Skocz do zawartości

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 25.03.2019 in all areas

  1. 20 points
    Dzień 13 Pobudka dość wczesna i dość brutalna – burza. Zbieramy pod daszki, co niezbędne i czekamy czy coś przejdzie. W międzyczasie podjadamy coś z zapasów i pijemy kawę w pomieszczeniu kuchennym. Niby coś przestaje padać ale na piękną i ciepłą pogodę nie ma co liczyć, więc zbieramy się mimo deszczu, żegnamy i jako pierwsi startujemy w swoją drogę. Na początek drugą stroną jeziora... wąska szutrowa dróżka nad samym brzegiem, ślisko.. trochę spinki było. Ale suche miejsca też były Ze względu na pogodę odpuszczamy co trudniejsze zaplanowane odcinki. Kierujemy się na Martin Brod – kolejne w tej podróży piękne wodospady. Cały czas albo pada, albo będzie zaraz padać, temperatura spada do 8 stopni.. Po drodze stajemy rozgrzać się w jakiejś przydrożnej knajpce, kawa smakuje jak nigdy. Do Martin Brod docieramy bez przeszkód, mimo pogody podziwiamy rzekę i wodospady. Następny cel – samolot. Porzucony przy nieczynnej bazie lotniczej... wykutej w górach na pograniczu bośniacko – chorwackim. Widziałem ten samolot w kilku relacjach, napracowałem się żeby go na mapie namierzyć.. bardzo chciałem do niego dotrzeć. I dotarliśmy No to jak tak, to teraz nocleg. Ale.. pytamy w jednym miejscu – nieeee, 50 eur nie bo nie. Jedziemy dalej. Problemy zaczyna sprawiać komunikator. Ja słyszę Monikę, ona mnie nie. Kto zna Monikę – może sobie wyobrazić czego czasem musiałem słuchać Odpowiadam.. gestami głowy, tylko tyle mogę. Jedziemy w stronę wybrzeża Chorwacji, w pewnym momencie stwierdzamy że jest nam tak mokro i zimno że w zasadzie już się uodporniliśmy i po prostu przejedziemy przez góry nad morze i znajdziemy jakąś kwaterę żeby nie musieć stawiać mokrego namiotu. Padać przestaje, za to zaczyna wiać. Mocno. Nic to. Wszystkie trudy dzisiejszego dnia wynagradza widok, kiedy przekraczamy pasmo górskie dzielące nas od morza. Widziane z wysokości wzburzone morze, wyspy, ciemnogranatowe chmury burzowe nad nim podświetlone na czerwono zachodzącym słońcem. To jest to. Dla takich chwil jesteśmy w podróży Zjeżdżamy coraz niżej, ściemnia się, coraz bardziej wieje i to z nieprzewidywalnych kierunków. Wieje tak, że przestawia nas na drodze. Ale docieramy do Sveti Jurej, wchodzimy w pierwsze lepsze podwórze i po chwili już mamy pokój w rozsądnej cenie Mimo pogody przejechaliśmy dziś spory kawał, zobaczyliśmy fajne rzeczy – dajemy sobie w nagrodę sutą kolację podlaną dobrym winem. To był dobry dzień mapa: samolot: nocleg: pierwszy z brzegu pokój jaki udało się znaleźć
  2. 18 points
    Dzień 14 Chciałem tu zostać choć jeden dzień.. ale wiatr wieje tak, że łeb chce urwać i to w połączeniu z tym, że Monika rwie się do jazdy, spowodowało, że jedziemy dalej. Chwila po Jardance i uciekamy od morza w kierunku Słowenii. Jak to w Chorwacji - jak tylko odjedziesz od morza to nagle jesteś sam na drodze – lubię tak. Trochę szukam szutrowych skrótów, ale.. z jednej strony zaczynają się zakazy, z drugiej.. mam wrażenie, że najeździliśmy się szutrowo na tym wyjeździe i nie mam już takiego ciśnienia. Coś tam się udaje ale nie za wiele.. Po drodze serwujemy sobie przerwę na kawę i małe co nieco ..i dalej.. Docieramy do Bovca, przejeżdżamy przez miasto i kierujemy się do dolinki kampingowej (kilka różnych kampingów obleganych przez kajakarzy). Bunkrujemy się na ostatnim, leniwie organizujemy obóz po czym idziemy na piwo. Jedno. 2,5 eur, kurde. I to nie jest najdroższe piwo na tym wyjeździe Dolinka jest urokliwa, kolacja „kufrowa” smakuje bardzo dobrze, wieczór na zwolnionych obrotach. mapa i kamping:
  3. 17 points
    Dzień 17 To już ostatni dzień. Pakujemy się, przy barze pod daszkiem majstrujemy kawę i śniadanie i w drogę. Jeszcze tylko jedna zabawna sytuacja – już w Polsce stanęliśmy na obiad, nie chciałem „dania dnia” bo w piątek ryba a ja na mięcho miałem ochotę.. Monika dziwnie na mnie patrzy.. i uświadamia mnie że dziś czwartek.. Zgubiłem jeden dzień.. Można było jeszcze gdzieś coś... ale chyba się cieszę że wracamy. Codzienność dobijała się od jakiegoś czasu i nie może dłużej czekać więc.. do następnego roku KONIEC mapa: nocleg: DOM
  4. 17 points
    Dzień 15 Poranek spędzamy łażąc po okolicach dolinki. Mostek, rzeka, góry dookoła. Tylko ludzi ciut za dużo Wczoraj posiedziałem nad mapą i zdecydowaliśmy że pojedziemy sobie przez przełęcze które się trafiają po drodze. Nigdy nie byliśmy w Alpach pojeździć a tu zahaczyliśmy – w sumie przypadkiem – więc jest okazja. Najpierw słoweńska przełęcz Vršič – pięknie Na zjeździe trochę przytrzymywała nas kostka brukowa na zakrętach, za to miejscach gdzie zdarto asfalt wyprzedaliśmy tych co nas śmignęli na asfalcie Później.. trafiamy na drogowskaz na Planicę. Być i nie spojrzeć na skocznię? Niee. Podjeżdżamy. Następnie udajemy się do Austrii. Tam jeszcze jedna przełęcz - „ślepa” i płatna Gerlitzen Alpenstraße – i.. moim zdaniem nie warto. Droga wąska, dziurawa, agrafki bez frajdy, widok tylko z punktu widokowego na jezioro.. Na samej górze wielki hotel i zaczynają się szlaki w góry i wyciągi. Nic specjalnego. Zjeżdżamy i zaczynamy powoli myśleć nad noclegiem. Jedziemy piękną pustą drogą wśród wzgórz – takie momenty pokazują, że planowanie planowaniem, a wiele fajnych ścieżek zdarza się po prostu przypadkiem Znajdujemy całkiem przyjemny kamp i TO TU jest najdroższe piwo 3,8 EUR Cenę piwa trzeba było zrównoważyć ceną kolacji Kamp sprawia wrażenie miejsca wakacyjnego dla emerytów – stojące przyczepy wyglądają jakby stały tu od dawna, żadnych motocykli.. Cóż – zostaliśmy chwilową atrakcją. mapa i kamping:
  5. 17 points
    Dzień 12 Chillout chillout'em ale ileż można... Jako że nasi towarzysze nie przejawiają chęci do aktywnego spędzenia poranka, idziemy sami. A idziemy nad jeziorko i do malowniczego miejsca przy jeziorze – parku z pięknie rozlaną rzeczką płynącą kaskadami i małymi wodospadami między małymi zabytkowymi domkami. Pogoda piękna, widoki pocztówkowe.. Pozachwycaliśmy się, narobiliśmy zdjęć, fajny poranek. Wracamy i już w pełnym składzie organizujemy wyjazd do Jajec. Same Jajce – miejscowość wybitnie turystyczna, atrakcje płatne – weszliśmy pod największy wodospad i na twierdzę. Widzieliśmy. Po tych spacerach żarełko smakowało wybornie Poznajemy parę Polaków z Sosnowca na Afryce – Krysię i Mirka (pozdrawiamy) którzy do nas dołączają na kampingu. Jedziemy jeszcze poszukać wąwozu który Karson miał upatrzony w okolicy, ale... bez dokładnych koordynatów nie znajdujemy go, więc robimy odwrót. Na kampie w powiększonym towarzystwie (dosiadają się jeszcze sąsiedzi – Czesi, którzy podróżują wspólnie na Pegaso) biesiadujemy do dość późnych godzin nocnych... Jest to nasz ostatni wspólny wieczór – tygrysy jutro obierają kierunek powrotny, a my z Moniką.. niby też ale okrężną drogą – przez Chorwację i Słowenię.
  6. 16 points
    No... faktycznie... ta ambona jest wspaniała i na prawdę robi wrażenie Arturze [emoji16][emoji16][emoji16] Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka
  7. 15 points
    Dzień 16 Czujemy już że nasza tegoroczna podróż dobiega końca. Staramy się jednak łapać chwile. I przypadkiem trafiamy na jeszcze jedną, piękną, przełęcz: Solkpass. Sporo motocykli głównie tutejszych i niemieckich. Dalej kierujemy się w kierunku czeskiej granicy. Nie mieliśmy w tej podróży szczęścia do promów więc... tym razem musi się udać – i udaje się Zaraz za granicą czeską jest jezioro, a przez nie – mały prom. Mamy to Za promem nieuchronnie obieramy kierunek „orzeski”. Jedziemy do wieczora, z przerwą na małe zakupy. Mamy kilka kampingów pod drodze, ale dobrze się jedzie i mijamy kolejne miejscówki. W końcu – zjeżdżamy. Fajny plac nad jeziorem, budynek sanitariatów, recepcja... tyle że zamknięta. Ale jest bar, zachodzimy, pytamy.. kamp był, jeszcze chyba w zeszłym roku, ale już zamknięty. Woda jest... w jeziorze Za to można „smażeny sir” na kolację zjeść i zimnym lanym czeskim podlać. Nie trzeba nam nic więcej – organizujemy obóz, bierzemy kąpiel i idziemy podjeść, właściciel baru od siebie stawia kolejeczkę – ostatni wieczór mija przyjemnie i leniwie. mapa (3 kawałki, bo mapki robię w zimie, kiedy nie da się przejechać przez przełęcz Solkpass ani przepłynąć promem Kyselov – Dolni Vitavice): miejsce kampingowe:
  8. 12 points
    Dziękuję za uznanie. Tam się naprawdę było trudno wspiąć
  9. 10 points
    Cóż za gracja Arturze, jakbyś z tą fotą wystartował do nowej edycji Big Brothera to by Cię wzięli
  10. 9 points
    Zaciekawił mnie ten z tyłu.. Oczyściłem powiększyłem obraz i wyszedł mi taki jegomość
  11. 9 points
    Dzień 11 Jajce, Jajce.. Karson mi wierci dziurę w brzuchu o te Jajce już od kilku dni, więc dziś chyba wreszcie się tam zameldujemy. Ale nie tak szybko. Najpierw trochę skrótów A skróty bardzo fajne.. Tylko szkoda że nawigowanie nie poszło tak jak trzeba i musieliśmy wrócić. Wiem gdzie się kiwnałem, ale czy tamtędy przejechałyby 4 obładowane ciężkie motocykle – nie wiem. Pewnie kiedyś sprawdzę Skrótami (fajnymi szutrami – można się było trochę wyszaleć) docieramy do jeziorka w środku lasu. Porobione jakieś kładeczki, altanki, ładnie. Przy zawracaniu Basia traci szybę z kasku – kask spadł i zaczepy się wyłamały.. Mężnie to znosi i możemy szukać wyjazdu ze skrótu. Znajdujemy, w nagrodę serwujemy sobie obiad w fajnym miejscu – knajpka nad strumieniem z małym progiem wodnym. Stamtąd już obieramy kierunek na Jajce. Przed samymi Jajcami trafia się skrócik fajną szeroką szutrówką – pozwalam sobie skorzystać Meldujemy się na kampie 7 km za Jajcami, zostajemy tu 2 dni więc dobrze, że jest rozsądna miejscówka. Jutro chillout mapa: kamping:
  12. 8 points
    Czytając wiadomości, to okolic Białegostoku
  13. 8 points
    Artuuuuur !!!!! Serio ??? To zdjęcie powinno się znaleźć zdecydowanie w kategorii privat !!! Ech... i zrób tu sobie selfie z mężem...
  14. 7 points
  15. 7 points
    Na podstawki pod wazon?
  16. 7 points
    Nie piszę tego ze złosliwości tylko z doświadczenia: nie masz szans go sprzedać w obecnym stanie. Ja wiem do czego to motocykl, wiem że technicznie może być cudny i pewnie tak jest - ale nawet najtwardsi twardziele kupując chcą mieć trochę błyszczyku i pudru... Ludzie to wzrokowcy..
  17. 6 points
    Ale rzeźnia... Zębatki kosztują kilkadziesiąt złotych, mi by było zwyczajnie szkoda kaleczyć nowy łańcuch starymi zębatkami..
  18. 6 points
  19. 5 points
  20. 5 points
    Spokojnie jestem Ci w stanie wyprostować łańcuch za 800
  21. 5 points
    Super wyprawa. Super relacja. Nie ma to jak notatki robione przez żonę Ride, eat, sleep, repeat!
  22. 5 points
    U mnie na "k...wa" włącza się radio
  23. 5 points
  24. 5 points
    Dzień 9 Poranek tutaj jest chyba jeszcze piękniejszy niż wieczór. Leniwie rozpoczynamy dzień, latam z aparatem żeby zatrzymać choć trochę klimatu. Jakoś nikomu nie chce się stąd ruszać, no ale... droga wzywa, Wreszcie jedziemy... najpierw do góry do Rudnej, z niej „skrótem” do drogi nr 30. Skrót świetny, malowniczy, szutrowy, na jego końcu – monastyr. No cóż.. Odnotujmy, że jest, nawet ładny, ale my chyba lubimy naturalne widoki bardziej od stworzonych człowieczą ręką Dalszy ciąg dnia to bujanie. Nie, nie w obłokach. Bujanie się. Po zakrętach. Niezliczonej ilości zakrętów, na pustej drodze. Robimy sobie movie-day, jeździmy całą drogą, w różnej kolejności, bawimy się, upajamy drogą. Zmęczenie... ale fajne Dziś o spanie się nie boimy – w końcu mamy 2 kampingi koło siebie. Jedziemy do tego bliżej granicy z BiH mijając po drodze pierwszy który.. jest istnieje jest do niego tabliczka. Ale jedziemy dalej do miejscowości Perucac. No i... zonk. Kamping jest, tyle że zamknięty na 4 spusty a jego plac jest.. wybetonowany. I choć widzimy że jakaś rowerowa para jakby nigdy nic zaczyna się tam rozkładać – co to to nie. Wrócimy sobie. Ale najpierw żarełko. Zaraz obok kampingu, klimatyczna knajpa z tarasami zbudowanymi nad wodospadami. Wodospady świetne, ale sama knajpa tłoczna a obsługa i samo żarcie... takie sobie. Nie polecamy. Koniec końców zjedliśmy i wróciliśmy na przyuważony wcześniej kamp, który okazuje się.. łąką za domem, ale jest grill, jest wiatka i jest prysznic (co z tego że w sąsiednim podwórku w innym domu). W wiatce znajdujemy gazetkę z kampingami w Serbii... Szkoda że tak późno Acha, ta granica co sobie upatrzyłem w Perucac to w rzeczywistości tama na rzece bez przejścia granicznego.. mapa: [/url] kamping (nie ma go w google maps):
  25. 4 points
    Respekt jest. Oglądają z daleka ...


×