Skocz do zawartości

Vengosh10

Użytkownik
  • Zawartość

    6606
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    71

Vengosh10 last won the day on 3 Listopad

Vengosh10 had the most liked content!

Reputacja

10437 Excellent

O Vengosh10

  • Tytuł
    Domorosły Tuner Największy Miłośnik F650GS i skarpety goretex
  • Urodziny 29.09.1977

Kontakt

  • Strona WWW
    http://www.youtube.com/user/VENGOSH10?feature=mhee
  • Skype
    jacleg
  • Gadu-Gadu
    jacleg

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja:
    Toruń/Bydgoszcz
  • Motocykl
    BMW F650 GS DRAKA-R (2000r.) Frankensztajn
  • Przebieg
    ?????

Ostatnie wizyty

4095 wyświetleń profilu
  1. Vengosh10

    F850GS - idzie nowe?

    Nareszcie go jakoś fajnie poprawili [emoji106] Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka
  2. Vengosh10

    Ukraina i skrawek Rumunii 17-26.08.2018

    Już po kompleksowym serwisie opłaconym z mojego AC. Następne 10 lat przed nami [emoji23] Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka
  3. Vengosh10

    Ukraina i skrawek Rumunii 17-26.08.2018

    Dzień ósmy Rozpoczyna się obiecująco, słońce daje na maksa, pogoda wyśmienita. Ruszamy wyjątkowo sprawnie, może dlatego, że przybytek, w którym nocowaliśmy nie serwował śniadań. Gdzieś po drodze na granicę na postoju widzę, że wisi mi łańcuch więc żeby nie narobić sobie szkód (kiedyś spadł już mi łańcuch to wiem jakie szkody może zrobić) robimy chwilę na serwis, zatrzymujemy się na stacji i rozpakowuję bagaże ( to trwa najdłużej). Po podciągnięciu udajemy się na granicę w Terebleczy (chyba) gdzie sprytnie omijamy długą kolejkę. Za nami udaje się para Ukraińskich czoperowców na Suzuki intruderach, ona wygląda jak była modelka, a on wygląda jak wygląda. Gość ma kamizelkę jakiegoś gangu motocyklowego i widać, że niezły z niego trzodziarz. Opierdala wszystkich na granicy i boimy się z Dziadkiem, że nas z nimi powiążą i skończy się nasze sprawne pokonywanie kolejki. Na szczęście już przy kontroli Rumuńskiej oni utykają, a my śmigamy dalej. W pierwszym Rumuńskim miasteczku wypłacamy pieniądze i jedziemy szukać śniadania choć jest już ok 13. Wpisuję w navi opcję "droga terenowa" i dalej podążamy szutrami. W drugim miasteczku zatrzymujemy się żeby poszukać jakiejś knajpy, wchodzimy do baru gdzie zaczepia mnie jakiś nawalony Rumun. Na moje nieszczęście nie dość, że bar nie serwuje nic do jedzenia zaczyna to ten typ jeszcze zaczyna za mną łazić bo udajemy się potem do spożywczaka po wodę i koniecznie chce się ze mną napić. Spierdzielamy pośpiesznie stamtąd i wjeżdżamy do następnej miejscowości gdzie rodzina Romów wskazuje nam knajpę, w której warto zjeść. Doradzają dobrze. Po posiłku ruszamy dalej, cel na dzisiaj to Bukowina offem i dotarcie pod granicę Węgierską. Niestety kiedy wjeżdzamy w góry zaczyna się chmurzyć nagle zaczyna się ulewa i już wiemy, że wesoło tego dnia nie będzie, więcej chowamy się pod jakimiś wiatami niż jedziemy, Jesteśmy totalnie przemoczeni i zziebnięci mimo, że droga w normalnych warunkach byłaby zajebista. Po wyjechaniu na asfalt chowamy się pod wiatą przystanku gdzie zapada decyzja, że szukamy pierwszego lepszego hotelu. Pogoda sprawia, że jesteśmy jakieś 300 km do tyłu w stosunku do tego co chcieliśmy tego dnia przejechać. Na szczęście najbliższy hotel jest nieopodal i to całkiem przyzwoity. Rozwieszamy wszystkie ciuchy na suszarkach (jesteśmy przemoczeni do gaci), gorąca kąpiel i idziemy sobie na piwo i pizzę, którą serwują w restauracji hotelu. Oczywiście przykleja się do nas jakiś lekko nawalony małolat i opowiada o tym jak to na co dzień jeździ Yamahą po okolicznych górach. Właściciel hotelu to były piłkarz i opowiada nam, że w 92 roku był w Polsce na meczu i jak elegancko było wtedy w naszym kraju w porównaniu do Rumunii. Po wysłuchaniu opowieści, zjedzeniu pizzy i wypiciu piwa idziemy spać bo planujemy wstać następnego dnia o 6.00 rano. Dzień dziewiąty Udaje nam się wstać o 6.00, ciuchy są całe mokre, wybieram więc opcję dżinsów z bagażu i kurtki przeciwdeszczowej, na zewnątrz naprawdę jest zimno (pewnie jakieś 8 stopni). Ciuchy motocyklowe kładę na bagaż żeby się suszyły podczas drogi, jedzie mi się trochę dziwnie bo zawsze do jazd mam jakąś ochronę tutaj tylko buty i kask. Przed Maramureszem zatrzymujemy się na jakąś ciorbę i Dziadek spotyka przed knajpą parę z Polski, która w dwójkę jedzie na gsie, singlu - nieźle. Dalej jedziemy dość fajną drogą przez góry, którą miałem okazję przemierzać z Jackiem dwa lata temu. Następnie już podróż bez historii , przed granicą węgierską znowu zaczyna się chmurzyć i tuż za nią zmywa nas deszcz ale tym razem w porę wyciągamy przeciwdeszczówki. Przy wjeździe na Słowację zaczyna się ściemniać, zatrzymujemy się jeszcze na stacji żeby dotankować motocykle gdzie podjeżdża kilku Słowaków na róznych sprzętach (od F800gs do gsxr), z których jeden popisuje się znajomością języka polskiego pytając "wszystko w porządku, kurwa?" . Do Polski wjeżdżamy ok 21.00, jest już zupełnie ciemno, nawigacja prowadzi nas w Bieszczady. Znajdujemy nocleg bodajże w Komańczy, na szczęście bo latem w Bieszczadach nie jest łatwo na takim zadupiu. Dzień dziesiąty Rano okazuje się, że obok nas mieszka grupka, która właśnie jedzie do Rumunii na Rumuński standard (Transfogarska, Transalpina, Bicaz). Trochę sobie gadamy po czym udajemy się na śniadanie. Po śniadaniu pakujemy manele i rozstajemy się z Dziadkiem. Zaraz po moim wyruszeniu nadciągają chmury i zaczyna lać deszcz, sytuacji nie poprawia fakt, że jest jakieś 12 stopni. Gdzieś w okolicach Pilzna przy prawoskręcie wjeżdżam na morym asfalcie na białą linię, przednie koło łapie uślizg no i niestety łapię szlifa. Na szczęście prędkość nie jest duża (pewnie jakieś 40 - 50 km) bo dojeżdżałem do skrzyżowania. Leżę pod motocyklem bo upadł mi na nogę czekam na posiłki, niestety kolejne samochody mnie tylko mijają, a ich pasażerowie zapewne komentują jak to psychole na motocyklach zapierdalają. W końcu zatrzymują się dwa samochody, z jednego wychodzi facet, a z drugiego dwie kobiety. Niestety nie mogą od razu mi pomóc bo z tyłu zaczynają na nich trąbić i muszą przestawić auta. Facet podnosi mój motocykl i uwalnia mnie spod niego, boję się, że mam złamaną nogę. Na szczęście noga jest tylko zbita, sidi się sprawdzają. Chcą dzwonić po pogotowie (walnąłem głową o asfalt i rozwaliłem mocowanie daszku i szyby od kasku) ale grzecznie dziękuję informując, że nic mi nie jest. Patrzę czy mogę dalej jechać, brak kierunkowskazu, krzywa kierownica, gmole ratują plastiki. Poniżej owe miejsce i feralna biała linia, swoją drogą kto pomyślał żeby wymalować ją na pół asfaltu? Zostało mi jeszcze jakieś 430 km do domu, jedzie się fatalnie z pewnością tę przejażdżkę zaliczę do najgorszych w moim życiu. Gdzieś przed Piotrkowem zatrzymuję się zmarznięty i wchodzę na stację żeby się trochę ogrzać, w życiu nie było mi tak zimno. Jeszcze przed Toruniem na autostradzie wiatr zrywa ostatnie mocowanie daszku z mojego kasku i ten wywija się pionowo. Prawie spadam z motocykla bo na głowie robi mi się "żagiel". Wkurzony wracam do chaty i odstawiam moto na dwa tygodnie, tak mam dosyć. Powrót z krzywą kierą w deszczu przez całą Polskę ostatniego dnia to było największe extreme tej wyprawy. KONIEC Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka
  4. Vengosh10

    Ukraina i skrawek Rumunii 17-26.08.2018

    Teraz przynajmniej wiem, że ktoś czyta opisy, a nie tylko ogląda zdjęcia [emoji23] Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka
  5. Vengosh10

    Ukraina i skrawek Rumunii 17-26.08.2018

    Dzień siódmy - podróż w nieznane Następnego dnia wstajemy jak zawsze na luzie, idziemy do miasteczka coś zjeść oraz kupić kartę do mojej kamery bo mi się dziwnym trafem poprzednia przepełniła (choć te zakupy mogły być dnia poprzedniego, kurde nie pamiętam). W każdym bądź razie pani, która sprzedawała nam tę pamięć, pracowała w Polsce i trochę sobie z nią pogadaliśmy, nawet ją rozumiałem bo mówiła po Polsku. Była zachwycona naszym krajem, a szczególnie Poznaniem bo tam mieszkała. Wszystko wydawało się jej takie nowoczesne.... Po drugim barszczu ukraińskim od niechcenia pakujemy nasze ciężkie bagaże na motocykle i ruszamy w stronę tajemniczej góry o nazwie Tomnatyk. Tym razem jedziemy jak prawdziwi adwenczerowcy szutrami, kamieniami i dziurami. Kamienie robią rzeź z pięknym lakierem mojej ramy (po pimpie w 2013 nie ma już ani śladu ), ponadto spostrzegam, że od dziur wyrzygały mi olej lagi. Zauważyłem też, że na Ukrainie w pewnym momencie przestajesz się przejmować jak wygląda stan motocykla byleby odpalał i można było kontynuować jazdę. Z tego powodu cały czas cieszę się, że mam Frankensztajna bo pewnie innego motocykla byłoby szkoda. Droga jest dość fajna choć odczuwam trochę jazdy dnia poprzedniego czyli kolokwialnie mówiąc jestem zjebany. Nie wiemy też jaki będzie stan drogi na górę bo jak wiadomo na Ukrainie nigdy nic nie wiadomo. Stajemy po drodze i pytamy się drogowców o drogę (a jakże!), Ci nam mówią tzn mówią do Dziadka bo ja bym nic nie zrozumiał), że mamy fart bo droga jest równana na weekendowe festyny, artyści będą tam malować kolejne radary w nowe wzorki. Wjeżdżamy pod podjazd, na początku czeka nas pokonanie dwóch brodów, mają jednak drobne kamienie na dnie więc pokonywanie ich to czysta przyjemność. Dalej jest trochę mokro, czasami błotniście lub grząsko ale faktycznie ślady jakiegoś równania są. W Polsce taka droga uznana by była za nieprzejezdną dla osobówek ale tam nie robią z tego zagadnienia. Ja w każdym bądź razie bez TKCów na jakis anakach nie wybrałbym się na ten podjazd. W końcu docieramy w okolice radarów, jak to bywa zazwyczaj na Ukrainie, na górze jest ładnie. Niestety spada mi telefon, który służy za nawigację i na drobne kawałeczki rozpryskuje się ekran. Radary robią wrażenie, dodatkowo pogoda jest super więc robię sobie mały odpoczynek. W międzyczasie wzbudzamy zainteresowanie jednego z pracujących na górze i pokazuje nam on ostatni działający radar (widoczny na filmie Dziadka). Za czasów ZSRR podobno miały taką moc, że bez problemu wysyłały dane do Moskwy (przypominam, że jedziemy wzdłuż granicy z Rumunią). Ze względu na ładną pogodę zjeżdżamy z góry dość późno więc musimy trochę przyspieszyć bo mamy plan żeby przekroczyć dzisiaj granicę z Rumunią. Droga powrotna jest zajebista, najpierw szybkie szutry , a potem szutrowe serpentyny przez góry. Zdjęć za bardzo nie robiłem bo jak wspomniałem wcześniej gonił nas czas, nie chcieliśmy jechać po zmroku. Po tym jak sie robi ciemno stwierdzamy, że jednak nocujemy po stronie Ukraińskiej bo raz, że tanio, a drugi raz to jest już ciemno jak w dupie i nie chce nam się jechać dalej. W miejscowości Berhomet znajdujemy piękny hotel za 20 zł od łebka z perłowymi gwiazdami na suficie ............. i tradycyjnie udajemy się na wieczorne piwo. Do granicy następnego dnia zostaje nam 65 km. Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka
  6. Vengosh10

    Ukraina i skrawek Rumunii 17-26.08.2018

    Nie wiem czy beze mnie dacie tam sobie wszyscy radę, zaczynam się niepokoić. W końcu to hard deep off, walka o życie, osiągnięcia, a nie niedzielna polatanka po okolicznych płaskich szuterkach. [emoji23] Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka
  7. Vengosh10

    Ukraina i skrawek Rumunii 17-26.08.2018

    Wiem, że coś mnie przerosło albo google albo forum. Tak czy siak, teraz jest tyle roboty z tymi fotorelacjami, że chyba przestanę jeździć żeby się nie denerwować [emoji23] Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka
  8. Vengosh10

    Ukraina i skrawek Rumunii 17-26.08.2018

    Foty z relacji, chronologicznie do opisu;-) Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka [emoji3] Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka [emoji3] Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka [emoji3] Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka
  9. Vengosh10

    Ukraina i skrawek Rumunii 17-26.08.2018

    Mieliśmy jechać na czoperach bez kasków żeby udowodnić w internecie, że jesteśmy najbardziej ekstremalni ze wszystkich. Postaram się przerzucić foty do telefonu i podziałać coś z tapatalkiem bo widzę, że tu same nogi z googli albo specjalnie nie chcą pomóc w temacie bo zazdroszczą nam naszej ryzykownej wyprawy. Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka
  10. Vengosh10

    Ukraina i skrawek Rumunii 17-26.08.2018

    W takim razie relacji nie będzie, będzie chór! Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka
  11. Vengosh10

    Ukraina i skrawek Rumunii 17-26.08.2018

    No nie rozumiem...gówniane google. Czy jest tutaj ktoś kto jest mi w stanie pomóc w temacie? Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka
  12. Vengosh10

    Ukraina i skrawek Rumunii 17-26.08.2018

    DEJ FAJW Rano budzimy się bez żadnego kaca bo nam hultaje zamknęli bar o 22.00, a nie zrobiliśmy wcześniej żadnych zapasów. Jacek pakuje się i odjeżdża w stronę domu ponieważ ma jakieś sprawy do załatwienia w Polsce (jak się później okazuje jechał niepotrzebnie ). My z Dziadkiem jak to my, śniadanko, toaleta, papieros, kawa, papieros, kawa i tak jeszcze razy 12 i już o 11.00 jesteśmy zwarci i gotowi żeby zacząć nową przygodę. Wyruszamy w stronę Wierchowiny w związku z tym wyjątkowo ten dzień mamy w planie spędzić w większości na asfalcie bądź drogach uznawanych na Ukrainie jako "cywilizowane". Droga jest niby fajna bo wiedzie przez różne górki ale jakoś tak po ostatnich dniach nie chce nam się specjalnie zatrzymywać żeby robić foty. Tu jedna z przerwy na papieroska: Jedziemy sobie dalej po drodze skręcając na lekkie szuterki z widokami. Skręcamy na drogę wzdłuż Terebli na zakarpaciu, która to wg relacji Dziadka miała kiedyś znacznie więcej wody niż obecnie Dalej mkniemy przez wioski drogami gminnymi tak dziurawymi, że urywa się z zaczepów moja zajebista lampa touratecha i tracimy ponad dwie godziny na to żeby z powrotem ją zamontować (trytki wygrywają, wykonujemy nowe otwory do jej montażu w czaszy scyzorykiem Dziadka ). Później trochę krętych dróg asfaltowych i o zmroku wjeżdżamy znowu na szutrówki, które wiodą nad wprost Wierochowyny. Hotel jest całkiem ok, w cenie mamy zwierzęta domowe: Niewątpliwym plusem Wierchowyny jest to, że jako spory kurort górski jest trochę bardziej cywilizowana i wieczorem nie przyczepiają się "przyjaciele", którzy chcą za wszelką cenę zagadać, opowiadać historie swojego życia i zadawać dużo różnych pytań. Dla mnie po jakimś czasie stawało się to męczące, pewnie też z tego powodu, że ni w ząb nie rozumiem tego co mówią do mnie Ukraińcy. DZIEŃ SZÓSZTY Następnego dnia tradycyjnie nie spieszymy się i ruszamy zwiedzić sobie miasteczko za dnia i spożyć śniadanie w jednej z lokalnych knajpek. Na targu nabywam oryginalne Ukraińskie Ray Bany w przeliczeniu za 20 zł ponieważ moje poprzednie okulary tracę dzień wcześniej pod butami motocyklowymi (do dzisiaj nie rozgryzłem czy pod moimi czy pod Dziadka) . Pierwsze zdjęcie w takich okularach musiało być zrobione przy złotym żołnierzu Po powrocie do hotelu przebieramy się w ciuchy motocyklowe i postanawiamy, że zostajemy w Wierchowynie jeszcze jedną noc żeby na lekko móc pojechać offem na Burkut, a następnie wjechać na Połoniny. Do Burkutu wiedzie bardzo malownicza szutrowa droga wzdłuż Czarnego Czeremoszu Na końcu tej drogi znajduje się posterunek Policji lub kontroli granicznej, na którym trzeba pokazać paszporty. Później robi się bardziej wąsko, zaczynają się mini brody oraz więcej błota. Niestety nie mam zdjęć dojazdu do samego miasteczka, widać to natomiast na zamieszczonym przeze mnie filmie od ok 7 minuty. Ja tę drogę pokonuję bardzo spokojnie natomiast Dziadek szaleje i wjeżdża w kałuże z szybkością chyba 100 na godzinę co będzie miało pewne konsekwencje do końca wyjazdu ;-). Po pokonaniu tej fajnej ścieżki naszym oczom ukazuje się Burkut czyli wisienka na torcie. Miasteczko zupełnie opuszczone, dawny kurort wypoczynkowy i jednocześnie najdalej wysunięta na południe dawna większa miejscowość Polski (za czasów II Rzeczypospolitej), a obecnie "zielona" granica Ukrainy z Rumunią. Dziadek jak typowy Dziadek zatrzymuje sobie skarby z opuszczonych domostw Po beztroskim pikniku postanawiamy ruszyć na okoliczne Połoniny, celem jest zdobycie szczytu Popa Iwana przed zmrokiem. Niestety dzika jazda Dziadka doprowadza do zamokniecia jakiejś tam wtyczki w jego pojeździe i wieśniak nie chce współpracować co martwi nas niezmiernie z racji lokalizacji w jakiej się znajdujemy. W końcu po iluś tam razach w końcu odpala i możemy kontynuować jazdę. Ruszamy na okoliczne szczyty Niestety na górze jest zupełne mleko dlatego z podziwiania widoków nici, w dodatku na drodze na Popa Iwana znajduje się posterunek gdzie nie zostajemy przepuszczeni dalej ze względu na warunki atmosferyczne. Policjanci zabraniają nam robić zdjęć pod groźbą kary śmierci ale kto mnie zna to wie, że ja się niczego nie boję :-D Wracamy drogą, którą przyjechaliśmy, g...o widać i piździ Dziadek wymyśla, że musimy kupić ser od górali więc ruszamy jak nienormalni jakąś śliską drogą pod górę, zdjęć nie mam ale drogę widać na filmie w ok 8 minucie. Z biegiem metrów droga staje się coraz chujowsza i zaczynam się zastanawiać czy to aby był dobry pomysł. Oczywiście okazuje się, że we mgle totalnie się pogubiliśmy i znowu jesteśmy blisko posterunku na szczycie, tam spotykamy Polaków, którym udało się tego dnia dotrzeć na Popa Iwana (chyba ich dobrze zrozumiałem). Należą oni do tej grupy, która coś już w życiu dokonała ponieważ po tym jak z podziwem zauważyłem, że jeden z nich jedzie na Afryce na oponach typu Anakee2 on mi odpowiedział że "enduro to nie dyscyplina tylko styl jazdy". Pomyślałem sobie, że tego levelu nigdy nie osiągnę, z płaczem wsiadłem na Frankensztajna i pojechałem kupić sobie ser na pocieszenie Po tym zdarzeniu kupujemy sobie jeszcze wino do sera i udajemy się do hotelu. C.D.N. za dwa miesiące
  13. Vengosh10

    Ukraina i skrawek Rumunii 17-26.08.2018

    Od jutra biorę się z uzupełnienie, co za spłycenie opisu i dramaturgii tamtych zdarzeń. Z Twojej relacji wynika jakbyśmy niczego nie dokonali!
  14. Vengosh10

    Może ktoś szuka terenówki ...

    Ja miałem octavię, pierwszy wypust 3 generacji. Miała silnik 1,4 tsi, dojeździłem do 300000 od nowości i nic tam się nie popsuło. Później miałem przez chwilę następną, też 1,4 tsi tylko już taką przybajerzoną i miała chyba kilka koni więcej. Jak podjeżdżałem pod maca to robiłem furorę wśród przedstawicieli handlowych [emoji23], też jej nigdy się nic nie stało. Scodillac to bardzo porządne auto i bardzo za nim tęsknię [emoji3]. Wysłane z mojego moto x4 przy użyciu Tapatalka
×