dzionek. Okazało się, że nie trzeba wspinać się na wysokie połoniny żeby cieszyć się pięknymi widokami... :-). Po powrocie dostałem sygnał, że moja Mama-Wojowniczka zaczyna radioterapię wcześniej niż planowano- w związku z tym musiałem rozpocząć przemieszczenie w kierunku domu. Następnego dnia spakowaliśmy się i po śniadanku ruszyliśmy w kierunku domu. Po 4 godzinach dojechałem do Krościenka i zaraz za przejściem granicznym skręciłem w prawo-chciałem sprawdzić, jak zmieniły się Góry Slonne w ciągu kilku lat od mojego ostatniego pobytu. Widoczki były do prawda piękne, ale szutry zostały wyasfaltowane niestety...więc bez większego żalu ruszyłem w kierunku autostrady. Nocowałem przy autostradzie w pobliżu Dębicy. Następnego dnia śmignąłem dalej na Wrocław i potem na Szczecin. Muszę tutaj dodać jeszcze jedną rzecz, która mnie przeraziła. Zbliżając się do Krakowa autostradą (chyba było to za Bochnią) widać było Kraków zanurzony w syfiastym, blado-żółtym smogu. Nad jednym miejscem (chyba nad hutą) smog przybierał postać grzyba, bo syf rozpędzony gorącymi gazami z kominów unosił się do góry, a następnie schłodzony opadał na okolicę. Mimo pięknej, słonecznej pogody miasto było ledwo widoczne w tym syfie. Współczuję ludziom, którzy tam mieszkają. Wieczorkiem dotarłem szczęśliwy do domku po to, by po praniu i myciu śmignąć następnego dnia rano do Gdańska i kibicować Mamie-Wojowniczce. Podsumowanie: Ukraina i Ukraińcy są wspaniali, więc CHCĘ TAM WRÓCIĆ!!! :-) pozdrawiam trolik
  12. trolik

    Chcę tam wrócić!!

    Rzeczywistoć jest lepsza niż zdjęcia:-) Pozdrawiam trolik Wysłane z mojego SM-G925F przy użyciu Tapatalka
  13. trolik

    Chcę tam wrócić!!

    Ta droga jest przed szkołą czy za? Bo nie potrafię zlokalizować szkoły na mapie...Tak czy owak-ja jeszcze chciałem próbować, ale Mariuszowi szkoda było czasu. Jak Bóg da, to będę chciał wybrać się tam w przyszłym roku. Różnica będzie taka, że spanko będzie na połoninach :-). pozdrawiam trolik
  14. trolik

    Chcę tam wrócić!!

    Celem kolejnego dnia była Połonina Krasna. Od Dziadka wiedziałem, że możliwy jest wjazd na tą połoninę od strony Kołoczawy. Sprubowaliśmy jednak 2 drogi i żadna nie doprowadziła nas na górę, a straciliśmy jakieś 1,5 godziny na walkę. Postanowiliśmy więc wjechać czerwonym szlakiem od strony Ust-Czarnej. Po wyjeździe z Kołoczawy rozpoczęliśmy lekką wspinaczkę na przełęcz oddzielającą tą miejscowość od Ust-Czarnej. Widoczki były fajne. W Ust-Czarnej bez problemu znaleźliśmy znaki czerwonego szlaku i wio pod górę! Droga nie była łatwa, szczególnie dla obładowanych motocykli. Było kilka ostrych zakrętów pod górę, dużo kamieni o wielkości główki dziecka (baby heads), ale dało się jechać. Najważniejsze, że było sucho-nie wyobrażam sobie wjazdu na Krasną po mokrej drodze. Pół godziny i litr potu później docieramy na Krasną. Było warto się męczyć!! Zaraz po wjeździe na górę zrobiliśmy sobie kawkę i ustaliliśmy plan:-). Plan polegał na tym, że mieliśmy pyrkać po połoninach z takim wyliczeniem, żeby zjechać do Ust-Czarnej na godzinę przed zapadnięciem zmroku. Dawało nam to niestety nie wiele czasu na pyrkanie, bo to w końcu październik i dni coraz krótsze. Widoki były przepiękne i powoli pyrkaliśmy sobie fajną dróżką naprzód robiąc częste postoje w celu podziwiania widoczków. Trasa nie była trudna, choć zdarzały się strome podjazdy-nie było to jednak zbyt trudne wyzwanie. Piękne widoczki i delikatne pyrkanie wydawały się nie mieć końca-miałem wrażenie, że jestem w motorkowym raju. Wszystko było idealne-piękna pogoda, cudowne widoczki, fajna droga i tylko my na całej górze. Ta cudowna jazda uśpiła moją czujność. W pewnym momencie zjeżdżając ze szczytu pagórka natknąłem się na nowość-zamiast delikatnego szutru na bardzo stromym zjeździe leżały baby heads...tylko baby heads. In this moment he knew he fucked up... Znalazłem się w punkcie bez wyjścia, bo wjechałem już w to gówno, a za mną Mariusz. Stromizna była taka, że nie dałoby się odwrócić motków, a nawet gdyby to nie dalibyśmy rady ruszyć z miejsca. Byłem przerażony. Przerażony czekającym mnie zjazdem i tym, że z pewnością zostaniemy na tej połoninie do końca świata, bo w życiu nie damy rady podjechać z powrotem. Po półgodzinie i jednym kreszu udało mi się stoczyć po po najtrudniejszym odcinku (ok 200 m)-został mi do pokonania drugi odcinek-też baby heads, ale mniejsza stromizna. W międzyczasie próbowaliśmy znaleźć drogę alternatywną po obu stronach, ale nic nie wypatrzyliśmy. Po kolejnych 15 minutach znaleźliśmy się na płaskim. Nawet nie odwracając głowy ruszyliśmy dalej, żeby choć na chwilę zapomnieć o tej masakrze. Mieliśmy nadzieję, że może uda się zjechać inną drogą...Poniżej w oddali widać ten zjazd-może nie robi on wrażenia na zdjęciu, ale uwierzcie, że z bliska wyglądało to zupełnie inaczej... Po kolejnych 15 minutach natknęliśmy się na następny stromy podjazd z baby heads. Nie był od co prawda tak stromy jak poprzedni, ale byliśmy zmęczeni walką i przestraszeni....Pamiętam te doznania do dzisiaj- nie było fajnie :-). Zatrzymaliśmy się i zaczęliśmy dumać co dalej. Od kreszy i podnoszenia Gieni uszkodziłem sobie nadgarstki-na szczęście nic się nie połamało, ale nie za bardzo chciały działać. Do tego kończyła nam się woda i słoneczko powoli zaczęło się zniżać... Postanowiliśmy wracać i poszukać alternatywnego podjazdu, choć z naszego obecnego miejsca mogliśmy spokojnie stwierdzić, że nic tam nie ma!! bez żadnego pomysłu i bez nadziei odpaliliśmy motorki i powlekliśmy się z powrotem. Przeżyłem w życiu kilka różnych przygód i wiedziałem, że nie ma sytuacji bez wyjścia, ale ta krótka jazda była bardzo smutna-wiedziałem, że jeśli nie znajdziemy bocznej drogi (a nie znajdziemy), to czeka nas całonocna walka z marnymi szansami na sukces...brrrrr nawet teraz się trzęsę kiedy sobie przypomnę tamte myśli kołaczące się w łepetynie... Nagle usłyszałem za plecami warkotanie małego motorka...!! Jessssst!! Chłopak na 150-tce wracał ze zbierania jagód. Powiedział, że na połoninę prowadzi tylko jedna droga-czyli ta, którą wjechaliśmy...Ale on wie, jak pokonać ten przerażająco stromy podjazd...po prawej stronie, jakieś 50 metrów od drogi dostrzegliśmy ledwie widoczną ścieżynkę prowadzącą do góry. Nadal było stromo, ale nie było baby heads....JESTEŚMY URATOWANI!!! Ale nie do końca.... Pierwszy, ten mniej stromy odcinek nadal trzeba było pokonać jadąc po kamieniach...a patrząc z dołu odcinek ten wyglądał przerażająco. No ale nic-przysiągłem sobie, że cokolwiek by się nie działo trzymam gaz i nie dotykam sprzęgła, a nogi nie mają prawa dotknąć kamieni. Złapałem kierownicę delikatnie i gaz!!! Kiera skakała na wszystkie strony jak szalona, ja miałem gęsią skórkę ze strachu, ale....jechałem! Mariusz też! po 200 metrach skręciliśmy w prawo na ścieżynkę omijając w ten sposób przerażająco przerażający drugi odcinek podjazdu. Tu już było ok, choć Mariusz zaliczył glebę kiedy przód podskoczył mu na jednym z rzadko występujących tu kamieni. Po 3 minutach byliśmy na górze!!!!!!!!!!!!!! Byliśmy wykończeni psychicznie i fizycznie. W planach na kolejny dzień był wjazd na Świdowiec, ale byliśmy tak wykończeni, że postanowiliśmy wracać do dobrze nam już znanej miejscówki w Kołoczawie. Miałem jeszcze trochę siły na złapanie wieczornych, pięknych widoczków... Mimo wszystko to był piękny dzień :-)
  15. Nawszod z Tatą zbudowali ładny kawałek homestay'a przed zimą. Mam nadzieję, że będzie gotowy na przyszły sezon. Zapraszam w imieniu Nawszoda z wioski Ipszorw!:-) Wysłane z mojego SM-G925F przy użyciu Tapatalka
×