Skocz do zawartości

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 11.03.2025 in all areas

  1. 17 points
    Pierwszy wylot na dwie osiemsety. Piątek po robocie do niedzieli. Ruiny były, namioty były, ognisko było, było zajefajnie. Bunkrów nie było bo miały być w niedzielę ale pogoda pogoniła nas do domu. Gostynin - okolice. Pierwszy nocleg. Obóz Straceń w Chełmnie nad Nerem. Koło Krotoszyn - Kurhany z epoki brązu. Rozczarowanie bo chyba jakaś replika kurhanu z mostkiem przez środek. Strzeszów. Ozorowice. Powidzko. Ruiny kościoła ewangelickiego. Twardogóra. Fragmenty muru berlińskiego. Świetne. Goszcz. Pałac. Ruina ale zabezpieczona a kawałek nawet zrobiony. Wspaniały. Campus Domasławice. Rano nie zdążyliśmy zebrać majdanu i lunęło deszczem. Przez 40 minut oberwanie chmury. Siedzieliśmy pod wiatą, patrzyliśmy pogodę i braliśmy pod uwagę wynajęcie domku na kolejną noc. Po godzinie troszkę zelżało, radary pogodowe pokazały deszcz w różnych momentach na trasie. Chłopaki w przeciwdeszczowe, ja nie wziąłem dla siebie więc niedzielny prysznic załatwiony. Ostatecznie złapaliśmy trzy chmury z mocnym deszczem ale dojechaliśmy szczęśliwie. Ekipa zadowolona.
  2. 16 points
    Miał być Pakistan w połowie sierpnia, miało być nas trzech. Pojechało nas dwóch, we wrześniu. Niestety tak nieraz bywa. Lot kupiliśmy drogi ale z opcją przebukowania i rezygnacji za free. Dopłaciliśmy tylko za różnicę w cenie lotu, około 150 pln i ustaliliśmy nowy termin na 2 września. Lot z Warszawy przez Abu Dhabi do Islamabadu a następnie kolejny lot do Skardu na północy Pakistanu. Taki był plan, ale jak to z planami bywa nie zawsze się udają. Jadąc na lotnisko zgadaliśmy się z Przemkiem, że mieliśmy jakiś krzywe połączenie telefoniczne z pakistańskiego numeru - eee, pewnie jakiś kredycik nam chcieli wcisnąć . Żaden z nas nie odebrał, a dzwonili tylko raz. Lot był spoko, bez żadnych niespodzianek liniami Etihad. Lądujemy w Abu Dhabi i mamy około 4h oczekiwania na kolejny lot.
  3. 16 points
    Dzień w Rawalpindi mija dość szybko. Na hotelowe śniadanie nie zdążyliśmy, bo zaspaliśmy. Wyskakujemy z hotelu na miasto, wychodząc witam się z ziomkiem i tradycyjnie fora z Kałachem. Punkt kurierski jest dość blisko hotelu ale najpierw miejski survival z przechodzeniem na drugą stronę ulicy. Później obrazki z życia dzielnicy starego Rawalpindi Szukamy jedzenia bo zaczynamy się robić głodni ale tym razem kot był szybszy… Szukamy dalej Trochę przeszkadzamy w grze miejscowym dzieciakom i szukamy wrażeń dalej. I szybka naprawa klamerki w klapeczkach …i idziemy dalej Trafiamy do jakiegoś zakamarka z wielkim, ciężkim stołem do gry w piłkarzyki. Gramy szybki meczyk i rewanż. Przyjmujemy porażkę z godnością, dobrze że nie przerąbaliśmy do zera… Stawiamy wszystkim dzieciakom chipsy i próbujemy iść dalej, ale mamy już całkiem pokaźne towarzystwo ciągnąca za nami ulicami. Chciałem się odegrać sam na sam, wystąpił jeden odważny… Przegrałem, tym razem postawiłem im jakiś słodzony makaron z czymś kolorowym... Później jakiś koleś zgarnął nas na herbatę do kanciapy - jak się okazało było to lokalne biuro obrotu nieruchomościami. Prawie kupiliśmy kawalerkę, była w dobrej cenie, co z tego, że bez okien i nad jakimś warsztatem wypalającym kable czy coś. Panowie sprzedali nam jeszcze kilka życiowych rad, między innymi aby po tej okolicy się nie kręcić po zmroku, nie jeść ulicznego jedzenia i nikomu nie ufać. Zrobiło się jakoś niemiło, herbatka się skończyła więc ewakuowaliśmy się na dalszą część spaceru. Nie tylko my byliśmy zmęczeni dzisiejszym upałem… Pierwotnie mieliśmy wypożyczyć motocykle właśnie w Rawalpindii (o na przykład takie;)) … i jechać na północ na kołach. Chciałem po drodze zobaczyć miejsce w Abbottabadzie, gdzie ponoć amerykańskie SEALs odnaleziono i wyeliminowano Osame Bin Ladena https://maps.app.goo.gl/eLteER3bcfXf1gEm9 Rezerwację na motocykle odwołałem, z bo do końca nie było wiadomo w jakiej kondycji są drogi na północ. Udało mi się nawet odzyskać kaucję w całości - pomógł argument, że odwołanie to nie moja ani nie jego wina, to wola Allaha… Na północ można dojechać dwoma drogami albo Karakorum Highway N-35(żółty) albo przez Babusar Top( żółtoczerwony) Nigdy nie wiadomo, która jest przejezdna. Na przełęczy Babusar śnieg leży do późnego lata, znam tą drogę z poprzedniego wyjazdu… Dobrze, że wtedy nic nie było widać, taka była mgła, a jadący z nami w samochodzie pielgrzym wracający z Mekki, wysiadł i pokazywał kierowcy drogę… Ale udało się odwołać rezerwację na motki i odzyskać kasę. Do Skardu polecimy samolotem, gdzie zorganizowałem inne motki. Lot tam trwa godzinę, a nie osiemnaście jak podróż samochodem czy dwa dni gdy chce się ten dystans pokonać motocyklem. Nieźle zakręcony to był dzień nie tylko dla nas Obieramy kierunek na hotel gdzie wieczorem mamy się spotkać z Fawadem, który zawiezie nas na bazar aby wymienić kasę i później na jedzenie. No i selfie w lustrze musi być Przed przyjściem Fawada szybkie obliczenia ile kasy rozwymienić, bo na północy zawsze jest z tym problem a i kurs mniej korzystny. Musieliśmy wymienić swoją kasę i pieniądze zebrane na zbiórce przeznaczonej na pomoc dla dzieciaków ze szkół w dolinie Shimshal. Na taki pomysł wpadłem na kilka dni przed wyjazdem, ze spontanicznej akcji zrobiło się niezłe zamieszanie i uzbierało się sporo kasy. http://pomagam.pl/rmgfre Fawad przyjeżdża z jakimś gościem, który wymieni nam kasę w hotelowym pokoju dla bezpieczeństwa no i ma być dobry kurs- był. 1 USD=280 pakistańskich rupii, później na północy, gdzie maksymalnie dostałem 260 rupii za dolara. Później idziemy na bazar na street food do zaprzyjaźnionej rodziny, smakuje jak zawsze wybornie I sposób na wyegzekwowanie jednokierunkowego ruchu ulicznego Hotel Akbar International jest spoko, fajnie położony niedaleko największego bazaru centrum Rawalpindi RayaBazar. Hotel Akbar International Noc ze śniadaniem dla dwóch osób - 9880 rupi czyli ok 128PLN. Następnego dnia rano, przyjeżdża po nas Fawad i zawozi nas na lotnisko. Loty do Skardu obsługują małe Airbusy A320, ten którym lecieliśmy miał nieco ponad 21 lat a od 11 latał dla Pakistan Internationals Airlines, linii które nie cieszą się dobrą sławą w branży. Ale to tylko godzina lotu, podczas której są takie widoki które wszystko wynagradzają. Pilot krzyczał, że widać nanga Parbat ale nie jestem pewien czy to ten szczyt W dole jakieś doliny i pagórki Samo lotnisko też nieźle położone… Szczęśliwość wielka po wylądowaniu i ten widok… Nie tylko ja byłem szczęśliwy, że się udało. Pilot, aż się za to modlił W Skardu trochę jakby inne standardy na lotnisku Ale ważne, że jedziemy dalej Jeszcze szybkie przypomnienie zasad pobytu W Skardu dzwonię do Agnieszki z pytaniem czy nas przenocuje w swoim hotelu. Okazuje się, że ma miejsca i wyśle po nas samochód. Dobra to czekamy przed lotniskiem- chyba kuna tu grasowała Po godzinie czekania pojawiło się inne auto. Toyota, którą miał po nas przyjechać kierowca, zagotowała się. Była świeżo po naprawie chłodnicy ale jak to w Pakistanie, mechanik nie dokręcił korka spustowego i cały płyn czy raczej woda wyciekły. Podjechaliśmy obejrzeć auto i udało się je “naprawić” . W drodze pytam Przema o pierwsze wrażenia W końcu docieramy do hotelu Z Agnieszką się znam, spotkaliśmy się kiedyś w Łodzi na jej opowieści o Pakistanie w Klubie Podróżników Keja. Siadamy więc przy herbacie i rozmawiamy o realiach życia, prowadzeniu turystycznego biznesu, polityce, wojskowym reżimie oraz przedłużającym się monsunie, który zespół totalnie ten sezon w turystyce. W końcu też pojawiają się motocykle oglądamy je pobieżnie i lecimy na kolacje, na która zapraszaja nas Agnieszka i jej mąż. To był kolejny długi dzień w drodze, motocykle nie są w najlepszym stanie o czym informujemy Jimmiego, który obiecuje jutro je ogarnąć. W związku z tym, jutrzejszy dzień planujemy przeznaczyć na serwis motków i rozejrzenie się po mieście i okolicy. cdn...
  4. 15 points
    6 dni, 3100 km i milion zakrętów. Stelvio, Grossglocker, Mangart, Panorakica…. Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
  5. 12 points
    Tak, drugie. Daaaaawno temu miałem. Rozbiłem o wymuszającego, sprzedałem prowizorycznie połatanego do dalszej naprawy. A jako, że tylko .. (wpisać dowolne uwłaczające epitety) mają jeden motocykl, to korciło mnie.. na coś starszego asfaltowego.. tym bardziej że jeden taki to zrobił.. drugi taki mówi że w Alpy trzeba.. no i sobie przeglądałem olxy. Zawsze mówiłem że zelsli miałbym do jakiegoś motka wrócić to do GTS. Bo poza swoją odmiennoscią on po prostu dobrze jeździ. Ale sam o tym zapomniałem, przeglądałem jakieś cbry 1000, gsx1100, czy inne gpz.. no i przypomniałem sobie. I tak sobie przeglądałem. Mało ich jest. W ogłoszeniach zwykle od jednego do pięciu egzemplarzy. Chciałem jak najbardziej oryginalnego i z abs. No i skończyło się tak:
  6. 12 points
    Zakup jak zakup. Potem... się zaczęło. Sprzęt technicznie się bronił. Wystarczył normalny pozakupowy serwis. Cena zakupu była śmieszna. Ale wizualnie.. było delikatnie mówiąc nie najlepiej. A ten motocykl jak dla mnie jest śliczny. No i trzeba było w tym kierunku podziałać. W międzyczasie trzeba było coś dorobić.. Był też czas i miejsce na nieliczne zaplanowane akcesoria


×