Skocz do zawartości
mygosia

Offroad w Maroko - okiem blond*) świeżynki...

Recommended Posts

Niech Moc będzie z Tobą

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Blondynka na zDRadzie pędzi po hamadzie

Poranek standardowy. Nooo… może nieco zagęszczamy ruchy, bo jesteśmy zmobilizowani słowami Kajmana. Czyli standardowo - śniadanie, mycie, pakowanie, wgrywanie tracków.

DSC03273.jpg

DSC03276.jpg

Ruszamy - początkowo asfalt, aż do wąwozu Todra i miasteczka Tinerhir. Miejsca mocno komercyjne, pełne turystów, autokarów i majfriendów, więc zatrzymujemy się tylko na szybkie zdjęcia.

DSC03285.jpg

Od dwóch dni krajobraz obfituje w koryta wyschniętych [obecnie] rzek. Próbuję sobie wyobrazić jak w czasie roztopów musi nimi walić woda, której siła tak wykreowała krajobraz. Fajnie by to kiedys zobaczyć :)

DSC03277.jpg

DSC03284.jpg

Do Tinerhir wiedzie asfalt, a potem z ulgą, zjeżdżamy na miodny szuterek i łagodnie pniemy sie w górę.

DSC03289.jpg

DSC03287.jpg

DSC03294.jpg

Kolejne zaliczane przez moją felgę uderzenia bardzo szybko przypominają mi, że znowu [!!! argh!] zapomniałam dopompować koło. Naprawdę nie mam pojęcia jak to możliwe :/ Obiecuję sobie zrobić to w najbliższym miasteczku do którego dotrzemy.

DSC03301.jpg

Na błotniku różne kolory Maroka

DSC03306.jpg

Znów coś nowego w krajobrazie - pojawiają się czarne skały. Klimat trochę księżycowy. Lubię to.

DSC03307.jpg

DSC03308.jpg

Dojeżdżamy do przełęczy Tizni-n-Tazazert, którą szybko mijamy - na górze czyhają na nas majfrendzi z ofertami nie do odrzucenia.

Widoki znów mało ziemskie :)

DSC03316.jpg

DSC03312.jpg

DSC03313.jpg

Zjeżdżając lajtowo w dół [nooo, czasem na kamieniach jest mniej lajtowo - raz tracę równowagę na zakręcie i prawie się wywalam] mijamy grupę Francuzów, którzy na rowerach mozolnie pedałują pod górkę. Pełen szacun. Tym bardziej, że mijając poszczególnych rowerzystów, czuję, snujący się za każdym z nich, subtelny zapaszek wody toaletowej.

Kurde, męczy mnie pytanie - czy wszyscy Francuzi, spoceni jak wieprze, pachną tak, jak gdyby właśnie wyszli spod prysznica???

:)

Stąd jedziemy

DSC03320.jpg

W końcu wyjeżdżamy na kamienisty płaskowyż - zamęczam Wieśka pytaniem, czy to jest już hamada??

No podobno nie… ale i tak mi się podoba :)

DSC03322.jpg

Dojeżdżamy z Wieskiem do Nkob. Próbuję na stacji benzynowej dopompować opony, ale końcówka “wyszła”.

DSC03324.jpg

Na głównej ulicy spotykamy resztę naszych chłopaków, którzy właśnie kończą obiad. Niestety żaden z nich nie ma na wierzchu kompresorka - podpowiadają, że dalej jest wulkanizator.

Jest gorąco. Chwilę odpoczywamy przy berber whisky - tym razem mamy sobie sami ją posłodzić. Ale czy na pewno dwie kosteczki starczą? ;)

DSC03326.jpg

DSC03328.jpg

No i jedziemy na poszukiwanie wulkanizatora.

Rzeczywiście - trafiamy na jakiś garaż obwieszony oponami. Próbuję sie dogadać na migi, pokazuję oponę, wentyl, robię psss… Nikt nie kuma. No to biorę wiszącą na ścianie końcówkę kompresora - i jak tylko zakładam ją na wentyl, to wiem, że z tej mąki chleba nie będzie… Manometr na mojej na wpół pustej oponie pokazuje 3Atm - taaaaa…. :D Coż - pompuję “na oko” oponę, aż przestaje się uginać.

Merci - i lecim dalej.

Po kilku km asfaltu zjeżdżamy w końcu na hamadę!

DSC03330.jpg

Jestem tak podekscytowana, że przy pierwszej lepszej okazji “witam” się z nią całym ciałem :D i DRka również ;) Zaliczamy paciaka przy nawrotce - okazuje się, że twarda i stabilna jest tylko droga, a wszystko poza nią, pozornie wyglądające podobnie, jest miękkim grubym piachem - przednie koło lekko się zagrzebuje, tracę rozpęd i z gracją glebię do wewnętrznej :D

Jest gorąco, nawet nie próbuję się sama szarpać z motocyklem - czekam na pomoc Wieśka.

Ciekawe - akurat w tym momencie przejeżdża koło nas jakieś auto 4x4. Głos w mojej głowie mówi: “Zobacz - auto pojawia się w chwili gdy tego potrzebujesz… Nawet jeślibyś była tutaj sama, to byś nie została bez pomocy. Nie bój się”

Może… może… na drugi raz. Wizja samotnego jeżdżenia kusi.

Coraz bardziej.

Po kawałku płaskiego wspinamy się na jakieś zbocze. Kurde - ciężko! Wąska ścieżka po kamieniach. Zastanawiam się, czy Kajmanowóz tędy przejedzie. Jestem coraz bardziej zmęczona, spocona, zdyszana, wypompowana…

Widok z góry

DSC03332.jpg

Odpoczywamy chwilkę za małą przełęczą, a później zjazd z dół.

Zjeżdżam na luzie [psychiczno-fizycznym, nie tym w motocyklu :)] i dojeżdżam do jednego z licznych zakrętów - nagle orientuję się, że to właśnie to miejsce, o którym rano ostrzegał Kajman [jako o jedynym większym utrudnieniu na dzisiejszej trasie]. Zbliżam się zbyt prędko, aby się zatrzymać i zastanowić się jak toto przejechać. Nie mam nawet czasu, aby siąść bliżej baku. A przede mną wysokie na jakieś 30cm, nieregularne skalne uskoki. Jeden po drugim. Wszystko byłoby na lajtowo, gdyby nie nie fakt, że znajdują się akurat na zakręcie w dół - operowanie gazem musi być subtelne. Jestem świadoma, że o jakimkolwiek podparciu się nogą nie ma mowy - motek pochylony do przodu, prześwit na nierównościach za duży. Więc tylko w głowie sobie powtarzam: nogi na podnóżkach, oddychaj, nogi na podnóżkach, powoli, oddychaj, nie hamuj, nie panikuj, za wolno - lekki gaz, nogi na podnóżkach…

:D

Udało się :P

Jedziemy niżej i niżej - chwilami droga wjeżdża do wyschniętego koryta rzecznego - czegoś, co “kocham” najbardziej. Głębokie, miękkie podłoże z grubego żwiru z otoczaków prawie mnie pokonuje i wysysa masę sił, których mam coraz mniej.

zjazd do p.....nego koryta

DSC03336.jpg

DSC03337.jpg

Pojawiają się wioski. Dojeżdżamy do pierwszych gajów palmowych.

DSC03338.jpg

Do Zagory mamy jeszcze z 80 km po płaskiej, kamienistej, rozgrzanej słońcem ciemnej hamadzie.

Mam co chciałam :D

DSC03340.jpg

Opona zachowuje się nieco lepiej, więc mogę jechać szybciej. Szczególnie, że jest płasko jak stół. I twardo. Podoba mi się :) Gdyby tylko nie było tak strasznie gorąco. A gdyby zawieszenie DRki pracowało lepiej, to w ogóle byłby cud miód malina.

DSC03335.jpg

Nagle rozgałęzienie, zerkam na nawigację, czy dobrze skręciłam, podnoszę wzrok… i mam jakieś 2 sekundy na zorientowanie się, że droga gdzieś znika. Odruchowo wciskam hamulce na ułamek sekundy - puszczam - i juz lecę w dół.

Jakieś 0,25sek później i 1,5 metra niżej, przednie koło uderza ponownie o skalistą hamadę, zawieszenie się kompresuje, prawie zrywa mi paski z narzędziówki na błotniku - pion jednak utrzymuję i szybko oddalam spod uskoku, aby jadący za mną Wiesiek nie wskoczył mi na plecy. Ale on, widząc, że nagle znikam z pola widzenia, miał więcej czasu na zwolnienie i zjechanie z progu z gracją. Ja po prostu z niego spadłam ;)

Jakieś 30km od celu widzimy Kajmanowóz nadjeżdżający z naprzeciwka. Okazuje się, że znów są problemy z KTMem 1190. Felga nie wytrzymała jazdy po kamieniach i z przedniego koła uchodzi powietrze. Kolejny raz cieszę się, że mam grubaśne dętki, które pozwalają jechać dalej, mimo mojej sadystycznej, długotrwałej jazdy na niskim ciśnieniu :)

Kajman rusza dalej z zapasowym kołem, a my ciśniemy naprzód.

DSC03346.jpg

Kończą się kamienie, a zaczyna płaska jak stół, twarda powierzchnia. Genialna. Pędzimy przed siebie kierując się na widoczne w oddali miasto… Nawet czwórkę wrzucam ;)

DSC03349.jpg

DSC03351.jpg

Jeszcze chwilka i już kluczymy po wąskich zapiaszczonych dróżkach wśród gajów palmowych Zagory.

DSC03355.jpg

Dojeżdżamy do hotelu. Jestem przegrzana słońcem i wykończona. Znów mnie wszystko boli - najbardziej, jak co wieczór, doskwierają uciśnięte rzepki. Zwlekam się z moto i z wdzięcznością przyjmuję od chłopaków z DRZetek zimne piwo. Smakuje jak rzadko. Zmywam z siebie kurz i pot. I idziemy na kolację na miasto. Oni tradycyjnie mięcho, ja omleta :) W chłodzie wieczora powoli odzyskuję siły.

Zapylone auteczko

DSC03357.jpg

Można i tak

DSC03358.jpg

Dobranoc!

Edytowane przez mygosia
  • Like 22

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Dalej, dalej, dalej plisssssssssssss :-D :beer:

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

"...Zjeżdżając lajtowo w dół [nooo, czasem na kamieniach jest mniej lajtowo - raz tracę równowagę na zakręcie i prawie się wywalam] mijamy grupę Francuzów, którzy na rowerach mozolnie pedałują pod górkę. Pełen szacun. Tym bardziej, że mijając poszczególnych rowerzystów, czuję, snujący się za każdym z nich, subtelny zapaszek wody toaletowej.

Kurde, męczy mnie pytanie - czy wszyscy Francuzi, spoceni jak wieprze, pachną tak, jak gdyby właśnie wyszli spod prysznica???..."

jest logiczne wytlumaczenie - oni sie oblewaja woda kolonska zeby zabila zapach ciala - juz wersal z tego slynal, poniewaz jak powszechnie wiadomo mycie jest szkodliwe...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Widok z okna [przez moskitierę]

DSC03361.jpg

Kolejny poranek.Zaczyna się skwar.

Po śniadaniu pędzę do pobliskiego sklepiku po wodę. Pan wskazuje na lodówkę - potwierdzam skinieniem - i przede mna lądują dwa lodowate półtoralitrowe plastikowe butelki, w których pływają wielkie kawały lodu. Wow! Ale czadowy patent :) Są naprawdę zimne, a powoli topiący sie lód powoduje, że nie nagrzeją się zbyt szybko w bagażu.

Kiedy częstuję chłopaków wodą z chrzęszczącym lodem, widzę zazdrość w ich oczach ;)

No i w końcu pamiętam o cisnieniu w oponach :D Korzystam z kompresora jadącego w Kajmanowozie. Widzę, że mam jeszcze chwilkę czasu, więc zrzucam kierownicę i na szybko sprawdzam czy nie trzeba dokręcić nakrętki, która fiksuje główkę ramy. W DRce ma tendencję do samoistnego luzowania się - a na tych setkach kilometrów wertepów miała okazję.

Ale nie… wszystko ok :)

Wojtek [na dużym KTMie] ma już dość zapierniczania za szybkimi DRzetami i postanawia dołączyć do naszej grupy foto-lajtowo-emeryckiej :)

Zanim wyjedziemy z miasta zahaczamy jeszcze o serwis KTMa, gdzie było prostowane koło z 1190. “Serwis” to urocza i ciasna kanciapa :)

DSC03368.jpg

Każdy z nas dostaje “naklejkę mocy” - moja ląduje na baku…

DSC03370.jpg

DSC03371.jpg

No to ruszamy. Zrobiłam dokładny wywiad z Kajmanem i mniej więcej wiem czego się spodziewać - miasteczka, długie proste, 2-3 razy zahaczamy o wzgórza i tam może być nieco trudniej. Ale najważniejsze - żadnych piachów i żadnego koryta rzeki!!!

No to ruszamy.

Początkowo kluczymy po wąziutkich “uliczkach” w Zagorze. Wąska dróżka co kilkadziesiąt metrów łamie się pod kątem prostym. Biegnie wśród zabudowań i wysokich murków. Pokryta jest drobnym zwirkiem. Nijak sie rozpędzić, nijak wejść szeroko w zakręt, bo po prostu widoczność jest kiepska.

W końcu dość kręcenia się - wjeżdżamy na hamadę! I pyrkamy. Temperatura rośnie. Czasem zatrzymujemy się na uzupełnienie płynów, ale wówczas żar uderza ze zdwojona siłą.

DSC03373.jpg

DSC03379.jpg

Dla Stonera :)

DSC03380.jpg

Co jakiś czas przejeżdżamy przez miasteczka, gdzie droga kręci się ślepymi zakrętami.

Na jednym z tych w prawo, wyjeżdżam sobie lajtowo szerokim łukiem [bo przecież ślisko na sypkim] i lecę sobie lajtowo na czołówkę z jakąś osobówką… Jak zawsze w takich momentach mnie paraliżuje i mam ochotę zamknąć oczy ;) Zmieniam kierunek właściwie siłą woli, jakims cudem mijam go z lewej… Brakło jakichś 20cm do kraksy.

Od tej pory przed każdym ślepym zakrętem zwalniam i jade przyklejona do zewnętrznej.

DSC03382.jpg

Wojtek marudzi, że musi z nami jechać, bo strasznie sie za nami kurzy, a on na końcu [nie ma nawigacji].

Po kolejnych kilkunastu km żal mi się chłopaka zrobiło. W sumie, pomyślałam, ja i Wiesiek jedziemy podobnym tempem, to wystarczy nam jedna nawigacja.

Oddałam Wojtkowi swojego Garmina, pokazałam najważniejsze funcje i… tyle go widzieliśmy :D Spotkaliśmy się dopiero po południu na miejscu noclegowym.

A to ja od tej pory kurzyłam się za 690 :)

DSC03385.jpg

Upał męczy coraz bardziej. Czuję się niezbyt komfortowo. W końcu przystajemy w jakiejś spokojnej oazie. Dziwnie wygląda zbiorowisko drzew palmowych i zieleni w środku skalistego niczego. Co ważne - pośrodku oazy panuje specyficzny mikroklimat. Powiewa chłodem. Śpiewaja ptaszki… Posilamy się batonem i dowiadujemy się, że szukał nas Wojtek. Że nie wiedział gdzie skręcić na kolejny odcinek offowy i jedzie do celu asfaltem.

DSC03392.jpg

Po ochłonięciu wsiadamy na motocykle i znów wjeżdżamy do piekarnika.

Po minięciu Agdz wjeżdżamy na offa. Pamiętam z “odprawy”, że ten kawałek drogi był kiedyś zmyty i może być “różnie”.

Momentami właściwie nie ma klasycznej “drogi”, tylko jedziemy tak mniej więcej po płaskich, ciemnych skałach. Tak plus minus wg tego co pokazuje nawigacja. potem pojawia się kamienisty szuter, którym zjeżdżamy w dół. Robię zdjęcie i tracę Wieśka z oczu na jakie 30sek - to wystarcza, że gdy dojeżdżam do rozwidlenia, nie wiem którą drogę wybrać. Jadę w prawo… ale po jakichś 100m dochodze do wniosku, że jednak źle. Zawracam karkołomnie manewrując na pochyłej, wąskiej, pokrytej kamieniami ścieżce… Gorące powietrze jest nieruchome, wylewam siódme poty.

Dojeżdżam do Wieśka w momencie, gdy on zawraca swoje moto - jednak on również źle pojechał. Ponownie męczę się z DRką, powoli tracąc siły i nerwy.

Zjeżdżamy w dół…

Do rzeki…

Albo raczej tego co z niej zostało po wyschnięciu… do koryta…

Wkurzona zaciskam zęby i jadę po mojej “ukochanej” nawierzchni. Ale to nic… bo w tym pieprzonym korycie są łachy pieprzonego piachu.

Moja bujna wyobraźnia podpowiada coraz to bardziej wyrafinowane epitety, którymi wirtualnie sobie obrzucam Kajmana - a co!

Jakos się stamtąd wygrzebuję.

Zjazd do pieprzonej rzeki

DSC03401.jpg

I po przejechaniu wioseczki czeka na nas mała nagroda - piękny, delikatny szuterek :D

DSC03405.jpg

Na koniec dnia czeka na nas kilkadziesiąt kilometrów asfaltu. Myślę o nim z niechęcią, ale gdy pokonuje kolejne winkle na mojej twarzy pojawia się banan.

Jedziemy w górę po idealnej lekko szorstkiej nawierzchni, droga wspina się na przełęcz kapitalnymi, ciasnymi zakrętami. DRka idzie idealnie! To jest jeden z tych dni, gdy “czuję” motocykl - stajemy się jednością. Bujamy się na serpentynach. Domykam kostki i aż piszczę z radości :D

Jest cudownie :) Bawię się jak w wesołym miasteczku na rollercoasterze :D

No a potem już prawie prosta droga do Warzazat… nudy… Oprócz momentu, gdy w czasie wyprzedzania zamiast piątki wbijam trójkę… Na ułamek sekundy gwałtownie tracę prędkość, a Wiesiek prawie się ze mną zderza… No tak… blondi ;)

Dojeżdżamy do hotelu - szybko ogarniamy się i jedziemy do centrum na jakąs przekąskę.

Miejsce parkingowe

DSC03415.jpg

Widok z okna

DSC03410.jpg

Potem włóczę się po suku…

Pralnia

DSC03423.jpg

Telefony

DSC03430.jpg

Dentysta

DSC03431.jpg

Spawalnia

DSC03433.jpg

Nabywam “skarby Maroka” - olejek arganowy, glinkę ghassoul [niestety nie suchą, tylko rozrobioną w oleju - nie daje się do mycia włosów, ale jako maska na ciało jest super!], daktyle, biżuterię [w końcu trafiam na bransoletkę, która nie jest na mnie za duża ;) ]... Mimo stosunkowo późnej pory miasto tętni życiem.

DSC03428.jpg

DSC03435.jpg

W drodze powrotnej poznajemy różnicę między petit taxi, a grande taxi - tylko te drugie jadą na drugą stronę rzeki, gdzie jest nasz hotel. Było z tym niezłe zamieszanie. Pomocy udzieliła urocza studentka [wydział Informatyki] Sana [?]. Wymieniłysmy się na szybko namiasrami na FB, ale nie udało się skontaktować - żałuję do dzisiaj :(

Jest noc, ale temperatura wcale nie spadła. Jest gorąco i duszno. W hotelu ulgę przynosi włączona klima, ale mimo wszystko nie śpię zbyt dobrze tej nocy...

  • Like 20

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Kurcze - to już ostatni dzień naszej marokańskiej przygody :(

Przed nami dojazd do Marakeszu - jakieś 200km asfaltu, ale można zrobić offowy odcinek specjalny. Dla mnie oczywistym jest, że szkoda byłoby przepuścić ostatnią okazję, na to, aby zjechać z czarnego.

No, ale reszta ma inne preferencje :)

Chłopaki z DRzetek i 1190 wstają bladym świtem i około 7 ruszają w stronę Marrakeszu. Zamierzają być tam ok. południa. Hmmm…

Ja śpię dłużej, a śniadanie jemy z Kajmanem i Wieśkiem w bardziej ludzkiej porze. Potem ruszamy. Jest trochę pochmurno, nie za gorąco.

Niestety tym razem nie zobaczę burzy piaskowej - będzie trzeba tutaj wrócić :(

Mam nadzieję, że skoro Wiesiek poczekał aż się zbiorę, to pojedzimy razem. Ale po klikunastu kilometrach on jednak postanawia jechać asfaltem. A ja chcę jeszcze jeden, ostatni raz usłyszeć ten charakterystyczny chrzęst opon na szutrze, za którym będę tęsknić...

Więc się rozdzielamy. Jeszcze melduję się Kajmanowi, aby w razie W wiedział gdzie mnie szukać.

DSC03445.jpg

Skręcam w lewo…

...i jadę. Sama!

W końcu!!!!

:D

Wprawdzie ciągle po asfalcie - na dodatek przejeżdżam przez tereny jakiejś kopalni [?]. Wszystko wokół pokryte jest czarnym śliskim pyłem, a dziwny zapach podrażnia nozdrza.

Ale gęba i tak uchachana od ucha do ucha.

DSC03453.jpg

Kurde. Ostatnio ktoś mi się zapytał co jest takiego fajnego w jedzie samemu. Hmmm… Lubię chyba ten luz psychiczny, poczucie niezależności, brak obciążenia. To że jestem tylko ze sobą. Lubię ten stan gotowości, w którym wszelkie przeciwności stają się przygodą :)

No i nie mam komu marudzić :) Jeśli liczę tylko na siebie, to nagle okazuje się, że mogę więcej, dalej, lepiej, dłużej.

Wtedy inaczej postrzegam świat. Chłonę go sześcioma zmysłami [jak to baba] - i nie przeszkadza mi w tym czyjeś sapanie, albo bezsensowne gadanie :D

Czasem nadchodzi taka magiczna chwila, gdy czuję jak każda cząsteczka mojego ciała się polaryzuje, a fale mózgowe uspokajają i przyjmują kształt regularnej sinusoidy.

Spokój. Wyciszenie.

Kondensacja i rozproszenie - wszystko i nic.

W końcu po kilkunastu klometrach, gdy powoli trace nadzieję, kończy się asfalt, a zaczyna…

Lajtowy offik :)

DSC03459.jpg

Znów sobie pyrkamy z moją dzielną DRką po przyjemnym szuterku, biegnącym po stromym zboczu w moim ulubionym kolorze Maroka. Towarzyszy mi linia energetyczna, co świadczy o tym, że do cywilizacji nie jest daleko :)

Trasa, zgodnie z tym co mówił Kajman, nie jest trudna :) Jest miło, czuję się bezpiecznie.

Zatrzymuję się na odludziu, aby zrobić kilka zdjęć.

Mam czas, to nawet autoportrecik mogę sobie strzelić :)

DSC03464.jpg

DSC03485.jpg

W końcu droga schodzi do doliny z oazą. Klasycznie - ludzie mieszkają na gołych skałach w prażącym słońcu - cień jest zbyt cenny, aby go marnotrawić, wykorzystuje się go pod uprawy. Trochę odwrotnie niż u nas.

DSC03490.jpg

DSC03489.jpg

DSC03493.jpg

Jeszcze jeden przejazd przez góry i już widzę na garminie, że zbliżam się do asfaltu.

Marokańskie szutry żegnają mnie przepieknym widokiem na kolorowe góry.

DSC03495.jpg

DSC03497.jpg

DSC03498.jpg

W klatce piersiowej czuję gniecenie, oddech się spłyca - będę tęsknić…

A potem…

... żar z nieba, gorąc od asfaltu, wleczące się śmierdzące autobusy, ciężarówki, ciągnące się w nieskończoność zatłoczone serpentyny, dzieciaki najpierw wyciągające ręce, a potem rzucające kamieniami, mężczyźni wchodzący pod koła w celu zaoferowania sztucznych gniazd z kryształami we wściekło jaskrawych odcieniach czerwieni i błękitu…

Wraz ze żółwio mijającymi kilometrami i minutami rośnie mój poziom frustracji… w końcu irytacja zamienia się w agresję…

Rany Julek - niecierpię tego!

Tęsknię za bezkresnymi pustkami. Marzę, aby być w środku niczego…

No ale niestety. Wszystko co dobre, szybko się kończy.

Im bliżej Marakeszu, tym lepiej się jedzie.

Znów się wpasowywuję w porywający, nieco wariacki ruch. Dokucza tylko upał…

Gdy dojeżdżam na kemping inne motki są już ładowane na przyczepę. Idę się przywitać z Kowalami, bo okazuje się, że dzisiaj zostają tutaj na noc :)

Szybkie uściśnięcie dłoni, ale jak wracam, to i tak dostaję po uszach, bo się gdzieś włóczę, a tutaj przecież robota czeka :P

Szybko się przepakowywuję, Wojtek pomaga zapakować moje moto na przyczepkę [dzięki!] i po raz ostatni idę zmyć z siebie całodzienny pył, który dostaje się wszędzie, plącze włosy, wysusza skórę i powoduje zapychanie otworów nosowych :)

Czuję się jak nowonarodzona :)

Pył...

DSC03500.jpg

DSC03503.jpg

Żegnam się z chłopakami - oni jutro odlatują do kraju, a mnie czeka kilka dni w ciasnej kabinie kajmanowozu - sprytnie przedłużam sobie urlop i łagodzę przejście do szarej rzeczywistości :)

Teraz Kajman idzie się odświeżyć, a ja czekam na niego w restauracji. Czekam… 5 minut… 10 minut… Nosz kurde…. ile faceci siedzą w łazience?! 20 minut… Zaczynam się niepokoić, bo pamiętam, że “Kajman +prysznic+śliska posadzka” to nie jest dobra kombinacja…

W końcu wraca…. w całości… ufff… Jemy kolację.

I ruszamy w ciepły wieczór…

Taki będę miała widok przez kilka najbliższych dni

DSC03508.jpg

Jedziemyyy!!!

DSC03511.jpg

Kierownik :)

DSC03512.jpg

Po kilku godzinach zatrzymujemy się na stacji benzynowej. Przez cały czas zakupów i załatwiania czynności fizjologicznych, cos z tyłu głowy ponagla mnie do powrotu do auta… A Kajman na luzaka, a to kawka, a to jeszcze kibelek - całe szczęście była kolejka, więc wychodzimy trochę szybciej, niż mogliśmy.

Od Kajmanowozu odrywa się męska sylwetka i spacerkiem podchodzi do zaparkowanego obok ciemnego fiata, wsiada i niespiesznie odjeżdża… Kajman coś wspomina o ciekawskich, a w mojej głowie znów brzęczy alarm.

Kiedy odruchowo naciskam klamkę przed zwolnieniem blokady, a mimo to drzwi stają otworem, już wiemy, że ktoś się włamał do auta…

Jakimś cudem straty niewielkie - widocznie wyszliśmy wystarczająco szybko i złodziej miał czas złapać tylko to co było na wierzchu, najbardziej widoczne - czyli leżącą na lodówce białą kosmetyczkę z zużytą szczoteczką do zebów :D Myślę, że również chaos optyczny [czyli potocznie “burdel”] panujący w aucie spowodował dezorientację przeciwnika :)

Nasza wiara w ludzi została nieco podkopana. Ale, dzięki Bogu, naszym największym problemem w tym momencie jest to, że nie mamy pasty do zębów :D

Opuszczamy niegościnną okolicę i ruszamy w noc.

DSC03524.jpg

W sumie to tyle.

potem była już tylko monotonna jazda… Trochę się martwiłam, czy się nie będę nudzić, ale okazało się, że poruszamy się na tyle delikatnie, że mój szalony błędnik bez problemu pozwala na czytanie książki :) Kajman okazał się całkiem dobrym towarzyszem - nie gadał za dużo [chociaż na pewno więcej, niż ja] i prawie się nie pokłóciliśmy ;) Za oknami powoli zmieniały się krajobrazy, zmieniała się pogoda. Niemcy powitały nas chłodem i deszczem. A pierwsze co widzimy po wjeździe do Polski, to stado truchtających dzików :)

Podobało mi się :)

We wtorek o świcie parkujemy pod moim domem. Zrzucamy DRkę, jeszcze tylko szybka herbata, uścisk dłoni…

...i idę się wyspać!

Mój mózg ciągle przetwarza informacje z Maroka.

Afrykańskie krajobrazy, kamieniste ścieżki, łagodne szutry, strome zbocza górskie śnią mi się przez kilka tygodni, noc w noc.

Gdy przestają - zaczynam myśleć kiedy by tu znowu… Bo tylu rzeczy nie zrobiłam: nie pojeździłam po piachu, nie spałam na dachu, nie byłam w hammamie, nie widziałam burzy piaskowej, ani skorpiona, nie przejeżdżałam przez rzekę…

Ja chcę jeszcze i jeszcze!

I ludziska… pamiętajcie. Jak chcecie gdzieś jechać, to stawajcie na głowie i jeźdźcie! Nie zostawiajcie marzeń na później.

Bo tego później może nie być…

___________________________________________________________

Dziękuję Filozofowi Naczelnemu za pożyczenie Garmina!

R. za użyczenie genialnego śpiwora, za pierogi i kawę z cynamonem dla zmęczonych nocnych wędrowców :) I za dobre fluidy!

Wieśkowi za spokojne i cierpliwe towarzystwo.

Reszcie chłopaków, że mnie nie zjedli, chociaż mogli [i chyba chcieli] ;)

Kajmanowi - za mało męczące towarzystwo, za muzykę i rozmowy :)

  • Like 22

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Niestety tym razem nie zobaczę burzy piaskowej - będzie trzeba tutaj wrócić :(

Gdy przestają - zaczynam myśleć kiedy by tu znowu… Bo tylu rzeczy nie zrobiłam: nie pojeździłam po piachu, nie spałam na dachu, nie byłam w hammamie, nie widziałam burzy piaskowej, ani skorpiona, nie przejeżdżałam przez rzekę…

Ja chcę jeszcze i jeszcze!

Gosia mam nadzieję, że kolejna relacja będzie również Twojego autorstwa, dzięki za taką dawkę inspiracji

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Dziękuję Mygosiu. Mam jeszcze w starym telefonie pył z przed kilku lat i taka inspiracja do ruszenia dupska to je ono.

Pozdrawiam.

A

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Twoja relacja i pro foty są genialne! Poznałem ten kraj z innej perspektywy, a dzięki Tobie wiem po co musze tam wrócić!

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

PKP, zdjęcia jak zwykle, opisy jak zawsze ;-) :beer:

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Fajnie, fajnie się czytało i oglądało. Oby takich opisów było jak najwięcej :beer:

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Mam czas, to nawet autoportrecik mogę sobie strzelić :)

DSC03464.jpg

Mygosia...., nabralem pewnych podejrzen....

jestes brunetka na zdjeciu, a blondynka w relacji....

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

W tytule jest gwiazdka, a w pierwszym zdaniu relacji jest wyjaśnienie gwiazdki, czyli:

*)

blond - to nie kolor włosów, to stan umysłu!

:D

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Śniło mi się Maroko...

Jakieś4 motocykle. Przyjechaliśmy na nocleg przy wąwozie - ładnie wyglądał o zachodzie słońca. Mieliśmy spać u kogoś "znajomego". W kazbie. Chłopaki w pokoju jego braci, ja - jego sióstr. Inne dziewczyny miały dojechać.

Ale byłam zawiedziona, że w środku było "europejsko" - czyli kafelki w korytarzu itp/

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Dzisiaj z kolei śniła mi się Mongolia.

W jakimś takimś sklpepie-jadłodajnie mieliśmy nocleg i rozłożone bety. I spotkaliśmy Yeuopa :D

A potem zadźgałam jakiegoś Mongoła nożykiem Olfa.... ale to było w obronie własnej [chyba]. I jego towrzyszka [która go chyba nie do końca go lubiła], orzekła, że ona się zajmie ciałem, a ja mam się nie martwić, tylko jechać dalej... No to pojechałam...

Tak to jest jak się Beksińskich do poduszki czyta...

  • Like 4

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Każdy z forumowiczów ma "równo zryty beret", fajne jest jednak to że każdy w swoją stronę ;)

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz

×