Skocz do zawartości

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 16.06.2021 in all areas

  1. 14 points
    No i żeby nie było, że pisałem dzisiaj będą, a nie będą No to na pcozątek trasa bez histroii jak to Vengosh ujął Postój w Czechach na żarcie, miały być knedliki, wyszły jakieś .. badziewno mięsne ..dliki, ale pojedliśmy i piwo zero wypiliśmy Tankowań było chyba z 600 i im dalej tym drożej Droga wiła się bez końca, ale z czasem, coraz częściej, na horyzonce zaczęły pojawiać się jakieś ciekawe górki Tankowanie numer 728, mimo cen, uśmiechy nie schodzą z ust współtowarzyszy W końcu to pierwszy dzień wyjazdu, każdy ma gruby portfel, a zgodnie z przyjętą na tym wyjeździe zasadą .. "dla dziada nie robisz" każdy szasta bilonem na lewo i prawo Kilometry robią swoje, z godziny na godzinę obraz staje się bardziej rozmazany Takim to sposobem dojechaliśmy na pole do Sell am See, o czym wspomniał juz Jacek.. woęc kilka fotek z pola dmuchania nie było końca, w końcu podobno gol na wyjeździe licozny jest podwójnie Żebracy jak widać posadowili swój niewątpliwy dobytek zupełnie z boku Była też i Victoria Był i jakiś szczyt.. dla co poniektórych marzeń dla innych tylko możliwości Alkohol lał się strumieniami Było też dziarskie śpiewanie ..w tym wypadku chyba "ojojojoj" No i staropolskim zwyczajem.. noc przyszła szybko Reszta jutro.. Mario 17 na 15.. wisisz skrzynkę browara, bo czasu do 23:59 jeszcze sporo
  2. 9 points
    Zero chronologii No to jedziemy dalej.. Bartosieicz śpiewała kiedyś.."Budzi mnie wiatr.." mnie obudziło ciśnienie pęcherza Wstawać trzeba więc, bo teoretyczny plan zakładał kupę km do przejechania, trasa jak opisał wyżej Vengosh, więc nie będę się powtarzał .. tymczasem "za oknem" jest tak Zajeżdżamy na śniadanie pod sklep, ale tu obok jest kebabownia, więc jemy to gówno na ciepło Dalej to juz ostra jazda na Grossglockner Ciągle cza czymać fason Jak w przedszkolu Dalej podjechaliśmy pod lodowiec, w moich oczach wcale nie zmalał, wieć to całe pier..lenie o ociepleniu klimatu i tak dlaej, to.. Jacyś ludzie też tam byli.. zimno, daleko..po co tam iść? No i po sesji zjazd nieco niżje na kawę, w takich okolicznościach przyrody Dalej znowu ostra jazda, przeplatana tylko nielicznymi incydentami zgubienia telefonu przez jednego z afrykńskich współtowarzyszy podróży, na szczęście odnalezionego Dojeżdżamy do Cortina de Ampezzo na nocleg, trochę zmoczeni, ale jest hotel, więc idziemy w miasto Mieliśmy w sumie sporego fuksa, bo po naszym zakwaterowaiu zabrako pokoi hotlowych, bo przez ten deszcze zjechała się tam cała świta motocyklowa krążąca w okolicach, by uciec przed deszczem To był szybki koniec tego dnia, wieczorem zrobiłó się zimno, dzięki czmu zoszczędziłem sporo na piwie
  3. 9 points
  4. 7 points
    Ranek kolejnego dnia jest za to super słoneczny, jak każdego dnia Jedziemy na zakupy do sklepu spożywczego, z planem jak najszybszego wyjazdu w kierunku Stelvio! Obraz jeszcze nieco rozmazany, ale powoli wchodzimy na obroty, kupując souveniry w strefie bezcłowej Jeszcze tylko kontrola graniczna i pytanie o przewóz alkoholu ja na szczęście nie piję, więc nie martwię się niczym, poza tym, że w kolejce zaczyna być gorąco, niżej jeszcze wspólne fotki i możemy jechać dalej Dla porównania, fota z wczoraj i fota z dzisiaj Jak widać ludzi jest więcej Każdy kiedyś skończy na BMW No i co.. no i mamy Stelvio! Radość, jak widać, nie schodzi z twarzy współtowarzyszy Jakkolwiek nie chciałby tego fotografować, i tak nie mieści się w kadrze i chłopaki w winklach na jeździe Zatrzymujemy się dopiero za kilka godzin, na przełęczy austriacko włoskiej gdzie jemy miskę gulaszu z bułką za 11E Kilkaset metrów dalej, Rolo łapie gumę w Afryce, tam spędzamy dużo za dużo czasu, przez co wiemy już że tego dnia nie dotrzemy do Francji, a ncleg będziemy musieli znowu spędzić w Livigno .. żeby byo taniej Niestety to taniej nie wyszło tak do końca, bo tunel kosztował nie pamiętam dokładnie.. 26Franków? coś koło tego.. ale tego dowiedzieliśmy się dopiero po drugiej jego stronie.. trudno Po kilku rozebraniach koła i kilku dobrych godzinach lądujemy na kempingu w Livigno, jak zwykle zaczyna popadywać, więc idziemy w miasto coś zjeść Dla niektórych , noc przyszła zbyt szybko, dla innych nieco później
  5. 7 points
    No dobra, to jadymy z tymi fotkami dalej, pisania nie będzie za wiele, bo wczorajszy wieczór był ciężk.. upał straszny w pomorskiem Poranek jak zwykle super słoneczny, dzisiaj jedziemy w Dolomity Po jakimś czasie postój na przełęczy na kawę pomysł fajny, ale czasu zabiera niestety sporo za to okoliczności przyrody.. zajebiste! Tu ustalamy, że na rozjeździe kilka km dalej, jedziemy na Bolzano, w prawo, część pojechałą szybciej, część później, no i część pojechałą w lewo, a część ekipy w prawo Ja z Jurkiem i Vengoshem pojechałem w prawo, wjazd i zjazd z tej przełęczy był mega zajebisty, pod każdym względem, zakręty, górki, przewyższenia.. po prostu czad! Żadne zdjęcie nie oddaje klimatu, jaki odbiera się widząc to na żywo Spotykamy się w Bolzano, na kawie, tam ustalamy dalszą drogę, zanim wyjżedziemy z miasta, a jest 30*C zdążymy się sporo upocić, tu wprasowany goretex zaczyna być lekko problematyczny Ciągniemy się jak flaki z olejem, a przed nami jedzie grupa z 50ciu motocyklistów rżnej maści, widać że jadą potrenować winkle, to włosi, więc tempo części grupy jest wymagające bo widać że mają różny poziom zaawansowania. Było gorąco, więc postanowiłem ich wszystkich wyprzedzić zajęło mi to dłuższą chwilę i wyprzedziły mnie finalnie dwie Multistrady i jeden olejak 1200 .. ale powiedzmy sobie szczerze.. to byli wariaci na motocyklach .. szczerze.. lepszej jazdy nie miałem i wszystko nagrałem, kiedyś wkleję Po tym morderczym tempie czas stanąc na pizzę Kierujemy się na Livigno, przez przełęcz Gavia.. problem w tym, że są tam zawsze ładne widoki, ale nie w deszczu i mgle, więc jedyne co widzimy to te Deloriany o których wspomniał Jacek do tego zalewam sobie telefon w kieszeni któa nie jest wodoodporna, jak się okazało No i przeskok temperaturowy, w Bolzano 30*C, na przełęczy 2*C i tu wprasowany goreteks już był super Do tego droga dziurawa jak szwajcarski ser Jacek się bardzo cieszy, bo nie zdążyłwpiąć podpisnki, nie zsiada nawet z motocykla Stajemy kawałek dalej, już na przełęczy, jest jeszcze gorzej więc spadamy czym prędzej w dół Spadamy czym prędzej do Livigno, bo pogoda nie służy ani widokom, ani jeździe Tego popołudnia logujemy się w prywatnej kwaterze, po 23E za łebka, bo upał jakby zelżał, a my z lekka przemoczeni, bardzo szybko się spiliśmy
  6. 4 points
    Nie ma sprawy, zawsze Żywca mogę postawić. Ale co, zmobilizowałem troszkę
  7. 3 points
    Wooo! Panowie jestem pod wrażeniem, tych przebiegów. Tym bardziej, że te trasy i miejsca dobrze znamy. Pewnie gdybyście przesuneli wyjazd o 2 tygodnie pogoda byłabym o niebo lepsza ale zapewne i więcej motocyklistów. Mega relacja, świetnie się ją czyta.
  8. 3 points
    Następny dzień obejmuje plan dojechania do Francji. Zaczynamy go od pokonania przełęczy Bernarda Niestety jedna z przełęczy, która znacznie skróciła by nam drogę jest zamknięta, mamy więc opcje dołożyć jakieś 5 godzin drogi albo wybrać opcję transportu kolejowego Furka Pass. Wybieramy tę drugą opcję Zawsze jest czas na kawę Dalej śmigamy sobie Szwajcarskimi drogami w stronę Francji, niestety restrykcyjne poruszanie sprawia nam wszystkim problem . Oddech łapiemy po przekroczeniu granicy z Francją, wszyscy jadą 200 żeby odreagować . Pod wieczór docieramy do Chamonix, wybieramy opcję namiotową Skrupulatne planowanie wyprawy Następnego dnia planujemy wjechać na Mont Blanc kolejką Niestety Pani w okienku szybko gasi nasz zapał ponieważ pokazuje na monitorze, że na górze nie ma w ogóle widoczności, tak więc 67 euro jakie kosztuje wjazd poszłoby się przejść, bo równie dobrze można sobie popatrzeć na mgłę w Polsce. Robimy więc kilka fot Chamonix, które jak pozostałe odwiedzone przez nas kurorty wygląda jak miasto w westernie o 12 w południe. Kolej na Mont Blanc Ruszamy dalej w stronę Val D"Isere Na Val d"Arly robimy fotki, od taki zwykły ośrodek narciarski Natomiast widoki drogi od tej miejscowości oraz dalej przełęcze w tym rejonie robią wrażenie \
  9. 3 points
    Dojeżdżamy do Cortiny gdzie planujemy nocleg Wszyscy zgodnie podejmujemy decyzję, że po prysznicu, który spotkał nas na górze przełęczy celować będziemy w nocleg w hotelu. Szybki telefon do najtańszej oferty na booking w okolicy i udaje się zbić bookingową cenę o kilka euro, w końcu w ekipie jest kilku handlowców . Po prysznicu i rozwieszeniu ciuchów ruszamy na miasto Cortina jest miastem typowo nastawionym na turystów górskich i wygląda jak typowy kurort tego typu czyli ma swój urok niemniej to pierwsza miejscowość, w której zauważamy totalny brak turystów. Poza kilkoma motocyklistami nie ma właściwie nikogo. Nagonka medialna i straszenie ludzi robi jednak swoje... Następny dzień zaczyna się nieszczęśliwie. Bez pośpiechu, po śniadaniu zaczynamy pakowanie, niestety mój motocykl ustawiony jest na parkingu dosyć niestabilnie. Podczas zapinania torby przechyla się lekko na prawą stronę, a niestety jestem ustawiony z tyłu także nie udaje mi się go przytrzymać więc z całym impetem przewraca się na prawo. Po podniesieniu ocena strat, na szczęście gmole ratują sytuację, poza zadrapaniem na prawym gmolu nie dzieje się nic więcej ale to nie koniec przygody..... Ruszamy, spokojna jazda po mieście jednak jeden z naszych rusza nagle w prawo, jako że nie mam wbitej mapy docelowej w pośpiechu skręcam za nim, okazuje się jednak, że jest jakiś problem z kierownicą, nie mogę skręcić jej w prawo! Zaliczam glebę na skrzyżowaniu, ku mojemu przerażeniu tryska płyn spod obudowy prawego plastiku, myślę sobie że to już koniec mojej wyprawy.. Rolo pomaga pozbierać mnie z ulicy i oceniamy co się stało. Okazało się, że pomiędzy widelec a owiewkę dostała się plastikowa butelka z wodą, nie wiem czy ktoś tam ją położył czy sam nieopacznie ją tam odłożyłem przy pakowaniu. Na szczęście okazuje się, że tryskający płyn to woda z butelki, która pod naciskiem lagi po prostu pękła. Szczęście w nieszczęściu, że stało się to wszystko przy małej prędkości, nie chcę myśleć jakby to było jakbyśmy wyjechali gdzieś na prostą poza miastem... Na szczęście gmol znowu ratuje sytuację i motocykl wychodzi bez szwanku. Wjeżdżamy w Dolomity Kierujemy się do Livigno gdzie planujemy nocleg. Niestety ze względu na dość niskie temperatury znowu wygrywa opcja hotelowa (po 40tce człowiek lekko dziadzieje ) Wyjeżdżamy z Livigno gdzie tradycyjnie czeka nas krótka kontrola celna (Livigno jest strefą bezcłową) i dojeżdżamy do tarasu widokowego z pięknym widokiem (na tapetę go! ) Kierujemy się na Stelvio robiąc po drodze kilka fotek Docieramy na miejsce Padre w akcji Jurek Dalej kierujemy się do Szwajcarii, która wita nas pięknym widokiem Szybko jednak zostają zweryfikowane nasze dzisiejsze plany zwiedzania tego kraju, psuje się jedna z Afryk Honda to jednak gówniany motocykl . Niestety z racji braku odpowiednich łatek udaje się usunąć awarię tylko na tyle żeby wrócić do Livigno, nie ma szansy na znalezienie wulkanizacji bo jest niedziela. Wracamy do Livigno, tym razem na pole namiotowe Tradycyjnie uderzamy "w miasto" Jesteśmy w nim chyba sami... Następnego dnia Szwajcaria, podejście drugie.... tuż po przekroczeniu granicy Po drodze widoki zrywają kapcie z nóg Po Szwajcarii motocyklem jeździ się średnio bo wszędzie są ograniczenia i fotoradary a kary są bajońskie, niemniej dla widoków zdecydowanie warto tam się wybrać. Na jednej z przełęczy zostaję z tyłu bo chcę porobić zdjęcia Dostaję telefon od chłopaków, którzy są już na górze, że muszę dotrzeć w ciągu dwóch minut bo zamykają przełęcz z powodu robót drogowych, wsiadam więc na moto i tempem Valentino Rossiego "zdążam na czas" . Po zjeździe z góry pogoda staje się zdecydowanie letnia, widoki również Problem jest tylko taki, że za bardzo nie ma się zatrzymać. Wszędzie rozkazy, nakazy i tereny prywatne, dla nas Polaków jest to trochę niezrozumiałe.. Na następny dzień planujemy pokonać przełęcz Bernarda a następnie przedostać się do Francji, niestety nie uda się zrealizować naszego planu z przyczyn od nas niezależnych...ale też będzie fajnie . Wieczorem docieramy na pole namiotowe do miejscowości Andermatt To powieść oparta na faktach z odrobiną fantazji, nie odbieraj mi tego
  10. 3 points
    Wróciliśmy wszyscy, cali i zdrowi z telefonu
  11. 2 points
    Już w zeszłym roku powstał plan żeby w czerwcu 2021 ruszyć w Alpy. Dla mnie na motocyklu był to debiut ale mam to szczęście, że moi dobrzy znajomi mają zjeżdżony temat wzdłuż i w szerz więc opcje planowania miałem z głowy. Do końca nie wiadomo było jak będzie przedstawiać się sytuacja epidemiczna, nie wiedzieliśmy czy wymagane będą testy bo media wprowadzają dość duże zamieszanie w temacie. Wszyscy więc profilaktycznie odbyliśmy szczepienia, mi udało się przyjąć tylko jedną dawkę ale odbycie niepełnego szczepienia uprawnia do tzw. paszportu szczepienia, który można wydrukować sobie z e-pacjent. Okazało się później, że wszelkie obawy były nieuzasadnione ponieważ nie istnieje coś takiego jak obowiązek testów czy jakiekolwiek kontrole na granicach. Wszystko odbywa się tak jak w czasach przed covidowych. Plan był żeby zjeździć Alpy od strony austriackiej, włoskiej, szwajcarskiej i francuskiej, przez przypadek udało się jeszcze zobaczyć część Niemiec ale o tym potem. Wyjazd planowany był na 10 dni choć z racji mojej odległości do Zell Am See, gdzie planowaliśmy pierwszy nocleg musiałem zarezerwować sobie ich 11. Pierwszy dzień to dojazd do Pawła do Wrocławia i nocleg w jego domu, żeby wyruszyć całą ekipą następnego dnia . W sumie uzbierało się 8 chętnych na wyjazd spoza Wrocka był tylko Tomek, Daniel i ja. Jeżeli operować nazwami forum to była to mieszanka ludzi z forów Africa Twin i f650gs.pl. W związku z tym, że był to wyjazd mieszany użytkowników Hondy i GS nie obyło się oczywiście bez złośliwości podczas całego wyjazdu, wyszło jednak na to, że GS są bardziej bezawaryjne . Wyruszyliśmy ok 8.00 w czwartek 3.06. Umówiliśmy się na stacji BP na Karkonoskiej we Wrocławiu tak żeby każdy był zatankowany i gotowy do drogi. Planowany dojazd do Austrii przez Czechy, ponad 800 km zupełnie bez historii. Nudna droga w dosyć żwawym tempie (mam nadzieję, że nie przyjdzie pocztą dodatkowa fotorelacja ). Ten dojazd spowodował, że postanowiliśmy z pewnością nie wracać przez Czechy, nudno, tłoczno i gorąco. Po kilku postojach na tankowanie, siku i jakieś jedzenie docieramy ok 18.00 do Zell am See na camping. Widoki zaczynają być całkiem całkiem... Następnego dnia wyruszamy na sławny Grossglockner. Trasa robi oczywiście wrażenie jak nie pozna się innych przełęczy alpejskich niemniej klimat jest bardzo fajny. Ludzie wjeżdżają tam na różnych sprzętach od najnowocześniejszych i najdroższych maszyn, poprzez motorowery i skutery na klasykach kończąc. Największe wrażenie zrobił na mnie chyba stary KTM, chyba jeszcze z lat 70 o jakiejś mizernej pojemności. Niestety zdjęcia nie zrobiłem bo moto było ruchu i nie zdążyłem wyjąć aparatu. Śniegu na górze zalega jeszcze sporo, niemniej temperatura na jazdę na moto jest komfortowa (ok 8 stopni) Dalej zajeżdżamy na Kaiser Franz Josefs Hohe - czyli punkt, z którego można popykać foty na Grossglockner I Grossglockner w całej okazałości Dalej kierujemy się stronę Włoch, po drodze w Austrii jeszcze kawka na wodzie z górskiej wody No i czas na foty widoczków Wjeżdżamy do Włoch, jest znacznie cieplej i widoki powalają, niestety nie mam jakiś spektakularnych fot z tamtej chwili. Zaczyna padać więc wszyscy ubierają przeciwdeszczówki, ja jako że nie wziąłem tzw. kondoma musiałbym wypakować z bagażu podpinki ale oczywiście mi się nie chce...Za jakiś czas będę tego żałował. Dojeżdżamy do jednej z przełęczy, deszcz zaczyna lać. Bez membrany moje ciuchy łapią wodę jak gąbka, a temperatura spada do jakiś 12 stopni. Im wyżej się wspinamy tym temperatura spada żeby na górze osiągnąć wartość 2 stopni, zamarzam!!! Nie mam siły robić zdjęć, wszystkie zamieszczone poniżej są autorstwa Dakarowego i Rola Na górze jest jakiś zlot właścicieli Deloreanów, naliczyliśmy 7 (jeden jechał na lawecie), tak więc były to chyba wszystkie istniejące sztuki na ziemi.
  12. 2 points
  13. 2 points
    W tym temacie to takie coś wypatrzyłem Wysłane z mojego SM-A426B przy użyciu Tapatalka
  14. 2 points
    Następnie udajemy się w stronę granicy francusko włoskiej (Les Chavonnes?) gdzie spotykamy resztę grupy (wcześniej rozdzieliliśmy się, Afryki pojechały zwiedzać Włochy) I zjeżdżamy w stronę Val d'Isere w celu znalezienia jakiejś knajpy, w której moglibyśmy zjeść obiad Okazuje się, że w Val d'Isere wszystko pozamykane jest czynny jeden sklep spożywczy gdzie nabywamy jakieś żarcie i raczymy się pod nim. Miejscowość jak pozostałe jest zupełnie pusta Po jedzonku próbujemy zdobyć pobliską przełęcz niestety jest zamknięta, robimy więc odwrót z powrotem na Włochy. Na miejsce wyznaczonego campingu w Breuil docieramy ok 20.00 ale okazuje się, że go nie ma . Z racji odmiennych zdań co do zagospodarowania pozostałego czasu wieczoru dzielimy się na grupy, grupa GSiarzy idzie do hotelu grupa Afrykanerów hmmm, do dzisiaj nie wiem co się z nimi tej nocy działo Następnego dnia spotykamy się w miejscu gdzie poprzedniego dnia szukaliśmy hotelu Poprzedniego dnia nie wyglądało to tak różowo, padał deszcz, o 21.40 nie mieliśmy jeszcze zapewnionego noclegu, a dwójka śmiałków wyruszyła w stronę gór po śniegu podążając za śladem na booking , cudem wszyscy wrócili cało i zdrowo. Poprzedni dzień był ostatnim kiedy widziałem się z Afrykami, obecny stwiał przede mna wybór czy jadę z Danielem, Tomkiem i Dawidem w stronę Austrii czy z Pawłem do jego rodziny pod Baden Baden, rzut monetą wybrał opcję wyjazdu z Pawłem. Ok 20.00 docieramy w okolice Baden Baden gdzie szwagier Pawła wita nas wg zasady słynnej polskiej gościnności gruszkówką i kiełbaskami. Czeka na nas jeszcze baranina z grilla i pieczone ziemniaczki, czuję że los był dla mnie łaskawy . Okolica jest piękna Następnego dnia ruszamy z Pawłem żeby zobaczyć okolice słynnego Schwarzwaldu, okazuje się że to takie mniejsze Bieszczady, mają nawet swoją zaporę Po powrocie zwiedzamy sobie jeszcze Baden Baden, temperatura dobija chyba 30 stopni No i wieczorem kolejna biesiada, tym razem żeberka. Ruszyć się nie mogłem... Następnego dnia powrót do Polski, do okolic Legnicy jechałem z Pawłem później się rozdzieliliśmy. Paweł zrobił tego dnia 800 ja 1100 km
  15. 1 point
    Strasznie dużo odpoczywałeś [emoji848][emoji28] Wysłane z mojego SM-J730F przy użyciu Tapatalka
  16. 1 point
    Z uwagi na problemy z chronologią ja bym zaczął od początku.
  17. 1 point
  18. 1 point
    Ja tam się nie cieszę. W TV mówią że jest inflacja i stal na złomie podrożała dwukrotnie.
  19. 1 point
    Kto ją tam wie, chleje tyle co BeeMWe. Ride, eat, sleep, repeat...
  20. 1 point
    Fakt miałem inne wyobrażenie tym miejscu ale co tam. Po drodze zajechałem do Wenecji Wysłane z mojego Redmi Note 8 Pro przy użyciu Tapatalka
  21. 1 point
    Jeździ, ale bardziej pionowo [emoji6] Ride, eat, sleep, repeat...
  22. 1 point
  23. 1 point
    Szybkie wagary z młodszym synem. Guzów k. Żyrardowa. Pałac odkupili (nie odzyskali) przedwojenni właściciele w 1996 roku i długo nic się nie działo. Teraz widać że coś drgnęło. Pałac ma ciekawą historię a według opowieści to tu Hitler wydał raut z okazji kapitulacji Warszawy w 1939. Podobno było tak ostro że Hitler dowiedziawszy się co nawyprawiali jego ludzie napisał list z przeprosinami do właścicieli pałacu. Podobno to jedyne "przepraszam" w życiu Adolfa. Besiekiery. Borysławice Zamkowe. Koło. Przedecz. Wietrzychowice. Grobowce - Megality. Lucień. Okrąglaki - ośrodek wypoczynkowy z czasów PRL. Cztery okrągłe budynki (coś na kształt opony bo środek pusty) połączone zadaszonymi korytarzami. Luksus, każdy pokój miał łazienkę i balkon, była restauracja i kawiarnia. Po komunie ośrodek funkcjonował w prywatnych rękach kilka lat ale koszty między innymi ogrzewania elektrycznego zabiły biznes. Nowy Duninów. Pyknęło 530 km w 12 godzin. Było gorąco. Szerokości.
  24. 1 point
    Czytasz to@red ??? Wysłane. Po prostu wysłane.
  25. 1 point
    Dziś zrobiłem że 30 km. Było wszystko, banan na twarzy, brak paliwa, życzliwa pomoc i szczęśliwy powrót do domu. Reakcje przechodniów w wieku 45+ bezcenne. Ride, eat, sleep, repeat... Ride, eat, sleep, repeat...


×