Skocz do zawartości

dakarowy

Użytkownik
  • Zawartość

    14867
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    250

dakarowy last won the day on 22 Czerwiec

dakarowy had the most liked content!

Reputacja

22704 Excellent

O dakarowy

  • Tytuł
    Głos Północy

Kontakt

  • Strona WWW
    http://www.youtube.com/channel/UC_8LSw8ReX83Z7KA4eAjTww

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja:
    pomorskie
  • Motocykl
    BMW R1200GS ADV/Husqvarna 701 Enduro
  • Przebieg
    niski

Ostatnie wizyty

8647 wyświetleń profilu
  1. Nic nie znika bez powodu, uwierz [emoji1] Teraz w Google jest tak, że najpierw dajesz lajka i dopiero wtedy możesz zobaczyć zdjęcia [emoji28] Wysłane z mojego SM-J730F przy użyciu Tapatalka
  2. No właśnie, tego się spodziewałem, odebralismy mu lajki na ten dzień [emoji28]Jeśli zniknęły, to już tylko wina googla, jutro sprawdzę na kompie z roboty .. generalnie nie powinny, chyba że gugiel ma inne zdanie [emoji6] a jak wiemy, tam nic nie trwa wiecznie [emoji6] Wysłane z mojego SM-J730F przy użyciu Tapatalka Edit: już wiem o co kaman [emoji2357].. przywrocilem wszystkie do folderu i mam nadzieję że nadal będą widoczne [emoji51][emoji28] P.s. I tak było mało lajków, więc gugiel zablokował [emoji28] Wysłane z mojego SM-J730F przy użyciu Tapatalka
  3. Które? [emoji6]Roberto, musisz mieć blokadę, bo nie ma opcji żeby nie świeciły [emoji6] .. przynajmniej te moje [emoji848] Wysłane z mojego SM-J730F przy użyciu Tapatalka Co rozumiesz pod pojęciem poprzedni rozdział? Chodzi Ci o posty Vengosha, czy moje? [emoji848] Wysłane z mojego SM-J730F przy użyciu Tapatalka
  4. Dzień kolejny, jako że wszyscy są zdecydowani na wjazd kolejką na Mont Blank, nie pozostaje mi nic innego, jak, dołączyć się do wycieczki. Na szczęście szczytu nie widać, o czym informuje Pani w kasie, dzięki czemu udaje się zaoszczędzić 67E za ta przyjemność .. ja nie płaczę Nie zastanawiamy się zbyt długo, dochodzi do podziału grupy, ja Vengosh, Wino i Paweł lecimy przez Francję kierunek na Albertville, chłopaki z Afryki kawałek wracają i przez Szwajcarię chcą przejechać przełęcz św. Bernarda, punkt zborny miał być w Val Di Sere, stamtąd razem mieliśmy przejechać najwyższą przełęcz Coll de Liseran. Co kawałek tej widokowej trasy musimy przystawać by pocykać fotki, bo ta część Francji tez jest widokowo zajebista, to zresztą początek naszego niezrealizowanego plany tego wyjazdu, bowiem tu miała się zacząć nasza tegoroczna przygoda, więc tym bardziej napawamy się widokami, a że się nie udało.. no cóż, jest gdzie wracać w punkt! Zjazd z przełęczy jest równie ekscytujący widokowo Odbijamy zupełnie spontanicznie na przełęcz św. Bernarda, gdzie praktycznie co do minuty spotykamy się z naszą porannie rozdzieloną grupą I już sama przełęcz Po akcji zdjęciowej ruszamy razem do Val di Sere, tam dowiadujemy się że jednak przełęcz Coll de Liseran jest nieprzejezdna, z powodu zejścia lawiny śnieżnej Jedziemy jeszcze pod szlaban, ale mijany Pan Policjant potwierdza nasze doniesienia, do tego znowu zaczyna padać deszcz Podejmujemy decyzję o powrocie na przełęcz Sw. Bernarda i przebicie się do Włoch, z zamiarem noclegu pod Matterhornem, żeby porobić zdjęcia szczytowi szczytów.. czy górze gór.. czy jakoś tak Późnym wieczorem dojeżdżamy do miejscowości Breuil-Cervinia, tam szukamy noclegu, 30 km niżej jest kemping, ale jest późno, zaczyna padać i jest decyzja grupy, że bierzemy hotel. Średnio mi to pasuje, biorąc pod uwagę cenę, no i dziwne szopki właścicieli hoteli, ale o 22 już nie wybrzydzam, bierzemy hotel za 55E od osoby Zanim wybierzemy jednak ostateczny hotel, szukamy jeszcze takiego jednego, gdzies u podnóża Matterhornu Wieczorem jeszcze tylko szybka bibka bo późna pora i rano czekamy na słoneczny dzień dla zdjęć Poranek kolejnego dnia jest jak zwykle słoneczny, więc jadę zrobić kilka zdjęć na tle tej góry i okolicy I sam Matterhorn I przybysze z Matplanety Zjeżdżamy 30 km niżej, gdzie dokonujemy kolejnego podziału, tym razem Paweł z Vengoshem jadą na Szwarcwald, a ja Dawid i Tomek Wino jedziemy w kierunku Insbrucka, tam planujemy nocleg na kempingu, by kolejnego dnia Wino uderzył przez Salzburg na Rzeszów, a my z Dawidem przez Monachium do Foch, gdzie Dawid kieruje się do siebie na chatę, a ja na Szczecin, bo na Radom też jadą Jeszcze tylko kilka klatek z powrotu przez Szwajcarię Do Insbrucka dojeżdżamy po ciężkim i gorącym dniu, w którym musieliśmy przeciąć nudną jak flaki z olejem część Włoch na wysokości Mediolanu, po przejechaniu miliona rond, przed Insbruckiem jeszcze zlewa nas deszcz, ale mamy to już w dupie, tak jak i robienie kolejnych zdjęć. Następnego dnia na niemieckiej autostradzie mijamy się dwa razy z guralem, który jak się okazało p[ocinał TIRolotem na północ, niestety chwilowy brak połączenia z kaskiem nie pozwala nam się spotkać, udaje się połaczyć dosłownie po 30km, więc nie ma mowy o zawrotce. Ja tego dnia mam do przejechania 1132km autobaną do domu, jestem koło 19, spijam, 4 browary i padam jak kawka. Przebieg dzienny Przebieg tej ekspedycji Koniec.
  5. Budzę się w środku nocy, leje deszcz, czuję że jak za 5 sek zamek od tropiku nie puści, to puści mój pęcherz, nie było wyboru zakupione dzień wcześniej piwo.. w ilości 4 szt. puszkowcyh, po przeliczeniu na nasze za 80zł nie ma siły przwebicia i ani chwili nie pozwala zostać dłużej w moim ogranizmie trudno.. każdego szkoda Skoro świt zrywam się na równe nogi, nie pada, lecę więc już pod prysznic trochę się zagrzać, bo w nocy było trochębardziej rześko niż zwykle. Widzę brać afrykańską w ilości osób dwóch, jak walczy powoli z Afryką przy zdjęciu z niej koła, udaję że ich nie widzę, bo jeszcze będą czegoś ode mnie chcieli Poranna rosa momentalnie zamacza moje ciżemki, w kiblu nie można nabrać noralnie, jak biały człowiek, wody z kranu do butelki 1,5l, więc muszę się specjalnie przemieszczać w nieodkryte dotąd czeluście tego przybytku teochę mi to pasuje, bo na zewnątrz trwają przygotowania do operacji niemal na otwartym sercu No ale ile można lać i napełniać 1,5 litrową butelkę? Wychodzę, przebiega przez jezdnię i już widzę jak wykorzystanie stopki bocznej z Pawła GSa idzie na marne.. już wiem, że tylko ja mam najcięższy motocykl.. choć nadal udaję że ich nie widzę, w końcu śniadanie mistrzów jest ważniejsze od stania się jakimś superafrykanerem co to wszystko potrafi zrobić sam No ale dobra.. ciżemi i tak mam już mokre Co naturalne, z walki i tak nie ma zdjęć, niemniej sporo musieliśmy się napocić, żeby zrzucić oponę z rantu, potrzeba było super motocykla, plus ze 4 chłopa żeby się udało Finalnie chłopaki zakładają nową oponę, pożyczają ode mnie jedynie kompresorek a ja idę w końcu na zasłużone śniadanie mistrzów "A Grochów się budzi z przepicia.." czy jakoś tak to było Ktoś, nie wiadomo czego lata sobie helikopterem Pogoda wygląda na nieco lepszą, więc zbiermay się Plan jest na przełęcz Sw. Gotharda, która okazuje się być niestety zamkniętą więc pozostaje nam tylko taras widokowy nieopodal Obieramy kierunek na Passo della Novena, ciśniemy w dół, a później w górę, by odbić się od szlabanu, bo ta też jest zamknięta Nie pozostaje nam nic innego jak kierunek na Furka Pass.. Oczywiście korzystając już z portalu w internecie temu poświęconemu, dowiadujemy się, że ona też jest zamknięta, więc wpadamy na pomysł przejazdu koleją na drugą stronę góry bodaj za 23E o ile dobrze pamiętam Ornung muss sein .. był tam taki kierownik zamieszania, któy ustawiał wszystkich jak dzieci w przedszkolu, zrobiliśmy to I dyliżans dojechał, jeszcze tylko szybki załadunek i już można rozkoszować się jazdą pociągniem I to co bije od wszystkich jak widać na zdjęciach, to nta niesamowita radość w sercu! Po jakichś 15-20 minutach wysiadka Oczywiście szybki przelot do Francji, do Chamonix, pod Mont Blank, oczywiście końcówka w deszczu, żarcia tam w knajpie o tej porze nie dostaniesz, więc szybka decyzja, który kemping i już się rozkładamy z mandżurem i zupką chinską Na szczęscie po rozbiciu, lekko się rozpogadza Wieczorem trochę się powadziliśmy o maseczki, szczepienia i kto jest głupszy od kogo, ale i tak nie miało to większego znaczenia bo rano mieliśmy już wszyscy razem wjechać kolejką na Mont Blank
  6. Poranek reśki, ale noc nie była aż tak bardzo zimna, co było lekkim zaskoczeniem. Rano jest plan zerwania się czymprędzje i ruszenia w drogę, dla realizacji opóźnionego planu. A plany są po to, żeby je zmieniać. Jurkowi w Afryce kończy się tylna opona, Rolowi pod koniec poprzedniego dnia rozklejają się zaklejone dnia poprzedniego łatki, więc jego Afryka nocuje na wulkanizacji, gość nie ma nowej dentki, więc jak się uda ją gdzieśzałatwić w okolicy to pojedziemy dalej. Jurek i Herflik ruszają szuakć opony i zapasowej dentki jakieś 100km w jedną mańkę, do innego miasta. Czekamy więc na Herflika, który z tą dentką wróci. Na szczeście wulkaniztor dałatał oryginalną dentkę Rola i jego Afryka była gotowa już koło 9, pozostało poczekać tylko na Herflika. Był przynajmniej czas zakupy w spożywczaku i pierdolenie o głupotach na parkingu W końcu dojechał, ale był głodny, a my zmęczeni czekaniem, wieć ustaliliśmy że spotkamy się na granicy Włosko - Szwajcarskiej Dojechaliśmy do granicy, nikt nic nie sprawdzał, anwet się na nas dówch celinków nie obróciło, zlali nas wzrokiem Stanęliśmy kawąłek za nią i czekaliśmy, ale nikt nie przyjeżdżał, więc jak w TopGear, nie czekaliśmy już na kolegów, ustalony został punkt zborny i przesłana pineska, gdzie mają dojechać Ciśniemy więc przez Szwajcarię , super widokową dróżką, pamiętam ją z 2017, tym razem jednak jest tylko trochę mniej słonecznie, ale też ładnie Kierujemy się na Passo della Spluga, która zaczyna się jeszcze w mieście bardzo krętą drogą i sporymi przewyższeniami w zakrętach, a zakręty mają niemal po 360* zakręty są oczywiście jedynkowe i zatrzymanie w nich jest sporym wyzwaniem dla utrzymania konkretnie załadowanego motocykla, więc.. nie stajemy Im wyżej, tym spokojniej, ale też i widokowo sporo lepiej Na górze okazuje się, ze gość zaraz za mną chce zamknąć szlaban, bo trwa remont na zjeździe, prosimy go zaby poczekał jeszcze na jednego Giermka, któy zafascynowany nadzwyczajnymi walorami przyrodniczymi okolicznego regionu, niczym Makłowicz w podróży po prostu cyka foty za pięć złotych .. i ledwo "zdanża" Zjeżdżamy w dół, fakt roboty są ,a le bez przesady, żeby od razu przełęcz zamykać.. Zjeżdżamy w dół, jest czas na żarcie, własne żarcie, kawa i bułka z pasztetem.. problem że w tym kraju nie ma gdzie stanąc "na skraju" Trudno, znajduję jakąś drogę w bok i przy łączce działamy, zastanawiając się jak reszta eskapady trafi teraz do nas. A okoliczności przyrody... niepowtarzalne No i powoli zaczyna grzać, moment wychodzi słońce i temp. sięga już 26*C, to nie jest fajne W związku z problemami z możliwością połaczenia się znowu w grupę, ustalamy, że docelowo kierujemy się na Andermatt, tam się spotykamy, każdy z nieobecnych dostaje pineskę i w wio! Droga fajna, ją też pamiętam, pamiętam też że kiedyś tu nie padało Pawła zaczęło już smalić, dlatego już kilka kmprzed celem wyglądał mocno niewyraźnie Dojeżdżamy ndo Andermatt zgodnie z planem, trochę popaduje na dojeździe, zastanawiamy się czu tu rozbijać się na kempingu, an któym i tak nikogo nie ma, a wiemy że 30km dalej jest kolejny, być może jest tam sucho.. ale jak już pisałem.. człowiek nie koń, napić się musi, więc zostajemy Ładnie tu, dopóki nie zaczyna wiać i padać Chłopaki przyjeżdząją sporo później, Jurek jadący cay dzień osobno, w końcu nabywa gdzieś oponę, ale przywozi ją przytroczoną na siedzeniu, jutro rano będzie jej montaż
  7. Najpierw wrzucisz zdjecia do "zdjecia google", tworzysz folder, który musisz udostępnić cały, powstaje link, nie jest on Ci potrzebny do wklejenia poszczególnych zdjęć, ale go tworzysz. (Udostępniając go dajesz komuś dostęp do całego folderu - ale to raczej jest jasne). Jak już udostępniłeś ten folder, to wklejasz normalnie poprzez kopiuj wklej obraz i po kłopocie. Jaśniej się nie da [emoji4]P.s. jeśli najpierw wkleiłeś zdjecia, a dopiero później udostępniłeś folder, to nie zadziała, bo będą inne linki [emoji6].. najpierw udostępnienie, a później wklejanie! Wysłane z mojego SM-J730F przy użyciu Tapatalka Dziewczyna mi komputer zebrała, a w robocie pierwszy dzień po urlopie nie miałem czasu [emoji1]Ale będzie, wszystko będzie, jak nie dzisiaj, to jutro [emoji482] .. oby było tylko komu oglądać [emoji6] Wysłane z mojego SM-J730F przy użyciu Tapatalka
  8. Taaa.. ale generalnie widziałeś na fotkach ile jest wokoło śniegu?
  9. Ranek kolejnego dnia jest za to super słoneczny, jak każdego dnia Jedziemy na zakupy do sklepu spożywczego, z planem jak najszybszego wyjazdu w kierunku Stelvio! Obraz jeszcze nieco rozmazany, ale powoli wchodzimy na obroty, kupując souveniry w strefie bezcłowej Jeszcze tylko kontrola graniczna i pytanie o przewóz alkoholu ja na szczęście nie piję, więc nie martwię się niczym, poza tym, że w kolejce zaczyna być gorąco, niżej jeszcze wspólne fotki i możemy jechać dalej Dla porównania, fota z wczoraj i fota z dzisiaj Jak widać ludzi jest więcej Każdy kiedyś skończy na BMW No i co.. no i mamy Stelvio! Radość, jak widać, nie schodzi z twarzy współtowarzyszy Jakkolwiek nie chciałby tego fotografować, i tak nie mieści się w kadrze i chłopaki w winklach na jeździe Zatrzymujemy się dopiero za kilka godzin, na przełęczy austriacko włoskiej gdzie jemy miskę gulaszu z bułką za 11E Kilkaset metrów dalej, Rolo łapie gumę w Afryce, tam spędzamy dużo za dużo czasu, przez co wiemy już że tego dnia nie dotrzemy do Francji, a ncleg będziemy musieli znowu spędzić w Livigno .. żeby byo taniej Niestety to taniej nie wyszło tak do końca, bo tunel kosztował nie pamiętam dokładnie.. 26Franków? coś koło tego.. ale tego dowiedzieliśmy się dopiero po drugiej jego stronie.. trudno Po kilku rozebraniach koła i kilku dobrych godzinach lądujemy na kempingu w Livigno, jak zwykle zaczyna popadywać, więc idziemy w miasto coś zjeść Dla niektórych , noc przyszła zbyt szybko, dla innych nieco później
  10. No dobra, to jadymy z tymi fotkami dalej, pisania nie będzie za wiele, bo wczorajszy wieczór był ciężk.. upał straszny w pomorskiem Poranek jak zwykle super słoneczny, dzisiaj jedziemy w Dolomity Po jakimś czasie postój na przełęczy na kawę pomysł fajny, ale czasu zabiera niestety sporo za to okoliczności przyrody.. zajebiste! Tu ustalamy, że na rozjeździe kilka km dalej, jedziemy na Bolzano, w prawo, część pojechałą szybciej, część później, no i część pojechałą w lewo, a część ekipy w prawo Ja z Jurkiem i Vengoshem pojechałem w prawo, wjazd i zjazd z tej przełęczy był mega zajebisty, pod każdym względem, zakręty, górki, przewyższenia.. po prostu czad! Żadne zdjęcie nie oddaje klimatu, jaki odbiera się widząc to na żywo Spotykamy się w Bolzano, na kawie, tam ustalamy dalszą drogę, zanim wyjżedziemy z miasta, a jest 30*C zdążymy się sporo upocić, tu wprasowany goretex zaczyna być lekko problematyczny Ciągniemy się jak flaki z olejem, a przed nami jedzie grupa z 50ciu motocyklistów rżnej maści, widać że jadą potrenować winkle, to włosi, więc tempo części grupy jest wymagające bo widać że mają różny poziom zaawansowania. Było gorąco, więc postanowiłem ich wszystkich wyprzedzić zajęło mi to dłuższą chwilę i wyprzedziły mnie finalnie dwie Multistrady i jeden olejak 1200 .. ale powiedzmy sobie szczerze.. to byli wariaci na motocyklach .. szczerze.. lepszej jazdy nie miałem i wszystko nagrałem, kiedyś wkleję Po tym morderczym tempie czas stanąc na pizzę Kierujemy się na Livigno, przez przełęcz Gavia.. problem w tym, że są tam zawsze ładne widoki, ale nie w deszczu i mgle, więc jedyne co widzimy to te Deloriany o których wspomniał Jacek do tego zalewam sobie telefon w kieszeni któa nie jest wodoodporna, jak się okazało No i przeskok temperaturowy, w Bolzano 30*C, na przełęczy 2*C i tu wprasowany goreteks już był super Do tego droga dziurawa jak szwajcarski ser Jacek się bardzo cieszy, bo nie zdążyłwpiąć podpisnki, nie zsiada nawet z motocykla Stajemy kawałek dalej, już na przełęczy, jest jeszcze gorzej więc spadamy czym prędzej w dół Spadamy czym prędzej do Livigno, bo pogoda nie służy ani widokom, ani jeździe Tego popołudnia logujemy się w prywatnej kwaterze, po 23E za łebka, bo upał jakby zelżał, a my z lekka przemoczeni, bardzo szybko się spiliśmy
  11. Strasznie dużo odpoczywałeś [emoji848][emoji28] Wysłane z mojego SM-J730F przy użyciu Tapatalka
  12. Zero chronologii No to jedziemy dalej.. Bartosieicz śpiewała kiedyś.."Budzi mnie wiatr.." mnie obudziło ciśnienie pęcherza Wstawać trzeba więc, bo teoretyczny plan zakładał kupę km do przejechania, trasa jak opisał wyżej Vengosh, więc nie będę się powtarzał .. tymczasem "za oknem" jest tak Zajeżdżamy na śniadanie pod sklep, ale tu obok jest kebabownia, więc jemy to gówno na ciepło Dalej to juz ostra jazda na Grossglockner Ciągle cza czymać fason Jak w przedszkolu Dalej podjechaliśmy pod lodowiec, w moich oczach wcale nie zmalał, wieć to całe pier..lenie o ociepleniu klimatu i tak dlaej, to.. Jacyś ludzie też tam byli.. zimno, daleko..po co tam iść? No i po sesji zjazd nieco niżje na kawę, w takich okolicznościach przyrody Dalej znowu ostra jazda, przeplatana tylko nielicznymi incydentami zgubienia telefonu przez jednego z afrykńskich współtowarzyszy podróży, na szczęście odnalezionego Dojeżdżamy do Cortina de Ampezzo na nocleg, trochę zmoczeni, ale jest hotel, więc idziemy w miasto Mieliśmy w sumie sporego fuksa, bo po naszym zakwaterowaiu zabrako pokoi hotlowych, bo przez ten deszcze zjechała się tam cała świta motocyklowa krążąca w okolicach, by uciec przed deszczem To był szybki koniec tego dnia, wieczorem zrobiłó się zimno, dzięki czmu zoszczędziłem sporo na piwie
  13. dakarowy

    Mikołaj do mnie przyjechał....

    Na trzeźwo znaczy [emoji1] Wysłane z mojego SM-J730F przy użyciu Tapatalka
  14. No i żeby nie było, że pisałem dzisiaj będą, a nie będą No to na pcozątek trasa bez histroii jak to Vengosh ujął Postój w Czechach na żarcie, miały być knedliki, wyszły jakieś .. badziewno mięsne ..dliki, ale pojedliśmy i piwo zero wypiliśmy Tankowań było chyba z 600 i im dalej tym drożej Droga wiła się bez końca, ale z czasem, coraz częściej, na horyzonce zaczęły pojawiać się jakieś ciekawe górki Tankowanie numer 728, mimo cen, uśmiechy nie schodzą z ust współtowarzyszy W końcu to pierwszy dzień wyjazdu, każdy ma gruby portfel, a zgodnie z przyjętą na tym wyjeździe zasadą .. "dla dziada nie robisz" każdy szasta bilonem na lewo i prawo Kilometry robią swoje, z godziny na godzinę obraz staje się bardziej rozmazany Takim to sposobem dojechaliśmy na pole do Sell am See, o czym wspomniał juz Jacek.. woęc kilka fotek z pola dmuchania nie było końca, w końcu podobno gol na wyjeździe licozny jest podwójnie Żebracy jak widać posadowili swój niewątpliwy dobytek zupełnie z boku Była też i Victoria Był i jakiś szczyt.. dla co poniektórych marzeń dla innych tylko możliwości Alkohol lał się strumieniami Było też dziarskie śpiewanie ..w tym wypadku chyba "ojojojoj" No i staropolskim zwyczajem.. noc przyszła szybko Reszta jutro.. Mario 17 na 15.. wisisz skrzynkę browara, bo czasu do 23:59 jeszcze sporo
  15. Właśnie zastanawiam się [emoji1] Zaraz zaraz.. dzisiaj będą [emoji482] Wysłane z mojego Hammer_Energy_18x9 przy użyciu Tapatalka
×